czwartek, 24 marca 2016

6.Forbidden Forest.

Niedziela minęła spokojnie. Will zrobił mi śniadanie, miał wyrzuty sumienia, że przez niego spałam na kanapie. W sumie było wygodnie, ale śniadania nie odmówiłam.
Spakowałam się na wycieczkę, a wieczór spędziłam u Jack'a. Było wspaniale. Przytulanie, całowanie, czułe słówka i komedia.
Nie mogę się przyzwyczaić do takiej bliskości, ale się staram.
Will nie odpuścił i przed wyjściem miałam ojcowski wykład. On serio myśli, że jestem tępa. Może nie miałam wcześniej chłopaka, ale wiem skąd biorą się dzieci i jak temu zapobiec. Z resztą nie planuje w najbliższym czasie większej bliskości.
Powiedział, żebym nie była głupia i miała swój rozum, a Jack nie może mnie do niczego zmuszać. Tu miał rację. Głupio się przyznawać, ale jestem raczej osobą podatną na sugestie i łatwo mnie do czegoś zmusić. Chociaż zdaje sobie z tego sprawę, pod wpływem sytuacji nie zastanawiam się nad tym i nic z tym nie robię.
I ja się dziwię, że mnie gnębili.
Wstałam o 6.00, a o 6.55 byłam pod szkołą. Oczywiście dostałam opieprz od nauczycielki, ponieważ spóźniłam się 10 minut.
Nie była to moja wina, mama sprawdzała jeszcze walizkę, czy wszystko wzięłam.
Wbiegłam do autokaru, gdzie wszyscy już zajęli miejsca. Rozejrzałam się, Jack siedział z Mikiem, podeszłam i pocałowałam go w policzek.
-Przepraszam kochanie. Myślałem, że może źle się czujesz, nie odbierałaś telefonu. -złapał mnie za rękę. Zauważyłam Leo, który siedział na końcu autokaru, machał do mnie ręka. Siedział sam, ale otoczony był kolegami. Podeszła, a on zabrał plecak i mnie przytulił. Aha.
-Cześć.
-Hej. -uśmiechnęłam się i usiadłam obok niego.
-Słyszałem, że ty i Jack jesteście razem. -oznajmił chyba Jeremy, nie znam jeszcze wszystkich imion. Zarumieniłam się.
-Co?! -zapytał Leo. -Wy jesteście razem?
-Tak.
-Czemu nic nie mówiłaś?
Dlaczego miałam mu mówić?
-Nie było okazji.
Nauczycielka przerwała nam mówiąc jak mamy się zachowywać, co robić, gdy ktoś się źle poczuje itd. Byłam jej wdzięczna, nie lubię być w centrum uwagi, a gdy wypytywali o mój związek, właśnie w nim byłam.
Gdy autokar ruszył, Devries oparł się plecami o szybę i położył na mnie nogi.
-Nie za wygodnie?
-Szyba jest trochę twarda. -uśmiechnął się szeroko i lekko uderzył głową o szybę.
-Co gwiazda przyzwyczaiła do łóżek w tour busie? -skomentował jeden z chłopaków i wszyscy się zaśmiali.
-Miałem się rozłożyć na dwóch siedzeniach, ale przyszła Rose i musiałem ustąpić damie.
Zignorowałam to i wyjęłam z torebki telefon i słuchawki.
-Mogę? -zapytał, usiadł prosto i zabrał mi jedną słuchawkę.
Jechaliśmy jakieś 30 minut. Całą drogę Devries kopał siedzenia dziewczyn, które były przed nami, a one odwracały się i śmiały.
Droga minęła bez zbędnych przystanków, chociaż gdyby podróż potrwała jeszcze 10 minut, musieli by zrobić specjalny przystanek dla mnie. Te dziewczyny tak podlizywały się do Devries'a, aż niedobrze się robiło.
Wszyscy skierowali się do wyjścia. Co mnie zdziwiło, chłopcy przepuścili najpierw dziewczyny. W mojej starej szkole o takim czymś można było pomarzyć.
Wyszłam z pojazdu i poszłam po swoją walizkę.
-Jak tam kotku? -Jack zaszedł mnie od tyłu i przytulił.
-Spać mi się chce. -wydęłam dolną wargę, a on pocałował mnie w policzek.
-Ooo biedna. Słuchaj, Jennifer pytała czy będziesz chciała być z nimi w pokoju.
-Jasne i tak za bardzo nikogo nie znam. -wzruszyłam ramionami. Jack wziął nasze walizki i weszliśmy do dużego, szarego budynku.
Taka wycieczka mi się podoba. Totalne zadupie, więc nie będziemy zwiedzać żadnych kościołów, ani wystaw znaczków czy kamieni. Będziemy odpoczywać. Przed budynkiem jest jezioro z pomostem, dwa boiska, do koszykówki i piłki nożnej, a dookoła las.
Weszliśmy do budynku i nauczyciele przydzielili nam pokoje. Mam trzyosobowy z Jennifer i Juli.
Pokoje nie były jakieś luksusowe, przez blado pomarańczowe zasłony i zielone koce w krate, które leżały na łóżkach, czułam się trochę jak w domu starców, ale nie narzekam, jest łazienka i duże lustro.
Dziewczyny zajęły łóżko piętrowe, a ja to pojedyncze. Mieliśmy teraz zbiórkę, więc zostawiłyśmy torby i wyszłyśmy na podwórko.
Pogoda jest wspaniała- ciepło, niestety w ostatnich dniach było dość chłodno, więc jezioro odpada.
Gdy już wszyscy zebrali się na boisku, nauczyciele zaczęli tłumaczyć zasady.

  • 8.00 śniadanie.
  • Czas wolny/ zabawy integracyjne.
  • 13.00 obiad.
  • Czas wolny/ zabawy integracyjne.
  • 15.00 podwieczorek.
  • Czas wolny/ zabawy integracyjne.
  • 18.00 kolacja.
  • Czas wolny/ zabawy integracyjne.
  • Po 22 każdy ma być w swoim pokoju.
  • Balkony są połączone, więc muszą być zamknięte na wypadek, gdyby ktoś chciał się wymknąć.
  • Zakaz wchodzenia do jeziora, jeżeli ktoś wejdzie, kończy swoją wycieczkę i wraca do domu.
  • Zakaz wchodzenia do lasu.

Wszyscy poszliśmy na śniadanie. Mama kazała mi zjeść w domu, więc wypiłam tylko herbatę.
Siedziałam przy stoliku z Jack'iem, Mikiem, Jennifer i Juli. Chłopcy żartowali, a dziewczyny gadały o jakimś filmie.
Oni skończyli swoje śniadanie, a potem poszliśmy do pokoju chłopaków. Mieli pięcioosobowy pokój, nawet nie pytałam z kim, bo nie kojarzę jeszcze większości osób.
Usiadłam na łóżku Jack'a, a on położył głowę na moich kolanach.
-Gdzie ten Devries?
-Jennifer ogarnij się, co wy w ogóle w nim widzicie?
-O co chodzi? -zapytałam.
-Jennifer i Juli jarają się Devries'em, a on mieszka z nami w pokoju.-wytłumaczył mi Jack.
-Serio?
-Jesteś z Jack'iem więc nie wypada ci mówić, że ci się podoba, ale my i tak wiemy swoje. -wybuchliśmy śmiechem.
-Co tu tak wesoło?-do pomieszczenia wszedł Devries, dziewczyny spoważniały, a my dalej się śmialiśmy.
-Jennifer... -zaczął Mike, ale dziewczyna rzuciła w niego poduszką. -Nie ważne.
-Okej. -powiedział krótko, spojrzał na mnie, a potem wziął telefon.
Poplotkowaliśmy jeszcze o wychowawczyni, a potem mój telefon zaczął dzwonić. Zdziwiłam się widząc na telefonie"Mój bóg".
Numer do boga. Fajnie.
-Halo? -zapytałam niepewnie.
-Czemu się nie chwaliłaś?!-usłyszałam roześmiany głos Lenehan'a.
-Em poczekaj.
Wstałam z łóżka, zrzucając z siebie Jack'a i wyszłam z pokoju.
-Kiedy ty dorwałeś się do mojego telefonu? Bogu?
-Nie ważne. Czemu nie mówiłaś, że jesteś z Luck'iem?
-Jack'iem idioto. Czemu miałam ci mówić i skąd wiesz?
-Przyjaźnimy się przecież. Leondre jest z nim w pokoju. -zaśmiał się.
-Devries... Noooo jesteśmy razem.
-Mój boże, moja mała dziewczynka ma chłopaka...
-Nie mów tak. To brzmi dziwnie, biorąc pod uwagę to, że się całowaliśmy. -szepnęłam i usłyszałam śmiech w słuchawce.
-Masz rację, to źle brzmi. No nic muszę kończyć, bo matematyca mnie nie lubi, a jestem już spóźniony pięć minut. Miłej wycieczki, na razie.-rozłączył się.
Wróciłam do pokoju.
-Idziemy pograć w piłkę, idziesz z nami? -zapytał Jack.
-Ja? Mam grać z wami w piłkę?
-My idziemy się opalać, chodź się przebrać. -Juli pociągnęła mnie za rękę i poszliśmy do naszego pokoju.
Przebrałyśmy się w stroje kąpielowe, narzuciłam na siebie krótkie spodenki i luźny biały top z jakimś napisem. Gdy wyszłyśmy chłopcy grali już w piłkę.
Ręczniki na trawę i rozebrałyśmy się.
Położyłam się i założyłam okulary przeciwsłoneczne. Jak na tą porę roku jest wręcz gorąco. Czułam jak promienie słoneczne rozgrzewają moją skórę.
Jak to dziewczyny plotkowałyśmy o chłopakach, głównie o Devries'ie, którym są zachwycone. Nadal pamiętam co mi zrobił, więc żadne miłe zdanie o nim nie przeszło mi przez gardło.
-O matko co to za seks bomba tutaj leży?!
-Zamknij się Devries, znajdź sobie swoją. -usłyszałam Jack'a, a potem śmiechy. Otworzyłam oczy i usiadłam. Nad nami stali chłopcy z naszej klasy. Speszyłam się trochę więc nałożyłam top.
Czułam palące spojrzenia na sobie i żałowałam, że założyłam ten strój. Wszyscy dokładnie badali każdy centymetr naszych ciał. Dziewczyny nie zwracały na to uwagi, a moje policzki płonęły.
Jack usiadł obok mnie i objął ramieniem.
-Po obiedzie będzie jakaś gra, a wieczorem ognisko. -podeszła nasz wychowawczyni. -Rose i Jack do mnie.
Wymieniliśmy się spojrzeniami, a po chwili wstaliśmy i ruszyliśmy w stronę nauczycielki, która stała kilka metrów dalej.
-Coś się stało? -zapytał Jack.
-Słuchajcie... Widzę, że macie się ku sobie, jestem waszym opiekunem i muszę was pilnować. Wolałabym żeby te czułości zachować do momentu aż wrócicie do domu.
Zażenowania, które wtedy poczułam nie da się opisać.
Przecież my nic takiego nie robiliśmy- przytulaliśmy się.
Przytaknęliśmy grzecznie i zaczęliśmy się oddalać. Jack położył dłoń u dołu moich pleców.
-A i Rose, ubierz się. -rozkazała kobieta.
Chłopak zaczął się śmiać.

