Heejka wszystkim!
No więc sprawa wygląda tak: chciałabym przenieść ff na Wattpada noi potrzebuję waszej opini. Będzie wam lepiej czytać tam? Czy wolicie, żebym została na blogu?
Proszę napiszcie w komentarzu, gdzie będzie wam wygodniej.
Pozdrawiam
-Kate xx
niedziela, 13 marca 2016
INFO DLA SUPER LUDZI!!
czwartek, 10 marca 2016
4. Break the rules.
*piątek*
Już piątek. Przez te dni nic ciekawego się nie stało. Musiałam tłumaczyć się Jack'owi o co chodzi z Charlie'm, powiedziałam, że pilnuje jego młodszej siostry. Głupio mi tak go okłamywać, ale co miałam powiedzieć? "Idę na podwójną randkę z Charlie'm, bo idiota wymyślił sobie dziewczynę" No chyba nie.
Przez te dni też poznałam bardziej chłopców. Leondre i Will to typowi podrywacze. Codziennie pielgrzymki dziewczyn z ciężkimi od tuszu rzęs i brwiami odrysowanymi od szklanki, łażą za nimi i słodko się uśmiechają. Urocze. Żart, okropne. Nawet te 'normalne' dziewczyny robią do niech maślane oczka.
Ehhh Jack, on jest taki uroczy. Podoba mi się i mam nadzieję, że z naszej 'przyjaźni' coś wyjdzie. Z drugiej strony trochę się boję, to pierwszy chłopak, który mi się podoba i z którym rozmawiam, a nie obserwuje z oddali. Boję się, że powiem coś nie tak i pomyśli, że jestem idiotką.
Dziś mam 'randkę' z Charlie'm, jutro, ale już prawdziwą, z Jack'iem, a w poniedziałek wycieczkę integracyjną. Nie wiem po co nam to, jak będę chciała się zintegrować to spotkam się z kimś po lekcjach. No cóż, muszę jechać.
Wróciłam zmęczona do domu. Wszyscy zjedli już obiad, więc wzięłam jedzenie i poszłam do mojego pokoju. Przeraziłam się, gdy do niego weszłam. Na ziemi w stercie moich ciuchów siedzieli Leondre, Charlie i Will.
-Czemu wywaliliście moje ciuchy z szafy?
-Musisz się dziś ładnie ubrać. -oznajmił blondyn. Usiadłam przy biurku i zaczęłam jeść.
-Mogę sama się ubrać. Ustalmy kilka rzeczy. -spojrzałam na nich. -Ostatni raz wchodzicie do mojego pokoju bez pozwolenia. A jeśli chodzi o ciebie. -wskazałam palcem na Lenehan'a. -Przed 23 mam być w domu.
-Jasne, jasne. Rose ty w tej szafie nic nie masz. -zignorowałam go i dalej jadłam obiad.
Chłopcy uznali, że w mojej szafie nie ma nic odpowiedniego. Głupki, sama coś znajdę. Charlie poszedł do domu, a ja musiałam się ogarnąć. Wzięłam prysznic, umyłam włosy, wysuszyłam je i pomalowałam się. Sporo mi to zajęło, pokręciłam lekko włosy i poszłam się ubrać. Wybrałam ciuchy i założyłam botki.
Nie brałam torebki, Charlie schowa mój telefon.
Przejrzałam się w lustrze, usłyszałam Charlie'go, więc zeszłam na dół.
Chłopcy grali na konsoli.
-To co idziemy? -zapytałam idąc na korytarz. Gdy mnie usłyszeli odwrócili się w moją stronę.
-Wow. Rose wyglądasz zajebiście! -krzyknął Will. Charlie tylko patrzył na mnie wielkimi oczami.
-Wystarczyło by zwykłe "ładnie ", ale dzięki. -uśmiechnęłam się. -Gdzie rodzice?
-Mój ojciec jeszcze w pracy, a Susan śpi. Ma dziś nockę.
-To dobrze. Idziemy? -spojrzałam na blondyna. Chłopak wstał i ze stołu wziąć wielki bukiet róż, który dopiero teraz zauważyłam. Podszedł do mnie skanując od góry do dołu.
-Ślicznie wyglądasz. Proszę. -podał mi bukiet.
-Dziękuję. -uśmiechnęłam się. Miło z jego strony. -Will możesz zanieść je do mojego pokoju?
-Tak, jasne.-podałam mu kwiaty. -To miłej zabawy.
-To gdzie idziemy? -zapytałam, gdy wyszliśmy z domu. Spojrzałam na niego.
Nie wiem jak ta Sara mogła z nim zerwać. Po pierwsze chłopak potrafi się ubrać, ma na sobie czarne, wąskie spodnie, zieloną koszulę w kratę i szary płaszcz. Kto by zerwał z chłopakiem, który nosi płaszcz?! Przecież to gatunek wymierający. Po drugie jest bardzo przystojny : blond włosy ogarnięte na bok i te cholerne kości policzkowe. Z nią musi być coś nie tak. No charakter... Znamy się niecały tydzień i już go polubiłam.
-Na dworzec. -odpowiedział i złapał mnie za rękę, którą od razu wyrwałam.
-Czemu na dworzec?
-Sara mieszka w innym mieście. Daj mi tą rękę przecież nie gryzę. -ponownie splótł nasze palce.
-Pamiętasz, że mam być w domu przed 23?
-Tak, tak pamiętam. O Jezu, jakie ty masz zimne ręce.- przewróciłam tylko oczami.
-Masz, schowaj mój telefon. -włożyłam go do kieszeni chłopaka.
Pojechaliśmy autobusem. Podróż pociągiem trwała jakieś 20 minut. Charlie ciągle coś gadał, a ja udawałam, że słucham.
-Wysiadamy.-oznajmił. Oderwałam wzrok od szyby i wyszliśmy z pociągu.
-To gdzie teraz?
-Mamy tu na nich czekać. - złapałam za jego rękę i spojrzałam na zegarek.
-Zobaczę o której mamy powrotny. -ruszyłam w stronę rozkładu.
-Rose, stój!-spojrzałam na niego marszcząc brwi. -Spokojnie, zdążymy...
-Charlie... Ostatni mamy za pół godziny!
-Rosie, spokojnie... -podszedł do mnie.
-Boże, gdzie my będziemy przez całą noc?!
-Sara zaproponowała żebyśmy zostali u niej na noc...
-Ty chyba jesteś głupi! Przecież mama mnie zabije!
-Will powiedział, że wszystko załatwi. -uspakajał mnie.
-Ukartowaliście to razem?! Przecież to porwanie!
-O jezu, przepraszam! -tym razem to on krzyknął. -Gdybym ci powiedział nigdy byś się nie zgodziła.
-Masz rację, nigdy... -przerwał mi, łapiąc mnie w tali.
-Idą, Rose błagam. Musisz mi pomóc. Za to co teraz zrobię zabijesz mnie jutro. -powiedział, jedną dłoń położył na moim policzku i wbił się w moje usta.
Byłam tak wkurwiona, że dopiero po chwili zorientowałam się co on robi.
Delikatnie muskał moje wargi, a ja mu na to pozwoliłam. Po chwili odsunął się.
-Lenehan złamałeś wszystkie zasady.
-O hej!-usłyszeliśmy piskliwy głos i odwróciliśmy się.
Przed nami stała ładna blondynka, mniej więcej mojego wzrostu i krótko ścięty, umięśniony chłopak, na oko 20 lat.
Była to oczywiście Sara i jej chłopak Daniel. Przedstawili się i ruszyliśmy do jakiejś kawiarni. Byłam taka zła na Lenehan'a, że przez myśl przeszło mi żeby go ośmieszyć przed nimi, ale się powstrzymałam. Charlie objął mnie w talii, złapałam jego dłoń i wbiłam paznokcie w jego skórę. Spojrzał na mnie prosząco, odpuściłam i objęłam go w pasie. Charlie rozmawiał z Sarą o jakimś koncercie, a ja uważnie słuchałam.
Gdy byliśmy w kawiarni, Charlie, jak na dżentelmena przystało, pomógł mi zdjąć kurtkę i odwiesił ją na wieszak, za co pocałowałam go w policzek.
Usiedliśmy przy jednym ze stolików, z Charlie'm usiedliśmy obok siebie, a na przeciwko nas Sara i Daniel.
-To skąd się znacie? -zapytała blondynka. Charlie położył rękę na moim kolanie dając do zrozumienia, że mam coś wymyślić.
-Charlie to znajomy mojego brata. Od razu coś zaiskrzyło. -uśmiechnęłam się i spojrzałam na blondyna, który delikatnie pocałował mnie w usta. Boże co za tandeta.
-Słodko. -burknęła Sara. Działa, jest zazdrosna.
Podeszła do nas kelnerka. Poprosiliśmy o herbaty i jakieś ciastka.
-A wy? Skąd się znacie? -spytałam.
-Daniel do mnie napisał na portalu społecznościowym. Było mi trochę głupio, że tak postąpiłam z Charlie'm, ale widzę, że nie tylko ja jestem tą złą.
Kelnerka przyniosła nam nasze zamówienie.
-Daniel, trenujesz coś? -zapytałam. Byłam ciekawa, takie mięśnie same nie rosną, noi było trochę niezręcznie w tej ciszy.
-Interesuje się trochę sportem, kilka lat trenowałem boks, ale przez kontuzję musiałem z tym skończyć.
