środa, 13 kwietnia 2016

LBA.

Siemson Słoneczka! :*

Nie, to nie rozdział!
Zostałam nominowana przez Masło, Julię,Claudie, więc odpowiadam na pytania. 

Od Julii:

1.Co chciała byś w sobie zmienić?
To co 80% społeczeństwa... chciałbym schudnąć; być bardziej pewna siebie. 
2.Kim chciałaś kiedyś być ?
Fryzjerką XD
3.Twój ideał chłopaka ?
Meeega inteligentny, troskliwy, zabawny, pewny siebie.
4.Kogo byś chciała poznać? ( np. ibff, crush, jakaś gwazda, jak tak to kto to ?)
Chciałabym poznać, w sensie spotkać się z dziewczynami ze snapa i fb.  Chciałabym oczywiście poznać Charliego i Leo, i Dawida Podsiadło xD spoko ziomek xD
5.Jaki jest twój ulubiony sklep ?
Hebe, Rossmann, Natura, Super Pharm, Golden Rose i ogólnie wszystkie sklepy, w których są kosmetyki, noi Biedronka xD(nie oceniać, lubię bułki z Biedronki)
6.Ulubiona piosenka ?
Ciągle mi się zmienia, na razie: 
TheSilent Comedy- Bartholomew

7.Jaką istotą nadnaturalną chciała byś być?

To jest trudne xD może być Spidermanem? Raczej spiderwoman, w święta oglądałam film i jakoś mi się tak wzięło xD albo moje marzenie z dzieciństwa: syrenką xD nie ważne.
8.Ulubiony serial/film ?
Seriale: "Twisted", "American Horror Story"
9.Gdybyś mogła wybrać jedną osobę z całego świata, która zastała by twoim chłopakiem/mężem kto by to był ?
Jai Brooks
10.Najlepsze wspomnienie z całego twojego życia ?
To będzie chamskie, ale to chyba był czas zanim urodziła się moja siostra xD nie miałam obowiązków, beztrosko grałam w piłkę, spędzałam czas ze znajomymi i ogólnie byłam za młoda by mieć problemy.Nie ma konkretnego momentu. 

Od Masło XD:

11. Jesteś zadowolona z tego jak piszesz?
Nie, wiem, że mogłabym pisać lepiej.
12. Z czego masz najlepsze oceny?
Polski, wf XD
13. Czy spotkałaś kiedyś swojego idola/idolkę/idolów?
Nie. ;ccc
14. Co cię motywuje do pisania bloga?
Czytelnicy :) komentarze, wyświetlenia, wiadomości od nich...coś niesamowitego. 
15. Ile masz internetowych przyjaciółek, a ile w realu?
W realu dwie, w internecie trochę więcej XD
16. Masz swojego pupila? *.*
Telefon XD
17. Masz swoją drugą połówkę? *MyryMyry* Jeśli nie, to czy masz crusha?
Nie mam. A moim crushem jest każdy, przystojny, napotkany chłopak XD
18. Jakim cudem powstał Twój blog? XD
Takim cudem, że mi się nudziło i wymyśliłam historię. Czytałam dużo blogów (Pozdrawiam Anke) i pomyślałam, czemu by nie zacząć stworzyć coś swojego.
19. Masz laptopa czy komputer? 8)
Komputer ;/ Jeżeli zna ktoś sposoby, jak namówić rodziców na laptopa to poproszę.
20. Jaką książkę mogłabyś mi polecić? XD
"My dzieci z dworca Zoo"

Od Claudii: 

21. Co byś mogła zmienić w Swoim życiu?
Hmm. Podejście do niektórych spraw.
22. Co najbardziej cenisz w swoich przyjaciołach?
Szczerość, to, że zawsze mi pomogą, gdy tego potrzebuje.
23. Co cię przyciągnęło do BaM?
Tekst "Hopeful"
24. Kim chciałabyś zostać w przyszłości?
Chciałabym być swoich szefem, mieć jakiś swój własny interes, albo pisać scenariusze do filmów lub seriali. XD
25. Co cie we mnie irytuje? (Kate to zwłaszcza do ciebie)
Hehe. Claudia klocu, denerwuje mnie, gdy się śmiejesz z mojego śpiewu XD i gdy wysyłasz mi pierdylion zdjęć swojej mordy... Żart, kocham twoje ryło :***** KCKCKCKC
26. Jaki jest twoj ulubiony przedmiot w szkole?
Polski, wf
27. Ulubione piosenki?
TheSilent Comedy- Bartholomew
28. Opisz siebie w 5 słowach.
Głupia, kreatywna, zmęczona XD, miła, nieśmiała.
29. Ulubiony kolor?
Zielony
30. Rzecz bez której nie możesz żyć?
heh telefon ofkors.



Jeżeli macie do mnie jeszcze jakieś pytanie to zadajcie je w komentarzu lub na snapie: xxkasixxd
Uwaga!  Uwaga!
Nominuję.... Werbel proszę....
Boże... Głupia jestem xD nie ważne.
Weronikę
Claudie
Zuzzke
Noi tyle.

Moje pytania:
1.Jaka była wasza pierwsza myśl z rana?
2.Kto jest waszym największym wsparciem?
3.Ulubiony przedmiot szkolny?
4.Masz jakieś hobby, pasje?
5.Kto był twoim idolem w dzieciństwie?
6.Ulubiona bajka?  XD
7.Jakie miejsce na świecie chciałabyś zobaczyć?
8.W jakim filmie/serialu chciałabyś zagrać? (oczywiście w takim, który już istnieje) xD
9.Co byś chciała zmienić w swoich charakterze?
10.Co najbardziej w sobie lubisz?

Kc laski :*
Pozdrawiam <3
-Kate xx



niedziela, 10 kwietnia 2016

10.Sweetheart

*miesiąc później *
Po tym jak Charlie zagroził Jack'owi, chłopak boi się na mnie nawet spojrzeć. Na rękę mi to. Odwołał to, co powiedział całej naszej klasie, że zerwał ze mną, bo jestem sztywniarą i po prostu, zerwaliśmy obustronnie.
I tak cała klasa mnie nie lubi, na lekcjach siedzę sama, a przerwy spędzam z Will'em i jego znajomymi.
Mój ojciec nadal nie znalazł nowej pracy. 
Tato szybciej, bo ja czekam!
Kolejny dzień w szkole. Ubrałam się i ogarnęłam. 


Jadę dziś sama, Will miał na wcześniejszą godzinę. Założyłam słuchawki, więc droga minęła dość fajnie, w ten sposób izoluje się od świata. Jestem tylko ja, muzyka i moje myśli.

Usiadłam w mojej ławce, nadal wszyscy na mnie patrzą, Jack w tej klasie jest lubiany, więc wszyscy są przeciwko mnie. Inaczej jest w szkole, Will i jego znajomi są popularni, więc jestem w elicie. Czuję się trochę jak ich przydupas. Nie jestem tak przebojowa i pewna siebie jak oni, nie pasuje do tego towarzystwa.


Słuchałam nauczyciela od historii, zawsze słucham. Nie potrafię się uczyć w domu, to co usłyszę zapamiętam, to co przeczytam pamiętam przez pięć sekund. Także słuchanie nauczycieli to mój jedyny ratunek, by zdać.
Do klasy weszła nasza wychowawczyni, nienawidzę jej. Odkąd zgubiliśmy się w tym lesie, ciągle bierze mnie do tablicy. Na szczęście jest nauczycielką matematyki, a to jedyny przedmiot, który ogarniam.
-Mogę wziąć na chwilę Devries'a i Nixton? 

Wziąć nas?!
-Tak, oczywiście. -odpowiedział nauczyciel historii. Zmarszczyłam brwi.
Przecież jestem niewinna! Nic nie zrobiłam... chyba.
Wstałam i powoli skierowałam się na korytarz.
-Dzień dobry. -oboje stanęliśmy przed kobietą.
-Bardzo dobry. Mówiłam, że za to co stało się na wycieczce będziecie ukarani. -patrzyła na nas, jakby czekała aż zaczniemy tłumaczyć się z wydarzenia z przed miesiąca. -Teraz jest idealny moment. Za dwa dni jest bal, przygotujecie salę.
Nie wiedziałam o co chodzi, ale grzecznie przytaknęłam. -Zostaniecie dziś po lekcjach i wszystko wam powiem.
-Ale ja nie mogę zostać... -oznajmił Devries.
-Po pierwsze nie zaczyna się zdania od "ale", a po drugie trzeba było o tym wcześniej myśleć. Po lekcjach na małej sali gimnastycznej.-nauczycielka odeszła.
Zaśmiałam się i wróciłam do klasy.
Devries był wkurzony, zabrała swoje rzeczy z ławki z Jeremy'm, zrzucił moją torbę z krzesełka i usiadł obok mnie.
A ten tu po co?
-Mamy przejebane.-oznajmił zakrywając dłonią usta. Nie rozumiem tego gestu, przecież i tak słuchać, że to on mówi.
-Pójdziemy, zrobimy swoje i wrócimy.
-Chciałabyś.
-A właściwie, co to za bal?
-W piątek jest bal Halloweenowy, będziemy musieli ozdobić całą sale. Chyba ją pojebało, że będę bawił się w te dynie i inne gówna.
-Ale nie będziemy musieli robić tego sami, prawda?
-To nasza wycha, zrobi wszystko by nas udupić.
Co?! Nawet się nie wybieram na ten bal, dlaczego mam to robić?! Mam nadzieję, że te ozdabianie będzie polegało na postawieniu trzech dyń gdzieś w kącie.
Całą lekcję brunet żalił się, że nie chce tego robić, a ja tylko przytakiwałam.
W końcu zadzwonił dzwonek, który wybawił mnie od jego zrzędzenia.
Na długiej przerwie nie chciałam siedzieć z Will'em i jego znajomymi, nie czuję się w śród nich dobrze, Charlie'go i Devries'a jeszcze jakoś zniosę, ale jego znajomi z klasy nie przypadli mi do gustu.
Usiadłam na jakimś parapecie i włożyłam słuchawki.
Potrzebowałam momentu samotności, odpoczynku od twarzy, których nienawidzę i które mnie denerwują. (czyt. cała szkoła)
Patrzyłam za okno i jadłam winogrona, które wzięłam z domu.
-Heeeej!
-Boże Lenehan chcesz żebym zawału dostała? -zapytałam łapiąc się za serce.
-Co tam? -zabrał mi jedno winogrono.
-Nic, będę musiała zostać po lekcjach.
-Leondre już mi mówił. Nie za fajnie.
-Taa.
-Czemu siedzisz sama?
-Nie sama, tylko z tobą.
-Weź... Czemu nie siedzisz z nami na stołówce?- poprawił się.
-Nie wiem, podoba mi się ten parapet.
-Jedziesz w weekend do ojca?
-Nie wiem, chyba tak.
-Mogę z tobą?
-Po co?- spojrzałam na niego.
-Nie wiem, i tak nie mam co robić.-wzruszył ramionami.
-Sorry, ale to mój ojciec i chcę spędzić z nim trochę czasu sama. Siedź sobie ze swoim ojcem.-nie chciałam być niemiła, ale kurde nie widziałam się z nim od miesiąca. Ostatnio wszyscy trzej byli ze mną i nawet nie miałam jak porozmawiać z tatą.
-Mój ojciec się do mnie nie przyznaje, więc słabo trochę.
-Co?! -zmarszczyłam brwi.-Jezu... Charlie przepraszam zapomniałam.- przybiłam sobie mentalną piątkę w twarz. Rose idiotko.
-Nie ważne...-przewrócił oczami.
-Przepraszam...
-Nie mówię ci tego żebyś się głupio poczuła.
-A poczułam się.
-Nie ważne. Idziemy na stołówkę?
-Idź, ja sobie tu posiedzę.
-W takim razie ja też.-usiadł na przeciwko mnie i rozmawialiśmy jedząc moje winogrona.
Przerwa niestety się skończyła i miałam iść na lekcje. Zeskoczyłam z parapetu.
-Zaczekaj. -poprosił blondyn i mnie przytulił.
-Dobra. Ja muszę już iść!-zaczęłam go odpychać, ale on trzymał mnie coraz mocniej.
-Co z tego? Ja też. -wziął mnie w stylu 'panny młodej' i ruszył przez korytarz.
-Charlie puszczaj mnie!- machałam nogami, wyrywałam się, ale nic z tego. Miałam tylko nadzieję, że zaniesie mnie do klasy, noi zaniósł...szkoda, że do swojej. Otworzył drzwi i wszedł do pomieszczenia.
-Dzień dobry. -uśmiechnął się do nauczyciela nie puszczając mnie ze swoich rąk.
-Dzień dobry Lenehan. Widzę, że masz dziewczynę, a pracę domową?
-Oczywiście.
-A czy to nie rodzina Turner'a?
-Ja jej nie znam proszę pana! - krzyknął gdzieś z końca sali Loczek. Lenehan w końcu postawił mnie na ziemię.
-Ja tu tylko sprzątam. -uniosłam ręce i poprzedzona śmiechami wyszłam z sali kierując się na matematykę z wychowawczynią. Spóźniona weszłam do klasy.
-Nixton do tablicy. -usłyszałam na wejściu. Posłusznie stanęłam przy tablicy.-Rozwiąż to zadanie. -podała mi kartkę, a ja bez większych problemów podałam wynik. Ciągle mnie bierze do tablicy w nadziei, że akurat tego nie potrafię, a ja uwielbiam ją zwodzić. Gdyby była nauczycielka chemii, to oczywiście nie byłabym taka mocna. -Dobrze, ale niestety muszę wstawić ci nieobecność. -uniosłam brwi.
-Nie może pani, nieobecność wstawia się po 5 minutach spóźnienia, Rose spóźniłam się 4 minuty i 13 sekund. Znam statut i regulamin na pamięć. -uśmiechnął się Devries. Szok to było to, co czułam. Czy on mnie broni? 
-Siadaj. -warknęła nauczycielka a ja szybko poszłam do swojej ławki.
Gdy zadzwonił dzwonek powinnam kończyć lekcję, ale musiałam ozdobić tą głupią sale. Wyszłam z klasy, zobaczyłam Devries'a, który uśmiechał się do mnie.