*LEO*
Próbowaliśmy pograć w piłkę, no właśnie próbowaliśmy... Dziewczyny leżały w samych strojach kąpielowych! Jennifer i Juli są po prostu chude, a Rose... Boże Rose. Ma piękne ciało, widać, że ćwiczy, bo ma lekko zarysowane mięśnie brzucha.
Po jakimś czasie stwierdziliśmy, że dalsza gra nie ma sensu, bo żaden z nas nie mógł się skupić. Poszliśmy do nich. Trochę żałowałem, że Rose założyła tą bluzkę, ale może to i lepiej. Żaden z nas nie będzie pożerał jej wzrokiem.
Para rozmawiała z nauczycielką.
-Ej Rose ma fajny tyłek. -skomentował Jeremy.
-Zamknij się idioto. -skarciła go Juli.
Zgadzam się z nim.
Szczerze? Rzygam już ich miłością. 
Skończyli rozmawiać z nauczycielką i szli w naszą stronę. Przynajmniej próbują, bo Jack przyssał się do szyi dziewczyny. Chętnie wybiłbym mu zęby. Może nie mam za dobrych kontaktów z Rose, ale nadal traktuje ją jak przyjaciółkę i średnio mi odpowiada jak się z nim całuje.
W końcu udało im się dojść, chłopak złożył ręcznik, a Rose założyła spodenki.
-A wy gdzie?
-Idziemy do pokoju.
-Po co?!
-Chyba nie muszę ci się spowiadać. -spojrzał, a we mnie aż się zagotowało. -Chodź. -złapał brunetkę za dłoń i poszli do budynku.
-No to będzie się działo. -Jeremy wybuchł śmiechem.
Siedzieliśmy jeszcze trochę, a potem poszliśmy na obiad.
Nie mogę patrzeć jak oni się obściskują. Czy muszą to robić przy obiedzie?
Po obiedzie poszliśmy do swoich pokoi. Jennifer i Juli przyszły do naszego.
-Gdzie Rose? -zapytał Jack.
-Źle się czuję.
-To pójdę do niej.
-Nie idź, rozmawia przez telefon.
-Z kim?
Co robi? Z kim robi? Jak długo? Chłopie ogarnij się.
-Jezu nie wiem, z mamą chyba czy coś... -dziewczyna przekręciła oczami.
Siedzieliśmy jakąś godzinę, a potem przyszła nauczycielka i kazała nam iść na boisko. Akurat zadzwonił menadżer, więc powiedziałem, że dojdę. Rozmowa się przeciągnęła do 30 minut. Pobiegłem szybko na boisku, ale nikogo już nie było.
-Devries! -odwróciłem się i zobaczyłem Rose idącą w moją stronę. -Gdzie wszyscy? -zasłoniła dłonią oczy przed słońcem marszcząc przy tym uroczo nosek.
-Poszli na jakąś grę terenową.
-Tyle to i ja wiem. -stanęła na przeciwko mnie.
-Chyba mieli zacząć od jakiejś polany, chodź poszukamy ich. Jak się czujesz?
-Dziękuję, już trochę lepiej, ale ja chyba wrócę do pokoju.
-Chodź przewietrzysz się. - chciałem złapać ją za dłoń, ale ona schowała ręce do tylnych kieszeni spodenek.
Szliśmy jakaś ścieżką leśną szukając tej polany, niestety wszędzie były tylko drzewa.
-Daleko jeszcze?
-Nie wiem.
-Jak to nie wiesz? -brunetka zatrzymała się.-Myślałam, że wiesz gdzie ona jest.
-Skąd miałbym wiedzieć? Jesteśmy tu od dzisiaj.
-Lepiej wróćmy.
-Nie, słyszałaś?
-Nie,co miałam słyszeć?
-Głosy.
-Devries, słyszysz głosy? -zaśmiała się. Uśmiechnąłem się i pokręciłem głową. -To się leczy.
-Pomyślę o tym, jak wrócę do domu. A teraz serio, to pewnie nasza klasa, chodź.-pociągnąłem ją za ramię i poszliśmy dalej. -To co tam słychać? -zapytałem po dłuższej ciszy.
-Dobrze, a u ciebie?
-Dobrze.
Spojrzeliśmy na siebie i wybuchliśmy śmiechem.
-Rozmowa się klei.
-Rose?
-Mhm?
-Dlaczego jesteś z Jack'iem?
-Co to za pytanie?
-Nie wiem, po prostu myślałem, że ty i Charlie...
-Chwila, co? Ja i Lenehan? Przecież to... fu. -skrzywiła się.
-Sorry, po prostu myślałem... Jesteście ze sobą blisko.
-To mój... Przyjaciel.-zawahała się.
-Rozumiem. -spuściłem wzrok i patrzyłem na swoje buty.
Czyli ona i Charlie to nic takiego.
Kurcze, ale co jest nie tak? Przecież to ja zawsze byłem lepszy w te klocki z dziewczynami. Mógłbym mieć każdą, którą tylko bym chciał, a Charlie to ten romantyk, który bawi się w poznawanie i długie związki. Rzadko kiedy jakaś laska mu się podoba i rzadko kiedy jakąś podrywa. A jak go widzę z Rose to jakieś przytulanki itd. Boli mnie to, bo robi to co ja bym chciał, a nie potrafię. Oczywiście Rose jest w kręgu dziewczyn, z którymi chciałbym się przyjaźnić. "Krąg materiałów na przyjaciółkę". Tak. Właśnie taki wymyśliłem i na razie tylko Rose w nim jest. Ale chwila... "materiał na przyjaciółkę ", czy ja ją traktuję jak rzecz? Nie, to tylko tak brzmi.
Z rozmyśleń wyrwał mnie przeraźliwy pisk dziewczyny. Rose skakała i wymachiwała nogami. Wyglądała przekomicznie.
-Rose co się dzieję?
-Fu matko boska, ona mi skoczyła na buta!-krzyknęła i już trochę się ogarnęła. Palcem wskazała na żabę, która była w trawie. Była duża, ale żeby aż piszczeć? Zacząłem się śmiać, dziewczyna tylko skarciła mnie wzrokiem.
-To nie śmieszne.
-Przecież to tylko żaba. -stwierdziłem rozbawiony.
-To żaba mutant. Ktoś ją pewnie wyhodował na sterydach. -dziewczyna wygładziła materiał bluzki.
-Wyhodował? W lesie? -uniosłem brwi. Schyliłem się i wziąłem płaza w dłonie. -Zobacz. -wyciągnąłem ręce w stronę dziewczyny,  a ona zaczęła się powoli odsuwać.
-Devries zostaw ją!
-Zobacz to tylko zwierzątko. -zbliżyłem się do niej.
-Fu! Devries zostaw ją! Ona może być trująca! Devries, kurwa nie zbliżaj się do mnie!-zacząłem się śmiać. Pierwszy raz usłyszałem jak przeklina i nie pasuje to do jej słodkiego głosu. Ja jak to ja, zacząłem ją gonić z tą żabą. Rose biegała potykając się o korzenie drzew. W pewnym momencie musiałem się zatrzymać, bo ze śmiechu rozbolał mnie brzuch.
-Dobra, Rose, chodź! -dziewczyna odwróciła się w moją stronę. -Zobacz odkładam ją.- to co powiedziałem, zrobiłem i gdzieś na trawę odłożyłem zielone stworzenie.
-Głupi jesteś! -krzyknęła, gdy do niej podszedłem.
-Mogę cię przytulić na przeprosiny. -rozłożyłem ramiona.
-Chyba żartujesz... Ta żaba mogła być trująca.
-Żaba? Trująca?
-Nie słuchałeś na biologii?
-No właśnie słuchałem i chyba coś ci się pomieszało. -chciałem ją przytulić.
-Nie dotykaj mnie.
-Daj spokój...
-Nie. Musisz umyć ręce.
-Oh, dobry pomysł. Możesz mi powiedzieć, gdzie jest kran?
-Użyj śliny. -prychnęła i zaczęła iść dalej.
Zebrałem ślinę w buzi i wyplułem ją na swoje dłonie. Brunetka odwróciła się i spojrzała na mnie poważnie. Teraz zrozumiałem jakim jestem idiotą. Takie żarty byłyby dobre w towarzystwie Charlie'go, a nie dziewczyny.
Rose spojrzała na moje ręce, potem twarz i wybuchła śmiechem.
-Boże, nie wiedziałam, że to zarobisz! -powiedziałam wybuchając jeszcze większym śmiechem.
Potarłem dłonie a potem wytarłem je o spodnie.
-No co przynajmniej są czyste. -wzruszyłem ramionami i również się zaśmiałem.
-Ty to jednak masz coś na bani.
-Trudne dzieciństwo, rozumiesz... -Rose chyba nie lubi tego tematu, bo od razu spoważniała. -To co? Przytulas?-uniosłem brwi i rozłożyłem ramiona.
-Jack nie byłby zadowolony. -spuściła wzrok. -To co idziemy? -przytaknąłem i ruszyliśmy dalej. Zapomniałem, że mamy szukać naszej klasy.
-Wracajmy, nie ma tej polany.
O nie, nie ma mowy. Chcę jeszcze z nią pobyć sam na sam, puki mam szanse.
-Zaraz wrócimy, skoro ich nie ma to chociaż pospacerujmy trochę.
-Nooo dobra.
-To jak ci się podoba u Turner'ów?
-Hmm Will to głupek, ale już go polubiłam, jego ojciec...nie wiem sama, jest taki... Oficjalny.
-'Oficjalny'?-zaśmiałem się.
-No wiesz, " Dzień dobry Rosalio"-powiedziała obniżonym głosem. -Nawet nie rozmawia z Will'em, tylko praca, praca, praca...
-Tak, ale musisz go zrozumieć, stracił żonę...
-Tak wiem. Wiesz jak to przeżył Will?
-Yhy, znałem już go. Udawał twardego, ale przecież to była jego mama... Jakoś się otrząsnął.
-Widzę...
Spacerowaliśmy rozmawiając o szkole... Niesamowite, nie widzieliśmy się trzy lata, a nadal tak dobrze się dogadujemy. 
-To może już wracajmy? -zaproponowała. Chciałem z nią jeszcze spędzić czas, ale faktycznie robiło się późno. 
-Tak, chyba skończyli grę. Nie widać żadnego biegającego debila. 
Szliśmy nie mam pojęcia ile, w każdym razie długo. Po chwili zorientowałem się czemu..., gdy Rose uciekała od żaby zboczyliśmy z głównej ścieżki. Starałem się jakoś zagadywać dziewczynę. Rose to panikara, jakby się zorientowała, że nie idziemy w dobrą stronę, podejrzewam, że usiadłaby i zaczęła płakać. Oboje nie mieliśmy telefonów, z resztą wątpię, żeby w środku lasu był zasięg. 
Rozglądałem się w poszukiwaniu ścieżki, albo jeziora, z brzegu byłoby widać, gdzie jesteśmy, ale wszędzie są tylko krzaki i drzewa. 
-Devries, zgubiliśmy się, prawda? Myślisz, że jestem głupia i nie zauważyłam? 
-Muszę odpowiadać? -uśmiechnąłem się zadziornie, a dziewczyna szturchnęła mnie ramieniem.-Nie mam zielonego pojęcia gdzie jesteśmy. -pokręciłem głową.
-Okej. Przecież, to tylko las. Zakazany las. Do którego nie mogliśmy wchodzić sami. Robi się ciemno. Jest zimno. Nauczycielka nas zabije. No chyba, że zrobi to jakiś potwór. -z każdym zdaniem była coraz bardziej zdenerwowana, a co za tym idzie ja też. 
-Uspokój się. Jakoś znajdziemy drogę. 
-Jak?! Ten las jest ogromny!
-Jeszcze raz krzykniesz to cię tu zostawię!
-Dobra! 
-Dobra! 
-Fajnie. -powiedziała już ściszonym głosem, odwróciła się na pięcie i ruszyła przed siebie. 
-Wracaj tu! Zgubisz się! -zignorowała mnie. Jak ja nie lubię, gdy ktoś mnie nie słucha. 
Przekląłem pod nosem i poszedłem za nią. 
-Chodź tam!-pokazałem ręką przeciwny kierunek do tego, w którym szliśmy, nie wiem po co skoro nawet nie widziała tego. 
-Oh, wystarczająco nas zaprowadziłeś!
-Tak, najlepiej zrzuć wszystko na mnie! Mogłaś nie wbiegać w las i iść ścieżką! 
-Mogłeś mnie nie straszyć tą żabą! 
-Zamknij się! Mam nadzieję, że zje cię jakiś potwór! - od razu pożałowałem tego co powiedziałem, brunetka zamilkła i przyśpieszyła, a mi zrobiło się głupio. Ściemnia się, jest już zimno. Rose miała tylko krótką bluzkę i spodenki, ja miałem trochę lepiej, byłem w dresach. 
Długo szliśmy w nieznanym kierunku, ciemność była już tak głęboka, że ograniczała nam widoczność. Widziałem jak Rose drga za każdym razem, gdy jakiś ptak szeleścił w konarach drzew, czy jeż w trawie. Byłem na nią wkurwiony, ale nie mogłem patrzeć jak biedna się męczy. Dorównałem jej kroku, objąłem ramieniem i przyciągnąłem do siebie. Jej skóra była lodowata. 
-Przepraszam nie powinniśmy wchodzić do tego lasu. 
-Mogłam się nie zgodzić... Ja też przepraszam, że się tak zachowałam. -powiedziała drżącym głosem.
-To co robimy? 
-Nie wiem. Leo, boję się, nie chcę tu być. Nie chce spędzić tu nocy. 
Przyciągnąłem ją jeszcze bliżej i przytuliłem. 
Wiem, że Rose nie lubi takich gestów, szczególnie teraz gdy ma chłopaka. 
Boi się, czego nie potrafię zrozumieć. To tylko las, co za różnica czy będziemy tu czy gdzie indziej. Jeżeli ma nam coś się stać to się stanie bez względu na miejsce.
Gdy dziewczyna trochę się uspokoiła, odsunąłem ją od siebie i spojrzałem na twarz, którą oświetlał księżyc. Widziałem w jej oczach przerażenie. Położyłem dłonie na jej zimnych policzkach. 
-Spokojnie, wszystko będzie dobrze. Najwyżej spędzimy tu noc, nic nam się nie stanie. Obiecuję. -uśmiechnąłem się i pocałowałem jej mały nosek. To był błąd, dziewczyna speszyła się i odsunęła.-Rosie chodź tu, będzie cieplej. -uśmiechnąłem się i ponownie objąłem jej ramiona. 
Szliśmy przed siebie, próbowałem zacząć jakikolwiek temat, ale ona odpowiadała mi zdawkowo, co mnie cholernie denerwowało. Po dłuższym czasie drzewa odsłoniły jezioro. Nigdy nie widziałem tak zadowolonej Rose.
Stanęliśmy na brzegu i znów pojawiło się przerażenie. 
-Jesteśmy po drugiej stronie. -oznajmiła patrząc przed siebie. 
Znaleźliśmy się po drugiej stronie jeziora. Nie mam pojęcia jakim cudem przeszliśmy tak długą drogę. 
Po drugiej stronie widać było oświetlony budynek i postacie przed nim, było zamieszanie. 
-Szukają nas.
-Pięknie, co my teraz zrobimy? 
-Możemy pójść lasem, blisko brzegu. 
-Zwariowałeś? Ja nie wejdę do tego lasu. 
-W takim razie poczekamy do rana. -usiadłem na trawie. 