-Tak, przy tym sporcie kontuzję chyba są częste. -stwierdziłam. Mogłam tego nie mówić, bo Daniel zaczął opowiadać o wszystkich swoich kontuzjach i boksie. Średnio mnie to interesowało, a w sumie to w ogóle, ale mówił to z takim entuzjazmem, że miło było słuchać. Widziałam, że Sara jest zła. Dobrze mi idzie, może zostanę aktorką, albo jakimś szpiegiem. Trzeba będzie o tym pomyśleć.
Charlie rozmawiał z Danielem o ostatnim meczu, trochę się wtrącałam, oglądam wszystkie mecze, bo mój ojciec jest wielkim fanem.
Denerwowały mnie łapy Charlie'go, które były wszędzie, na moich pleckach, talii, udzie i dłoni. Po pewnym czasie już się przyzwyczaiłam i nie zwracałam na to uwagi. Gdy już przestał bawić się moimi palcami, przytulił mnie do siebie, chciałam go pocałować w policzek, ale on odwrócił głowę i trafiłam w jego usta. Zaśmiałam się, ale w głowie miałam "zabiję cię Lenehan". Kurczę, chcę mu pomóc, a on nie przestrzega moich zasad. Głupek.
Rozmawialiśmy na różne tematy, ale moim zdaniem było nudno.
-To co idziemy do mnie? -zaproponowała Sara.
-Tak, zaraz zamykają. -stwierdził Charlie i wstaliśmy. Chłopak pomógł mi założyć kurtkę i wyszliśmy przed kawiarnie gdzie mieliśmy poczekać na pozostałą dwójkę.
-Nienawidzę cię.
-Oj cicho. -złapał moją twarz w dłonie i złączył nasze usta. Byłam na niego zła, ale odwzajemniałam pocałunki.
Gdy Daniel i Sara wyszli skierowaliśmy się do domu dziewczyny.
*CHARLIE*
Najnudniejszy wieczór w moim życiu. Dobrze, że Rose nie zabiła mnie za to wszystko. Dobrze jej idzie, jak na dziewczynę, która wstydzi się przytulić chłopaka.
Widziałem wkurwiona minę Sary, gdy Rose rozmawiałam z Danielem- bezcenne.
Dom Sary był niedaleko, droga zajęła jakieś 15 minut.
Gdy weszliśmy do jej domu, dziewczyna kazała nam iść do salonu, a ona z chłopakiem poszli po coś do picia.
-Rose, chodź. -usiadłem na kanapie i przyciągnąłem ją na swoje kolana. Zacząłem ją namiętnie całować. Chcę żeby Sara była zazdrosna. Myślał, że będę błagać, żeby do mnie wróciła? Niedoczekanie jej.
To nic, że Rose mnie zabiję. Dziewczyna zeszłam z moich kolan, gdy przyszła moja ex, poprawiła ubrania i usiadła obok.
Posłałem jej lekki uśmiech, ona to zignorowała i zarzuciła na mnie swojego nogi, położyłem dłoń na jej udzie.
-To co oglądamy coś? -zapytałem.
-T...tak, jasne. -zająkała się Sara i podali nam nasze napoje. Daniel włączył jakiś film. Sara chyba nie chciał być gorsza i zaczęła tulić się do chłopaka, ale on bardziej zainteresowany był filmem.
Rose pocałowała mnie w szyję i oparła na niej głowę, a ja przytuliłem ją do siebie.
Oglądaliśmy film akcji, więc się nie nudziłem, za to Rosie zasnęła. Gdy film się skończył poprosiłem Sarę, żeby pokazała, gdzie będzie spała moja 'dziewczyna'. Wziąłem mają randkę na ręce.
-Chyba zasnęłam... -powiedziała z zamkniętymi oczami, a ja się zaśmiałem.
-Chyba tak. -delikatnie musnąłem jej wargi.
-Eh. Charlie niestety musisz spać na kanapie.-stwierdziła Sara, gdy szliśmy po schodach.
-Mogę spać z Rosie. -na moje słowa brunetka się wzdrygnęła i otworzyła oczy.
-Jak chcecie. -stwierdziła moja ex i otworzyła drzwi jednego z pokoi. Postawiłem brunetkę na ziemi. -Dobra, Rose przyniosę ci jakieś ciuchy. -dziewczyna poszła do swojego pokoju, przyszedł jeszcze Daniel i pożegnał się z nami.
-Lenehan co ty wyprawiasz? -szepnęła oburzona Rose, a ja wbiłem się w jej usta.
-Tu... Masz ubrania. Łazienka jest na prawo. -weszła Sara. -Dobranoc. -wyszła.
Rosie wytarła usta.
-Nienawidzę cię.-wysyczała, wzięła ciuchy i wyszła z pokoju.
Muszę psychicznie przygotować się na jej krzyki. Rozebrałem się i usiadłem na łóżku. Po chwili przyszła Rosie, gdy mnie zobaczyła zakryła dłonią oczy.
-Charlie ubierz się.
-Nie mam w co. Nigdy nie widziałaś chłopaka w bokserkach? -zaśmiałem się. Zabrała dłoń z twarzy, ale nawet na chwilę na mnie nie spojrzała.
-Mogłeś chociaż wziąć moją szczoteczkę.-burknęła.
-Mam gumę, chcesz?
-Poproszę. -wyjąłem ze spodni gumę i jej podałem. Wzięła ją i bez słowa usiadła na łóżku. -Nie obrażaj się.
-Żartujesz sobie? -odwróciła się w moją stronę. -Miało być bez całowania, dotykania i miałam być w domu przed 23.
-Będziesz w domu przed 23, ale jutro. -zaśmiałem się, ale od razu spoważniałem widząc jej minę. -Żadnego dotykania nie było, a chyba nie całuję, aż tak źle.
-Twoja ręka na moim udzie będzie mi się śniła nocami, w razie twoich wątpliwości, to będą koszmary....a poza tym ślinisz się jak pies.
Jak to usłyszałem wybuchłem śmiechem, dziewczyna próbowała zachować powagę, ale też zaczęła się śmiać.
-Oj Rose, jeszcze żadna nie narzekała, znasz kogoś kto całuje lepiej? -mówiłem nadal się śmiejąc, ale Rose tylko odwróciła wzrok i wzięła do ręki swój telefon. -Ej, Rose... Nie mów, że się nigdy nie całowałaś...-ignorowała mnie. -Rose.
-Przecież mówiłam, że nigdy nie miałam chłopaka.
-Żeby się całować, nie musisz być w związku...-prowokowałem ją.
-Nie skomentuje tego.
-Ty tak serio?-zapytałem zdumiony. -Dziewczyno ty masz siedemnaście lat, a zachowujesz jakbyś miała 5.
-Lenehan jeszcze słowo, a pójdę do Sary i jej wszystko powiem.
-Dobra, dobra, przepraszam. Ale... To ze mną miałaś swój wymarzony, pierwszy pocałunek? -uśmiechnąłem się do niej. Ona tylko spojrzała na mnie. -Przepraszam... To głupie z mojej strony, że cię do tego...zmusiłem. -przytuliłem ją.
-Dobra, jak na dzisiaj koniec tych czułości. -odepchnęła mnie lekko.-Spać mi się chce. -oznajmiła. Popchnęła mnie bym wstał z łóżka, a gdy już to zrobiła, przedzieliła palcem łóżko na pół.
-Co ty robisz? -zmarszczyłem brwi.
-To jest linia. To moja część. -pokazała palcem. -A ta twoja. Jak przekroczysz tą linię to utnę ci ręce. -powiedziała, a ja wybuchłem śmiechem. -Nie śmiej się.
-Okej... -spoważniałem. -Ale ja nie widzę tu żadnej lini. -powstrzymywałem się od śmiechu.
-To ją sobie wyobraź. -powiedziała oburzona i położyła się. Patrzyłem na nią chwilę, a potem zgasiłem światło i położyłem się obok niej. Rose odwróciła się do mnie plecami i otuliła kołdrą. Przysunąłem się do niej i przytuliłem do siebie.
-Charlie, linia...
-Oh zamknij się. Dobranoc.
-Dobranoc.
Już piątek. Przez te dni nic ciekawego się nie stało. Musiałam tłumaczyć się Jack'owi o co chodzi z Charlie'm, powiedziałam, że pilnuje jego młodszej siostry. Głupio mi tak go okłamywać, ale co miałam powiedzieć? "Idę na podwójną randkę z Charlie'm, bo idiota wymyślił sobie dziewczynę" No chyba nie.
Przez te dni też poznałam bardziej chłopców. Leondre i Will to typowi podrywacze. Codziennie pielgrzymki dziewczyn z ciężkimi od tuszu rzęs i brwiami odrysowanymi od szklanki, łażą za nimi i słodko się uśmiechają. Urocze. Żart, okropne. Nawet te 'normalne' dziewczyny robią do niech maślane oczka.
Ehhh Jack, on jest taki uroczy. Podoba mi się i mam nadzieję, że z naszej 'przyjaźni' coś wyjdzie. Z drugiej strony trochę się boję, to pierwszy chłopak, który mi się podoba i z którym rozmawiam, a nie obserwuje z oddali. Boję się, że powiem coś nie tak i pomyśli, że jestem idiotką.
Dziś mam 'randkę' z Charlie'm, jutro, ale już prawdziwą, z Jack'iem, a w poniedziałek wycieczkę integracyjną. Nie wiem po co nam to, jak będę chciała się zintegrować to spotkam się z kimś po lekcjach. No cóż, muszę jechać.
Wróciłam zmęczona do domu. Wszyscy zjedli już obiad, więc wzięłam jedzenie i poszłam do mojego pokoju. Przeraziłam się, gdy do niego weszłam. Na ziemi w stercie moich ciuchów siedzieli Leondre, Charlie i Will.