*LEO*
Czekałem na Rose, gdy ją zobaczyłem uśmiechnąłem się i machnąłem rękę, żeby podeszła.
-Dzięki, że mnie broniłeś.
-Nie ma sprawy, idziemy?
-Tak. -ruszyliśmy w stronę sali gimnastycznej.
Nie chciałem zostawać po lekcjach, mam ciekawsze rzeczy do roboty, ale jeżeli mam być tam z Rose, to czemu nie? Chcę zaprosić ją na bal. Nie wiem dlaczego, ale krępuje się trochę, co jeśli odmówi albo jeszcze gorzej -wyśmieje? Z drugiej strony, wyśmieje? Mnie? To nie możliwe.
Weszliśmy na salę, na środku leżała piłka, Rose rzuciła swoją torbę pod ścianę i zaczęła podbijać piłkę nogą. Udawało jej się robić to do czterech razy, podszedłem do niej z zamiarem zabrania piłki. Rose spojrzała na mnie.
-Aaa! -wrzasnęła i kopnęła piłkę tak mocno, że odbiła się ona od ściany i przeleciała nad naszymi głowami. Spojrzeliśmy na siebie i zaczęliśmy się śmiać. Gdy spoważnieliśmy posłałem jej znaczące spojrzenie i zaczęliśmy biec w stronę piłki. Byłem pierwszy, zgarnąłem nogą piłkę, a brunetka próbowała mi ją odebrać, popychała mnie i ciągała we wszystkie strony, niestety jej delikatne rączki były sobie nie radziły. Gdy już się zmęczyła usiadła na ziemi.
-Co? Tak łatwo odpuszczasz?
-Nie chcę cię ośmieszyć.-zaśmiała się.
-Mnie? Ośmieszyć? Jestem mistrzem.
-E tam widziałam lepszych. -powiedziała bez emocji.
-Chodźcie tu. -usłyszeliśmy głos nauczycielki, Rose wstała i podeszliśmy do kobiety. -Macie na to dwa dni. W składziku są rzeczy. Macie zrobić to sami. Powodzenia. -odwróciła się i odeszła.
-Nienawidzi nas. -stwierdziłem.
-Tak, chyba tak. Chodź po te rzeczy. Chce mieć to z głowy.
Poszliśmy do tego składziku, gdzie było milion pudełek. Nosiliśmy je ponad 10 minut.
-Leo ja nie chcę tego robić. -dziewczyna usiadła na ziemi i zrobiła smutną minę. Wyglądała tak uroczo.
-Chodź, zrobimy to i pójdziemy coś zjeść.-trochę mi się głupio zrobiło. Miałem nadzieję, że przytaknie czy coś, a ona mnie zignorowała.
Rose stała na drabinkach i od ponad 20 minut zasłaniała okna. Ja tylko co jakiś czas podawałem jej płachty itd.
-Co tam dzieci? Kara? -przyszedł Lenehan. On tu po co? Kurde, to mój przyjaciel, ale wkurwia mnie to, że ma lepszy kontakt z Rose, niż ja.
-Niestety.
-Rosie, Słońce mam do ciebie sprawę...-zaczął. Błagam niech nie robi tego o czym myślę.
-Później, jestem zajęta. -burknęła nawet na niego nie patrząc, próbowała zaczepić zasłonę o haczyk.
-Nie ma później. -podszedł do niej i szepnął za nogę. Rose spadła z drabinek prosto w jego ramiona. Pieprzony romantyk.
-Boże, mogłeś mnie zabić! -krzyknęła zabierając włosy z twarzy.
-Nie mogłem, bo mam sprawę.-wyszczerzył się do niej i postawił na ziemię.
-Zamieniam się w słuch.
Tak... Stałem do nich tyłem i udawałem, że coś robię.
-Skoro, ani ty, ani ja nie mamy partnerów na bal... To może pójdziemy razem? -wiedziałem, po prostu wiedziałem, że o to zapyta.
-Przepraszam, ale nie wybieram się na bal.
I bardzo dobrze. Ja cię wyciągnę na bal.
-Oj no weź, będzie zabawnie.
-Charlie, nie...
-Słońce, mi odmówisz?
Ja bym na jej miejscu odmówił.
-Błagam tylko nie mów, że mamy się przebierać.
Pojebało ją. Halo to ze mną miałaś iść!
-To bal Halloweenowy, bez przebrania nas nie wpuszczą.
-Eh, no dobra.
-Świetnie! To co pomóc wam? -zapytał odwracając się do mnie.
Charlie Lenehan'ie ty jebany kłamco. Rozmawiałem z nim o Rose, mówił, że mu się nie podoba. A teraz co? Słońce... Bal... Nienawidzę go.
-Nie, jak wychowawczyni cię zobaczy, będzie wściekła.
-Okej, to chociaż na ciebie poczekam.
Ohh ty zasrany romantyku.
-Charlie nie trzeba...-uśmiechnęła się brunetka.
-Chyba wypada...
-Oj przestań, jesteśmy przyjaciółmi.
Ha! To było zabawne. Jeżeli ona mu się podoba, to te słowa musiały boleć. Najgorszy tekst od dziewczyny, która ci się podoba : Jesteśmy przyjaciółmi. Stary, nic z tego nie będzie.
-To do zobaczenia. -pocałował dziewczynę w policzek i wyszedł. 

O kurwa.
Co ja mam teraz zrobić? Zabrał mi laskę z przed nosa. I to jest mój przyjaciel?
Rose zasłaniała te okna, a ja usiadłem pod ścianą i grzebałem w telefonie. Niech sama sobie ozdabia tą salę.
Kurde, nie ma takiej opcji żebym nie podobał się Rose. Po prostu nie ma. 

Pora zastosować taktykę Lenehan'a. Wezmę jakąś laskę na bal, będę się zajebiście bawił, a ona będzie zazdrosna. Tylko jak znaleźć ładniejszą dziewczynę od niej? Z Will'em coś wymyślę. Oczywiście nie powiem mu, że jego siostra mi się podoba. A raczej nie ona, tylko wyzwanie. Mogę mieć każdą udowodnię to.
-Skoro nic nie robisz, to mógłbyś ustawić stoliki?
-Tak, tak, zaraz. -odpowiedziałem i kontynuowałem grę. Po dziesięciu minutach, wszystkie okna były już zasłonięte. Brunetka zeskoczyła z drabinek i zaczęła przenosić ławki. Co chwilę spoglądałem na nią z nad telefonu. Podniosła ławkę, przeniosła o jakieś 30 centymetrów i stawiała, a potem znowu.
-Pomogę ci.-podniosłem się i podszedłem do dziewczyny.
-W końcu. Te ławki są strasznie ciężkie. -odsunęła się.
Wcale nie były ciężkie, po prostu Rose jest słaba. Przestawiłem je szybko, a potem je ozdobiliśmy fioletowymi obrusami i plastikowymi dyniami. Dwa stoliki i kilka krzeseł postawiliśmy pod ścianą. Przynieśliśmy jeszcze sprzęt do odtwarzania muzyki, którą ja miałem załatwić. Rose jeszcze zawiesiła jakieś gówna na drabinkach.
Praktycznie nie rozmawialiśmy, wkurwiło mnie to, że idzie na bal z Charlie'm. Nie miałem ochoty już nawet spędzać z nią czasu.
Gdy wszystko było gotowe poszliśmy w swoje strony.