*ROSE*
Pięknie, jest ciemno jak w dupie, a my spędzimy noc w lesie. Jak mogliśmy nie zauważyć, że weszliśmy tak głęboko w las. 
-Usiądź. -poprosił, a ja usiadłam w odległości pół metra od niego, przekręcił oczami i usiadł bliżej, przytulił mnie do siebie. Na początku się speszyłam, ale zrobiło mi się cieplej. 
Cała się trzęsłam i nie wiem czy z zimna, czy ze strachu. W tym momencie bałam się wszystkiego: wilków, niedźwiedzi, potworów, morderców, psychopatów, gwałcicieli. Ramiona Devries'a odganiały wszystkie te obawy. Było mi dobrze. 
Zamknęłam oczy i oparłam głowę na jego ramieniu, chciałam zasnąć, mimo okoliczności, zimno i zmęczenie, byłam blisko, ale w pewnym momencie poczułam usta Devries'a na moim policzku. Na początku pomyślałam, że to nic takiego, Charlie ciągle robi takie gesty, ale brunet zrobił to drugi i trzeci raz. Jego usta były coraz bliżej moich.
-Przestań. -poprosiłam i zaśmiałam się nerwowo. Bałam się, że jak zareaguje złością to się wkurwi i mnie tu zostawi. 
Mimo mojej prośby nie przestał. Złapał za mój podbródek. Nasze usta były coraz bliżej siebie. 
-Leondre mam chłopaka. -powiedziałam, gdy był już niebezpiecznie blisko. 
-Nie dowie się. -uśmiech nie schodził z jego twarzy. 
-Nie jestem taka. -patrzyłam na niego z wyrzutami. Nigdy nie zdradziłabym Jack'a, argument, że się nie dowie, nic nie zmienia. 
Chłopak momentalnie zmienił wyraz twarzy. Kąciki ust opadły, tak samo jak brwi. Oczy były przepełnione złością, która mnie przerażała. Szybko wstał, odchylił głowę do tyły i przeczesał dłońmi włosy zostawiając ręce na karku. Spojrzał na mnie po chwili. 
-I o to właśnie kurwa chodzi! -krzyknął, przez co drgnęłam. Odwrócił się na pięcie i spojrzał na drugą stronę jeziora. -Rozbieraj się. -rozkazał, a ja zamarłam. Nie mogłam na niego krzyknąć, bo bałam się jego reakcji, nie miałam, gdzie uciec. Bałam się go. Patrzyłam jak zdejmuje swój t-shirt. Fala ciepła uderzyła w moje ciało. Nie wiedziałam co mam zrobić. Patrzyłam na jego każdy ruch i nie mogłam wydusić słowa, w moim gardle zebrała się wielka gula. Nie obdarzył mnie żadnym spojrzeniem, dopóki się nie rozebrał do bokserek, dopiero wtedy spojrzał na mnie. -Co się tak gapisz? Przecież cię nie zgwałcę. Przepłyniemy jezioro. 
-Wwoda jest zimna. 
-Możesz zostać. Nie wytrzymam z tobą ani chwili dłużej. 
Ałć. 
Spojrzałam na las i stwierdziłam, że sama tu nie zostanę, rozebrałam się do bielizny. Czułam się źle, chłopak skanował moje ciało przez co zrobiło mi się gorąco, ale zimny wiatr przyprawiał mnie o dreszcze. To się źle skończy. 
Pierwszy do jeziora wszedł brunet, widziałam jak się skrzywił i zaczęłam zastanawiać się czy może jednak nie zostać tu na noc. Chyba wolę utonąć niż zostać zjedzona przez potwora. 
Powoli zamoczyłam stopę w wodzie i przeszedł mnie dreszcz. 
-Szybciej królewno. -rozkazał z jadem w głosie. Koniec tego, chciałam jak najszybciej uciec od jego towarzystwa. Weszłam do wody i jak najszybciej kierowałam się ku głębokiej wodzie. Ignorowałam zimno i rośliny, które wplątywały się w moje nogi. Gdy moje uda dotknęły wody zanurzyłam się do szyi. Moje ciało krzyczało wracaj, a mózg chciał jak najszybciej znaleźć się po drugiej stronie, i wygrał. Zaczęłam płynąć, nie zważając na bruneta, który nadal próbowałam przyzwyczaić się do zimnej wody. 
I tak się kurwa nie przyzwyczaisz. 
Nie chciałam moczyć twarzy, ze względu na makijaż, ale było z tym trudno. Ciągle zmieniałam tępo, zmęczyłam się, więc zwalniałam, gdy czułam, że nogi odmawiają mi posłuszeństwa płynęłam szybciej, z nadzieją, że jakoś się rozgrzeje. Chciałam się zatrzymać i zacząć płakać, ale nie było już odwrotu. Gdy  przepłynęłam już połowę, ktoś zaczął krzyczeć i pokazywać ręka w stronę jeziora. 
Wszyscy wbiegli na pomost. Zmęczyłam się, więc z zamiarem odpoczynku zatrzymałam się. Machałam nogami, by utrzymać się na powierzchni. Podpłynął do mnie Devries. 
-Dasz radę? -zapytał. Nie był już wściekły i agresywny, zapytał z troską. Przytaknęłam i popłynęliśmy dalej. Po tak długiej męczarni dopłynęliśmy do pomostu. Od razu ktoś mnie wyciągnął i owinął ręcznikiem, a potem mocno przytulił. To był Jack. Ciągle ktoś, coś mówił, ale skupiłam się tylko na cieple, które dawał mi chłopak. Jack wziął mnie na ręce i zaniósł do mojego pokoju. Za nami pobiegła nauczycielka i pytała czy nic mi nie jest. Heh usłyszała tylko zgrzyt moich zębów, którego nie kontrolowałam. 
Położył mnie na łóżku, okrył kołdrą i kocem. 
-Nawet nie wiesz jak się o ciebie martwiłem. Czemu byliście w tym lesie? -zapytał, a nauczycielka usiadła na łóżku Juli
-Z Devries'em wyszliśmy trochę później i nigdzie was nie było. Ponoć mieliście być na jakiejś polanie. Poszliśmy was szukać i się zgubiliśmy, postanowiliśmy wrócić... Jeziorem. 
-Mieliśmy dzwonić już po policję. -zaczęła zdenerwowana nauczycielka. 
Więc czemu tego nie zrobili? 
-Złamaliście zasady! Jutro mają przyjechać po was rodzice! Karę wymyślę potem. 
Już się boję. 
Nauczycielka wyszła, a ja zostałam z chłopakiem. 
-Na pewno nic ci nie jest? 
-Tak, wszystko w porządku. Pójdę wziąć prysznic. -uśmiechnęłam się, wzięłam ciuchy i owinięta ręcznikiem poszłam do łazienki. Wzięłam ciepły prysznic, zmyłam rozmazany makijaż i ubrałam się. 

Nadal miałam dreszcze. 
Wyszłam z łazienki. 
-Chcesz zostać w pokoju czy idziemy na ognisko? 
Trochę się zdziwiłam, że zrobili ognisko, ale postanowiłam pójść, trzeba się integrować, nie? 
Wyszliśmy przed budynek. Ognisko było już rozpalone, a wszyscy siedzieli dookoła. 
-Rosalie! -zawołała mnie nauczycielka. Stała z naszą wychowawczynią i Devries'em. 
-Zaraz przyjdę. -oznajmiam chłopakowi i puściłam jego rękę. Powoli podeszłam do nauczycielek. 
-Rose możesz zostać. Leondre oszukał cię, powiedział, że mamy tam zbiórkę. On wróci do domu. 
To jakieś żarty? 
-Leondre nic mi nie kazał, sama poszłam. -spojrzałam na niego. Jego mina mówiła tyle co"zamknij się".
-Jak to? 
-No tak. Nic mi nie kazał, stwierdziliśmy, że poszukamy grupy. -oznajmiłam. 
Czekaj, stop. Czy Devries wziął całą winę na siebie? Już nic nie rozumiem. 
Raz jest miły, świetnie nam się rozmawia, a jak mam własne zdanie i sprzeciwiam się mu, robi się chamski, a teraz mnie broni? 
Nauczycielki spojrzały na siebie a potem na chłopaka.
-Nie ważne, dzwonię do waszych rodziców. -oznajmiła zła wychowawczyni. Odwróciłam się i ruszyłam w stronę naszej klasy, w połowie kroku przerwał mi Devries , łapiąc mnie za ramie.
-Noi po co ci to było?! 
-Powiedziałam prawdę. Ja nie wkopuje kolegów. -powiedziałam spokojnie i dołączyłam do klasy. Wszyscy nas wypytywali i nabijali się. Teraz to i ja się z tego śmieje. Było sympatycznie siedzieliśmy wszyscy razem, śpiewaliśmy jakieś głupie piosenki i śmialiśmy się. 
Ta wycieczka wcale nie jest taka zła, powoli zaczęłam żałować, że to już koniec dla mnie. 
Bałam się sprawdzić telefon. Mama pewnie dzwoniła już milion razy.
Około pierwszej nauczycielki kazały nam iść do pokoi. 
Mój telefon ciągle wibrował, mama pewnie chciała mnie opieprzyć, Charlie wyśmiać, Will... nie wiem w sumie. Jeszcze go nie rozgryzłam, raz się ze mnie śmieje, a raz troszczy. Wyłączyłam telefon, nauczycielka powiedziała, że przyjadą po nas w czasie śniadania. 
Umyłam się i przebrałam w piżamkę. Milion pytań od dziewczyn, jak było z Devries'em. 
Gdyby tylko wiedziały, że jest chujem. Nie będę psuć mu opinii. 
Zgasiłyśmy światło, założyłam słuchawki na uszy i zakryłam się po czubek głowy. 
Leżałam i wsłuchiwałam w słowa piosenek. 
Już byłam bliska zaśnięcia, gdy poczułam czyjąś dłoń na moich ustach. Próbowałam krzyczeć, machałam nogami, rękoma. Na nic. 
-Zamknij się.-szepnął do mojego ucha... Leondre. Uspokoiłam się, ale serce waliło jak oszalałe. Odepchnęłam go i usiadłam na łóżku. 
-Czy ciebie.... -przerwałam, w pokoju spały Juli i Jennifer, gdyby się obudziły i zobaczyły w pokoju Devries'a, wtedy dopiero miałabym jazdę. 
-Musimy pogadać. 
-Jest prawie trzecia, o tej porze muszę tylko spać. 
Zaśmiał się cicho. 
-Albo wyjdziesz ze mną na balkon, albo zacznę krzyczeć i obudzę dziewczyny. -zagroził. Zjechałam go wzrokiem i z przymusu wstałam. 
Wyszliśmy na balkon. 
-Co chcesz? 
-Przeprosić. 
-No więc słucham. -założyłam ręce. 
-Wiem, głupio się zachowałem i jest mi przykro. 
Ha. I to tyle... Głupio się zachowałem. Miałam ochotę go wyśmiać. 
Wzięłam głęboki oddech.
-Nic się nie stało. To ja cię zdenerwowałam. -strzeliłam jak z karabinu.
Zmarszczył brwi. Przegryzłam policzek od środka żeby się nie zaśmiać. 
-Wszystko okej?
-Okej. 
Przekręcił głowę na bok, patrząc na mnie badawczo.
-Nie jesteś zła? 
-Jestem. Mogę iść? -wskazałam ręką na drzwi balkonowe. 
-Nie i nie zachowuj się tak! 
-Jak? 
-Obojętnie, ja cię przepraszam, a ty się ze mnie nabijasz!-zbliżył się do mnie, a z jego oczu wyczytałam gniew. 
Teraz się trochę przestraszyłam. 
-Dobra, spokojnie. -odepchnęłam go delikatnie, gdy jego klatka piersiowa stykała się z moją. Ani drgnął. A co zrobiła głupia Rose? Usiadła na zimnej posadzce, nie miałam siły się z nim kłócić. Patrzył na mnie jak na idiotkę, a ja tylko miałam nadzieję, że pozwoli mi wrócić do pokoju. 
Dlaczego musiałam mieć jego pozwolenie? Otóż dlatego, że jak zaczniemy się kłócić, a Devries ma bardzo wybuchowy charakter i zaczął by drzeć mordę, wszyscy się obudzą. Ja i on około 3, sami na balkonie. Przepraszam, ale nie chcę już problemów u nauczycielek, a już boję się pomyśleć jak zareagowałby Jack. 
-Jesteś popieprzona. -powiedział z wyrzutami. Czy może mieć do mnie wyrzuty o to, że jestem dziwna?
-Mogę iść? 
Chwilę nic nie mówił i miałam nadzieję, że sobie pójdzie. Jest zimno jak cholera. 
-Nie. Posiedzimy tu. -usiadł obok mnie i uśmiechnął się szeroko. -Widziałem, że Jack był zły. 
Co cię to kurwa obchodzi? 
-Nie był. Bardziej zmartwiony. 
-Żesz se chłopka znalazła.
Boże czemu on mówi jak wieśniak? 
-Mój chłopak moja sprawa. 
-Jasne, tylko potem kurwa nie płacz. 
-O co ci chodzi? -odwróciłam głowę w jego stronę. 
-O nic. 
Znów chwila ciszy. 
-Mogę już iść? 
-Nie! 
-Dobrze spokojnie. 
Cisza. 
-A kiedy będę mogła pójść? 
-Jak będzie mi się chciało spać. 
-Czemu muszę tu siedzieć?
-Bo mam taki kaprys. 
-No dobra, więc dlaczego... 
-Jeszcze jedno pytanie i osobiście zamknę ci buzie. 
Jakieś pięć minut siedzieliśmy w ciszy. Oparłam głowę o mur budynku i zamknęłam oczy, było zimno co ułatwiało mi zaśnięcie. 
Mam w dupie to, że ten, za przeproszeniem mamo, chuj tu siedzi. Zamarznę na jego oczach, jeszcze lepiej. 
Poczułam ciepło na moim ramieniu i już po chwili siedziałam wtulona w bruneta. Normalnie bym się odsunęła, ale nie miałam na to siły. Zasnęłam. 
_______________________________________
Hej wszystkim!
Tak wiem, kloc ze mnie. Rozdział miał być w weekend a jest teraz XD Możecie mnie bić.
Nooo mam oczywiście nadzieję, że się podobał.

Wchodzę na grupę, dawno nie byłam i nie wiem o co chodzi... Wiem tyle, że zostały 3 adminki..., no i wiem, że duża część grupy nie mam mózgu... To jest grupa dla fanów BAM, a nie dla fanów adminek XD Myślę, że dziewczyny postąpiły dobrze, jeżeli adminki łamały regulamin to co innego można było zrobić? Regulamin chyba obejmuje wszystkich c'nie? 
Nie ważne... mam nadzieję, że dziewczyny dadzą radę i uda im się ogarnąć grupę.
Pozdrawiam <333
-Kate xx

czwartek, 17 marca 2016

5.I'm alone.