-Czemu wywaliliście moje ciuchy z szafy?
-Musisz się dziś ładnie ubrać. -oznajmił blondyn. Usiadłam przy biurku i zaczęłam jeść.
-Mogę sama się ubrać. Ustalmy kilka rzeczy. -spojrzałam na nich. -Ostatni raz wchodzicie do mojego pokoju bez pozwolenia. A jeśli chodzi o ciebie. -wskazałam palcem na Lenehan'a. -Przed 23 mam być w domu.
-Jasne, jasne. Rose ty w tej szafie nic nie masz. -zignorowałam go i dalej jadłam obiad.
Chłopcy uznali, że w mojej szafie nie ma nic odpowiedniego. Głupki, sama coś znajdę. Charlie poszedł do domu, a ja musiałam się ogarnąć. Wzięłam prysznic, umyłam włosy, wysuszyłam je i pomalowałam się. Sporo mi to zajęło, pokręciłam lekko włosy i poszłam się ubrać. Wybrałam ciuchy i założyłam botki.
Nie brałam torebki, Charlie schowa mój telefon.
Przejrzałam się w lustrze, usłyszałam Charlie'go, więc zeszłam na dół.
Chłopcy grali na konsoli.
-To co idziemy? -zapytałam idąc na korytarz. Gdy mnie usłyszeli odwrócili się w moją stronę.
-Wow. Rose wyglądasz zajebiście! -krzyknął Will. Charlie tylko patrzył na mnie wielkimi oczami.
-Wystarczyło by zwykłe "ładnie ", ale dzięki. -uśmiechnęłam się. -Gdzie rodzice?
-Mój ojciec jeszcze w pracy, a Susan śpi. Ma dziś nockę.
-To dobrze. Idziemy? -spojrzałam na blondyna. Chłopak wstał i ze stołu wziąć wielki bukiet róż, który dopiero teraz zauważyłam. Podszedł do mnie skanując od góry do dołu.
-Ślicznie wyglądasz. Proszę. -podał mi bukiet.
-Dziękuję. -uśmiechnęłam się. Miło z jego strony. -Will możesz zanieść je do mojego pokoju?
-Tak, jasne.-podałam mu kwiaty. -To miłej zabawy.
-To gdzie idziemy? -zapytałam, gdy wyszliśmy z domu. Spojrzałam na niego.
Nie wiem jak ta Sara mogła z nim zerwać. Po pierwsze chłopak potrafi się ubrać, ma na sobie czarne, wąskie spodnie, zieloną koszulę w kratę i szary płaszcz. Kto by zerwał z chłopakiem, który nosi płaszcz?! Przecież to gatunek wymierający. Po drugie jest bardzo przystojny : blond włosy ogarnięte na bok i te cholerne kości policzkowe. Z nią musi być coś nie tak. No charakter... Znamy się niecały tydzień i już go polubiłam.
-Na dworzec. -odpowiedział i złapał mnie za rękę, którą od razu wyrwałam.
-Czemu na dworzec?
-Sara mieszka w innym mieście. Daj mi tą rękę przecież nie gryzę. -ponownie splótł nasze palce.
-Pamiętasz, że mam być w domu przed 23?
-Tak, tak pamiętam. O Jezu, jakie ty masz zimne ręce.- przewróciłam tylko oczami.
-Masz, schowaj mój telefon. -włożyłam go do kieszeni chłopaka.
Pojechaliśmy autobusem. Podróż pociągiem trwała jakieś 20 minut. Charlie ciągle coś gadał, a ja udawałam, że słucham.
-Wysiadamy.-oznajmił. Oderwałam wzrok od szyby i wyszliśmy z pociągu.
-To gdzie teraz?
-Mamy tu na nich czekać. - złapałam za jego rękę i spojrzałam na zegarek.
-Zobaczę o której mamy powrotny. -ruszyłam w stronę rozkładu.
-Rose, stój!-spojrzałam na niego marszcząc brwi. -Spokojnie, zdążymy...
-Charlie... Ostatni mamy za pół godziny!
-Rosie, spokojnie... -podszedł do mnie.
-Boże, gdzie my będziemy przez całą noc?!
-Sara zaproponowała żebyśmy zostali u niej na noc...
-Ty chyba jesteś głupi! Przecież mama mnie zabije!
-Will powiedział, że wszystko załatwi. -uspakajał mnie.
-Ukartowaliście to razem?! Przecież to porwanie!
-O jezu, przepraszam! -tym razem to on krzyknął. -Gdybym ci powiedział nigdy byś się nie zgodziła.
-Masz rację, nigdy... -przerwał mi, łapiąc mnie w tali.
-Idą, Rose błagam. Musisz mi pomóc. Za to co teraz zrobię zabijesz mnie jutro. -powiedział, jedną dłoń położył na moim policzku i wbił się w moje usta.
Byłam tak wkurwiona, że dopiero po chwili zorientowałam się co on robi.
Delikatnie muskał moje wargi, a ja mu na to pozwoliłam. Po chwili odsunął się.
-Lenehan złamałeś wszystkie zasady.
-O hej!-usłyszeliśmy piskliwy głos i odwróciliśmy się.
Przed nami stała ładna blondynka, mniej więcej mojego wzrostu i krótko ścięty, umięśniony chłopak, na oko 20 lat.
Była to oczywiście Sara i jej chłopak Daniel. Przedstawili się i ruszyliśmy do jakiejś kawiarni. Byłam taka zła na Lenehan'a, że przez myśl przeszło mi żeby go ośmieszyć przed nimi, ale się powstrzymałam. Charlie objął mnie w talii, złapałam jego dłoń i wbiłam paznokcie w jego skórę. Spojrzał na mnie prosząco, odpuściłam i objęłam go w pasie. Charlie rozmawiał z Sarą o jakimś koncercie, a ja uważnie słuchałam.
Gdy byliśmy w kawiarni, Charlie, jak na dżentelmena przystało, pomógł mi zdjąć kurtkę i odwiesił ją na wieszak, za co pocałowałam go w policzek.
Usiedliśmy przy jednym ze stolików, z Charlie'm usiedliśmy obok siebie, a na przeciwko nas Sara i Daniel.
-To skąd się znacie? -zapytała blondynka. Charlie położył rękę na moim kolanie dając do zrozumienia, że mam coś wymyślić.
-Charlie to znajomy mojego brata. Od razu coś zaiskrzyło. -uśmiechnęłam się i spojrzałam na blondyna, który delikatnie pocałował mnie w usta. Boże co za tandeta.
-Słodko. -burknęła Sara. Działa, jest zazdrosna.
Podeszła do nas kelnerka. Poprosiliśmy o herbaty i jakieś ciastka.
-A wy? Skąd się znacie? -spytałam.
-Daniel do mnie napisał na portalu społecznościowym. Było mi trochę głupio, że tak postąpiłam z Charlie'm, ale widzę, że nie tylko ja jestem tą złą.
Kelnerka przyniosła nam nasze zamówienie.
-Daniel, trenujesz coś? -zapytałam. Byłam ciekawa, takie mięśnie same nie rosną, noi było trochę niezręcznie w tej ciszy.
-Interesuje się trochę sportem, kilka lat trenowałem boks, ale przez kontuzję musiałem z tym skończyć.
-Tak, przy tym sporcie kontuzję chyba są częste. -stwierdziłam. Mogłam tego nie mówić, bo Daniel zaczął opowiadać o wszystkich swoich kontuzjach i boksie. Średnio mnie to interesowało, a w sumie to w ogóle, ale mówił to z takim entuzjazmem, że miło było słuchać. Widziałam, że Sara jest zła. Dobrze mi idzie, może zostanę aktorką, albo jakimś szpiegiem. Trzeba będzie o tym pomyśleć.
Charlie rozmawiał z Danielem o ostatnim meczu, trochę się wtrącałam, oglądam wszystkie mecze, bo mój ojciec jest wielkim fanem.
Denerwowały mnie łapy Charlie'go, które były wszędzie, na moich pleckach, talii, udzie i dłoni. Po pewnym czasie już się przyzwyczaiłam i nie zwracałam na to uwagi. Gdy już przestał bawić się moimi palcami, przytulił mnie do siebie, chciałam go pocałować w policzek, ale on odwrócił głowę i trafiłam w jego usta. Zaśmiałam się, ale w głowie miałam "zabiję cię Lenehan". Kurczę, chcę mu pomóc, a on nie przestrzega moich zasad. Głupek.
Rozmawialiśmy na różne tematy, ale moim zdaniem było nudno.
-To co idziemy do mnie? -zaproponowała Sara.
-Tak, zaraz zamykają. -stwierdził Charlie i wstaliśmy. Chłopak pomógł mi założyć kurtkę i wyszliśmy przed kawiarnie gdzie mieliśmy poczekać na pozostałą dwójkę.
-Nienawidzę cię.
-Oj cicho. -złapał moją twarz w dłonie i złączył nasze usta. Byłam na niego zła, ale odwzajemniałam pocałunki.
Gdy Daniel i Sara wyszli skierowaliśmy się do domu dziewczyny.
*CHARLIE*
Najnudniejszy wieczór w moim życiu. Dobrze, że Rose nie zabiła mnie za to wszystko. Dobrze jej idzie, jak na dziewczynę, która wstydzi się przytulić chłopaka.
Widziałem wkurwiona minę Sary, gdy Rose rozmawiałam z Danielem- bezcenne.
Dom Sary był niedaleko, droga zajęła jakieś 15 minut.