*DZIEŃ BALU*
Dzień w szkole minął jak zawsze. Nudy i tyle. Na bal zaprosiłem Rachel. Dziewczyna na jeden wieczór. Będzie jak zawsze, spędzę z nią trochę czasu, a potem będzie przez tydzień do mnie wydzwaniała. Nie lubię takich dziewczyn, są za łatwe. Nie mają własnego zdania i zrobią wszystko co im karze, by tylko się przypodobać.
Nie lubię Halloweenowych tradycji, są dla mnie za dziecinne, ale wszyscy muszą się przebrać. Ubrałem się na czarno i wziąłem maskę. Gdy byłem gotowy poszedłem do Charlie'go.
Przywitałem się z jego rodziną i poszedłem na górę. Nie spodziewałem się takiego obrazka. Mój przyjaciel siedział na ziemi, a na jego kolanach Rose.
-Cześć.
-Siema, gdzie twoja dziewczyna? -zapytał blondyn. Przyjrzałem się im, dziewczyna miała w dłoni farbę i pędzel, malowała mu coś na twarzy.
-Spotkamy się na miejscu., -odpowiedziałem i usiadłem obok nich.
-Dobra nie ruszaj się już. -rozkazała mu dziewczyna i przyłożyłam pędzel z białą farbą do twarzy.
-Malujesz go? -zapytałem rozbawiony.
-Sam chciał.
-Tylko nie zepsuj tego Słońce.
Słońce. Heh.
To wyglądało tak: ona go malowała,  a on kładł ręce na jej udach lub pośladkach. Robił to jej na złość. Rose krzyczał na niego i rzucała jego łapy. Dobrze Rose, tak trzymaj.
Jakby ona mu na to pozwalała, zapomniałbym, że to mój przyjaciel i uciął mu ręce.
Kurwa co ja bym dał, żeby ona siedziała na moich kolanach...
-Lenehan ręce! -skarciła go po raz setny.
-Przepraszam nie mogę się powstrzymać.
-Dobra już skończyłam. -brunetka zeszła z jego kolan i z torby wyjęła... Coś...w każdym razie wyglądało jak krem.
-Co to?
-Guma do włosów. -uśmiechnęła się. -Jeszcze włosy ci ułożę.
Nałożyła tej gumy na ręce i zaczesała jego włosy do tyłu.-Noi pięknie. -z uśmiechem podziwiała swoje dzieło. No muszę powiedzieć, że wyszło jej zajebiście. 


Rose wzięła swoją torbę i poszła do łazienki się szykować.
Ile jej to zajęło?
Pieprzone dwie godziny!!!
No ludzie ile można.
Była już gotowa pół godziny temu, ale mama Charlie'go musiała oczywiście ją zobaczyć i weszła do łazienki. I trzydzieści minut jeszcze poprawiała Rose.
-Już jesteśmy spóźnieni.-oznajmił blondyn spoglądając na zegarek. Założył już jakaś godzinę temu ciuchy, które wybrała mu Rose. Czarne spodnie, czarną koszula i czarną marynarka.
Po długim wyczekiwaniu do pokoju weszła Rose. 





-Woow.-tyle udało mi się wydusić.
-Co? Dobrze? -zapytała obracając się dookoła.
-Wyglądasz pięknie. -uśmiechnąłem się skanując ją wzrokiem od dołu do góry. Po chwili otrząsnąłem się
 myśląc jak to musiało idiotycznie brzmieć. 
-Dziękuję.
-Boże Rose wyglądamy zajebiście! Jak ty się nauczyłaś tak malować?
-Oglądałam filmiki za YouTube.-zaśmiała się. -Idziemy?
-A co z Will'em?
-Źle się czuję. Został w domu. A twoja partnerka?
Idzie z moim przyjacielem.
-Umówiliśmy się na miejscu.
-Aa no tak. Okej. To idziemy?
-Tak, mamoo wezmę twój samochód! -krzyknął blondyn i wyszliśmy z jego domu. Rose szła przodem, a my za nią.
-Eh zajebiście wygląda. -szepnął do mnie Charlie śledząc każdy jej ruch.
-Mówiłeś, że ci się nie podoba.
-Podoba, ale nie w ten sposób. To tylko przyjaciółka.-klepnął mnie w ramię i wsiedliśmy do auta.
Charlie jako ten romantyczny dżentelmen pomógł Rose wysiąść z samochodu.
Weszliśmy do szkoły i od razu skierowaliśmy się na salę. Ludzi było sporo, wszyscy poprzebierani na różne sposoby, ale moim zdaniem najlepiej wyglądali Charlie i Rose.
Oczywiście impreza już się zaczęła, wszyscy tańczyli do muzyki, którą wcześniej załatwiłem.
-Leooo! -odwróciłem się, a w moje ramiona wpadła Rachel.
-To my was zostawimy. Chodź Słońce. -blondyn pociągnął dziewczynę i tyle ich widziałem.
-Idziemy tańczyć, czy wolisz robić coś innego?
Wolę pilnować Charles'a i Rose.
-Chodź usiądziemy.-wziąłem ją za rękę i poszliśmy do stolika. Siedziała tam jakaś para, ale gdy się dosiedliśmy uciekli. 


*ROSE*
Charlie wyciągnął mnie na środek sali. Nie lubię i nie potrafię tańczyć, ale bawić się trzeba. Charlie chyba też nie potrafi tańczyć, złapał mnie za rękę i położył dłoń na moich plecach, a ja na jego ramieniu. Kręciliśmy się po całej sali, co jakiś czas chłopak obkręcał mnie, podnosił czy opuszczał w dół. Było zabawnie, dawno tak się nie bawiłam, właściwie to nigdy się tak nie bawiłam. W końcu zaczęła lecieć wolna muzyka, byłam strasznie zmęczona. Charlie objął mnie w talii i przyciągnął do siebie, a ja zarzuciłam ręce na jego kark.
Wszyscy nam się przyglądali, faktycznie muszę przyznać, że całonocne oglądanie filmików na YT opłacało się. Makijaż wyszedł całkiem dobrze.
-Ja to jednak zajebiście tańczę. -powiedział do mojego ucha blondyn. Zaśmiałam się.
-Masz rację, nigdy nie miałam lepszego towarzysza.
-Jak będziesz miła to może jeszcze kiedyś zabiorę cię na jakiś bal.
-Myślę, że to nie dla mnie. To pierwsza i ostatnia impreza w moim życiu.
-Aj tam. Jeszcze cię wyciągnę na jakąś.
Tańczyliśmy cały wieczór byłam wykończona. Charlie to rozrywkowy chłopak, z nim nie da się nudzić.
Widziałam Devries'a, który siedział przy stoliku ze swoją dziewczyną.
Gdy impreza dobiegła końca, postanowiliśmy już iść.
-Pójdę jeszcze do łazienki. Spotkamy się w samochodzie.
-Okej.
Chłopcy ruszyli w stronę wyjścia a ja w głąb korytarza. Światła były zgaszone więc było cholernie ciemno. Jakimś cudem udało mi się znaleźć toaletę. Zapaliłam światło, weszłam do pomieszczenia, załatwiłam swoje potrzeby i umyłam ręce. Poprawiam włosy i już miałam wychodzić, ale światło się zgasiło a do pomieszczenia weszła jakaś postać. Była przerażona. Ten ktoś szybko do mnie podszedł i łapiąc w talii przycisnął do zlewu przylegając do mnie całym ciałem.
-Nawet nie wiesz jak bardzo mi się podobasz w tej sukience. -szepnął do mojego ucha przegryzając jego płatek. Rozpoznałam głos. To był Devries. Jego dłoń z mojej talii przeniosła się na biodra, a potem na pośladki. Serce waliło jak oszalałe.
-Cco ty robisz? -zapytałam ledwo słyszalnie.
-Przepraszam, ale nie mogę się powstrzymać.- Spojrzał na mnie a ja zauważyłam blask w jego oczach i speszona spuściłam głowę.
Jego dłoń z pośladków, jadąc po całej długości moich pleców znalazła się na policzku. -Spójrz na mnie.-rozkazał a ja to zrobiłam.
-Jesteś stanowczo za blisko.
-Słyszę bicie twojego serca. Podoba ci się to. -Zaśmiał się krótko i odgarnął kosmyk moich włosów. Nie bardzo wiedziałam do czego to prowadzi. -Przepraszam, ale muszę. -Oznajmił i wbił się w moje usta. Była zaskoczona, nie wiedziałam co się dzieję. Jego usta były miękkie i delikatne, robił to powoli, jakby delektował się każdym dotknięciem naszych warg. Zaczęłam odwzajemniać pocałunek, za bardzo się wkręciłam żeby przestać. Na chwilę oderwał się ode mnie i zaśmiał. Momentalnie znów jego usta znajdowały się na moich
. 


-Hej.-odepchnęłam go lekko. -Charlie czeka.
-To poczeka jeszcze chwilę. -szepnął i znów zbliżył swoje usta do moich.
-Przestań Devries.
-Nie mów do mnie Devries. -warknął.-Może pójdziemy teraz do mnie?-zaproponował gładząc moje włosy. Tego się nie spodziewałam.
-De... Leo nie...
-Dlaczego ty taka jesteś?
-Leo musimy już iść.
Chłopak odpuścił. Złapał mnie za dłoń i wyszliśmy na korytarz. Od razu wyrwałam swoją rękę.
-Co z tobą jest nie tak? -odwrócił się w moją stronę. Było ciemno więc nie widziałam jego twarzy, ale mogę się założyć, że był zły. -Nie ważne, mam lasek na pęczki. -oznajmił wyprzedzając mnie.
Teraz to w ogóle nie wiem o co chodzi. Całuje mnie, dotyka, a po chwili stwierdza, że 'jesteś jedną z wielu i w sumie to mam cie w dupie'. To miłe.
Gdzie się podział ten przestraszony Leo z podstawówki?
Poprawiłam sukienkę i zgrabnym krokiem poszłam do samochodu. 

__________________________________
Siemson moje Słoneczka!
Nudziło mi się więc jest nowy rozdział!
Jak się podoba?
TeamCharlie? TeamLeondre?
Miłego tygodnia :*
-Kate xx

czwartek, 7 kwietnia 2016

9.I was your first boyfriend.

Nie wiem czy sama się obudziłam, czy zostałam obudzona, oba pojęcia pasują. W każdym razie otworzyłam oczy, gdy zaczęłam się dusić. Will zarzucił rękę na moją szyję, aż zabrakło mi powietrza. Usiadłam szybko.
-Głupek.-powiedziałam do siebie i poszłam do salonu. Tato był w kuchni i robił tosty.
-Hej.
-Cześć, jak tam? -zapytał pijąc swoją kawę.
-Will jest głupi.
-Trochę jest. -spojrzałam na niego i zaczęliśmy się śmiać.
-Długo wczoraj siedzieliście?
-Y-y trochę porozmawialiśmy.
-O czym?
-Nie wiem czy mogę ci powiedzieć. -zaśmiał się. -A jak się mieszka u mamy?
-Dobrze.-Usiadłam na krzesełku. -Ale chcę już wrócić.
-Rosie...zrozum ciągle szukam czegoś.
-Rozumiem tato.
-Zmieniło się trochę przez te dwa tygodnie.
-Masz na myśli to, że mam znajomych, a nawet chłopaka?
-Tak, właśnie to. -powiedział niepewnie.
-Nikt mnie tam nie pamięta, mogłam zacząć od nowa.
-Wiem, ale boję się, że nie wrócisz.
-Tato... Mogę zacząć tam od nowa, ale nie chcę. Chce tu wrócić.
-A twój chłopak?
-To tylko 45 minut stąd, damy radę. -uśmiechnęłam się do niego.
-Szkoda.
-Tato!
-No co? Postaw się na moim miejscu, moja mała córeczka ma chłopaka. Hmm muszę go poznać.
-Poznasz. To na prawdę miły chłopak.
Zjedliśmy śniadanie, porozmawialiśmy, a chłopcy zaczęli wstawać po 15, najpierw Charlie, który zaskakująco dobrze dogaduję się z moim ojcem, potem Will, a ostatni wstał Devries. Musieliśmy już jechać, bo BARS AND MELODY mają jakieś spotkanie z menadżerem, czy coś.
Siedzę w salonie i czekam na Jack'a. Wróciliśmy pół godziny temu, mój chłopak napisał, że się stęsknił i niedługo przyjdzie, więc wzięłam szybki prysznic i przebrałam się.