ROZDZIAŁ DEDYKUJE KLAUDII ! kc wariatko <3
*ROSE*
Obudziłam się w objęciach blondyna. W sumie było mi wygodnie, złapałam jego dłoń i położyłam pod swój policzek. Zamknęłam oczy i chciałam zasnąć.
-Już nie jesteś obrażona? -usłyszałam cichy, zachrypnięty głos Charlie'go, przytulił mnie mocno. -Dziękuję za pomoc. -pocałował mnie w skroń. To było miłe.
-Wiesz... wcale nie było tak źle.
-Mówiłem... -zaśmiał się cicho.
-Pomijając fakt, że jak się całujesz to masz ślinotok, jesteś dobrym chłopakiem.
-Widziałaś.... -podniósł się lekko i spojrzał na mnie.-Jej minę, gdy się całowaliśmy.
-Widziałam, albo jak powiedziałeś, że możemy spać razem. Myślałam, że jej oczy wyjdą. -zaśmieliśmy się. -Dobra wstajemy, mam dzisiaj randkę. Muszę się zrobić na bóstwo. -wstałam z łóżka i pozbierałam swoje rzeczy.
-Mówisz o swojej randce, wychodząc z łóżka, na którym leży pół nagi chłopak. -założył ręce za głowę.
-Ogól pachy. -walnęłam a on wybuch śmiechem. -Boże, jaka jestem głupia. Co jeśli powiem coś takiego przy Jack'u? Przecież pomyśli, że jestem nienormalna. -złapałam się za głowę z zażenowania.
-Luz, Rose, jesteś ładna, dobrze całujesz i na prawdę jesteś fajną dziewczyną. -usiadł na łóżku i uśmiechnął się pokrzepiająco.
-Dobra, idę się ubrać.
Poszłam do łazienki, gdzie umyłam ręce i twarz, włosy związałam w kucyka i założyłam wczorajsze ciuchy. Rzeczy, które dała mi Sara, złożyłam w kostkę i położyłam na łóżku, na którym spaliśmy. Charlie'go nie było więc pewnie zszedł na dół. Gdy byłam na schodach usłyszałam głos Sary. Zatrzymałam się. Nie mam w zwyczaju podsłuchiwać, ale co miałam wrócić na górę i czekać aż skończą rozmawiać?
-Charlie oboje postąpiliśmy głupio. Dobrze wiesz, że tylko ze mną możesz być szczęśliwy. Zróbmy tak: zapomnijmy o wszystkim i wróćmy do siebie.
Chłopak nic nie odpowiadał, a ja modliłam się żeby nie był takim idiotą i do niej nie wrócił
-Sara, przykro mi, ale to koniec. Jestem szczęśliwy z Rose.
Musiałam przerwać tą scenę wyciągniętą niczym z filmu, moja randka nie poczeka. Zbiegłam dość głośno po pozostałych schodkach i wpadłam w ramiona blondasa, pocałowałam go w policzek.
-Dziękuję, że pozwoliłaś zostać nam na noc, świetnie się bawiłam. -uśmiechnęłam się do dziewczyny.- Niestety musimy już iść, ale może się jeszcze kiedyś spotkamy? -zapytałam. Sama się zdziwiłam skąd u mnie tyle pewności siebie. Kiedyś nawet jak kupowałam masło w markecie, byłam zawstydzona.
-Tak, dobry pomysł. -powiedziała obojętnie. Ubraliśmy się i wyszliśmy na pociąg.
-Rose, jesteś najlepszą dziewczyną na niby jaką miałem. -stwierdził zadowolony Charlie i przytulił mnie mocno.
-To ile ich miałeś?- zaśmiałam się i odsunęłam od niego.
-W sumie, byłaś pierwszą.
Podróż minęła w ciszy. Oparłam głowę o szybę i obserwowałam las.
Jestem zestresowana spotkaniem z Jack'iem. Przez trzy lata moim jedynymi rozmówcami byli rodzice i pani Izabella, której robiłam zakupy. Nie potrafię rozmawiać z rówieśnikami. Czasem jak coś powiem nie wiadomo czy się śmiać, czy płakać. Will i Charlie już się  przyzwyczaili do moich głupich komentarzy, przy Leondre się hamuje.
-O czym tak myślisz? -blondyn położył nogę na moim kolanie. -Pewnie o Jack'u.
Kiwnęłam głową. Charlie jest jedyną osobą przy, której nie wstydzę się mówić o uczuciach. Will chyba za bardzo się wkręcił w rolę brata i nie chce żebym się spotykała z jakimkolwiek chłopakiem. Charlie to Charlie. Niby jest idiotą, nabija się ze mnie, ale on zna uczucie, kiedy ci na kimś zależy i doradza mi.
-Co jeśli powiem coś nie tak? Znasz mnie zawsze mówię coś nie tak...
-Oj Rose, uwierz w siebie. Masz rację ciągle mówisz coś głupiego, ale to zabawne. -zaśmiał się. - Jesteś nieśmiała, ale to urocze. -posłał mi uśmiech.- Jeżeli cię nie zaakceptuje takiej jaką jesteś, to wasz związek nie ma sensu.
-Masz rację.
-Chodź, idziemy. -złapał mnie za rękę i wyszliśmy z pojazdu. Chłopak uparł się, że mnie odprowadzi. Podziękował mi za pomoc i poszedł do siebie.
Po cichu weszłam do domu, mama już wróciła z pracy i pewnie śpi. Jakby się dowiedziała, że nie było mnie na noc w domu to... Już sobie wyobrażam tą awanturę o to, że mam dopiero 17 lat. Poszłam szybko do łazienki, od wczoraj nie myłam zębów, w tym momencie mogłabym zabić za pastę i szczoteczkę do zębów. Wzięłam jeszcze szybki prysznic, przebrałam się w pierwszy lepszy dres i poszłam zabić Will'a. 
Moja obsesja na punkcie prywatności nawet teraz nie odpuściła i zapukałam do drzwi. Usłyszałam ciche "proszę " i weszłam.
-Razem to ukartowaliście! Mogłam się tego spodziewać po Lenehan'ie, ale po tobie?! -krzyczałam na chłopaka, który leżał jeszcze w łóżku. Starałam się być cicho ze względu na rodziców, ale chyba słabo mi to wyszło.
-Oj przepraszam...- miał kontynuować, ale zaniósł się kaszlem.
-Wszystko okej? -zapytałam zmartwiona i usiadłam obok niego.
-T...tak. trochę się przeziębiłem, ale jest okej. Słuchaj, na prawdę przepraszam.
-Dobra, nie ważne. Zrobię ci jakaś herbatę. -uśmiechnęłam się.
-Tylko nie mów Susan. -poprosił, a ja przytaknęłam i zeszłam do kuchni.
Moja mama jest pielęgniarką i chyba przez to jest przewrażliwiona. Jak ktoś kaszle, ona podejrzewam gruźlicę. Pamiętam moje czasy otyłości, chodziłyśmy do kilku lekarzy, czy aby na pewno to nie jest choroba.
Zaraziła mnie nadmiernym dbaniem o higienę i troską. Jak tata chorował robiłam mu herbatki, zupki i podawałam witaminki.

Zaniosłam mu herbatę z cytryną. Powiedział, że później mu wszystko opowiem, bo jest zmęczony i chcę iść spać.
Poszłam do swojego pokoju i sprawdziłam wszystkie portale społecznościowe. Jack napisał, że nie może się doczekać i przyjdzie po mnie o 17. Zeszłam na dół i zjadłam śniadanie z mamą i Georg'em. Zaniosłam jajecznice Will'owi. Biedny, nie wygląda najlepiej.
Włączyłam muzykę i położyłam się na łóżku.
Zamknęłam oczy i zasnęłam.

Obudziłam się, gdy poczułam zimno. Przykryłam się kołdrą.
-Wstawiaj już, za dwie godziny masz randkę. -usłyszałam głos Will'a. Odwróciłam się w jego stronę i otworzyłam oczy. Loczek siedział na parapecie przy otwartym oknie i palił papierosa.
-Zimno jest. -powiedziałam jeszcze zaspana, podeszłam i na jego nogi położyłam koc.
-Dziękuję.
-Jak się czujesz? -wróciłam na łóżko i odkryłam się po uczy.
-Już lepiej, twoja herbatka postawiła mnie na nogi. -zaśmiał się i zaciągnął papierosem. -To opowiadaj jak tam z Charlie'm?
-Trochę nudno, ale Sara już chciała do niego wrócić.
-Serio? Musieliście dobrze udawać .-wyrzucił peta i zaraz usiadł obok mnie.
-No. Trochę się zdenerwowałam, że musiałam tam nocować, ale nie było tak źle. Dobrze, że mama się nie zorientowała.
-Załatwiłem wszystko. -uśmiechnął się zwycięsko.
-Dobra idź już. Muszę się jakoś przygotować.
-Okej, to życzę miłej zabawy. -powiedział przez ramię, gdy wychodził z mojego pokoju.
Poszłam do toalety umyłam zęby, wróciłam do pokoju i zrobiłam mocniejszy makijaż. Zastanawiałam się czy kręcić włosy, ale stwierdziłam, że wczoraj to robiłam i ładnie się falują. Ubrałam się i usiadłam na łóżku.