Gdy weszliśmy do jej domu, dziewczyna kazała nam iść do salonu, a ona z chłopakiem poszli po coś do picia.
-Rose, chodź. -usiadłem na kanapie i przyciągnąłem ją na swoje kolana. Zacząłem ją namiętnie całować. Chcę żeby Sara była zazdrosna. Myślał, że będę błagać, żeby do mnie wróciła? Niedoczekanie jej.
To nic, że Rose mnie zabiję. Dziewczyna zeszłam z moich kolan, gdy przyszła moja ex, poprawiła ubrania i usiadła obok.
Posłałem jej lekki uśmiech, ona to zignorowała i zarzuciła na mnie swojego nogi, położyłem dłoń na jej udzie.
-To co oglądamy coś? -zapytałem.
-T...tak, jasne. -zająkała się Sara i podali nam nasze napoje. Daniel włączył jakiś film. Sara chyba nie chciał być gorsza i zaczęła tulić się do chłopaka, ale on bardziej zainteresowany był filmem.
Rose pocałowała mnie w szyję i oparła na niej głowę, a ja przytuliłem ją do siebie.
Oglądaliśmy film akcji, więc się nie nudziłem, za to Rosie zasnęła. Gdy film się skończył poprosiłem Sarę, żeby pokazała, gdzie będzie spała moja 'dziewczyna'. Wziąłem mają randkę na ręce.
-Chyba zasnęłam... -powiedziała z zamkniętymi oczami, a ja się zaśmiałem.
-Chyba tak. -delikatnie musnąłem jej wargi.
-Eh. Charlie niestety musisz spać na kanapie.-stwierdziła Sara, gdy szliśmy po schodach.
-Mogę spać z Rosie. -na moje słowa brunetka się wzdrygnęła i otworzyła oczy.
-Jak chcecie. -stwierdziła moja ex i otworzyła drzwi jednego z pokoi. Postawiłem brunetkę na ziemi. -Dobra, Rose przyniosę ci jakieś ciuchy. -dziewczyna poszła do swojego pokoju, przyszedł jeszcze Daniel i pożegnał się z nami.
-Lenehan co ty wyprawiasz? -szepnęła oburzona Rose, a ja wbiłem się w jej usta.
-Tu... Masz ubrania. Łazienka jest na prawo. -weszła Sara. -Dobranoc. -wyszła.
Rosie wytarła usta.
-Nienawidzę cię.-wysyczała, wzięła ciuchy i wyszła z pokoju.
Muszę psychicznie przygotować się na jej krzyki. Rozebrałem się i usiadłem na łóżku. Po chwili przyszła Rosie, gdy mnie zobaczyła zakryła dłonią oczy.
-Charlie ubierz się.
-Nie mam w co. Nigdy nie widziałaś chłopaka w bokserkach? -zaśmiałem się. Zabrała dłoń z twarzy, ale nawet na chwilę na mnie nie spojrzała.
-Mogłeś chociaż wziąć moją szczoteczkę.-burknęła.
-Mam gumę, chcesz?
-Poproszę. -wyjąłem ze spodni gumę i jej podałem. Wzięła ją i bez słowa usiadła na łóżku. -Nie obrażaj się.
-Żartujesz sobie? -odwróciła się w moją stronę. -Miało być bez całowania, dotykania i miałam być w domu przed 23.
-Będziesz w domu przed 23, ale jutro. -zaśmiałem się, ale od razu spoważniałem widząc jej minę. -Żadnego dotykania nie było, a chyba nie całuję, aż tak źle.
-Twoja ręka na moim udzie będzie mi się śniła nocami, w razie twoich wątpliwości, to będą koszmary....a poza tym ślinisz się jak pies.
Jak to usłyszałem wybuchłem śmiechem, dziewczyna próbowała zachować powagę, ale też zaczęła się śmiać.
-Oj Rose, jeszcze żadna nie narzekała, znasz kogoś kto całuje lepiej? -mówiłem nadal się śmiejąc, ale Rose tylko odwróciła wzrok i wzięła do ręki swój telefon. -Ej, Rose... Nie mów, że się nigdy nie całowałaś...-ignorowała mnie. -Rose.
-Przecież mówiłam, że nigdy nie miałam chłopaka.
-Żeby się całować, nie musisz być w związku...-prowokowałem ją.
-Nie skomentuje tego.
-Ty tak serio?-zapytałem zdumiony. -Dziewczyno ty masz siedemnaście lat, a zachowujesz jakbyś miała 5.
-Lenehan jeszcze słowo, a pójdę do Sary i jej wszystko powiem.
-Dobra, dobra, przepraszam. Ale... To ze mną miałaś swój wymarzony, pierwszy pocałunek? -uśmiechnąłem się do niej. Ona tylko spojrzała na mnie. -Przepraszam... To głupie z mojej strony, że cię do tego...zmusiłem. -przytuliłem ją.
-Dobra, jak na dzisiaj koniec tych czułości. -odepchnęła mnie lekko.-Spać mi się chce. -oznajmiła. Popchnęła mnie bym wstał z łóżka, a gdy już to zrobiła, przedzieliła palcem łóżko na pół.
-Co ty robisz? -zmarszczyłem brwi.
-To jest linia. To moja część. -pokazała palcem. -A ta twoja. Jak przekroczysz tą linię to utnę ci ręce. -powiedziała, a ja wybuchłem śmiechem. -Nie śmiej się.
-Okej... -spoważniałem. -Ale ja nie widzę tu żadnej lini. -powstrzymywałem się od śmiechu.
-To ją sobie wyobraź. -powiedziała oburzona i położyła się. Patrzyłem na nią chwilę, a potem zgasiłem światło i położyłem się obok niej. Rose odwróciła się do mnie plecami i otuliła kołdrą. Przysunąłem się do niej i przytuliłem do siebie.
-Charlie, linia...
-Oh zamknij się. Dobranoc.
-Dobranoc.
środa, 9 marca 2016
3.We have changed.
Dziś obudziłam się sama z siebie pełna życia i energii. Wzięłam ciuchy i pobiegłam do łazienki, poranna toaleta i makijaż. Włosy lekko pokręciłam na końcach.
Wzięłam torbę i zbiegłam na dół. Tym razem kawę pił George, przywitałam się i zjadłam śniadanie. Po chwili zszedł Will.
Pod szkołą czekał na mnie Jack, podeszłam do niego z uśmiechem.
-Cześć piękna. -Boże jaki on uroczy.
-Hej, jak tam? - chłopak mnie przytulił.
-W porządku. Dzisiaj mamy trening, może byś przyszła?
-Jasne, chętnie zobaczę czy faktycznie jesteś tak dobry jak mówisz. -zaśmiałam się.
-Twoja opinia jest dla mnie najważniejsza.
Weszliśmy do budynku i poszliśmy do sali.
Lekcje do długiej przerwy minęły szybko, cały czas rozmawiałam z Jack'iem. Czuję się przy nim swobodnie i mogę być po prostu sobą. Dawno tego nie czułam. Jak mieszkałam w Cardiff nie miałam znajomych. Po tym wszystkim co tu przeszłam zaczęłam się izolować; nie ufałam ludziom, a ich zdanie stało się najważniejsze. Starałam się wyglądać jak najlepiej żeby nikt nie miał powodu do głupich komentarzy i wyśmiewania. To miasto zmieniło mnie, a teraz robi to znowu. Wcześniej mnie zniszczyło a teraz naprawia. Jestem tu trzeci dzień i już mam znajomych, rozmawiam i śmieje się. Może tu nie będzie, aż tak źle?
Po lekcjach poszłam na boisko i usiadłam na trybunach. Drużyna szkolna miała trening. Muszę przyznać, że Jack grał chyba najlepiej z drużyny. Co chwilę na mnie spoglądał. Po treningu odprowadził mnie do domu.
-Wiesz Rose. -chłopak złapał mnie za rękę. -Ledwo co się poznaliśmy, ale... Podobasz mi się. -powiedział a motyle w moim brzuchu dostały ADHD. Uśmiechnęłam się.-Może byśmy wyszli gdzieś razem w piątek? - już miałam się zgodzić, ale oczywiście los postanowił sobie ze mnie zadrwić.
-Rose! -podszedł Charlie a ja próbowałam dać mu do zrozumienia, żeby nic więcej nie mówił. -O jak dobrze, że jesteś. Musimy pogadać o piątku. - oznajmił. Charlie idiota Lenehan.
-Jack...-spojrzałam na zdezorientowanego chłopaka. -W piątek niestety nie mogę.
-Rozumiem. -chciał się odwrócić, ale złapałam go za rękę.
-Ale mam wolną sobotę. - uśmiechnęłam się i pocałowałam go w policzek.
-W takim razie nie mogę się doczekać. -z uśmiechem na twarzy pocałował moją dłoń i odszedł. Stałam i nie mogłam uwierzyć w swoje szczęście. Trafić na takiego chłopaka to cud.
-Rose, chodź, bo będę zazdrosny. -zaśmiał się blondyn a ja odwróciłam się do niego.
-Nienawidzę cię! Musiałeś w takim momencie?! -ruszyłam w stronę drzwi.
-Przepraszam. Nie wiedziałem, że ty i on coś...
-Oh dobrze wiedziałeś, zrobiłeś to specjalnie! -weszłam do domu i zdjęłam buty.
-No dobra, chciałem zobaczyć jak on zareaguje. -spojrzałam na niego spod przymrużonych powiek.
Zjedliśmy obiad z wszystkimi. Potem przyszedł Leo, który poszedł z Will' em grać w Fife, a ja z Charliem poszliśmy do mojego pokoju. Usiedliśmy na łóżku.