Gdy usłyszałam dzwonek pobiegłam w stronę drzwi i od razu rzuciłam się w ramiona chłopaka.
-Hej kotku. -złożył szybki pocałunek na moich ustach.
-Cześć, chodź. -wpuściłam go do środka. Jack się rozebrał i poszliśmy do mojego pokoju.
Włączyliśmy film i oglądaliśmy przytuleni do siebie.
-Rosie, jest ktoś w domu? -spytał, gdy byliśmy już w połowie.
-Will poszedł do jakiegoś znajomego, a mama i George są w pracy. -gdy tylko powiedziałam ostatnie słowo, chłopak posadził mnie na swoich kolanach i bez słowa zaczął namiętnie całować. Byłam zaskoczona, ale od razu zaczęłam odwzajemniać pocałunki. Trwało to chwilę, a potem brunet złapał za koniec mojej bluzki i pociągnął do góry. Szybko się od niego odsunęłam.
-Co ty robisz?
-Jak to co? -uśmiechnął się. -Jesteśmy razem, to chyba normalne.
-Jack, jesteśmy razem dopiero tydzień.
-Co z tego? Rosie, nie udawaj, że tego nie chcesz. -położył dłoń na moim udzie, ale ją zrzuciłam.
-Nie udaje, nie chcę tego.
-Dlaczego? Zrobiłem coś nie tak?
-Nie, po prostu chcę z tym poczekać. 


*LEO*
Byliśmy na spotkaniu z menadżerem, a potem poszliśmy do Will'a, mówił, że Rose jest z Jack'iem i mamy nie przeszkadzać. Śmieszne. W czym mieliśmy im przeszkadzać, pewnie siedząc i oglądają jakiś film. Rose nie jest laską, z którą można robić coś innego. Siedzieliśmy jak zwykle na kanapie i graliśmy w Fifę. Z pokoju Rose słychać było niezrozumiałe krzyki.
-Pewnie chciał ją pocałować. -powiedziałem i zaczęliśmy się śmiać. Umilkliśmy, gdy z jej pokoju wybiegł Jack i zszedł szybko po schodach.
-Jeszcze będziesz tego żałować! Będziesz błagała bym do ciebie wrócił!- krzyknął nawet nie zwracając na nas uwagi. Po chwili wybiegła brunetka, ale zatrzymała się przed schodami.
-Wypierdalaj! -chciało mi się śmiać. Ta dziewczyna nigdy nie przeklina, a tu proszę.
-Znajdę lepsza!
-Ooo! Krzyżyk na drogę!-odkrzyknęła i pokazała mu środkowy palec.


Chłopak wyszedł, a my zaczęliśmy się śmiać. Rose spojrzała na nas groźnie.
-Wszyscy jesteście tacy sami!- pomachała palcem w naszą stronę.
I tyle ją widzieliśmy.
-Może do niej pójdę... -stwierdził Charlie.
-Lepiej nie. Pierwszy raz widziałem ją taką złą. Nie wiadomo co może zrobić. -zaśmiał się Will.
-Ciekawe o co poszło...
-Nie wiem. Zaraz przyjdzie się wyżalić.
Po dziesięciu minutach faktycznie zeszła na dół, ale nie do nas. Założyła buty.
-Rose wszystko w porządku? -zapytał jej 'brat'.
-Tak.
-Gdzie idziesz?
-Do koleżanki.
-Ty nie masz koleżanek. - niezbyt miłe, ale prawdziwe.
-To sobie znajdę!
-Dobrze, tylko wróć przed 22.
-Nie będziesz mi mówił o której mam być w domu!- krzyknęła i wyszła.
-Chyba serio musi być źle. -stwierdziłem.
-To dziewczyna, dla niej wszystko jest źle.
-Może trzeba było z nią iść. Nie wiadomo co się stało, co zrobi...
-Przestań Charlie, to Rose... Mogę się złożyć o miliony, że wróci przed 22.
-No tak.
Strasznie mnie ciekawiło co zaszło między nimi, ale sama jest sobie winna. Miała szansę wybrać mnie, nie wykorzystała jej. Trudno, niech teraz cierpi.
Will mówi, że przejdzie jej, a Charlie jak to Charlie martwił się o nią. Po co? Znam ją z nich najlepiej, będzie zła i jej przejdzie. Mam tylko nadzieję, że nie wróci do Jack'a. 


*ROSE*
Wczoraj wróciłam przed 22, tak jak kazał Will. Nie chciałam żeby się martwił.
Robię sobie babski dzień sama ze sobą. Zjadłam śniadanie z mamą i George'm, wzięłam lody i chipsy, super połączenie, termos herbaty i zamknęłam się w pokoju. Dobrze, że Will jeszcze śpi, nie chcę mu się tłumaczyć z wczoraj, a jakby zaczął się dopytywać przy mamie, to by mi żyć nie dali.
Wzięłam laptop i włączyłam zakładkę z romansami. Pierwszy film jaki mi się pokazał: "Love, Rosie". O ironio!
Wale to, obejrzę "American horror story" od początku. Peters jest przystojniejszy od Jack'a. Stop! Nie myśl o nim, to dupek!
W połowie pierwszego odcinka do drzwi mojego pokoju zaczął dobijać się Loczek.
-Rose musimy pogadać, otwórz!
Gdybym jeszcze przez chwilę go słuchała, otworzyłabym drzwi, więc założyłam słuchawki i słyszałam tylko głosy aktorów.
Boże, czym ja sobie zasłużyłam żeby tak mnie potraktować? Byłam grzeczna i miła.
Już myślałam, że jestem tu szczęśliwa, ale musiało się coś spieprzyć.
Co ja sobie myślałam?  Że przyjadę tu i po dwóch tygodniach moje życie będzie lepsze. Bądźmy realistami.
Myślałam, że z Jack'iem....
Rose miałaś o nim nie myśleć!
Mmm Tate nawet w tym sweterku wygląda dobrze.
Tak spędziłam dzień do 17, jadłam puste kalorie i biłam się z własnymi myślami.
Co ja ze sobą robię? Teraz nie będę tylko smutna, ale też gruba.
Nie pracowałam tak długo na zrzuceniu tylu kilogramów, żeby teraz wróciły.
Wstałam, otrzepałam się z okruszków chipsów i zdjęłam poplamioną od lodów bluzkę, którą wytarłam buzie.
Ubrałam się i zeszłam na dół.


-Mamo idę pobiegać. -oznajmiłam wiążąc włosy.
-Dobrze, wszystko okej? Nie jadłaś obiadu, nie otwierałaś drzwi...
-Tak, miałam słuchawki i nie słyszałam. Zjem coś jak wrócę.
Założyłam buty i wyszłam. Przebiegłam obok skateparku, był tam mój 'brat' z kolegami.
Biegałam ponad godzinę po plaży. Zadyszana wróciłam do domu. Wzięłam długą kąpiel, pomalowałam paznokcie i odrobiłam lekcję.
Położyłam się spać po 22.


Z rana nie miałam ochoty na nic. Ubrałam pierwsze lepsze ciuchy, pomalowałam rzęsy, a włosy rozczesałam.


No Rosie, brawo, wyglądasz jak gówno!
Ale dla kogo mam wyglądać ładnie? Już mi wszystko jedno.
Spakowałam torbę i zeszłam na dół.
Will wcześniej wstał. Dlatego nie dobijał się do łazienki.
-Hej wszystkim. -usiadłam przy stole i posmarowałam grzankę dżemem truskawkowym.
-Hej, unikałaś mnie. -stwierdził Loczek pijąc swoją kawe.
Dwie najważniejsze dla niego rzeczy? Kawa i papieros.
-Czemu miałabyś go unikać?-zapytała zaciekawiona mama, a George spoglądał na mnie zza tabletu.