 Po około 15 minutach usłyszałam dzwonek do drzwi.  Zbiegłam po schodach potykając się o własne nogi.
-Uważaj, bo się zabijesz! -krzyknęła mama. Założyłam buty i otworzyłam drzwi. Zobaczyłam uśmiechniętego bruneta. Przyjrzałam mu się. Miał jakąś koszule i granatowe spodnie. Wyglądał dobrze, ale Charlie wczoraj wyglądał lepiej. Dlaczego ja go porównuje do Lenehan'a?
Nie, Jack wygląda dobrze. Koniec.
-Hej. -zbliżył się do mnie i pocałował w policzek.
-Hej.
-Ładnie wyglądasz. -uśmiechnął się jeszcze szerzej i podał mi bukiet kwiatów.
-Chwileczkę. -poprosiłam i cofnęłam się do domu. Podałam mamie kwiaty. Szczerzyłam się jak głupia.
-Miłej zabawny kochanie. -mama zabrała ode mnie kwiaty, a ja wróciłam do chłopaka.
Szliśmy w ciszy trzymając się za ręce, słońce zachodziło przez co atmosfera wydawała się idealna. Tylko ta cisza. Między mną a Charlie'm takiej nie było.
I znowu to robię. Ogarnij się Rose, jesteś na randce z idealnym chłopakiem!
-To jak tam w roli niańki było?
-Co? -zmarszczyłam brwi.- No miałaś pilnować siostry Lenehan'a.
-A no tak. -zachichotałam. -Dobrze, nudno trochę. -skłamałam.
-Mogłaś napisać bym ci dotrzymał towarzystwa.
-Nawet o tym nie pomyślałam.
Poszliśmy do kawiarni, cały czas rozmawialiśmy o szkole.
Mówiłam, że wczoraj był najnudniejszy dzień w moim życiu? Myliłam się, dziś jest ten dzień.
Gdy wypiliśmy kawę poszliśmy do kina i ta godzina czterdzieści była wybawieniem od niezręcznej ciszy. Może jednak nie pasujemy do siebie?
Film się skończył i Jack odprowadził mnie do domu, ale nie było już między nami ciszy, rozmawialiśmy o filmie.
-To co? Do poniedziałku.-uśmiechnął się chłopak.
-Do poniedziałku.
Jack podszedł i wbił się w moje usta. Nie był delikatny, wręcz natarczywy. Poczułam te cholerne motyle w brzuchu. Odwzajemniłam jego pocałunek, a on położył dłonie na moich pośladkach. W tym momencie przerwałam pocałunek.
-To do poniedziałku. -szepnęłam i poszłam do domu.
Zdjęłam szybko buty i nie mogłam się powstrzymać, musiałam komuś się pochwalić. Zapukałam kulturalnie do pokoju Will'a i przeskakiwałam z nogi na nogę, czekają na odzew. Po chwili usłyszałam stłumione "proszę " i już wyzbywając się mojej kultury wparowałam do pokoju. Od razu zobaczyłam Leo siedzącego na fotelu, potem Will'a na łóżku i Lenehan'a na ziemi, oczywiście grali na konsoli.
-O Rose, ładnie wyglądasz. -uśmiechnął się Will i wzrokiem wróciłam do ekranu telewizora, który wisiał na ścianie.
-Zgadnijcie kto całował te usta? -niemalże pisnęłam zadowolona i palcem wskazałam na swoje wargi. Momentalnie wszyscy trzej spojrzeli na mnie.
-Ja! -blondyn szybko podniósł rękę.
Idiota.
-Co?! -krzyknęli w tym samym czasie Will i Leondre. Spojrzałam na niego groźnie, nie wiedzieli o naszych pocałunkach podczas randki 'na niby'.
-Całowaliście się? -zapytał oburzony Devries.
-Przecież żartowałem. -wykręcił się blondyn. -Czyli całowałaś się z Jack'iem. -Zaśmiał się, a ja pokiwałam energicznie głową.
-Opowiem wam, chcecie? - podekscytowana usiadłam na ziemi, a na nogi położyłam poduszkę.
-Nie trzeba. -burkną Leo.
-To i tak wam opowiem. No więc tak: na początku było nudno, ale potem się rozkręciło i gadaliśmy. Było super i w ogóle. -powiedziałam na jednym wdechu, a później zorientowałam się, że moja wypowiedź nie miała sensu.
-I całowaliście się?-zapytał Lenehan i wróciła stara ja. Zdałam sobie sprawę, że znam ich tydzień, no poza Leo, którego moja randka nie interesowała, a opowiadam im o chłopaku, który mi się podoba.
Nieśmiało pokiwałam głową.
Czuję się jakbym miała rozdwojenie jaźni, raz jestem pewna siebie, a za chwilę wraca moja nieśmiałość.
-No to gratuluję. -uśmiechnął się blondas. Wyglądał jakby się cieszył moim szczęściem, a reszta? Patrzyli na mnie jakbym co najmniej matki im zabiła.
-To... Jak się czujesz? -skierowałam się do Will'a.
-Dzięki, już dobrze. Chcesz zagrać? -wyciągnął w moją stronę pada.
-Nigdy nie grałam. Nie lubię gier.
-Chodź, pokaże ci.
Charlie usiadł za mną, a ja oparłam głowę na jego szyi, przełożył ręce przed moją klatkę piersiową.
Gdy zdałam sobie sprawę z tego jak blisko jesteśmy, spięłam się. Chłopak chyba to zauważył, bo potarł policzkiem moją skroń.
Stwierdzam wszem i wobec, że to najlepszy podrywacz jakiego znam.
-Trzymaj.-złapałam urządzenie w dłonie. -Rose, złap to porządnie, musisz przyciskać te kolorowe guziczki. -zaśmiał się.
-Ale mi tak wygodnie.
-Nie wygodnie. Nie dasz rady tak grać.
Wykonałam jego polecenie. Charlie wytłumaczył jaki "kolorowy guziczek" kiedy naciskać. Niestety nie załapałam. Wciskałam co popadnie.
-Rose, teraz ten po prawej!
-Której prawej? Mojej czy twojej?!
Charlie zaczął się śmiać.
-Mamy tą samą prawą. -stwierdził, gdy przegraliśmy kolejny raz.
-W ogóle mi nie pomagałeś.- powiedziałam z oburzeniem i odsunęłam się od niego. Gdy oderwałam plecy od jego klatki piersiowej od razu poczułam nieprzyjemny chłód.
-Bo ciągle krzyczałaś, że sama sobie poradzisz!
-Od kiedy ty przestrzegasz moich zasad?! -wypomniałam mu naszą randkę.
-Dobra nie pozabijajcie się. -zaśmiał się Loczek, usiadł na parapecie i zapalił swojego kochanego papierosa.
Pożegnałam się z chłopakami i poszłam do swojego pokoju. Rzuciłam się na łóżko i chowają twarz w poduszkę zaczęłam piszczeć i machać nogami. Ja Rose Nixton całowałam się z Jack'iem Colins'em. Mój pierwszy, prawdziwy pocałunek. Nie mogę w to uwierzyć. Ale hej! Czy to oznacza, że jesteśmy razem?
Moje rozmyślenia przerwał dzwonek telefonu. Uśmiechnęłam się widząc, że to Jack.
-Hej.
-Cześć Rose. Co robisz?
-Myślę, a ty?
-Myślę.-zaśmiałam się.
-O czym?
-A ty?
-Pierwsza zapytałam.
-O nas. -oznajmił, a ja ledwo powstrzymałam się od pisku.
-I co wymyśliłeś? -starałam się być spokojna.
-Czy mam już miano twojego chłopaka?
-Myślisz, że to dobry pomysł? Znamy się dość krótko.
Heh, pewnie, że myślałam, że to dobry pomysł. Po prostu nie chciałam tego powiedzieć. 
-Wierzę w miłość od pierwszego wejrzenia. -powiedział ciepło, a po moim ciele przeszły ciarki.
-W takim razie ja też.
-W takim razie mam najpiękniejszą dziewczynę na świecie. -dopiero teraz zorientowałam się, że moja warga zaraz pęknie pod naciskiem zębów. -Może jutro przyjdziesz do mnie... Obejrzymy jakiś film?
-Tak!-odpowiedziałam nie mogąc chować entuzjazmu. Musiałam brzmieć jak jakaś desperatka. Odchrząknęłam. -Tak, mogłabym.-poprawiłam się i usłyszałam w słuchawce śmiech chłopaka.
-Będę czekał. Już tęsknię.
-Ja tez. Do jutra.
-Do jutra.
Rzuciłam gdzieś telefon i zbiegłam po schodach krzycząc jak wariatka.
-Mamooo!  Gdzie jesteś?!
Mama wybiegła z kuchni w jakimś fartuchu i z brudnymi rękoma.
-Co się dzieje? -zapytała przerażona. Pobiegłam do niej i przytuliłam.
-Boże, nie uwierzysz. Mam chłopaka! -krzyknęłam skacząc. Usłyszałam śmiech Georg'a i odsunęłam się od mamy, trochę spoważniałam, ale nie mogłam przestać się uśmiechać.
-Rose to wspaniale!
-Co się stało? -po schodach powoli zszedł Will.
-Rose i Jack są razem.
Loczek spojrzał na mnie i zmarszczył brwi.
-Co ku...
-Uważaj na słowa. -przerwał mu ojciec.
-Rozmawialiśmy 20 minut temu i jeszcze nie byliście razem.
-Tak, bo zadzwonił do mnie i... -mówiłam gestykulując rękoma, ale zdałam sobie sprawę, że w sumie Jack poprosił mnie o "chodzenie" przez telefon. -Oh spadaj. -przerwałam swoją wypowiedź i pobiegłam do swojego pokoju mijają po drodze Will'a.
Szukałam jakiejś piżamy w szafie. Chłopcy w piątek wywalili wszystko z mojej szafy a później po prostu wepchnęli je z powrotem i nic nie można znaleźć.
Usłyszałam pukanie, byłam pewna, że to mama.
-Proszę.
Myliłam się, do pokoju wszedł Will. Spojrzałam na niego i wróciłam do szukania ciuchów.
O znalazłam spodenki, cud.
-Możesz mi powiedzieć o co ci chodzi? -po jego głosie wywnioskowałam, że jest zły, tylko o co?
-Mam burdel w szafie. -oznajmiłam beznamiętnie.
Taka mała rzecz, a zdenerwowała mnie prawie do łez. Tak na prawdę wcale nie chodziło o te głupie ciuchy, które były zwinięte w kolorowa kulkę. Chodziło o to, że tak na prawdę nie mam w nikim wsparcia. Zawsze byłam sama, sama radziłam sobie z problemami, a teraz, gdy problemów nie ma, jestem szczęśliwa wszyscy mają to w dupie. Myślałam, że jak już otworzyłam się na ludzi, to będzie inaczej. Myliłam się. Wszyscy mają w dupie, czy jestem szczęśliwa, czy smutna. Liczy się tylko to, żebym była na każde ich zawołanie, prośbę. Muszę spełniać ich oczekiwania, a to co czuję jest nie ważne. Z resztą czego ja się spodziewałam? Że przyjadę tu i nagle ludzie zaczną mnie lubić? Nic się nie zmieniło. Mogę liczyć tylko na siebie.
-Rose, kurde. O chuj ci chodzi?!
-Nic, możesz sobie iść. -wzięłam jakąś bluzkę, byleby szybciej wyjść z tego pokoju i skierowałam się do drzwi.
Chłopak przyciągnął mnie do siebie trzymając mocno za ramię. Wziął kluczyk, który leżał na półce i zamknął drzwi.
-Ał to boli! -krzyknęłam, a chłopak puścił mnie. Potarłam bolące ramię i patrzyłam na niego z oburzeniem.
-Nie wyjdziesz dopóki nie powiesz o co chodzi!
Zaczęłam się z nim szarpać, ale on wrzucił kluczy do tylnej kieszeni, wiedział, że nawet nie będę próbowała go wyciągnąć.
Odpuściłam i usiadłam na łóżku. Wzięłam do ręki telefon, miałam jedną wiadomość. Chciałam ją odczytać, ale chłopak wyrwał mi urządzenie.
-Kto napisał? Oo Jack. Masz zapisane go z serduszkiem. Jak słodko. -drwił. Chciałam wyrwać własność, ale złapał moją dłoń i mocno ścianą. Poczułam piekący ból.
-Will puść mnie! -wykonał moje polecenie. Spojrzałam na czerwony ślad po jego ręce, po każdym palcu został wyraźny kontur.
-Zobaczmy co on tam piszę. O Rose już tęsknię....!- cytował z pogardą w głosie.
-Will nie czytaj moich wiadomości! To moja własność rozumiesz?!  Nie masz prawa!
Łzy zebrały się do moich oczu. Jestem przewrażliwiona na punkcie prywatności.
-Nienawidzę cię! Jesteś najgorszym bratem jakiego mogłam mieć!  Nienawidzę cię!
Mój oddech był głośny i szybki. Jeszcze nigdy nie byłam tak zdenerwowana.
Patrzył na mnie szeroko otwartymi oczami. Powoli wyciągnął w moją stronę telefon. Wzięłam go i odłożyłam na półkę.
Chwilę patrzyliśmy na siebie, a gdy odwróciłam wzrok, otworzył okno, usiadł na parapecie i zapalił papierosa. Jego policzki zrobiły się czerwone i nerwowo przeczesywał swoje loki. Stałam i nawet nie drgnęłam.
-Przepraszam. -powiedział cicho, nawet na mnie nie patrząc. Wyrzucił peta i zamknął okno.
Przeprasza mnie za czytanie moich wiadomości? Za ślady na moich rękach? Czy za bycie idiotą?
Staną na przeciwko mnie i uniósł mój podbródek.
-Przepraszam. -tym razem intensywnie patrzył w moje oczy.
Pierdol się.
-Nic się nie stało. Mogę iść się umyć?
-Powiedziałem, że nie wyjdziesz dopóki nie powiesz o co chodzi.
Odwróciłam się i usiadłam na łóżku, po chwili usiadł obok mnie.
-Zabolało, jak powiedziałaś, że mnie nienawidzisz.
Nic nie opowiedziałam, tylko bawiłam się placami.
-Wiesz... Jak umarła moja mama... -spięłam się, gdy to usłyszałam. Słyszałam, że matka Will'a nie żyje, ale on sam o tym nie mówił, a ja bałam się pytać. - Wszędzie było pusto. Nikt nie krzątał się po kuchni, nikogo nie obchodziło tego jak się uczę, czy w ogóle chodzę do szkoły, co robię w wolnym czasie. Ojciec się załamał i skupił na pracy, a ja żyłem, jakby sam. Dom był pusty i nie było do kogo się odezwać. Gdy wprowadziła się Susan, nie chciałem jej, było to dla mnie nowe. Ktoś zaczął się interesować moimi znajomymi, tym co robię, gdzie jestem, o której wrócę. Jak wstaje czeka na mnie śniadanie, jak wracam ze szkoły ciepły obiad, a w lodówce moje ulubione ciasto, rozmowa jak było w szkole i jakie mam plany na weekend. Na początku nie chciałem nawet rozmawiać, byłem chamski; Susan przychodziła do mojego pokoju, siadała na fotelu i zmuszała do rozmowy; mimo, że nie jestem jej synem, traktuje mnie jak syna. Wiem, że jesteś zamknięta w sobie, udało się zmusić cię do zmiany. Chcę być dla ciebie bratem. Chce mieć w tobie wsparcie i wzajemnie. Chronić przed błędami. I właśnie tym błędem jest Jack.
-Nie znasz go. -powiedziałam cicho.
-Masz rację nie znam, ale wiem, że z tego nie wyjdzie nic dobrego.
-Teraz ja ci coś powiem. W Cardiff nie miałam nikogo, chłopaka, znajomych, nawet psa czy kota. Tutaj poznałam ciebie i Charlie'go. Myślałam, że mimo krótkiej znajomości, mam w tobie wsparcie, tak jak powiedziałeś, widocznie się myliłam. Nadal nie mam nikogo. Mam tylko Jack'a. Znajomość z nim jest dla mnie naprawdę ważna, a nawet nie mam komu się wygadać, no bo słuchać mnie chce tylko kumpel mojego brata. Myślałam, że chociaż ty mnie wysłuchasz...
-Masz racje zachowałem się jak dupek, ale to dla tego, że się o ciebie martwię. Coś mi nie pasuje w tym Jack'u.
-Nie możesz cieszyć się z mojego szczęścia? -spojrzałam na niego.
-Mogę. -przytulił mnie do siebie. -To twoje życie rób co chcesz, moje ramię zawsze służy pomocą. -zaśmialiśmy się krótko. -Może jestem nerwowy i nie zareagowałem jak powinienem, ale zawsze możesz na mnie liczyć. Nie jesteś sama.
Chwilę siedzieliśmy w ciszy. Głupio mi było za to co powiedziałam.
-Will nie nienawidzę cię. Powiedziałam tak, bo mnie zdenerwowałeś. Jesteś najlepszym bratem. -oparłam głowę na jego ramieniu.
-Wiesz... To nasza pierwsza bójka. Teraz już jesteśmy prawdziwym rodzeństwem.-zaczęliśmy się śmiać.
Loczek się jeszcze ze mną podroczył, ale w końcu oddał mi klucz i mogłam iść się umyć.
Obejrzeliśmy jakiś film noi Will zasną na moim łóżku. Nie chciałam go budzić więc wzięłam koc i postanowiłam noc spędzić na kanapie.
______________________________________________________
Heej!
Jak tam minął tydzień? 
No to tak...z tego co wiem, lepiej wam czytań na blogu, więc zostaje tutaj :D
Mam nadzieję, że rozdział się podobał. :)
Następny planuje wstawić za tydzień, ale jeżeli mnie zmotywujecie to ...nwm, nwm może jeszcze w weekend XD
No i najważniejsze POZDRAWIAM KLAUDIE, KTÓRA WYSYŁA MI MILION SNAPÓW DZIENNIE! KCKCKCKCKCKCKC:*
ZAPRASZAM NA JEJ BLOGA : http://hopeful-bars-melody.blogspot.com/
SNAPCHAT: xxkasixxd

niedziela, 13 marca 2016

INFO DLA SUPER LUDZI!!

Heejka wszystkim!
No więc sprawa wygląda tak: chciałabym przenieść ff na Wattpada noi potrzebuję waszej opini. Będzie wam lepiej czytać tam? Czy wolicie, żebym została na blogu?
Proszę napiszcie w komentarzu, gdzie będzie wam wygodniej.
Pozdrawiam
-Kate xx

czwartek, 10 marca 2016

4. Break the rules.

*piątek*
Już piątek. Przez te dni nic ciekawego się nie stało. Musiałam tłumaczyć się Jack'owi o co chodzi z Charlie'm, powiedziałam, że pilnuje jego młodszej siostry. Głupio mi tak go okłamywać, ale co miałam powiedzieć? "Idę na podwójną randkę z Charlie'm, bo idiota wymyślił sobie dziewczynę" No chyba nie.
Przez te dni też poznałam bardziej chłopców. Leondre i Will to typowi podrywacze. Codziennie pielgrzymki dziewczyn z ciężkimi od tuszu rzęs i brwiami odrysowanymi od szklanki, łażą za nimi i słodko się uśmiechają. Urocze. Żart, okropne. Nawet te 'normalne' dziewczyny robią do niech maślane oczka.
Ehhh Jack, on jest taki uroczy. Podoba mi się i mam nadzieję, że z naszej 'przyjaźni' coś wyjdzie. Z drugiej strony trochę się boję, to pierwszy chłopak, który mi się podoba i z którym rozmawiam, a nie obserwuje z oddali. Boję się, że powiem coś nie tak i pomyśli, że jestem idiotką.
Dziś mam 'randkę' z Charlie'm, jutro, ale już prawdziwą, z Jack'iem, a w poniedziałek wycieczkę integracyjną. Nie wiem po co nam to, jak będę chciała się zintegrować to spotkam się z kimś po lekcjach. No cóż, muszę jechać.
Wróciłam zmęczona do domu. Wszyscy zjedli już obiad, więc wzięłam jedzenie i poszłam do mojego pokoju. Przeraziłam się, gdy do niego weszłam. Na ziemi w stercie moich ciuchów siedzieli Leondre, Charlie i Will.
-Czemu wywaliliście moje ciuchy z szafy?
-Musisz się dziś ładnie ubrać. -oznajmił blondyn. Usiadłam przy biurku i zaczęłam jeść.
-Mogę sama się ubrać. Ustalmy kilka rzeczy. -spojrzałam na nich. -Ostatni raz wchodzicie do mojego pokoju bez pozwolenia. A jeśli chodzi o ciebie. -wskazałam palcem na Lenehan'a. -Przed 23 mam być w domu.
-Jasne, jasne. Rose ty w tej szafie nic nie masz. -zignorowałam go i dalej jadłam obiad.
Chłopcy uznali, że w mojej szafie nie ma nic odpowiedniego. Głupki, sama coś znajdę. Charlie poszedł do domu, a ja musiałam się ogarnąć. Wzięłam prysznic, umyłam włosy, wysuszyłam je i pomalowałam się. Sporo mi to zajęło, pokręciłam lekko włosy i poszłam się ubrać. Wybrałam ciuchy i założyłam botki. 