-To, to z tym chłopakiem to na poważanie?
-A co zazdrosny? -uśmiechnęłam się.
-Trochę. -zaśmiał się. Przekręciłam oczami.
-To co o czym chcesz rozmawiać?
-Sara domyśla się, że wymyśliłem sobie dziewczynę, więc będzie chciała mnie udupić.
-Przecież przyjdziesz z dziewczyną.
-Tak, ale pewnie będzie się wypytywać o wszystko.
-Spokojnie, parafię kłamać.
-Bardzo dobrze. Rose....-złapał mnie za rękę, ale ją wyrwałam.
-Charlie żadnego całowania!
-No proszę! To będzie wyglądać realistyczniej.
-Dobra nie ważne, wyjdź stąd. Nigdzie z tobą nie idę w piątek, mam lepsze rzeczy do roboty. -powiedziałam trochę zdenerwowana.
-Hej, dobra. Przepraszam. Już nie nalegam. -uniósł ręce. -To opowiadaj. -rozkazał i położył się zakładając ręce za głowę.
-Co mam ci opowiadać?-zmarszczyłam brwi.
-Co to za chłopak?-zaśmiał się.
-Żaden. -próbowałam go zbyć.
-Myślisz, że jestem głupi? -uniósł brwi.
-Szczerze? -zaśmiałam się.
-Oj grabisz sobie...
-Pamiętaj, że jak będziesz nie miły to ...
-Tak wiem, masz o wiele lepsze plany na piątek. Chociaż dam głowę uciąć, że ze mną będziesz się lepiej bawiła niż z nim.
-Nie znasz go.
-Ale znam siebie.
-Jesteś głupi.
Blondyn odwrócił się do mnie tyłem. Co on się obraził? Okej. Wzięłam telefon i przeglądałam jakieś stronki internetowe. Minęło jakieś 10 minut i z impetem do mojego pokoju wszedł Leo.
-Co tak długo? -zapytał jakby nigdy nic i podszedł do Charlie'go. -Śpi. -spojrzał na mnie rozbawiony. Nachyliłam się nad nim. Faktycznie spał. Zaśmiałam się cicho.
-Lene...!
-Zamknij się. Niech śpi. -skarciłam go. -Chodź. -rozkazałam i wyszliśmy z pokoju.
-Możemy pogadać? -zapytał, gdy byliśmy na korytarzu.
-Nie mamy o czym. -ruszyłam w stronę schodów, ale mnie zatrzymał łapiąc za nadgarstek.
-Proszę. -patrzył na mnie smutno.
-Gdzie jest Will?
-Wyszedł po papierosy.
-Eh. -usiadłam na schodach, a on obok.
-Kurczę, Rose przepraszam za wszystko. Zachowałem się jak ostatnia świnia... Bałem się. Bałem się, że oni mi coś zrobią, a ja chciałem tylko świętego spokoju. Chciałem cię przeprosić, ale nie wiedziałem gdzie mieszkasz.- powiedział na jednym wdechu. -Więcej już cię nie widziałem.
-Wiesz jak ja się czułam?! Mój najlepszy przyjaciel wbił mi szpile prosto w serce. Mój jedyny przyjaciel...nie miałam nikogo poza tobą. Myślałeś w ogóle kiedyś jak ja się poczułam? Co się ze mną działo?!
-Wiem, cholera, wiem i nie mogę sobie tego wybaczyć. Wyrzuty sumienia zabijają mnie. Przy każdym wywiadzie, za każdym razem, gdy myślałeś o tym wszystkim miałem ciebie przed oczami, twoja mokrą od łez twarz. Nie wiedziałem co się z tobą dzieje, bałem się o ciebie. Wiesz co było najgorsze? Myśl, że prawdopodobnie nigdy nie powiem ci "przepraszam ". Oboje ruszyliśmy na przód. Błagam zapomnijmy o tym wszystkim, bądźmy znów przyjaciółmi.
-Chyba sobie żartujesz? Tak oboje ruszyliśmy na przód. Ty zostałeś gwiazdą, a ja schudłam i przestałam ufać ludziom. Leo, wybaczę ci, ale to tyle. Nigdy nie zapomnę, jak wielką krzywdę mi zrobiłeś. Nie chcę takiego przyjaciela. -skończyłam swoją wypowiedź, a on patrzył na mnie swoimi smutnymi oczami. Wyglądał jakby miał się rozpłakać.
-Rozumiem. Chcę tylko, żebyś wiedziała... Nie zapomniałem tego co ci zrobiłem, nadal mi z tym źle i chcę być twoim przyjacielem.
-Leondre zapomnij. Jesteśmy zwykłymi znajomymi, nie licz na to, że będziemy siedzieć razem w ławce, czy zwierzać się z problemów. -miałam wrażenie, że mnie nie słucha, ale po chwili odezwał się.
-Rozumiem. Więc gdzie byłaś przez te trzy lata, czemu się wyprowadziłaś? -nie chciałam mu odpowiadać, ale po chwili dodał. -Chyba jako kolega, mogę zapytać.
-Poczułam się poniżona, na początku nie wychodziłam z domu, a potem mama stwierdziła, że jeżeli tu nie chcę chodzić do szkoły to u ojca będzie mi lepiej.
-Więc Susan to twoja mama.
-Tak.
-Muszę przyznać, że robi najlepszą szarlotkę jaką kiedykolwiek jadłem. -powiedział. Spojrzałam na niego. Uśmiechnął się przez co również uniosłam kąciki ust.
-Zmieniłeś się.
-Ty też.
-Nie chodzi mi o wygląd. Jesteś lubiany, pewny siebie...
-Nadal jestem tym samym głupim Devries'em. Charlie pomógł mi trochę i nie pozwalam sobą pomiatać.
-Nigdy nie byłeś głupim Devries'em. Mimo wszystko cieszę się, że sobie poradziłeś. -uśmiechnęłam się do niego, a on to odwzajemnił.
-Dziękuję, ty też dałaś radę.- zlustrował moje ciało.
W sumie jak tak pomyślę to co on miał zrobić? Gdyby wtedy mnie nie wyzwał, obojgu by się nam oberwało. Co ja bym zrobiła na jego miejscu? Leo był bity, mnie tylko wyzywali, także on miał gorzej. Chociaż słowa czasami bardziej bolą, niż rękoczyn. Nie wiem już sama.
-A wy tu co? -odwróciliśmy się. W drzwiach mojego pokoju stał Charlie. Miał rozczochrane włosy, rumieńce na twarzy, zaspane oczy, a głos lekko zachrypnięty.
-Zasnąłeś idioto.
-Ooo wyglądasz tak słodko. - skomentowałam. Leondre podszedł do niego i pociągnął za jego policzek.
-Ooo wyglądasz tak słodko. -przedrzeźnił mnie.
-Hej! Tej twarzy się nie dotyka! -wskazał palcem, a my wybuchliśmy śmiechem.
Wzięłam torbę i zbiegłam na dół. Tym razem kawę pił George, przywitałam się i zjadłam śniadanie. Po chwili zszedł Will.
Pod szkołą czekał na mnie Jack, podeszłam do niego z uśmiechem.
-Cześć piękna. -Boże jaki on uroczy.
-Hej, jak tam? - chłopak mnie przytulił.
-W porządku. Dzisiaj mamy trening, może byś przyszła?
-Jasne, chętnie zobaczę czy faktycznie jesteś tak dobry jak mówisz. -zaśmiałam się.
-Twoja opinia jest dla mnie najważniejsza.
Weszliśmy do budynku i poszliśmy do sali.
Lekcje do długiej przerwy minęły szybko, cały czas rozmawiałam z Jack'iem. Czuję się przy nim swobodnie i mogę być po prostu sobą. Dawno tego nie czułam. Jak mieszkałam w Cardiff nie miałam znajomych. Po tym wszystkim co tu przeszłam zaczęłam się izolować; nie ufałam ludziom, a ich zdanie stało się najważniejsze. Starałam się wyglądać jak najlepiej żeby nikt nie miał powodu do głupich komentarzy i wyśmiewania. To miasto zmieniło mnie, a teraz robi to znowu. Wcześniej mnie zniszczyło a teraz naprawia. Jestem tu trzeci dzień i już mam znajomych, rozmawiam i śmieje się. Może tu nie będzie, aż tak źle?
Po lekcjach poszłam na boisko i usiadłam na trybunach. Drużyna szkolna miała trening. Muszę przyznać, że Jack grał chyba najlepiej z drużyny. Co chwilę na mnie spoglądał. Po treningu odprowadził mnie do domu.
-Wiesz Rose. -chłopak złapał mnie za rękę. -Ledwo co się poznaliśmy, ale... Podobasz mi się. -powiedział a motyle w moim brzuchu dostały ADHD. Uśmiechnęłam się.-Może byśmy wyszli gdzieś razem w piątek? - już miałam się zgodzić, ale oczywiście los postanowił sobie ze mnie zadrwić.
-Rose! -podszedł Charlie a ja próbowałam dać mu do zrozumienia, żeby nic więcej nie mówił. -O jak dobrze, że jesteś. Musimy pogadać o piątku. - oznajmił. Charlie idiota Lenehan.
-Jack...-spojrzałam na zdezorientowanego chłopaka. -W piątek niestety nie mogę.
-Rozumiem. -chciał się odwrócić, ale złapałam go za rękę.
-Ale mam wolną sobotę. - uśmiechnęłam się i pocałowałam go w policzek.
-W takim razie nie mogę się doczekać. -z uśmiechem na twarzy pocałował moją dłoń i odszedł. Stałam i nie mogłam uwierzyć w swoje szczęście. Trafić na takiego chłopaka to cud.