W 21 wieku nie czyta się gazet.
-Nie unikałam. Oglądałam seriale, a potem cie nie było.
-Rose, Susan idzie dziś do koleżanki, może pomożesz mi zrobić zakupy? -zapytał George. Byłam zdziwiona... To mało powiedziane, to był dla mnie szok. Moje rozmowy z nim wyglądały tak: "Cześć jak tam? Dobrze. Okej."
Tyle.
-Em, no dobrze.
-Dobra, chodź, bo się spóźnimy. Susan mogę twój samochód? -Możesz, tylko po szkole wracaj do domu, bo jadę do Shiley.
Zapakowaliśmy tyłki do samochodu i ruszyliśmy. Chciałam włączyć radio, ale Will uderzył mnie w dłoń.
-Porozmawiamy.
-Dobrze.-postanowiłam udawać głupią. -O czym?
-Heh, co z Jack'iem? -zapytał skręcając w uliczkę, na której mieszkają Devries i Lenehan. No pięknie. -Może sam nie namówię cię do zwierzania, ale Lenehan wydusi z ciebie wszystko.
-Siemka. -do auta wsiadł duet głupi i głupszy.
-Hej, mam Rose. -zaśmiał się Will i ruszył.
-Co tam Słońce?- zapytał przemiłym głosem blondyn.
-To było do mnie, czy do tego, które chowa się za chmurami? -spojrzałam na szarą pogodę.
-Ty też się chowasz.
-Nie chowam.
-Chowasz. Wczoraj cię nie widziałem, a byłem pół dnia w twoim domu i pół godziny przed drzwiami twojego pokoju.
-Babski dzień, nie mogłam wpuścić chłopaka. -spojrzałam na niego i zaśmiałam się.
-Piękny uśmiech, a teraz powiedz co się stało. -wbił mi palec w żebra.
-Eh. Po prostu się pokłóciliśmy.
-Chciał dotknąć wargami twoich ust? -zaśmiał się Devries.
W sumie, po co mam się im żalić.
-A tak serio? -zapytał blondyn.
-Nie ważne.
-Leo, już bym to z niej wydusił.
-Zapytam Jack'a jak cię to tak bardzo ciekawi.
Prychnęłam na jego słowa. Na pewno mu powie, już to widzę.
Zatrzymaliśmy się na parkingu szkolnym, a ja prawie wybiegłam z samochodu.
Zaraz dzwonek, gdy tylko weszłam do sali wszystkie oczy skierowały się na mnie.
Spuściłam wzrok. Przecież mam takie ładne buty.
Poszłam na ostatnią ławkę, a śmiechy, które słyszałam były ogłuszające.
Co bolało podwójnie? To, że jak wszedł Devries od razu poszedł do Jack'a, przybił mu piątkę, a potem zaczęli cichą rozmowę. Rozmawiali o mnie. Brunet śmiał mi się prosto w twarz. I on chciał się ze mną przyjaźnić...
Miałam wrażenie, że wszyscy rozmawiają o mnie. No tak, norma, przecież tak było zawsze.
Po dzwonku poszłam do swojej szafki po książki na kolejną lekcję.
-Co Rosie, już tęsknisz? -usłyszałam za plecami ohydny głos Jack'a, a potem śmiechy. Juli, Jennifer i Mikea.
Zignorowałam to.
-Nie udawaj cnotki. -pociągnął mnie za ramię. Teraz staliśmy twarzą w twarz.
-Nie dotykaj jej. -odwróciłam się  stronę, z której usłyszałam głos Lenehan'a.
-Daj spokój stary... - w tym momencie pięść blondyna znalazła się na twarzy mojego ex. Zakryłam dłonią usta, a chłopak uderzył plecami o szafki, a potem osunął się na ziemię.
-Po pierwsze: masz się nie zbliżać do Rose, a po drugie: nie jesteśmy na ty. -powiedział spokojnie. -Ty też masz jakiś problem?- spojrzał na czarnoskórego, który opowiedział machając przestraszony głową. -Dobrze. Pięć metrów.- nadal z kamienną twarzą powiedział do chłopaka, który siedział na ziemi.
Objął mnie w talii i odeszliśmy.
-Charlie dziękuję, ale ja chyba wrócę do domu...-nadal byłam w szoku.
-Okej. -odpowiedział i nie zabierając dłoni z mojego ciała ruszył do wyjścia.
-Nie, nie będę cię namawiała do ucieczki. -zatrzymałam się.
-Kogo, jak kogo, ale mnie nie trzeba namawiać do ucieczki. -uśmiechnął się szeroko.
Wyszliśmy ze szkoły i poszliśmy do kawiarni.
-To mogę wiedzieć za co mu przyłożyłem?
-Chyba powinieneś. Eh... W sobotę przyszedł do mnie Jack, oglądaliśmy film wszystko fajnie noi zaczęliśmy się całować.
-Tylko nie mów, że to dlatego... -zaśmiał się i wrócił do mieszania swojej kawy.
-Chciałabym. Chciał mi zdjąć bluzkę. -jak to powiedziałam chłopka gwałtownie na mnie spojrzał.- Speszyłam się i odsunęłam.
-Noi dobrze.
-Słuchaj dalej. Powiedział, że to przecież normalne.
-No nie wiem. Po dwóch tygodniach znajomości...
-Odpowiedziałam mu to samo. Gdy usłyszał, że nie chcę z nim tego zrobić, wkurzył się i powiedział mi całą prawdę.
-Jaką prawdę? -zapytał ciekawy, a moje oczy zaszkliły się.




-Wcale mu się nie podobałam. Byłam głupim zakładem. Miał w ciągu tych dwóch tygodni zaciągnąć mnie do łóżka. -załamał mi się głos. Blondyn złapał mnie za rękę.
-Co za chuj... Słońce...spokojnie...
-Wiem, nie zależało mi na nim jakoś bardzo, ale to był mój pierwszy chłopak.
-Ja byłem twoim pierwszym chłopakiem. -zrobił smutną minę, a ja się zaśmiałam. -Co z tego że na niby. Poczekaj Will dzwoni.
-Halo?
-...
-Porwałem twoją siostrę i jesteśmy w kawiarni.
-...
-To ja, ale lekko uderzyłem, nie jest złamany.
- ...
-Tez cię kocham. Do później

-Gej.- skomentowałam.
-Do ciebie też dzwonił, poinformować, że ktoś złamał nos twojemu ex. -powiedział dumny.
-Może i jesteś chudziutki, ale tym ciosem mogłeś go zabić.
-Dziękuję, dziękuję. -zaczął się kłaniać, a ja wybuchłam śmiechem.
-Noi ten uśmiech ma zostać na twojej twarzy.
-Ciekawe co on im mówił, wszyscy się ze mnie śmiali.
-Nie wiem, ale z Will'em złamiemy nos każdemu, kto krzywo na ciebie spojrzy.
-Ooo kochany jesteś.
-Tutaj proszę. -pokazał palcem na swój policzek. Oboje wstaliśmy, a ja pocałowałam go w policzek. -Dziękuję.
-To ja dziękuję. -uśmiechnęłam się.
-Nie ma za co, za tą podwójną randkę będę musiał długo się odwdzięczać.
-Już zrobiłeś wystarczająco. A teraz serio, dziękuję, że mnie dziś broniłeś, ale już nie mieszaj się w to. Nie chcę afery.
-Dobrze, ale złamie zakaz zbliżania się do ciebie, to niestety prawo go dosięgnie.-zaśmialiśmy się.

Dopiliśmy nasze kawy i spacerowaliśmy po mieście.
Tak jak powinnam kończyć lekcje wróciłam do domu. Bałam się, że mama dowie się o uciecze, to był mój pierwszy raz.
Jak tak pomyślę, to sporo zasad złamałam w ostatnim czasie.
-Jak w szkole? -zapytał George, gdy wszyscy siedzieliśmy przy stole. Zrobiło mi się gorąco, a Loczek od krząknął.
-Dobrze. Jak zawsze nudy.
-A kiedy przedstawisz mi swojego chłopaka? -uśmiechnęła się mama. Myślałam, że zakrztuszę się zupą.
-Jak go znajdę.
-Co?! A Jack?
-Nie jesteśmy już razem.
-Dlaczego?
-Nie dogadaliśmy się.
-No dobrze...
Resztę posiłku zjadłam w ciszy. Przebrałam się w dresy i z George'm pojechaliśmy do sklepu. Zdziwiłam się, że Will nie mówił nic o zajściu w szkole. O nic nie wypytywał.
Kocham zakupy z George'm. "Bierz co chcesz" to jego motto. Pomogłam mu wybrać krawat, a on mi lakier do paznokci. Było zabawnie. Kupiłam też bluzkę, ale wybrałam ją już sama. Byliśmy jeszcze na kawie. To już druga dzisiaj. Nie zasnę.
Ojciec Will'a wcale nie jest taki 'oficjalny' jak myślałam. To całkiem spoko facet.
Do domu wróciliśmy po 19.
-Rose, chodź tu! -usłyszałam zdenerwowanego Will'a. Spojrzałam na jego ojca.
-Jaka Rose? Rose nie ma. -zażartował mężczyzna. Will przyszedł do przedsiąka i zmarszczył brwi. Tak to dziwne, że jego ojciec żartuje.
-Albo porozmawiasz ze mną dobrowolnie, albo powiem to przy wszystkich.
Weszliśmy do salonu gdzie byli Lenehan i Devries.

Lenehan kabel. Już wiem o co chodzi.
-Coś się stało? -zapytał zdezorientowany mężczyzna.
-Nie, wszystko okej. Chodź do mojego pokoju. -popchnęłam chłopaka w stronę schodów.
-Czy ciebie pojebało?! Czemu mi nie powiedziałaś?! Przecież ja go wykastruje! -zaczął uprzednio zamykając drzwi.
-Ciszej. -poprosiłam i usiadłam na łóżku. -Nie ma czym się chwalić.-spuściłam wzrok.
-Co za skurwysyn... -kucnął przy mnie.-Zabiję go za to.
-Nie, proszę, nic nie rób.
-Przecież on chciał cię przelecieć.
-Mam swój rozum, nie pozwoliłabym na to.
-Wiem, ale to nie zmienia faktu, że bawił się twoim kosztem. Tak się cieszyłaś, że masz chłopaka...
-Boże... -uniosłam głowę. -Czy ze mną jest aż tak źle, że zakładają się o mnie? -po policzku spłynęła mi łza.
-Rose on nie był ciebie...
-Wart? -spojrzałam na niego. -To chciałeś powiedzieć? Skoro chciał tylko mnie przelecieć, to chyba ja nie jestem warta jego.
-Zasługujesz na najlepszego chłopaka na świecie i... Boże to chyba ze mną jest coś nie tak, bo gadam jak dziewczyna...-wytarłam oczy i zaśmiałam się.
-Trochę tak... Ale jesteś najlepszym prawie bratem na świecie.
Loczek rozłożył ramiona a ja się na niego rzuciłam, przez co upadł na dywan.
-Nie przejmuj się nim. Powybijam mu wszystkie zęby.
-Hej!  -Odsunęłam się od niego.- Will mówiłam serio, zostaw go w spokoju, nie chce jeszcze większych problemów.
-Chyba, że złamie zakaz Charlie'go.
-Już ci się pochwalił?-zaśmiałam się.
-Tak, opowiedział wszystko ze szczegółami. Dobra chodź na dół, coś zjesz.
Zgodziłam się i zeszliśmy na dół. Poszłam do kuchni, która jest połączona z salonem, a Will usiadł na kanapie ze swoimi znajomymi.
Zrobiłam sobie płatki z mlekiem i usiadłam na środku wysepki kuchennej. Od dziś to moje ulubione miejsce  w tym domu.
Jadłam moją kolację, niestety przerwał mi Devries, który usiadł naprzeciwko mnie.
-Słuchaj...Nie wiedziałem, że to dlatego zerwaliście. Sorry Rose.
-Yhy, co ci powiedział Jack? -zapytałam nadal jedząc płatki, ale brunet zabrał mi miskę. -Ej!
-Że zerwał z tobą, bo jesteś... sztywniarą. -spojrzał na mnie niepewnie, a ja tylko pokiwałam głową.-Kurde... -podrapał się po karku. -Na prawdę mi głupio. Jesteś moją przyjaciółką, a ja się tak zachowałem.
Chłopie... Ja twoja przyjaciółką? Chyba, kurwa śnisz...
-Dobra, nie ważne. Było minęło...
-Nie jesteś na mnie zła?
Jestem.