Nie brałam torebki, Charlie schowa mój telefon.
Przejrzałam się w lustrze, usłyszałam Charlie'go, więc zeszłam na dół.
Chłopcy grali na konsoli.
-To co idziemy? -zapytałam idąc na korytarz. Gdy mnie usłyszeli odwrócili się w moją stronę.
-Wow. Rose wyglądasz zajebiście! -krzyknął Will. Charlie tylko patrzył na mnie wielkimi oczami.
-Wystarczyło by zwykłe "ładnie ", ale dzięki. -uśmiechnęłam się. -Gdzie rodzice?
-Mój ojciec jeszcze w pracy, a Susan śpi. Ma dziś nockę.
-To dobrze. Idziemy? -spojrzałam na blondyna. Chłopak wstał i ze stołu wziąć wielki bukiet róż, który dopiero teraz zauważyłam. Podszedł do mnie skanując od góry do dołu.
-Ślicznie wyglądasz. Proszę. -podał mi bukiet.
-Dziękuję. -uśmiechnęłam się. Miło z jego strony. -Will możesz zanieść je do mojego pokoju?
-Tak, jasne.-podałam mu kwiaty. -To miłej zabawy.
-To gdzie idziemy? -zapytałam, gdy wyszliśmy z domu. Spojrzałam na niego.
Nie wiem jak ta Sara mogła z nim zerwać. Po pierwsze chłopak potrafi się ubrać, ma na sobie czarne, wąskie spodnie, zieloną koszulę w kratę i szary płaszcz. Kto by zerwał z chłopakiem, który nosi płaszcz?! Przecież to gatunek wymierający. Po drugie jest bardzo przystojny : blond włosy ogarnięte na bok i te cholerne kości policzkowe. Z nią musi być coś nie tak. No charakter... Znamy się niecały tydzień i już go polubiłam.
-Na dworzec. -odpowiedział i złapał mnie za rękę, którą od razu wyrwałam.
-Czemu na dworzec?
-Sara mieszka w innym mieście. Daj mi tą rękę przecież nie gryzę. -ponownie splótł nasze palce.
-Pamiętasz, że mam być w domu przed 23?
-Tak, tak pamiętam. O Jezu, jakie ty masz zimne ręce.- przewróciłam tylko oczami.
-Masz, schowaj mój telefon. -włożyłam go do kieszeni chłopaka.
Pojechaliśmy autobusem. Podróż pociągiem trwała jakieś 20 minut. Charlie ciągle coś gadał, a ja udawałam, że słucham.
-Wysiadamy.-oznajmił. Oderwałam wzrok od szyby i wyszliśmy z pociągu.
-To gdzie teraz?
-Mamy tu na nich czekać. - złapałam za jego rękę i spojrzałam na zegarek.
-Zobaczę o której mamy powrotny. -ruszyłam w stronę rozkładu.
-Rose, stój!-spojrzałam na niego marszcząc brwi. -Spokojnie, zdążymy...
-Charlie... Ostatni mamy za pół godziny!
-Rosie, spokojnie... -podszedł do mnie.
-Boże, gdzie my będziemy przez całą noc?!
-Sara zaproponowała żebyśmy zostali u niej na noc...
-Ty chyba jesteś głupi! Przecież mama mnie zabije!
-Will powiedział, że wszystko załatwi. -uspakajał mnie.
-Ukartowaliście to razem?! Przecież to porwanie!
-O jezu, przepraszam! -tym razem to on krzyknął. -Gdybym ci powiedział nigdy byś się nie zgodziła.
-Masz rację, nigdy... -przerwał mi, łapiąc mnie w tali.
-Idą, Rose błagam. Musisz mi pomóc. Za to co teraz zrobię zabijesz mnie jutro. -powiedział, jedną dłoń położył na moim policzku i wbił się w moje usta.
Byłam tak wkurwiona, że dopiero po chwili zorientowałam się co on robi.
Delikatnie muskał moje wargi, a ja mu na to pozwoliłam. Po chwili odsunął się.
-Lenehan złamałeś wszystkie zasady.
-O hej!-usłyszeliśmy piskliwy głos i odwróciliśmy się.
Przed nami stała ładna blondynka, mniej więcej mojego wzrostu i krótko ścięty, umięśniony chłopak, na oko 20 lat.
Była to oczywiście Sara i jej chłopak Daniel. Przedstawili się i ruszyliśmy do jakiejś kawiarni. Byłam taka zła na Lenehan'a, że przez myśl przeszło mi żeby go ośmieszyć przed nimi, ale się powstrzymałam. Charlie objął mnie w talii, złapałam jego dłoń i wbiłam paznokcie w jego skórę. Spojrzał na mnie prosząco, odpuściłam i objęłam go w pasie. Charlie rozmawiał z Sarą o jakimś koncercie, a ja uważnie słuchałam.
Gdy byliśmy w kawiarni, Charlie, jak na dżentelmena przystało, pomógł mi zdjąć kurtkę i odwiesił ją na wieszak, za co pocałowałam go w policzek.
Usiedliśmy przy jednym ze stolików, z Charlie'm usiedliśmy obok siebie, a na przeciwko nas Sara i Daniel.
-To skąd się znacie? -zapytała blondynka. Charlie położył rękę na moim kolanie dając do zrozumienia, że mam coś wymyślić.
-Charlie to znajomy mojego brata. Od razu coś zaiskrzyło. -uśmiechnęłam się i spojrzałam na blondyna, który delikatnie pocałował mnie w usta. Boże co za tandeta.
-Słodko. -burknęła Sara. Działa, jest zazdrosna.
Podeszła do nas kelnerka. Poprosiliśmy o herbaty i jakieś ciastka.
-A wy? Skąd się znacie? -spytałam.
-Daniel do mnie napisał na portalu społecznościowym. Było mi trochę głupio, że tak postąpiłam z Charlie'm, ale widzę, że nie tylko ja jestem tą złą.
Kelnerka przyniosła nam nasze zamówienie.
-Daniel, trenujesz coś? -zapytałam. Byłam ciekawa, takie mięśnie same nie rosną, noi było trochę niezręcznie w tej ciszy.
-Interesuje się trochę sportem, kilka lat trenowałem boks, ale przez kontuzję musiałem z tym skończyć.
-Tak, przy tym sporcie kontuzję chyba są częste. -stwierdziłam. Mogłam tego nie mówić, bo Daniel zaczął opowiadać o wszystkich swoich kontuzjach i boksie. Średnio mnie to interesowało, a w sumie to w ogóle, ale mówił to z takim entuzjazmem, że miło było słuchać. Widziałam, że Sara jest zła. Dobrze mi idzie, może zostanę aktorką, albo jakimś szpiegiem. Trzeba będzie o tym pomyśleć.
Charlie rozmawiał z Danielem o ostatnim meczu, trochę się wtrącałam, oglądam wszystkie mecze, bo mój ojciec jest wielkim fanem.
Denerwowały mnie łapy Charlie'go, które były wszędzie, na moich pleckach, talii, udzie i dłoni. Po pewnym czasie już się przyzwyczaiłam i nie zwracałam na to uwagi. Gdy już przestał bawić się moimi palcami, przytulił mnie do siebie, chciałam go pocałować w policzek, ale on odwrócił głowę i trafiłam w jego usta. Zaśmiałam się, ale w głowie miałam "zabiję cię Lenehan". Kurczę, chcę mu pomóc, a on nie przestrzega moich zasad. Głupek.
Rozmawialiśmy na różne tematy, ale moim zdaniem było nudno.
-To co idziemy do mnie? -zaproponowała Sara.
-Tak, zaraz zamykają. -stwierdził Charlie i wstaliśmy. Chłopak pomógł mi założyć kurtkę i wyszliśmy przed kawiarnie gdzie mieliśmy poczekać na pozostałą dwójkę.
-Nienawidzę cię.
-Oj cicho. -złapał moją twarz w dłonie i złączył nasze usta. Byłam na niego zła, ale odwzajemniałam pocałunki.
Gdy Daniel i Sara wyszli skierowaliśmy się do domu dziewczyny.

*CHARLIE*

Najnudniejszy wieczór w moim życiu. Dobrze, że Rose nie zabiła mnie za to wszystko. Dobrze jej idzie, jak na dziewczynę, która wstydzi się przytulić chłopaka.
Widziałem wkurwiona minę Sary, gdy Rose rozmawiałam z Danielem- bezcenne.
Dom Sary był niedaleko, droga zajęła jakieś 15 minut.
Gdy weszliśmy do jej domu, dziewczyna kazała nam iść do salonu, a ona z chłopakiem poszli po coś do picia.
-Rose, chodź. -usiadłem na kanapie i przyciągnąłem ją na swoje kolana. Zacząłem ją namiętnie całować. Chcę żeby Sara była zazdrosna. Myślał, że będę błagać, żeby do mnie wróciła? Niedoczekanie jej.
To nic, że Rose mnie zabiję. Dziewczyna zeszłam z moich kolan, gdy przyszła moja ex, poprawiła ubrania i usiadła obok.
Posłałem jej lekki uśmiech, ona to zignorowała i zarzuciła na mnie swojego nogi, położyłem dłoń na jej udzie.
-To co oglądamy coś? -zapytałem.
-T...tak, jasne. -zająkała się Sara i podali nam nasze napoje. Daniel włączył jakiś film. Sara chyba nie chciał być gorsza i zaczęła tulić się do chłopaka, ale on bardziej zainteresowany był filmem.
Rose pocałowała mnie w szyję i oparła na niej głowę, a ja przytuliłem ją do siebie.
Oglądaliśmy film akcji, więc się nie nudziłem, za to Rosie zasnęła. Gdy film się skończył poprosiłem Sarę, żeby pokazała, gdzie będzie spała moja 'dziewczyna'. Wziąłem mają randkę na ręce.
-Chyba zasnęłam... -powiedziała z zamkniętymi oczami, a ja się zaśmiałem.
-Chyba tak. -delikatnie musnąłem jej wargi.
-Eh. Charlie niestety musisz spać na kanapie.-stwierdziła Sara, gdy szliśmy po schodach.
-Mogę spać z Rosie. -na moje słowa brunetka się wzdrygnęła i otworzyła oczy.
-Jak chcecie. -stwierdziła moja ex i otworzyła drzwi jednego z pokoi. Postawiłem brunetkę na ziemi. -Dobra, Rose przyniosę ci jakieś ciuchy. -dziewczyna poszła do swojego pokoju, przyszedł jeszcze Daniel i pożegnał się z nami.
-Lenehan co ty wyprawiasz? -szepnęła oburzona Rose, a ja wbiłem się w jej usta.
-Tu... Masz ubrania. Łazienka jest na prawo. -weszła Sara. -Dobranoc. -wyszła.
Rosie wytarła usta.
-Nienawidzę cię.-wysyczała, wzięła ciuchy i wyszła z pokoju.
Muszę psychicznie przygotować się na jej krzyki. Rozebrałem się i usiadłem na łóżku. Po chwili przyszła Rosie, gdy mnie zobaczyła zakryła dłonią oczy.
-Charlie ubierz się.
-Nie mam w co. Nigdy nie widziałaś chłopaka w bokserkach? -zaśmiałem się. Zabrała dłoń z twarzy, ale nawet na chwilę na mnie nie spojrzała.
-Mogłeś chociaż wziąć moją szczoteczkę.-burknęła.
-Mam gumę, chcesz?
-Poproszę. -wyjąłem ze spodni gumę i jej podałem. Wzięła ją i bez słowa usiadła na łóżku. -Nie obrażaj się.
-Żartujesz sobie? -odwróciła się w moją stronę. -Miało być bez całowania, dotykania i miałam być w domu przed 23.
-Będziesz w domu przed 23, ale jutro. -zaśmiałem się, ale od razu spoważniałem widząc jej minę. -Żadnego dotykania nie było, a chyba nie całuję, aż tak źle.
-Twoja ręka na moim udzie będzie mi się śniła nocami, w razie twoich wątpliwości, to będą koszmary....a poza tym ślinisz się jak pies.
Jak to usłyszałem wybuchłem śmiechem, dziewczyna próbowała zachować powagę, ale też zaczęła się śmiać.
-Oj Rose, jeszcze żadna nie narzekała, znasz kogoś kto całuje lepiej? -mówiłem nadal się śmiejąc, ale Rose tylko odwróciła wzrok i wzięła do ręki swój telefon. -Ej, Rose... Nie mów, że się nigdy nie całowałaś...-ignorowała mnie. -Rose.
-Przecież mówiłam, że nigdy nie miałam chłopaka.
-Żeby się całować, nie musisz być w związku...-prowokowałem ją.
-Nie skomentuje tego.
-Ty tak serio?-zapytałem zdumiony. -Dziewczyno ty masz siedemnaście lat, a zachowujesz jakbyś miała 5.
-Lenehan jeszcze słowo, a pójdę do Sary i jej wszystko powiem.
-Dobra, dobra, przepraszam. Ale... To ze mną miałaś swój wymarzony, pierwszy pocałunek? -uśmiechnąłem się do niej. Ona tylko spojrzała na mnie. -Przepraszam... To głupie z mojej strony, że cię do tego...zmusiłem. -przytuliłem ją.
-Dobra, jak na dzisiaj koniec tych czułości. -odepchnęła mnie lekko.-Spać mi się chce. -oznajmiła. Popchnęła mnie bym wstał z łóżka, a gdy już to zrobiła, przedzieliła palcem łóżko na pół.
-Co ty robisz? -zmarszczyłem brwi.
-To jest linia. To moja część. -pokazała palcem. -A ta twoja. Jak przekroczysz tą linię to utnę ci ręce. -powiedziała, a ja wybuchłem śmiechem. -Nie śmiej się.
-Okej... -spoważniałem. -Ale ja nie widzę tu żadnej lini. -powstrzymywałem się od śmiechu.
-To ją sobie wyobraź. -powiedziała oburzona i położyła się. Patrzyłem na nią chwilę, a potem zgasiłem światło i położyłem się obok niej. Rose odwróciła się do mnie plecami i otuliła kołdrą. Przysunąłem się do niej i przytuliłem do siebie.
-Charlie, linia...
-Oh zamknij się. Dobranoc.
-Dobranoc.