-Rose, chodź, bo będę zazdrosny. -zaśmiał się blondyn a ja odwróciłam się do niego.
-Nienawidzę cię! Musiałeś w takim momencie?! -ruszyłam w stronę drzwi.
-Przepraszam. Nie wiedziałem, że ty i on coś...
-Oh dobrze wiedziałeś, zrobiłeś to specjalnie! -weszłam do domu i zdjęłam buty.
-No dobra, chciałem zobaczyć jak on zareaguje. -spojrzałam na niego spod przymrużonych powiek.
Zjedliśmy obiad z wszystkimi. Potem przyszedł Leo, który poszedł z Will' em grać w Fife, a ja z Charliem poszliśmy do mojego pokoju. Usiedliśmy na łóżku.
-To, to z tym chłopakiem to na poważanie?
-A co zazdrosny? -uśmiechnęłam się.
-Trochę. -zaśmiał się. Przekręciłam oczami.
-To co o czym chcesz rozmawiać?
-Sara domyśla się, że wymyśliłem sobie dziewczynę, więc będzie chciała mnie udupić.
-Przecież przyjdziesz z dziewczyną.
-Tak, ale pewnie będzie się wypytywać o wszystko.
-Spokojnie, parafię kłamać.
-Bardzo dobrze. Rose....-złapał mnie za rękę, ale ją wyrwałam.
-Charlie żadnego całowania!
-No proszę! To będzie wyglądać realistyczniej.
-Dobra nie ważne, wyjdź stąd. Nigdzie z tobą nie idę w piątek, mam lepsze rzeczy do roboty. -powiedziałam trochę zdenerwowana.
-Hej, dobra. Przepraszam. Już nie nalegam. -uniósł ręce. -To opowiadaj. -rozkazał i położył się zakładając ręce za głowę.
-Co mam ci opowiadać?-zmarszczyłam brwi.
-Co to za chłopak?-zaśmiał się.
-Żaden. -próbowałam go zbyć.
-Myślisz, że jestem głupi? -uniósł brwi.
-Szczerze? -zaśmiałam się.
-Oj grabisz sobie...
-Pamiętaj, że jak będziesz nie miły to ...
-Tak wiem, masz o wiele lepsze plany na piątek. Chociaż dam głowę uciąć, że ze mną będziesz się lepiej bawiła niż z nim.
-Nie znasz go.
-Ale znam siebie.
-Jesteś głupi.
Blondyn odwrócił się do mnie tyłem. Co on się obraził? Okej. Wzięłam telefon i przeglądałam jakieś stronki internetowe. Minęło jakieś 10 minut i z impetem do mojego pokoju wszedł Leo.
-Co tak długo? -zapytał jakby nigdy nic i podszedł do Charlie'go. -Śpi. -spojrzał na mnie rozbawiony. Nachyliłam się nad nim. Faktycznie spał. Zaśmiałam się cicho.
-Lene...!
-Zamknij się. Niech śpi. -skarciłam go. -Chodź. -rozkazałam i wyszliśmy z pokoju.
-Możemy pogadać? -zapytał, gdy byliśmy na korytarzu.
-Nie mamy o czym. -ruszyłam w stronę schodów, ale mnie zatrzymał łapiąc za nadgarstek.
-Proszę. -patrzył na mnie smutno.
-Gdzie jest Will?
-Wyszedł po papierosy.
-Eh. -usiadłam na schodach, a on obok.
-Kurczę, Rose przepraszam za wszystko. Zachowałem się jak ostatnia świnia... Bałem się. Bałem się, że oni mi coś zrobią, a ja chciałem tylko świętego spokoju. Chciałem cię przeprosić, ale nie wiedziałem gdzie mieszkasz.- powiedział na jednym wdechu. -Więcej już cię nie widziałem.
-Wiesz jak ja się czułam?! Mój najlepszy przyjaciel wbił mi szpile prosto w serce. Mój jedyny przyjaciel...nie miałam nikogo poza tobą. Myślałeś w ogóle kiedyś jak ja się poczułam? Co się ze mną działo?!
-Wiem, cholera, wiem i nie mogę sobie tego wybaczyć. Wyrzuty sumienia zabijają mnie. Przy każdym wywiadzie, za każdym razem, gdy myślałeś o tym wszystkim miałem ciebie przed oczami, twoja mokrą od łez twarz. Nie wiedziałem co się z tobą dzieje, bałem się o ciebie. Wiesz co było najgorsze? Myśl, że prawdopodobnie nigdy nie powiem ci "przepraszam ". Oboje ruszyliśmy na przód. Błagam zapomnijmy o tym wszystkim, bądźmy znów przyjaciółmi.
-Chyba sobie żartujesz? Tak oboje ruszyliśmy na przód. Ty zostałeś gwiazdą, a ja schudłam i przestałam ufać ludziom. Leo, wybaczę ci, ale to tyle. Nigdy nie zapomnę, jak wielką krzywdę mi zrobiłeś. Nie chcę takiego przyjaciela. -skończyłam swoją wypowiedź, a on patrzył na mnie swoimi smutnymi oczami. Wyglądał jakby miał się rozpłakać.
-Rozumiem. Chcę tylko, żebyś wiedziała... Nie zapomniałem tego co ci zrobiłem, nadal mi z tym źle i chcę być twoim przyjacielem.
-Leondre zapomnij. Jesteśmy zwykłymi znajomymi, nie licz na to, że będziemy siedzieć razem w ławce, czy zwierzać się z problemów. -miałam wrażenie, że mnie nie słucha, ale po chwili odezwał się.
-Rozumiem. Więc gdzie byłaś przez te trzy lata, czemu się wyprowadziłaś? -nie chciałam mu odpowiadać, ale po chwili dodał. -Chyba jako kolega, mogę zapytać.
-Poczułam się poniżona, na początku nie wychodziłam z domu, a potem mama stwierdziła, że jeżeli tu nie chcę chodzić do szkoły to u ojca będzie mi lepiej.
-Więc Susan to twoja mama.
-Tak.
-Muszę przyznać, że robi najlepszą szarlotkę jaką kiedykolwiek jadłem. -powiedział. Spojrzałam na niego. Uśmiechnął się przez co również uniosłam kąciki ust.
-Zmieniłeś się.
-Ty też.
-Nie chodzi mi o wygląd. Jesteś lubiany, pewny siebie...
-Nadal jestem tym samym głupim Devries'em. Charlie pomógł mi trochę i nie pozwalam sobą pomiatać.
-Nigdy nie byłeś głupim Devries'em. Mimo wszystko cieszę się, że sobie poradziłeś. -uśmiechnęłam się do niego, a on to odwzajemnił.
-Dziękuję, ty też dałaś radę.- zlustrował moje ciało.
W sumie jak tak pomyślę to co on miał zrobić? Gdyby wtedy mnie nie wyzwał, obojgu by się nam oberwało. Co ja bym zrobiła na jego miejscu? Leo był bity, mnie tylko wyzywali, także on miał gorzej. Chociaż słowa czasami bardziej bolą, niż rękoczyn. Nie wiem już sama.
-A wy tu co? -odwróciliśmy się. W drzwiach mojego pokoju stał Charlie. Miał rozczochrane włosy, rumieńce na twarzy, zaspane oczy, a głos lekko zachrypnięty.
-Zasnąłeś idioto.
-Ooo wyglądasz tak słodko. - skomentowałam. Leondre podszedł do niego i pociągnął za jego policzek.
-Ooo wyglądasz tak słodko. -przedrzeźnił mnie.
-Hej! Tej twarzy się nie dotyka! -wskazał palcem, a my wybuchliśmy śmiechem.
Po kilku minutach przyszedł Will i poszliśmy do jego pokoju. Czułam się lepiej, ta rozmowa mi pomogła. Nadal mam do niego żal, ale już normalnie rozmawiamy.
Porozmawiałam trochę z nimi i poszłam odrobić lekcje. Zjadłam coś, poćwiczyłam, umyłam się i poszłam spać.
Porozmawiałam trochę z nimi i poszłam odrobić lekcje. Zjadłam coś, poćwiczyłam, umyłam się i poszłam spać.
czwartek, 3 marca 2016
2.Flowers
Obudziła mnie mama. Niechętnie wstałam z łóżka, opuściłam pierwszy dzień szkoły, teraz muszę iść. Wzięłam ciuchy i poszłam do łazienki, umyłam się, pomalowałam, uczesałam i ubrałam.
Ledwo co zdążyłam to wszystko zrobić, a do drzwi zaczął dobijać się Will.
-Rose, wyłaź!
-Poczekaj muszę umyć włosy.
-Chyba sobie żartujesz.- znów uderzył w drzwi. Zaśmiałam się i wyszłam. Zeszłam na dół i zrobiłam sobie herbatę. Poszłam do pokoju się spakować. Miałam jeszcze trochę czasu, więc włosy zaplotłam w kłosa, który opadał na moje ramię.
-Chodź musimy już iść. -do mojego pokoju wszedł Will.
Zeszliśmy na dół. Moja mama piła kawę.
-Już idziecie? -zapytała z uśmiechem
-Tak. -odpowiedziałam krótko i założyłam buty.
-Mam dziś wolne, więc przyjadę po ciebie!-krzyknęła, gdy wychodziliśmy.
Pojechaliśmy autobusem, chłopak pokazał mi moją szafkę, zaprowadził pod sale i powiedział, że jak coś to mam do niego pisać, a sam poszedł do swojej klasy.