-Nie, jest okej. -wydusiłam uśmiech dla tego idioty.
-Chodź, po opierdalasz się z nami.-zeskoczył i zabrał mi łyżkę. Gdy tylko usiadł na kanapie zaczął jeść moje płatki.
-Dobre chociaż? -usiadłam obok niego.
-Wyśmienite.-wyciągnął w moją stronę łyżkę. -Chcesz?
-Nie dziękuję.
Wzruszył ramionami.
-Ja chce. -odezwał się blondyn, a Devries zaczął karmić go moimi płatkami.
-Mam dużo lekcji, idę do siebie.-skłamałam i poszłam na górę. Jak grają na konsoli tylko przeklinają, co ja mam tam robić?
Włączyłam muzykę.Twenty one pilots- Stressed Out.
Normalnie zadzwoniłabym do Jack'a, ale no...
Położyłam się na miękkim dywanie i zaczęłam ciągnąć jego frędzle.
Nawet nie zorientowałam się kiedy zasnęłam, za to dokładnie mogę określić kiedy się obudziłam, usłyszałam śmiechy tych głupków.
-Mówiłam, że to mój pokój i należy pukać. -powiedziałam przeciągając się.
-Łóżko też jest twoje, więc czemu na nim nie śpisz?-zapytał Will.
-Bo dywan też jest mój. -tak, nasze rozmowy są bezsensu. Odwróciłam się w stronę reszty. Devries miał w dłoni zalotkę i 'podkręcał' nią włosy blondyna.
Wybuchłam śmiechem.
-Dzieci to jest do rzęs.-usiadłam obok nich na łóżku.
-Wyrywasz sobie tym rzęsy?-oboje się skrzywili.
-Podkręcam.
-To niebezpieczne.
-W twoich rękach na pewno.
-Mogę ci...zrobić to z rzęsami?
-Nie, dzięki są mi potrzebne.
-Będę ostrożny. -uśmiechnął się.
-Błagam nie wyrwij mi ich.
-Dobrze, dobrze. -przysunął się do mnie. Spojrzał na mnie jakby prosząc o pozwolenie, a potem położył dłoń na mojej twarzy. Uważnie wpatrywał się w moje oczy i ostrożnie użył przedmioty. Chciało mi się śmiać, z Charlie'go i Will'a, którzy patrzyli jakby właśnie wykonywał przeszczep nerki.
-Nie widzę różnicy. -stwierdził.
-Bo ślepy jesteś.
-Daj, ja to zrobię! -krzyknął jak dziecko Will i zabrał brunetowi zalotkę.
-O nie, ty mnie nie dotkniesz.
-No weź to jest fajne.
-To sobie kup. -odłożyłam przedmiot na półkę.-Możecie sobie iść.-uśmiechnęłam się szeroko.
-Czemu ty nie chcesz z nami siedzieć? -blondyn wydął dolną wargę.
-Po prostu muszę...jestem zmęczona.
-Widać, zasnęłaś na dywanie. Nie ważne i tak już idziemy.
Charlie i Devries poszli, a ja obejrzałam jakiś serial z Will'em i położyliśmy się spać.

_____________________________________________
Siemson moje Słoneczka!
Jak tam tydzień minął?
Wpadłam na pomysł....a mianowicie chyba mi się nudzi i chcę zrobić coś innego niż moje ff. 
Może bym napisałam jakieś krótkie opowiadanie, może coś o tym jak zaczęłam interesować się BAM, może bym zaczęła prowadzić ask'a o chłopakach (chociaż chyba i tak jest ich za dużo), nwm, nwm. Co o tym myślicie? Może jakieś pomysły?
No i jak podobał się rozdział? 
Strzelam, że bardzo, bo koniec z Jack'iem... chociaż lubię robić wam na złość, więc się nie cieszcie XD KCKCKCKCKC;*
Noi BARDZO DZIĘKUJĘ WSZYSTKIM, KTÓRZY MOTYWUJĄ MNIE KOMENTARZAMI! <3
Do następnego :)
-Kate xx
Ps: Nie wiem czemu, ale ten tekst był biały i musiałam go zmienić na różowy, bo nic nie było widać XD #jainformatyk

wtorek, 29 marca 2016

8.Old Life.

Czwartek i piątek... już musiałam iść do szkoły. Jack opowiadał co się działo na wycieczce. Było zajebiście.
Mówił, że za mną tęsknił, to miłe.
Co jest smutne? Ja nie mogłam powiedzieć tego samego.
Nie czekałam na telefony od niego, a chyba powinnam, co nie?  Dla mnie było to obojętne.
Czekałam z Will'em na chłopców. Yeey jedziemy do mojego taty!  Nie mam pojęcia gdzie oni mają zamiar spać, bo mój ojciec ma nieduże mieszkanie, ale cóż. Nie mówiłam mu, że przyjadę z obstawa, na pewno się ucieszy, będzie mecz, przyda mu się męskie towarzystwo.
-Dobra, chodź. Jedziemy bez nich. -oznajmił zdenerwowany ich 10 minutowym spóźnieniem.
Poszliśmy do samochodu, mama pozwoliła nam wziąć swój. 
-Cholera, czy te matoły nie mogą choć raz przyjść na czas? 
-Nie wiem, to twoi znajomi. 
Tylko to powiedziałam, a Charlie już otworzył bagażnik i razem z Devries'em wrzucili do neigo swoje rzeczy. 
-Czy wy nie znacie się na zegarku? -zapytał zdenerwowany Will, gdy zajęli miejsca z tyłu. 
-Sorry były korki. 
Zaśmiałam się, gdy powiedział to Charlie. Mieszkają 10 minut stąd.
Wyjechaliśmy już z miasta, ciągle o czymś rozmawiali, co jakiś czas mnie zagadywali, ale odpowiadałam monosylabami, więc odpuścili. Zawsze jak jadę samochodem chce mi się spać.
Spojrzałam na Will'a był strasznie blady, a jego głowa machała się we wszystkie strony świata.
-Wszystko okej?
-Tak, tak...
-Zatrzymaj się.
-Rose jest okej.
-Zatrzymaj się do cholery!-krzyknęłam, rozmowa z tyłu ucichła.
-Coś się stało?- zapytał zdezorientowany blondy, gdy Will zjechał na pobocze.
-Wysiadaj.- Will wykonał polecenie i razem wysiedliśmy. Loczek usiadł na asfalcie, a jego głowa, jak bezwładna, opadła.-Co się dzieje?- kucnęłam przy nim.
-Nic...trochę mi się słabo zrobiło.
-Może wrócimy?
-Nie, nie, jest okej.
-Co się dzieje?- z auta wyszli chłopcy.
-Will źle się czuje, Charlie poprowadzisz samochód?
-Jasne, ale może go odwieść...
-Nie mówcie jakby mnie tu nie było. Jedziemy dalej.- podniósł się z ulicy i wsiadł na tylne siedzenie samochodu. Obaj spojrzeli na mnie, wzruszyłam tylko ramionami.
-Leondre usiądź z przodu.-poprosiłam. Wróciliśmy do samochodu. Patrzyłam na Loczka, wyglądał jakby miał zaraz zemdleć, otworzyłam szybę, usiadłam bliżej niego.
-Oprzyj się.
-Usiądź tam. -poprosił, więc wróciłam na swoje miejsce. Will położył głowę na moich kolanach i po kilku minutach zasną. Na początku się martwiłam, ale pewnie całą noc grał na komputerze i takie są efekty.
Droga trwała jakieś 45 minut, GPS trochę nas zgubił, ale daliśmy radę.
-Will wstawaj, już jesteśmy na miejscu.- szturchnęłam go lekko w ramię.
-Mhmm. -mruknął, usiadł i poprawił swoje loki. 
-Już dobrze się czujesz? -zapytałam z troską. 
-Tak, po prostu mało spałem.
Wzięliśmy swoje rzeczy i weszliśmy do budynku.
Znajomy smród brudnego psa mojej sąsiadki i jego karmy. Mój ojciec mieszka na pierwszym piętrze, stanęliśmy przed drzwiami. Otworzyłam je i przekroczyłam próg. 
-Jestem! -krzyknęłam a zza rogu wyszedł mój tatuś, od razu wziął mnie w swoje objęcia i uniósł do góry.
-Moja malutka Rosie.-postawił mnie na ziemię i przyjrzał uważnie. -Wyrosłaś. 
-Nie widziałeś mnie dwa tygodnie. 
-Najgorsze dwa tygodnie w moim życiu.-zaśmiał się i spojrzał na chłopców. Od razu mina mu zrzedła. 
-Will. -Loczek od razu wyciągnął dłoń. 
-Robert. 
Wszyscy się przedstawili. Mój ojciec, jak to on, mierzył ich swoim wzrokiem, a ja widziałam ich dyskomfort. Sami chcieli. 
-Dobra to chodźcie do salonu. -zaprosił ich. 
Czułam się jakbym była w obcym miejscu. Trzypokojowe mieszkanie, nie jest tak odstawione jak dom William'a. Mój ojciec jest grafikiem komputerowym i uwielbia wszelką technologię, w całym domu walają się sprzęty elektroniczne, komputery i inne niepotrzebne rzeczy, które powinny ułatwiać życie, ale na razie się tylko kurzą. Spodziewałam się, że jak zostanie sam, mieszkanie zarośnie brudem, ale było czysto, nawet bardzo. 
Zajęliśmy miejsca na kanapie i fotelach. 
-To może powiedzcie mi kim są ci trzej chłopcy, którzy przyjechali z moją córką?
-No to my jesteśmy chłopakami pana córki. -powiedział poważnie blondyn patrząc na mężczyznę. -Jest 21 wiek, związki poligamiczne są teraz modne i jest nam z tym dobrze. -mój tata wyglądał jakby miał zaraz upaść. Wszyscy zaczęli się śmiać a mój ojciec odetchną z ulgą. 
-Boże to nawet nie było śmieszne. -stwierdził. -Wiedziałem, że to żart. Wiedział bym pierwszy, że moja córka ma chłopaka. 
-Heh, no właśnie. -spuściłam wzrok. 
-Ja wiedziałem pierwszy. -powiedział dumny Will. 
-Co?! 
-No wiesz tato, to na razie taki tam kolega... 
-Jak ma na imię? 
-Jack, to na prawdę bardzo miły chłopak. 
-Miły...dobrze. -powiedział jakby do siebie, a my zaczęliśmy się śmiać. -Zobaczymy jak wy kiedyś będziecie mieli dzieci, to już nie będzie zabawne. 
-Moja córka będzie w pokoju pod kluczem. -stwierdził Lenehan. 
-Też tak myślałem, a teraz co? Dobra to co, pizza? 
Wszyscy się zgodziliśmy a tata zamówił pizze. Był już pewny, że żaden z nich nie jest moim chłopakiem. Chyba najlepiej dogaduję się z Lenehan'em, który czasem wali jakimiś głupimi żartami, ale mój ojciec ma takie same poczucie humoru. 
-To wy jesteście pełnoletni? -spojrzał głównie na Devries'a. 
-No jasne. -przyjrzał mu się uważnie a potem przyniósł wszystkim piwo, oprócz mnie. Myślałam, że się uśmieje, gdy podał je Leo. Dużo i tak nie wypija, bo tato piję tylko przy meczu, więc nie ma żadnych zapasów. 
Odebrałam pizze, bo reszta była zajęta meczem. Leciało tyle epitetów, że moje uszy więdły. Co za ludzie. 
Koniec końców nasza, ich, drużyna wygrała. Co za emocje. 
Po meczu było gorzej. ''Ten biega jakby chciał a nie mógł, a tam ten ma na włosach tyle żelu, że mu po czole spływa.'' 
Siedziałam w kącie i śmiałam się z ich rozmów. Polubili się z moim ojcem.
-Nie wiem jak wy, ale ja jestem zmęczony. -oznajmił Loczek trochę po północy. 
-A to wy macie zamiar tu nocować... -wszyscy się zaśmieli na słowa mojego taty. -Żartuje, to ja prześpię się na kanapie, a wy w moim pokoju, ale nie wiem jak się pomieścicie. 
Poszłam do sypialni mojego ojca i zmieniłam pościel. Niech sami się zastanawiają jak chcą spać. 
Układałam poduszki, gdy ktoś uderzył mnie dłonią w pośladki. Automatycznie podskoczyłam. 
-Spokojnie... -usłyszałam roześmiany głos Devries'a. 
-Zabieraj łapy. -wysyczałam, gdy ręce na moich biodrach.
-Może przygarniesz mnie do siebie? 
-Chyba sobie żartujesz? 
-Nie. Jestem śmiertelnie poważny. 
-Spadaj. -wyszłam z pokoju. 
-Rosie, Will będzie u ciebie spał, dobrze? -spojrzałam na Loczka. Dziwne, że ojciec nie robi z tego afery, zawsze mówił, że będę księżniczką zamknięta w wierzy. 
-No okej... Skoro musi. 
-Zajmę twoje łóżko, a dla ciebie zostawię ziemię. -chłopak uśmiechnął się szeroko. 
-Bo cię wyślę do sąsiadki. 
-Uu a ile ma lat? 
-130 i trzy koty. -oznajmił mój tato, a wszyscy wybuchliśmy śmiechem. Zawsze nabijaliśmy się z tej starej jędzy.
-Wole, spać na ziemi u Rose. 
Wymiana zdań się tym zakończyła. Wszyscy się umyliśmy i poszliśmy do swoich pokoi. Wszyscy, oprócz Lenehan,a, który w nocy ma ADHD i zainteresował się sprzętami mojego taty. Pewnie tak jak ja nie wie do czego służą. Po co komu Tempescope, który kosztuje tyle, ile pewnie teraz mój ojciec na koncie nie ma.
-Twój pokój jest prawie czarny. -stwierdził, gdy otworzyłam drzwi do mojego królestwa. Uwielbiam ten pokój, jest w granatowym kolorze, a każda rzecz znajdująca się w nim jest w innej barwie. Przyznam, nie wygląda to dobrze, ale dla mnie jest po prostu mój. Mama przygotowała mi pokój bardziej dziewczęcy, estetyczny w jasnych barwach, nie czuję się w nim dobrze, ale i tak jestem tam tymczasowo. 
-Granatowy. 
-Może mi jutro przedstawisz swoje koleżanki. Chętnie poznam. -poruszył śmiesznie brwiami, układając sobie łóżko na ziemi. 
-Nie mam koleżanek. 
-Każdy ma znajomych.
-Ja nie. 
-Jak to? -usiadł na moim łóżku. 
-Tak to. Nie mam znajomych. Mówiłam ci, że mama chce mnie wysłać do psychologa. To dlatego, że jak to ona mówi, nie angażuje się w życie towarzyskie. 
-Moim zdaniem jesteś mega towarzyska. 
Usiadłam obok niego. 
-W podstawówce byłam... Nie ma co się oszukiwać- gruba. Rówieśnicy tego nie akceptowali i wyśmiewali się, jak to dzieciaki. Tylko nie wiedzieli, że dla mnie to nie jest zabawne. Nie wytrzymałam tego i zamieszałam z tatą, zamknęłam się sobie. -Will objął mnie ramieniem. 
-Teraz ty możesz się z nich śmiać. 
-Dobra, nie będziesz spać na ziemi. Możesz zająć część mojego łóżka. 
-O nie Rose, co ty mówisz?! Przecież jestem chłopakiem!
-Chciałam być miła, ale jeżeli wolisz spać na ziemi... -wskoczyłam pod kołdrę i odwróciłam się do ściany. Chłopak zgasił światło i chwilę potem leżał już obok mnie.-Moje łóżko kusi, co? 
-Gdyby ciebie nie było kusiłoby bardziej. 
-Spadaj. -odwróciłam się do niego i odepchnęłam nogą. 
-Taka prawda. Jesteś brzydka jak noc. 
-Moim zdaniem noc jest piękna.
-Noi jeszcze dziwna. -Loczek objął mnie mocno w tali i przerzucił nad sobą. Z wielkim hukiem uderzyłam o ziemię.
-Ał! To moje łóżko!
-Cicho, już późno i chce spać. -podniósł swoją rozczochrana czuprynę.
Chciałam wrócić do mojego łóżka, ale on odpychnał mnie nogą.
-Will ogarnij się, chcę spać. 
-Czy my się znamy? Idź gdzie indziej. 
-Will! 
-Cicho... Rosie co by pomyślał twój tatuś, gdyby się dowiedział, że pchasz się do mojego łóżka?-wybucham śmiechem. 
-Głupi jesteś. Chce spać! 
-Ja też, więc zamknij mordę. 
-Powiem dla taty. 
Will spojrzał na mnie rozbawiony. 
-Pf, śmiało. 
-Sam tego chciałeś. 
Sięgnęłam po radykalne środki. Po prostu na niego skoczyłam, a gdy zwijał się z bólu zajęłam moje miejsce pod ścianą. 
-Pojebana jesteś! Mogłaś złamać mi żebro! 
-Cicho, chcę spać. 