środa, 9 marca 2016

3.We have changed.

Dziś obudziłam się sama z siebie pełna życia i energii. Wzięłam ciuchy i pobiegłam do łazienki, poranna toaleta i makijaż. Włosy lekko pokręciłam na końcach. 

Wzięłam torbę i zbiegłam na dół. Tym razem kawę pił George, przywitałam się i zjadłam śniadanie. Po chwili zszedł Will.
Pod szkołą czekał na mnie Jack, podeszłam do niego z uśmiechem.
-Cześć piękna. -Boże jaki on uroczy.
-Hej, jak tam? - chłopak mnie przytulił.
-W porządku. Dzisiaj mamy trening, może byś przyszła?
-Jasne, chętnie zobaczę czy faktycznie jesteś tak dobry jak mówisz. -zaśmiałam się.
-Twoja opinia jest dla mnie najważniejsza.
Weszliśmy do budynku i poszliśmy do sali.
Lekcje do długiej przerwy minęły szybko, cały czas rozmawiałam z Jack'iem. Czuję się przy nim swobodnie i mogę być po prostu sobą. Dawno tego nie czułam. Jak mieszkałam w Cardiff nie miałam znajomych. Po tym wszystkim co tu przeszłam zaczęłam się izolować; nie ufałam ludziom, a ich zdanie stało się najważniejsze. Starałam się wyglądać jak najlepiej żeby nikt nie miał powodu do głupich komentarzy i wyśmiewania. To miasto zmieniło mnie, a teraz robi to znowu. Wcześniej mnie zniszczyło a teraz naprawia. Jestem tu trzeci dzień i już mam znajomych, rozmawiam i śmieje się. Może tu nie będzie, aż tak źle?
Po lekcjach poszłam na boisko i usiadłam na trybunach. Drużyna szkolna miała trening. Muszę przyznać, że Jack grał chyba najlepiej z drużyny. Co chwilę na mnie spoglądał. Po treningu odprowadził mnie do domu.
-Wiesz Rose. -chłopak złapał mnie za rękę. -Ledwo co się poznaliśmy, ale... Podobasz mi się. -powiedział a motyle w moim brzuchu dostały ADHD. Uśmiechnęłam się.-Może byśmy wyszli gdzieś razem w piątek? - już miałam się zgodzić, ale oczywiście los postanowił sobie ze mnie zadrwić.
-Rose! -podszedł Charlie a ja próbowałam dać mu do zrozumienia, żeby nic więcej nie mówił. -O jak dobrze, że jesteś. Musimy pogadać o piątku. - oznajmił. Charlie idiota Lenehan.
-Jack...-spojrzałam na zdezorientowanego chłopaka. -W piątek niestety nie mogę.
-Rozumiem. -chciał się odwrócić, ale złapałam go za rękę.
-Ale mam wolną sobotę. - uśmiechnęłam się i pocałowałam go w policzek.
-W takim razie nie mogę się doczekać. -z uśmiechem na twarzy pocałował moją dłoń i odszedł. Stałam i nie mogłam uwierzyć w swoje szczęście. Trafić na takiego chłopaka to cud.
-Rose, chodź, bo będę zazdrosny. -zaśmiał się blondyn a ja odwróciłam się do niego.
-Nienawidzę cię! Musiałeś w takim momencie?! -ruszyłam w stronę drzwi.
-Przepraszam. Nie wiedziałem, że ty i on coś...
-Oh dobrze wiedziałeś, zrobiłeś to specjalnie! -weszłam do domu i zdjęłam buty.
-No dobra, chciałem zobaczyć jak on zareaguje. -spojrzałam na niego spod przymrużonych powiek.
Zjedliśmy obiad z wszystkimi. Potem przyszedł Leo, który poszedł z Will' em grać w Fife, a ja z Charliem poszliśmy do mojego pokoju. Usiedliśmy na łóżku.
-To, to z tym chłopakiem to na poważanie?
-A co zazdrosny? -uśmiechnęłam się.
-Trochę. -zaśmiał się. Przekręciłam oczami.
-To co o czym chcesz rozmawiać?
-Sara domyśla się, że wymyśliłem sobie dziewczynę, więc będzie chciała mnie udupić.
-Przecież przyjdziesz z dziewczyną.
-Tak, ale pewnie będzie się wypytywać o wszystko.
-Spokojnie, parafię kłamać.
-Bardzo dobrze. Rose....-złapał mnie za rękę, ale ją wyrwałam.
-Charlie żadnego całowania!
-No proszę! To będzie wyglądać realistyczniej.
-Dobra nie ważne, wyjdź stąd. Nigdzie z tobą nie idę w piątek, mam lepsze rzeczy do roboty. -powiedziałam trochę zdenerwowana.
-Hej, dobra. Przepraszam. Już nie nalegam. -uniósł ręce. -To opowiadaj. -rozkazał i położył się zakładając ręce za głowę.
-Co mam ci opowiadać?-zmarszczyłam brwi.
-Co to za chłopak?-zaśmiał się.
-Żaden. -próbowałam go zbyć.
-Myślisz, że jestem głupi? -uniósł brwi.
-Szczerze? -zaśmiałam się.
-Oj grabisz sobie...
-Pamiętaj, że jak będziesz nie miły to ...
-Tak wiem, masz o wiele lepsze plany na piątek. Chociaż dam głowę uciąć, że ze mną będziesz się lepiej bawiła niż z nim.
-Nie znasz go.
-Ale znam siebie.
-Jesteś głupi.
Blondyn odwrócił się do mnie tyłem. Co on się obraził? Okej. Wzięłam telefon i przeglądałam jakieś stronki internetowe. Minęło jakieś 10 minut i z impetem do mojego pokoju wszedł Leo.
-Co tak długo? -zapytał jakby nigdy nic i podszedł do Charlie'go. -Śpi. -spojrzał na mnie rozbawiony. Nachyliłam się nad nim. Faktycznie spał. Zaśmiałam się cicho.
-Lene...!
-Zamknij się. Niech śpi. -skarciłam go. -Chodź. -rozkazałam i wyszliśmy z pokoju.
-Możemy pogadać? -zapytał, gdy byliśmy na korytarzu.
-Nie mamy o czym. -ruszyłam w stronę schodów, ale mnie zatrzymał łapiąc za nadgarstek.
-Proszę. -patrzył na mnie smutno.
-Gdzie jest Will?
-Wyszedł po papierosy.
-Eh. -usiadłam na schodach, a on obok.
-Kurczę, Rose przepraszam za wszystko. Zachowałem się jak ostatnia świnia... Bałem się. Bałem się, że oni mi coś zrobią, a ja chciałem tylko świętego spokoju. Chciałem cię przeprosić, ale nie wiedziałem gdzie mieszkasz.- powiedział na jednym wdechu. -Więcej już cię nie widziałem.
-Wiesz jak ja się czułam?! Mój najlepszy przyjaciel wbił mi szpile prosto w serce. Mój jedyny przyjaciel...nie miałam nikogo poza tobą. Myślałeś w ogóle kiedyś jak ja się poczułam? Co się ze mną działo?!
-Wiem, cholera, wiem i nie mogę sobie tego wybaczyć. Wyrzuty sumienia zabijają mnie. Przy każdym wywiadzie, za każdym razem, gdy myślałeś o tym wszystkim miałem ciebie przed oczami, twoja mokrą od łez twarz. Nie wiedziałem co się z tobą dzieje, bałem się o ciebie. Wiesz co było najgorsze? Myśl, że prawdopodobnie nigdy nie powiem ci "przepraszam ". Oboje ruszyliśmy na przód. Błagam zapomnijmy o tym wszystkim, bądźmy znów przyjaciółmi.
-Chyba sobie żartujesz? Tak oboje ruszyliśmy na przód. Ty zostałeś gwiazdą, a ja schudłam i przestałam ufać ludziom. Leo, wybaczę ci, ale to tyle. Nigdy nie zapomnę, jak wielką krzywdę mi zrobiłeś. Nie chcę takiego przyjaciela. -skończyłam swoją wypowiedź, a on patrzył na mnie swoimi smutnymi oczami. Wyglądał jakby miał się rozpłakać.
-Rozumiem. Chcę tylko, żebyś wiedziała... Nie zapomniałem tego co ci zrobiłem, nadal mi z tym źle i chcę być twoim przyjacielem.
-Leondre zapomnij. Jesteśmy zwykłymi znajomymi, nie licz na to, że będziemy siedzieć razem w ławce, czy zwierzać się z problemów. -miałam wrażenie, że mnie nie słucha, ale po chwili odezwał się.
-Rozumiem. Więc gdzie byłaś przez te trzy lata, czemu się wyprowadziłaś? -nie chciałam mu odpowiadać, ale po chwili dodał. -Chyba jako kolega, mogę zapytać.
-Poczułam się poniżona, na początku nie wychodziłam z domu, a potem mama stwierdziła, że jeżeli tu nie chcę chodzić do szkoły to u ojca będzie mi lepiej.
-Więc Susan to twoja mama.
-Tak.
-Muszę przyznać, że robi najlepszą szarlotkę jaką kiedykolwiek jadłem. -powiedział. Spojrzałam na niego. Uśmiechnął się przez co również uniosłam kąciki ust.
-Zmieniłeś się.
-Ty też.
-Nie chodzi mi o wygląd. Jesteś lubiany, pewny siebie...
-Nadal jestem tym samym głupim Devries'em. Charlie pomógł mi trochę i nie pozwalam sobą pomiatać.
-Nigdy nie byłeś głupim Devries'em. Mimo wszystko cieszę się, że sobie poradziłeś. -uśmiechnęłam się do niego, a on to odwzajemnił.
-Dziękuję, ty też dałaś radę.- zlustrował moje ciało.
W sumie jak tak pomyślę to co on miał zrobić? Gdyby wtedy mnie nie wyzwał, obojgu by się nam oberwało. Co ja bym zrobiła na jego miejscu? Leo był bity, mnie tylko wyzywali, także on miał gorzej. Chociaż słowa czasami bardziej bolą, niż rękoczyn. Nie wiem już sama.
-A wy tu co? -odwróciliśmy się. W drzwiach mojego pokoju stał Charlie. Miał rozczochrane włosy, rumieńce na twarzy, zaspane oczy, a głos lekko zachrypnięty.
-Zasnąłeś idioto.
-Ooo wyglądasz tak słodko. - skomentowałam. Leondre podszedł do niego i pociągnął za jego policzek.
-Ooo wyglądasz tak słodko. -przedrzeźnił mnie.
-Hej! Tej twarzy się nie dotyka! -wskazał palcem, a my wybuchliśmy śmiechem.
Po kilku minutach przyszedł Will i poszliśmy do jego pokoju. Czułam się lepiej, ta rozmowa mi pomogła. Nadal mam do niego żal, ale już normalnie rozmawiamy.
Porozmawiałam trochę z nimi i poszłam odrobić lekcje. Zjadłam coś, poćwiczyłam, umyłam się i poszłam spać.

czwartek, 3 marca 2016

2.Flowers

Obudziła mnie mama. Niechętnie wstałam z łóżka, opuściłam pierwszy dzień szkoły, teraz muszę iść. Wzięłam ciuchy i poszłam do łazienki, umyłam się, pomalowałam, uczesałam i ubrałam. 