Rozglądałam się i sporo twarzy kojarzę, w końcu mieszkałam tu przez większość mojego życia. Wzięłam plan do ręki i sprawdziłam, czy to na pewno ta sala.
-Mamy razem. -usłyszałam głos za sobą. Odwróciłam głowę i zobaczyłam chłopaka, który nachyla się nad moim ramieniem. -Jestem Jack. -uśmiechnął się, ukazując rządek białych zębów. Odwróciłam się do niego.
-Rose. -odwzajemniłam uśmiech.
-Nie widziałem cię wczoraj.
-Tak, dziś jest mój pierwszy dzień.
-Chodź, usiądziemy razem.
Weszliśmy razem do sali i zajęliśmy jedną z ławek.
-Znasz tu kogoś?- zapytał, gdy usiedliśmy.
-Wyprowadziłam się stąd trzy lata temu, ale nie utrzymywałam z nikim kontaktu. Znam tylko Will'a i Charlie'go, ale oni są ze starszej klasy.
-Uuu.
-Co? -zaśmiałam się.
-Nic, szkolni podrywacze. Wyglądasz na delikatną, więc lepiej nie pakuj się w związek z nimi. Ich przyjaciel uczy się z nami. -spięłam się na jego słowa. Już wiedziałam, że chodzi mu o Leo. Że też ze wszystkich klas musiałam trafić na tą.
-Nie zamierzam z nimi kręcić. Will prawdopodobnie będzie moim bratem...
-To dobrze. -chłopak uśmiechał się. Do sali weszła grupka chłopców, byli dość głośno. Przyjrzałam się, wśród nich był Leondre Devries. Zauważył, że się na niego gapię, uśmiechnął się szarmancko, a ja szybko odwróciłam się do Jack'a. Nie poznał mnie.
Zmienił się nie do poznania. Nie ma już włosów ściętych na tak zwanego "Biebera", tylko wygolone boki, a grzywka pofarbowana na blond, niesfornie opada mu na czoło. Szerokie sponie zamienił z wąskimi, a bluzę na t-shirt i koszule w kratę. Tylko oczy nadal były te same, smutne, dokładnie badające każdy element pomieszczenia.
Próbowałam zignorować fakt, że jestem w klasie ze znienawidzonym chłopakiem i rozmawiałam z nowym kolegą. Opowiadał mi o wycieczce, która miała się odbyć w następnym tygodniu, a ja mogłam mu się przyjrzeć. Ma tak jak ja niebieskie oczy, krótkie, ale też nie za krótkie, włosy i szeroki uśmiech, który nie znika z jego twarzy.
Przyszli jego znajomi, przedstawili się i usiedliśmy w ławkach przed nami. Mike- czarnoskóry, Jennifer -czarnowłosa, Ann- brunetka z kręconymi włosami.
Matematyka, lubię ten przedmiot. Dziwne? Chyba tak, ale jakoś zawsze dobrze mi szło. Weszła nauczycielka i zaczęła czytać listę. Najgorszy moment.
-Rosalie Nixton.
-Jestem. -podniosłam rękę. Byłam trochę ciekawa reakcji Leo, ale z drugiej strony bałam się. Jest możliwość, że mnie nie pamiętam? Wątpię.
-Ej Devries ciągle się na ciebie gapi. -stwierdził Jack, ale ja tylko wzruszyłam ramionami. Poznał. Cholera, co ja teraz zrobię? Mam udawać, że nigdy nic się nie stało i normalnie z nim rozmawiać, czy ignorować? Tak zdecydowanie ta druga opcja.
Całą lekcje siedziałam jak na szpilach, ciągle czułam jego wzrok na sobie.
Gdy zadzwonił dzwonek, ze spuszczoną głową powoli pakowałam swoje rzeczy do plecaka. Liczyłam na to, że Devries wyjdzie i nie będę musiała z nim rozmawiać. Niestety, przeliczyłam się.
-Rose? -uniosłam wzrok a przede mną stał brunet. Skanował moje ciało od góry do dołu. -Wróciłaś?
-Tak, przepraszam. Muszę iść. -spojrzałam na Jack'a i razem poszliśmy na kolejną lekcje. Oczywiście wypytywał skąd go znam, ale ja tylko powiedziałam, że uczyłam się z nim w podstawówce. Następne lekcje minęły luźno, wychowawczyni kazała wpłacać na wycieczkę, nie chcę na nią jechać, ale powiedziała, że to będzie integracja i wszyscy muszę, no trudno. Teraz długa przerwa, Jack zaproponował, żebym na stołówce usiadła z jego znajomymi, więc poznam więcej osób.
Mieliśmy wchodzić na stołówkę, ale znów zaczepił mnie Devries.
-Rose, możemy porozmawiać?
-Nie mam czasu.
-Tylko chwilę. -spojrzał na Jack'a.
-To ja poczekam na stołówce. - chłopak zwrócił się do mnie i poszedł.
-Nie poznałem cię...
-Bo nie jestem już grubą świnią? -zapytałam unosząc brwi. Brunet spuścił wzrok.
-Przepraszam.-powiedział cicho.
-Oh, nie ma za co. Na prawdę, przecież powiedziałeś to co myślałeś. Za szczerość się nie przeprasza. -wybuchłam.
Zatkało go, patrzył tylko na mnie smutnym wzrokiem.
-To było dawno... Zmusili mnie.
To było tak żałosne, że chciałam go wyśmiać, ale poczułam czyjąś rękę na swoim ramieniu.
-Widzę, że poznałeś moją siostrę? -to był Will z Charlie'm. Leo zmarszczył brwi.
-T...to jest twoja siostra? -wydukał.
-Oficjalnie jeszcze nie, ale to tylko kwestia czasu. -uśmiechnął się Loczek.
-Dobra ja muszę iść. -oznajmiłam i weszłam na stołówkę, rozejrzałam się i zobaczyłam Jack'a, który ruchem ręki dał mi do zrozumienia, żebym podeszła. Zrobił mi miejsce obok siebie i przestawił znajomym. Okazało się, że chłopcy grają w piłkę nożną w szkolnej drużynie. Jak byłam mała zawsze chciałam mieć chłopaka ze szkolnej drużyny, niestety moja nieśmiałość i wygląd nie pozwalały na to.
Podstawówka w żaden sposób nie kojarzy mi się ze szczęśliwym i beztroskim dzieciństwem. To był dla mnie koszar. Prawda jest taka, że faktycznie była gruba, ale czy to jest powód, żeby się z kogoś naśmiewać? Najwyraźniej.
Jednak codzienne wyzwiska ze strony oprawców były niczym w porównaniu do tego co zrobił mi Leo. Był moim przyjacielem, razem radziliśmy sobie z tym wszystkim, a on mimo tego, że wiedział jak to boli- zrobił coś o czym nigdy bym nie pomyślała, to on się nade mną znęcał. Jego słowa bolały najbardziej.
Jadłam jabłko i słuchałam rozmów moich znajomych.
-Możemy porozmawiać? -odwróciłam się i zobaczyłam Charlie'go.
-Yhyy. -mruknęłam przeżuwając jabłko i wstała. Blondyn złapał mnie za rękę i zaczął ciągnąć w stronę korytarza. Wyrwała swoją dłoń, nie chce żeby ktoś sobie, coś pomyślał. Podeszłam do kosza i wyrzuciłam ogryzek, a gdy się odwróciłam Lenehan przygwoździł mnie do szafek. Trochę się przestraszyłam. Ręce opierał po obu stronach mojej głowy i intensywnie patrzył w moje oczy. Próbowałam go odepchnąć, ale on ani drgnął.
-Co ty wyprawiasz?
-Rose musisz mi pomóc.
I już wiedziałam o co chodzi.
-Charlie to sprawa między tobą, a Sarą. Ja się w to nie mieszam. Możesz mnie puścić?
-Nie puszczę cię dopóki się nie zgodzisz. Nie możesz pomóc...przyjacielowi?
-Eh jak mnie puścisz to się zastanowię.
Chłopak powoli się odsunął.
-Nie pomogę ci. -oznajmiłam idąc w stronę stołówki. Nie podobało mi się jego zachowanie, nie jestem rzeczą i nie dam się tak traktować.
-Rozumiem i przepraszam. Nie powinienem się tak zachować. -powiedział ze skrucha. W tym momencie empatyczna część mnie odezwała się.
-Oh dobra, pomogę ci!-odwróciłam się na pięcie. Blondyn szeroko się uśmiechnął i podbiegł do mnie.
-Boże, Rose jesteś najlepsza!-przytulił mnie mocno.
-Ale żadnego całowania i kupujesz mi kwiaty.
-Przecież ja ci nawet kwiaciarnie za to kupię. -spojrzał na mnie zadowolony. -Na prawdę, ratujesz mi dupę. Wieczorem przyjdę do ciebie i wszystko obgadamy.
-A co tu obgadywać?
-Zobaczysz. Mam nadzieję, że ten chłopak nie będzie zazdrosny. -puścił mi oczko.
-Jack się nie dowie. -uśmiechnęłam się i wróciłam do znajomych.
Dzień minął w porządku, na każdej lekcji siedziałam z Jack'iem. Jest miły i dobrze wychowany, polubiłam go. Po szkole napisałam do mamy żeby po mnie nie przyjeżdżała, Jack zaproponował, że mnie odprowadzi. Miło z jego strony.
-To do jutra. - uśmiechnął się. Byliśmy już pod drzwiami mojego nowego domu.
-Do jutra. -odwzajemniłam uśmiech. Chłopak podszedł niepewnie i mnie przytulił. To było dla mnie nowe, nigdy nie miałam chłopaka, więc zwykłe przytulenie dużo dla mnie znaczy.