Will już chrapie od ponad godziny, a ja przewracam się z boku na bok. Było słychać cichą rozmowę mojego taty i Charlie'go. Ludzie dajcie spać! 
W końcu udało mi się zasnąć. 
-------------------------------------------------------------------
Siemson!
Rozdział pojawił się dzięki Phoenix <33
Napisała mi taką miłą wiadomość, że musiałam go wstawić...(+ groźba gwałtem sznorówką, także ten Kc :*)
Blog Magdy: http://widmowy-las.blogspot.com/
nie o Bam, moim zdaniem zajebisty :*
Te dwa rozdziały były takie...luźne, nie ważne XD
W następnym, będzie coś, co myślę, że większość z was ucieszy :D
Także ten (moja wyszka ciągle tak mówi, nienawidzę tego XD) Komentarze motywują !
Pozdrawiam 
-Kate xx
Wywiad chłopców: http://m.onet.pl/rozrywka/muzyka/wywiady,pgzy57

poniedziałek, 28 marca 2016

7.Our father.

-Rose wstawaj! My idziemy na śniadanie, a po ciebie zaraz przyjdzie mama.
Otworzyłam oczy. Byłam w swoim łóżku, przykryta kołdrą i kocem. Czyli Leo mi się śnił. Skurwysyn zostawiłby mnie na balkonie.
Usiadłam na łóżku.
-To do zobaczenia. -obie pocałowały mnie w policzek.
-Miłej wycieczki!
Dziewczyny wyszły a ja pozbierałam swoje rzeczy, umyłam się i ubrałam. 

Oczywiście zostawiłam po sobie idealny porządek. Poszłam na stołówkę i pożegnałam się z moim chłopakiem.
Przed budynkiem usiadłam na walizce.
Szare niebo, a jezioro nadal piękne. Założyłam kaptur na głowę. Już boję się reakcji mamy. Wczoraj nie odbierałam od niej telefonów, więc opieprz będzie podwójny.
-Ej brzydulo! -odwróciłam się i zobaczyłam uśmiechniętego Devries'a z walizką.
Ej chuju!
Zignorowałam go.
-Nie podziękujesz mi za to, że odniosłem cię do łóżka?-podszedł i usiadł obok. Czyli mi się nie śniło.- Chciałem cię przygarnąć do siebie, ale straszna cnotka z ciebie.
Uśmiech nie znikał z jego głupiej mordy. Zacisnęła dłonie w pięści. Zabiję chyba. -Nic nie powiesz?
-Nie odzywaj się do mnie.
-Uuu ktoś źle spał.
-Zgadnij dlaczego.
-Bo brakowało ci...
-Zamknij się.
-Okej, okej nie chcę się kłócić.
-To ciekawe. Robisz wszystko żebym cię nie lubiła.
-To nie tak. -szepnął po chwili.
Panie i panowie najdziwniejszy chłopak na świecie. Raz się ze mnie wyśmiewa, wyzywa, denerwuje mnie, a po chwili robi się nieśmiały.
Przed budynkiem zatrzymał się biały samochód. Czekałam na opieprz, ale z samochodu wyszedł uśmiechnięty George. Odetchnęłam z ulgą,
-Oj dzieci dzieci. Po Leo mogłem się tego spodziewać, ale po tobie Rosalie?- zaśmiał się. Przysięgam pierwszy raz widzę go w tak dobrym humorze.
-Hej.- powiedziałam cicho.
-Wsiadajcie.
-Mama po mnie nie przyjedzie?- spytał Leo.
-Chyba nie chciałbyś żeby po ciebie przyjechała...
Włożyliśmy nasze walizki do bagażnika i wsiedliśmy do samochodu. Usiadłam z przodu i założyłam słuchawki.
W czasie drogi trochę przysypiałam, a moja głowa kiwała się we wszystkie strony świata. Ta męczarnia w końcu minęła, najpierw odwieźliśmy Devries'a, a potem pod dom Turnerów. George ostrzegł mnie, że mama jest w domu. Mężczyzna wziął moją walizkę i cicho weszliśmy do domu.
-Rosalie Nixton do jadalni!- usłyszałam na wejściu. Zacisnęłam powieki i wzięłam głęboki oddech. Zdjęłam buty i weszłam w głąb domu. Mama stała z założonymi ramionami. Ruchem głowy wskazała na krzesło, więc na nie usiadłam.
-Co to miało być?! Od kiedy ty masz takie pomysły? Przecież zawsze byłaś rozważna! Kurczę Rose mogłaś się zgubić w tym lesie!
-Posłuchaj mamo... Nie poszliśmy tam tako sobie, chcieliśmy szukać naszej klasy.
-Jak to?
-No, źle się czułam, więc siedziałam w pokoju, a gdy wyszłam był tylko Leo i powiedział, że nasza klasa jest na jakiejś polanie. Poszliśmy ich szukać, ale wyszło tak, a nie inaczej.
-Nauczycielka powiedziała, że uciekliście. Dobra nie ważne, to nie zmienia faktu, że masz mózg i mogłaś pomyśleć, że w lesie można się zgubić.
Taka jest moja matka, niby miła, ale ja zawsze jestem ta zła.
-Zjedz coś.- rozkazała.
Zrobiłam sobie kilka kanapek, herbatę i poszłam do swojego pokoju. Włączyłam Pamiętniki Wampirów i rozłożyłam się na łóżku. Gdy odcinek się skończył rozpakowałam moją walizkę. I po co mi ona była?
Nudziło mi się Will jest w szkole, a mama ciągle wypominałaby mi tą wycieczkę. Położyłam się i zasnęłam.
Obudził mnie smród papierosowy.
-Szybko wróciłaś.- usłyszałam roześmiany głos Will'a.
-Jak mama poczuje to będzie na mnie. 
-Jak można być tak tępym żeby chodzić kilka godzin po lesie? 
-Nie wiem, zapytaj swojego przyjaciela. 
-A no tak byłaś tam Leo, i jak było?-zaśmiał się, a ja na samo wspomnienie skrzywiłam się. Zdecydowanie najgorsze kilka godzin w moim życiu. 
-Głupek łapał żaby i mył ręce śliną. 
Przyznam się, na to wspomnienia się uśmiechnęłam. Czasem potrafi być zabawny. 
-Ciesz się masz dwa dni wolne od szkoły.
-Tak, to trochę pocieszające. -usiadłam na łóżku i wzięłam do ręki telefon. Zrobiłam mu zdjęcie. 
-Co ty robisz? 
-Jak mnie zdenerwujesz wyślę to zdjęcie anonimowo do Georga. -powiedziałam zmieniając intonacje głosu. 
Jego ojciec jest lekarzem strasznie przewrażliwionym na punkcie palenia. 
-Głupia jesteś. 
-A ty palisz. 
-Noi? 
Zdałam sobie sprawę, że mój argument był bezsensu, więc musiałam go spławić. 
-Tak. -odpowiedziałam po prostu i wyszłam do łazienki, usłyszałam jeszcze krzyk Will'a "głupia!".
Chyba nigdy nie zrozumiem dlaczego ten idiota pali w moim pokoju. 
Wróciłam do pokoju, w moim łóżku leżała loczek. 
-Zaraz przyjdą Charlie i Leo. 
-Noi. 
-Tak. 
Spojrzałam na niego i wybuchliśmy śmiechem. 
-Nie będę wam przeszkadzać, więc pójdę biegać. 
-Lenehan'owi na pewno nie przeszkadzasz. -uśmiechnął się znacząco. 
-Co? 
-Gówno...przecież widać, że cię lubi.
-Spadaj geju. 
-Goń się lesbo. 
-Wyjdź, bo chce się przebrać. 
Chłopak założył ręce za głowę. 
-Proszę bardzo, nie będę przeszkadzał. 
-Fu jesteś obrzydliwy, prawie jestem twoją siostrą. 
-A mnie prawie to przekonało. 
-Prawie uwierzyłam w to, że jesteś fajny. -wzięłam ciuchy z szafy. 
-Jesteś prawie ładna. 
Zignorowałam go, poszła do łazienki gdzie się przebrałam i związałam włosy w wysokiego kucyka. 