Ledwo co zdążyłam to wszystko zrobić, a do drzwi zaczął dobijać się Will.
-Rose, wyłaź!
-Poczekaj muszę umyć włosy.
-Chyba sobie żartujesz.- znów uderzył w drzwi. Zaśmiałam się i wyszłam. Zeszłam na dół i zrobiłam sobie herbatę. Poszłam do pokoju się spakować. Miałam jeszcze trochę czasu, więc włosy zaplotłam w kłosa, który opadał na moje ramię.
-Chodź musimy już iść. -do mojego pokoju wszedł Will.
Zeszliśmy na dół. Moja mama piła kawę.
-Już idziecie? -zapytała z uśmiechem
-Tak. -odpowiedziałam krótko i założyłam buty.
-Mam dziś wolne, więc przyjadę po ciebie!-krzyknęła, gdy wychodziliśmy.
Pojechaliśmy autobusem, chłopak pokazał mi moją szafkę, zaprowadził pod sale i powiedział, że jak coś to mam do niego pisać, a sam poszedł do swojej klasy.
Rozglądałam się i sporo twarzy kojarzę, w końcu mieszkałam tu przez większość mojego życia. Wzięłam plan do ręki i sprawdziłam, czy to na pewno ta sala.
-Mamy razem. -usłyszałam głos za sobą. Odwróciłam głowę i zobaczyłam chłopaka, który nachyla się nad moim ramieniem. -Jestem Jack. -uśmiechnął się, ukazując rządek białych zębów. Odwróciłam się do niego.
-Rose. -odwzajemniłam uśmiech.
-Nie widziałem cię wczoraj.
-Tak, dziś jest mój pierwszy dzień.
-Chodź, usiądziemy razem.
Weszliśmy razem do sali i zajęliśmy jedną z ławek.
-Znasz tu kogoś?- zapytał, gdy usiedliśmy.
-Wyprowadziłam się stąd trzy lata temu, ale nie utrzymywałam z nikim kontaktu. Znam tylko Will'a i Charlie'go, ale oni są ze starszej klasy.
-Uuu.
-Co? -zaśmiałam się.
-Nic, szkolni podrywacze. Wyglądasz na delikatną, więc lepiej nie pakuj się w związek z nimi. Ich przyjaciel uczy się z nami. -spięłam się na jego słowa. Już wiedziałam, że chodzi mu o Leo. Że też ze wszystkich klas musiałam trafić na tą.
-Nie zamierzam z nimi kręcić. Will prawdopodobnie będzie moim bratem...
-To dobrze. -chłopak uśmiechał się. Do sali weszła grupka chłopców, byli dość głośno. Przyjrzałam się, wśród nich był Leondre Devries. Zauważył, że się na niego gapię, uśmiechnął się szarmancko, a ja szybko odwróciłam się do Jack'a. Nie poznał mnie.
Zmienił się nie do poznania. Nie ma już włosów ściętych na tak zwanego "Biebera", tylko wygolone boki, a  grzywka pofarbowana  na blond, niesfornie opada mu na czoło. Szerokie sponie zamienił z wąskimi, a bluzę na t-shirt i koszule w kratę. Tylko oczy nadal były te same, smutne, dokładnie badające każdy element pomieszczenia.
Próbowałam zignorować fakt, że jestem w klasie ze znienawidzonym chłopakiem i rozmawiałam z nowym kolegą. Opowiadał mi o wycieczce, która miała się odbyć w następnym tygodniu, a ja mogłam mu się przyjrzeć. Ma tak jak ja niebieskie oczy, krótkie, ale też nie za krótkie, włosy i szeroki uśmiech, który nie znika z jego twarzy.
Przyszli jego znajomi, przedstawili się i usiedliśmy w ławkach przed nami. Mike- czarnoskóry, Jennifer -czarnowłosa, Ann- brunetka z kręconymi włosami.
Matematyka, lubię ten przedmiot. Dziwne? Chyba tak, ale jakoś zawsze dobrze mi szło. Weszła nauczycielka i zaczęła czytać listę. Najgorszy moment.
-Rosalie Nixton.
-Jestem. -podniosłam rękę. Byłam trochę ciekawa reakcji Leo, ale z drugiej strony bałam się. Jest możliwość, że mnie nie pamiętam? Wątpię.
-Ej Devries ciągle się na ciebie gapi. -stwierdził Jack, ale ja tylko wzruszyłam ramionami. Poznał. Cholera, co ja teraz zrobię? Mam udawać, że nigdy nic się nie stało i normalnie z nim rozmawiać, czy ignorować? Tak zdecydowanie ta druga opcja. 

Całą lekcje siedziałam jak na szpilach, ciągle czułam jego wzrok na sobie.
Gdy zadzwonił dzwonek, ze spuszczoną głową powoli pakowałam swoje rzeczy do plecaka. Liczyłam na to, że Devries wyjdzie i nie będę musiała z nim rozmawiać. Niestety, przeliczyłam się.
-Rose? -uniosłam wzrok a przede mną stał brunet. Skanował moje ciało od góry do dołu. -Wróciłaś?
-Tak, przepraszam. Muszę iść. -spojrzałam na Jack'a i razem poszliśmy na kolejną lekcje. Oczywiście wypytywał skąd go znam, ale ja tylko powiedziałam, że uczyłam się z nim w podstawówce. Następne lekcje minęły luźno, wychowawczyni kazała wpłacać na wycieczkę, nie chcę na nią jechać, ale powiedziała, że to będzie integracja i wszyscy muszę, no trudno. Teraz długa przerwa, Jack zaproponował, żebym na stołówce usiadła z jego znajomymi, więc poznam więcej osób.
Mieliśmy wchodzić na stołówkę, ale znów zaczepił mnie Devries.
-Rose, możemy porozmawiać?
-Nie mam czasu.
-Tylko chwilę. -spojrzał na Jack'a.
-To ja poczekam na stołówce. - chłopak zwrócił się do mnie i poszedł.
-Nie poznałem cię...
-Bo nie jestem już grubą świnią? -zapytałam unosząc brwi. Brunet spuścił wzrok.
-Przepraszam.-powiedział cicho.
-Oh, nie ma za co. Na prawdę, przecież powiedziałeś to co myślałeś. Za szczerość się nie przeprasza. -wybuchłam.
Zatkało go, patrzył tylko na mnie smutnym wzrokiem.
-To było dawno... Zmusili mnie.
To było tak żałosne, że chciałam go wyśmiać, ale poczułam czyjąś rękę na swoim ramieniu.
-Widzę, że poznałeś moją siostrę? -to był Will z Charlie'm. Leo zmarszczył brwi.
-T...to jest twoja siostra? -wydukał.
-Oficjalnie jeszcze nie, ale to tylko kwestia czasu. -uśmiechnął się Loczek.
-Dobra ja muszę iść. -oznajmiłam i weszłam na stołówkę, rozejrzałam się i zobaczyłam Jack'a, który ruchem ręki dał mi do zrozumienia, żebym podeszła. Zrobił mi miejsce obok siebie i przestawił znajomym. Okazało się, że chłopcy grają w piłkę nożną w szkolnej drużynie. Jak byłam mała zawsze chciałam mieć chłopaka ze szkolnej drużyny, niestety moja nieśmiałość i wygląd nie pozwalały na to.
Podstawówka w żaden sposób nie kojarzy mi się ze szczęśliwym i beztroskim dzieciństwem. To był dla mnie koszar. Prawda jest taka, że faktycznie była gruba, ale czy to jest powód, żeby się z kogoś naśmiewać? Najwyraźniej.
Jednak codzienne wyzwiska ze strony oprawców były niczym w porównaniu do tego co zrobił mi Leo. Był moim przyjacielem, razem radziliśmy sobie z tym wszystkim, a on mimo tego, że wiedział jak to boli- zrobił coś o czym nigdy bym nie pomyślała, to on się nade mną znęcał. Jego słowa bolały najbardziej. 

Jadłam jabłko i słuchałam rozmów moich znajomych.
-Możemy porozmawiać? -odwróciłam się i zobaczyłam Charlie'go.
-Yhyy. -mruknęłam przeżuwając jabłko i wstała. Blondyn złapał mnie za rękę i zaczął ciągnąć w stronę korytarza. Wyrwała swoją dłoń, nie chce żeby ktoś sobie, coś pomyślał. Podeszłam do kosza i wyrzuciłam ogryzek, a gdy się odwróciłam Lenehan przygwoździł mnie do szafek. Trochę się przestraszyłam. Ręce opierał po obu stronach mojej głowy i intensywnie patrzył w moje oczy. Próbowałam go odepchnąć, ale on ani drgnął.
-Co ty wyprawiasz?
-Rose musisz mi pomóc.
I już wiedziałam o co chodzi.
-Charlie to sprawa między tobą, a Sarą. Ja się w to nie mieszam. Możesz mnie puścić?
-Nie puszczę cię dopóki się nie zgodzisz. Nie możesz pomóc...przyjacielowi?
-Eh jak mnie puścisz to się zastanowię.
Chłopak powoli się odsunął.
-Nie pomogę ci. -oznajmiłam idąc w stronę stołówki. Nie podobało mi się jego zachowanie, nie jestem rzeczą i nie dam się tak traktować.
-Rozumiem i przepraszam. Nie powinienem się tak zachować. -powiedział ze skrucha. W tym momencie empatyczna część mnie odezwała się.
-Oh dobra, pomogę ci!-odwróciłam się na pięcie. Blondyn szeroko się uśmiechnął i podbiegł do mnie.
-Boże, Rose jesteś najlepsza!-przytulił mnie mocno.
-Ale żadnego całowania i kupujesz mi kwiaty.
-Przecież ja ci nawet kwiaciarnie za to kupię. -spojrzał na mnie zadowolony. -Na prawdę, ratujesz mi dupę. Wieczorem przyjdę do ciebie i wszystko obgadamy.
-A co tu obgadywać?
-Zobaczysz. Mam nadzieję, że ten chłopak nie będzie zazdrosny. -puścił mi oczko.
-Jack się nie dowie. -uśmiechnęłam się i wróciłam do znajomych.
Dzień minął w porządku, na każdej lekcji siedziałam z Jack'iem. Jest miły i dobrze wychowany, polubiłam go. Po szkole napisałam do mamy żeby po mnie nie przyjeżdżała, Jack zaproponował, że mnie odprowadzi. Miło z jego strony.
-To do jutra. - uśmiechnął się. Byliśmy już pod drzwiami mojego nowego domu.
-Do jutra. -odwzajemniłam uśmiech. Chłopak podszedł niepewnie i mnie przytulił. To było dla mnie nowe, nigdy nie miałam chłopaka, więc zwykłe przytulenie dużo dla mnie znaczy.
-Cześć. -jeszcze raz się uśmiechnął i poszedł. Weszła szybko do domu i oparłam się o drzwi. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Kurczę, poznałam go dopiero dzisiaj i już mi się podoba. Czy to dobrze?
-Co to za chłopak?- zza ściany pokazał się Will, a ja szybko odsunęłam się od drzwi i zdjęłam buty, ale nie potrafiłam przestać się uśmiechać.
-Kolega.
-Kolega? -zza loczka pokazał się Charlie.
-Podglądaliście?-chciałam być zła, ale nie potrafiłam i zaśmiałam się.
-Pamiętaj, że jak na razie jesteś moją dziewczyną. -uśmiechnął się blondyn.
Zignorowałam ich i pobiegłam do swojego pokoju
-Ej mieliśmy pogadać!
-Wieczorem! -odkrzyknęłam i trzasnęłam drzwiami. Wzięłam jakieś luźne ciuchy i poszłam do łazienki wziąć prysznic. Przebrałam się, związałam włosy w koka i wróciłam do pokoju. Na Facebook'u miałam kilka zaproszeń od osób, które dziś poznałam. Włączyłam Sorry Boys- Phoenix i położyłam na łóżku. Czy to możliwe, że między mną a Jack'iem może coś być?  Dopiero dziś się poznaliśmy, ale... Podoba mi się. Nie wiem ile tak leżałam myśląc o tym co dziś się stało. Jack, Leo, Charlie tylko ich miałam w głowie.
Czy mam na co liczyć u Jack'a?
Czy to dobry pomysł udawać dziewczynę Charlie'go?
Jak mam ignorować Leo, który przyjaźni się z moim "bratem"?
-Rose chodź do mnie!- moje przemyślenia przerwał wrzask Will'a. Wstałam niechętnie, wzięłam telefon i poszłam do pokoju obok. Gdy tylko otworzyłam drzwi zobaczyłam Devries'a, który siedział na krzesełku przy biurku. Miałam ochotę wyjść, ale powstrzymałam się. Tchórz nawet na mnie nie spojrzał. Może to i lepiej... Weszłam w głąb pokoju. Na łóżku siedzieli Will i Charlie, wzięłam poduszkę i usiadłam pod ścianą, poduszkę położyłam na kolanach.
-To mów.
-No więc, w sobotę jest ta randka. -oznajmił.
-Mogę już iść?-zapytałam. Poczułam wibracje i uśmiechnęłam się widząc na wyświetlaczu imię Jack'a.
"Idziemy jutro razem do szkoły? xx "
/Do: Jack/
"Jadę z Will'em. Spotkamy się przed szkołą :)"

Wysłałam wiadomość i...oberwałam poduszką.
-Hej!
-Rose mówię do ciebie. Czy to ten koleś, który cię odprowadził? -zaśmiał się blondyn. -Fajny jest?
-Nie, nie jest. -burknął Leo. -Znam go. -dodał widząc nasze spojrzenia.
-Nie ważne... Co mówiłeś?
-Przyjdę po ciebie o 17. Musisz ubrać się jakoś ładnie.
-Najlepiej, żebyś pokazała nogi. -dodał loczek, a my się zaśmialiśmy.
-No. Musisz mi powiedzieć na co mogę sobie pozwolić? -zapytał, a ja zmarszczyłam brwi.
-Jak to?
-No wiesz, nie chcę robić czegoś przez co będziesz czuła się niekomfortowo.
-No nie wiem... Trzymanie za rękę chyba jest okej. -powiedziałam a oni wybuchli śmiechem.
-Trzymanie za ręce? Widać, że nigdy nie miałaś chłopaka.
-Nie będę się z tobą całować.
-W usta. Chyba jak dotknę wargami twojego policzka to nie zajdziesz w ciążę. -wszyscy wybuchliśmy śmiechem.
-Boże, ale z was idioci.
-Serio Rose. Chcę żeby Sara była zazdrosna. Musimy wyglądać... Słodko.
-Spoko oglądałam dużo filmów. Zrobimy tak: w grę wchodzi trzymanie za rękę, przytulanie, pozwolę ci nawet dotknąć wargami mojego policzka, ale żadnego całowania w ust, ani dotykania.
-Oj no weź, mam 17 lat.
-A ja 16 i mówię stanowcze NIE.
-Przecież ten Jack się nie dowie.
-Bo się rozmyśle.
-A jak kupię ci kwiaty?
-Oh zamknij się. Zaufaj mi, tak zagram twoją dziewczynę, że Sara na drugi dzień będzie cię przepraszać.
-I to mi się podoba.
Resztę wieczoru spędziłam z chłopakami. Charlie chyba chciał się podlizać, bo ciągle mówił mi jakieś komplementy, Will już miał tego dość, a Leo siedział cicho. Wyśmiewali się trochę z tego, że nigdy nie miałam chłopaka. Tak bardzo śmieszne. Później przyszła mama, wypytywała
 jak tam w szkole, co myślę o Will'u i co to za chłopak odprowadził mnie do domu. 
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej! <3
Prośba do osób, które jadą na koncert chłopaków: jeżeli będziecie nagrywać coś na snapchata (XD) chętnie obejrzę. Snapchat: xxkasixxd
I to tyle, mam nadzieję, że rozdział się podobał :)
-Kate xx