-Nie wyjdziesz tak. -stwierdził Loczek, gdy mnie zobaczył. 
-Jak? 
-Tak ubrana. 
Spojrzałam na siebie. 
-Wyjdę. -chciałam wyjść z pokoju, ale chłopak staną przede mną. 
-Susaaaaan! -krzyknął, a po chwili przyszła moja mama. 
-Co się stało? 
-Spójrz, twoja córka chodzi ubrana jak ladacznica. 
-Ej! 
-Uspokój się Will, przecież wszyscy tak biegają. To strój sportowy. 
Mina Will'a była bezcenna. Co on myślał, że mama zamknie mnie w pokoju? 
Kobieta wyszła. 
-Już możesz mnie przepuścić. 
-Powiedziałem, że nigdzie tak nie pójdziesz. 
Chciałam przejść, ale tego ani ominąć, ani przeskoczyć. 
-William nie wygłupiaj się. 
-Założysz jakąś bluzkę i możesz iść. 
-Dobra. 
Cofnęłam się, wzięłam jakąś bluzkę, a on przepuścił mnie do łazienki. Wykorzystałam moment, rzuciłam ubranie za siebie. Zbiegłam po schodach nie mogąc powstrzymać się od śmiechu. Zgarnęłam buty po drodze, mało nie upadaj, gdy przekroczyłam próg domu. 
Wygrałam!
Usiadłam na schodku i zakładałam buty. Poczułam ciężar na plecach, a potem już leżałam brzuchem na chodniku. 
-Mówiłem, że nigdzie nie idziesz. -powiedział mi do ucha Will. 
-Kamyczek mi się wbija w brzuch. 
-Gdybyś miała długą bluzkę kamyczek by ci się nie wbijał. 
-Głupek. 
Przez dobre pięć minut czołgaliśmy się po chodniku przed domem. Udało mi się zrzucić go z moich pleców, ale jak przyssawka przytulił się do moich nóg. Przez myśl mi przeszło skopanie go, ale sobie odpuściłam. 
-Łołoło co tu się dzieje?-spojrzeliśmy w stronę dochodzące głosu i zobaczyliśmy roześmianych Lenehan'a i Devries'a. Chciałam uniknąć spotkania z tym drugim, ale wyszło jak zawsze. 
-Rose chce ściągnąć na swoją głowę pedofilii. 
-Na razie jakiś idiota ukradł moje nogi. -stwierdziłam poparta śmiechem. -Ja chce tylko pobiegać. -zrobiłam smutną minę. 
-Zobaczcie. -Will wstał i podniósł mnie z ziemi mocno trzymając na ręce, jakby myślał że ucieknę...znowu. -Ona chce iść tak biegać. Głupia. 
"Głupi" to chyba nasze ulubione słowo. 
Lenehan podszedł do mnie i otrzepał moje brudne ubrania. Uważnie mi się przyjrzał.
-Noi w czym problem? 
-Jak to? Przecież to coś. -wskazał na mój top. -Więcej odkrywa niż zakrywa. 
Razem z blondynek wybuchliśmy śmiechem. 
-Przecież Rose nie wygląda wulgarnie. Normalny strój sportowy. -wzruszył ramionami. 
-Tak,tak przestań się ślinić. 
Will zakrył mnie swoim ciałem. 
Boże czemu mnie pokarałeś takim głupim bratem? 
-Żebyś widział jak chodziła na wycieczce... -Devries dodał swoje zdanie. 
-Strój kąpielowy to coś złego? -zapytałam. 
-Głupia jesteś? Przecież tam było z 15 chłopaków. 
-Will ogarnij się.-podszedł do mnie Lenehan i przytulił. Potem odsunął mnie od siebie, założył na mnie swoją bluzę i zapiął zamek do połowy. -Teraz lepiej? -spojrzał na Loczka. 
Chociaż go mam po swojej stronie. 
-Idź, zanim się rozmyśle. -fukną. Poprawiłam kucyka i poszłam na plaże.Wiał lekki wiatr, który ochładzał moje spocone ciało. Idealnie. 
Po godzinie wróciłam do domu. Od razu poszłam pod prysznic. Przebrałam się i wzięłam portfel.

-Mamo idę zrobić zakupy, coś trzeba? 
-Jak zawsze jakieś warzywa. Masz. -podała mi pieniądze. -Chłopcy są u Will'a, zapytaj może oni coś chcą. 
Z bólem znów weszłam po schodach. 
-Idę do sklepu, chcecie coś? 
-Idę z tobą. Chcę cole. -oznajmił blondyn. 
-Siedź. Rose ci kupi. 
-Będzie jej ciężko. 
-Da radę biegać, to i przyniesie zakupy. Kup jakiś popcorn i chipsy. 
Jezu Will strzela jakiegoś focha. Znam go ledwo ponad tydzień, a to koło znam na pamięć. Kłócimy się, on jak baba strzela focha i jest wredny, a jak mu się nudzi to przyłazi do mnie. 
-W dupę sobie to wsadźcie! Kupię brokuły...-powiedziałam wychodząc z pokoju.
Zazwyczaj unikam kłótni. Denerwuje mnie krzyk i sama staram się być miła, ale nie pozwolę się tak traktować. 
Założyłam buty i wyszłam. Słuchawki w uszy i od razu czuję się pewniej. Cały świat mam w dupie. 
Zrobiłam spore zakupy, warzywa, owoce  i inne produkty spożywcze. Wzięłam jeszcze cole dla Charlie'go, tylko on jest dla mnie miły, reszta niech się pieprzy. 
Szłam z tymi ciężkimi torbami. Denerwująco obijały mi się o nogi. W końcu dotarłam do domu. Zakupy położyłam na wysepce i zdjęłam buty. Chłopcy już siedzieli w salonie. Will zaczął przeglądać torby. 
-Gdzie chipsy? 
-W sklepie. 
-Nie kupiłaś? 
-Trzeba było być miłym. 
Odwróciłam się a on uderzył mnie w pośladki. 
-Auu, głupi jesteś?!
-No prosiłem cię!- praktycznie pisnął.
-Charlie kupiłam ci cole. -powiedziałam przesłodzonym głosem do blondyna, który z Devries'em śmiali się z nas. 
-Ooo kochana jesteś. -Charlie podszedł i mnie przytulił. 
-Wolałabym takie brata.
-Nie znam swojego ojca, więc to możliwe. -spojrzałam na niego, a chłopcy spoważnieli. Nie wiem co z jego ojcem, ale posmutniał. Przytuliłam go jeszcze raz. -Nie mam z kim oglądać meczy.- zaśmiał się. 
-W weekend jadę do taty, możesz jechać ze mną. -spojrzałam na niego.
-Ja też jadę! -krzyknął Will. -Muszę poznać gościa, który cię tak rozpuścił. 
-Jadę z wami, nie będę siedział w weekend sam. -dodał Devries. Żartuje chyba. 
-Mam was wszystkich wziąć ze sobą?
-Będzie mecz. -wzruszył ramionami loczek. 
-Może wezmę Jack'a? 
-Nie! -krzyknęli w tym samym czasie Devries i Will. 
-To mój chłopak. 
-Ja prowadzę i go nie chcę. 
-Głupek.
Chłopcy wrócili do gry,  a ja poszłam do swojego pokoju. Nie chce siedzieć z Devries'em. Co on sobie w ogóle myśli jechać do mojego ojca? Mój ojciec. Will i tak musiał go poznać, Charlie'mu zaproponowałam, a on? Wpieprzył się sam. 
Zadzwoniłam do Jack'a. Nasz związek jest dziwny. Nie czuję się swobodnie, ciągle się pilnuje żeby nie powiedzieć czegoś głupiego jak to mam w zwyczaju robić. Dlaczego więc z nim jestem? Potrzebuje czułości, żeby ktoś mnie przytulił i powiedział, że tęsknił. Potrzebuję być kochana. 
Czekam, aż się lepiej poznamy, może wtedy wszystko się zmieni. 
Porozmawiałam chwilę z tatą, śmiał się, że mnie wyrzucili z wycieczki. Trochę był zdziwiony, że jego mała córeczka złamała zasady. 
Na razie nie mówiłam mu o Jack'u, uruchomiłby chyba wszystkie środki bezpieczeństwa, czyli kazał mamie nie wypuszczać mnie z domu. Jest trochę nadopiekuńczy. Ha...trochę...
Wieczór spędziłam na słuchaniu muzyki.
___________________________________________
Siemson!
Co tam królewny?
Sprawa wygląda tak, że wczoraj cały dzień pisałam rozdziały XD nudynudynudynudy
Także no...KTO CHCE KOLEJNY ROZDZIAŁ JESZCZE DZIŚ?
Miłego dnia :)
-Kate xx