-Cześć. -jeszcze raz się uśmiechnął i poszedł. Weszła szybko do domu i oparłam się o drzwi. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Kurczę, poznałam go dopiero dzisiaj i już mi się podoba. Czy to dobrze?
-Co to za chłopak?- zza ściany pokazał się Will, a ja szybko odsunęłam się od drzwi i zdjęłam buty, ale nie potrafiłam przestać się uśmiechać.
-Kolega.
-Kolega? -zza loczka pokazał się Charlie.
-Podglądaliście?-chciałam być zła, ale nie potrafiłam i zaśmiałam się.
-Pamiętaj, że jak na razie jesteś moją dziewczyną. -uśmiechnął się blondyn.
Zignorowałam ich i pobiegłam do swojego pokoju
-Ej mieliśmy pogadać!
-Wieczorem! -odkrzyknęłam i trzasnęłam drzwiami. Wzięłam jakieś luźne ciuchy i poszłam do łazienki wziąć prysznic. Przebrałam się, związałam włosy w koka i wróciłam do pokoju. Na Facebook'u miałam kilka zaproszeń od osób, które dziś poznałam. Włączyłam Sorry Boys- Phoenix i położyłam na łóżku. Czy to możliwe, że między mną a Jack'iem może coś być? Dopiero dziś się poznaliśmy, ale... Podoba mi się. Nie wiem ile tak leżałam myśląc o tym co dziś się stało. Jack, Leo, Charlie tylko ich miałam w głowie.
Czy mam na co liczyć u Jack'a?
Czy to dobry pomysł udawać dziewczynę Charlie'go?
Jak mam ignorować Leo, który przyjaźni się z moim "bratem"?
-Rose chodź do mnie!- moje przemyślenia przerwał wrzask Will'a. Wstałam niechętnie, wzięłam telefon i poszłam do pokoju obok. Gdy tylko otworzyłam drzwi zobaczyłam Devries'a, który siedział na krzesełku przy biurku. Miałam ochotę wyjść, ale powstrzymałam się. Tchórz nawet na mnie nie spojrzał. Może to i lepiej... Weszłam w głąb pokoju. Na łóżku siedzieli Will i Charlie, wzięłam poduszkę i usiadłam pod ścianą, poduszkę położyłam na kolanach.
-To mów.
-No więc, w sobotę jest ta randka. -oznajmił.
-Mogę już iść?-zapytałam. Poczułam wibracje i uśmiechnęłam się widząc na wyświetlaczu imię Jack'a.
"Idziemy jutro razem do szkoły? xx "
/Do: Jack/
"Jadę z Will'em. Spotkamy się przed szkołą :)"
Wysłałam wiadomość i...oberwałam poduszką.
-Hej!
-Rose mówię do ciebie. Czy to ten koleś, który cię odprowadził? -zaśmiał się blondyn. -Fajny jest?
-Nie, nie jest. -burknął Leo. -Znam go. -dodał widząc nasze spojrzenia.
-Nie ważne... Co mówiłeś?
-Przyjdę po ciebie o 17. Musisz ubrać się jakoś ładnie.
-Najlepiej, żebyś pokazała nogi. -dodał loczek, a my się zaśmialiśmy.
-No. Musisz mi powiedzieć na co mogę sobie pozwolić? -zapytał, a ja zmarszczyłam brwi.
-Jak to?
-No wiesz, nie chcę robić czegoś przez co będziesz czuła się niekomfortowo.
-No nie wiem... Trzymanie za rękę chyba jest okej. -powiedziałam a oni wybuchli śmiechem.
-Trzymanie za ręce? Widać, że nigdy nie miałaś chłopaka.
-Nie będę się z tobą całować.
-W usta. Chyba jak dotknę wargami twojego policzka to nie zajdziesz w ciążę. -wszyscy wybuchliśmy śmiechem.
-Boże, ale z was idioci.
-Serio Rose. Chcę żeby Sara była zazdrosna. Musimy wyglądać... Słodko.
-Spoko oglądałam dużo filmów. Zrobimy tak: w grę wchodzi trzymanie za rękę, przytulanie, pozwolę ci nawet dotknąć wargami mojego policzka, ale żadnego całowania w ust, ani dotykania.
-Oj no weź, mam 17 lat.
-A ja 16 i mówię stanowcze NIE.
-Przecież ten Jack się nie dowie.
-Bo się rozmyśle.
-A jak kupię ci kwiaty?
-Oh zamknij się. Zaufaj mi, tak zagram twoją dziewczynę, że Sara na drugi dzień będzie cię przepraszać.
-I to mi się podoba.
Resztę wieczoru spędziłam z chłopakami. Charlie chyba chciał się podlizać, bo ciągle mówił mi jakieś komplementy, Will już miał tego dość, a Leo siedział cicho. Wyśmiewali się trochę z tego, że nigdy nie miałam chłopaka. Tak bardzo śmieszne. Później przyszła mama, wypytywała jak tam w szkole, co myślę o Will'u i co to za chłopak odprowadził mnie do domu.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej! <3
Prośba do osób, które jadą na koncert chłopaków: jeżeli będziecie nagrywać coś na snapchata (XD) chętnie obejrzę. Snapchat: xxkasixxd
I to tyle, mam nadzieję, że rozdział się podobał :)
-Kate xx
Ledwo co zdążyłam to wszystko zrobić, a do drzwi zaczął dobijać się Will.
-Rose, wyłaź!
-Poczekaj muszę umyć włosy.
-Chyba sobie żartujesz.- znów uderzył w drzwi. Zaśmiałam się i wyszłam. Zeszłam na dół i zrobiłam sobie herbatę. Poszłam do pokoju się spakować. Miałam jeszcze trochę czasu, więc włosy zaplotłam w kłosa, który opadał na moje ramię.
-Chodź musimy już iść. -do mojego pokoju wszedł Will.
Zeszliśmy na dół. Moja mama piła kawę.
-Już idziecie? -zapytała z uśmiechem
-Tak. -odpowiedziałam krótko i założyłam buty.
-Mam dziś wolne, więc przyjadę po ciebie!-krzyknęła, gdy wychodziliśmy.
Pojechaliśmy autobusem, chłopak pokazał mi moją szafkę, zaprowadził pod sale i powiedział, że jak coś to mam do niego pisać, a sam poszedł do swojej klasy.
Rozglądałam się i sporo twarzy kojarzę, w końcu mieszkałam tu przez większość mojego życia. Wzięłam plan do ręki i sprawdziłam, czy to na pewno ta sala.
-Mamy razem. -usłyszałam głos za sobą. Odwróciłam głowę i zobaczyłam chłopaka, który nachyla się nad moim ramieniem. -Jestem Jack. -uśmiechnął się, ukazując rządek białych zębów. Odwróciłam się do niego.
-Rose. -odwzajemniłam uśmiech.
-Nie widziałem cię wczoraj.
-Tak, dziś jest mój pierwszy dzień.
-Chodź, usiądziemy razem.
Weszliśmy razem do sali i zajęliśmy jedną z ławek.
-Znasz tu kogoś?- zapytał, gdy usiedliśmy.
-Wyprowadziłam się stąd trzy lata temu, ale nie utrzymywałam z nikim kontaktu. Znam tylko Will'a i Charlie'go, ale oni są ze starszej klasy.
-Uuu.
-Co? -zaśmiałam się.
-Nic, szkolni podrywacze. Wyglądasz na delikatną, więc lepiej nie pakuj się w związek z nimi. Ich przyjaciel uczy się z nami. -spięłam się na jego słowa. Już wiedziałam, że chodzi mu o Leo. Że też ze wszystkich klas musiałam trafić na tą.
-Nie zamierzam z nimi kręcić. Will prawdopodobnie będzie moim bratem...
-To dobrze. -chłopak uśmiechał się. Do sali weszła grupka chłopców, byli dość głośno. Przyjrzałam się, wśród nich był Leondre Devries. Zauważył, że się na niego gapię, uśmiechnął się szarmancko, a ja szybko odwróciłam się do Jack'a. Nie poznał mnie.
Zmienił się nie do poznania. Nie ma już włosów ściętych na tak zwanego "Biebera", tylko wygolone boki, a grzywka pofarbowana na blond, niesfornie opada mu na czoło. Szerokie sponie zamienił z wąskimi, a bluzę na t-shirt i koszule w kratę. Tylko oczy nadal były te same, smutne, dokładnie badające każdy element pomieszczenia.
Próbowałam zignorować fakt, że jestem w klasie ze znienawidzonym chłopakiem i rozmawiałam z nowym kolegą. Opowiadał mi o wycieczce, która miała się odbyć w następnym tygodniu, a ja mogłam mu się przyjrzeć. Ma tak jak ja niebieskie oczy, krótkie, ale też nie za krótkie, włosy i szeroki uśmiech, który nie znika z jego twarzy.
Przyszli jego znajomi, przedstawili się i usiedliśmy w ławkach przed nami. Mike- czarnoskóry, Jennifer -czarnowłosa, Ann- brunetka z kręconymi włosami.
Matematyka, lubię ten przedmiot. Dziwne? Chyba tak, ale jakoś zawsze dobrze mi szło. Weszła nauczycielka i zaczęła czytać listę. Najgorszy moment.
-Rosalie Nixton.
-Jestem. -podniosłam rękę. Byłam trochę ciekawa reakcji Leo, ale z drugiej strony bałam się. Jest możliwość, że mnie nie pamiętam? Wątpię.
-Ej Devries ciągle się na ciebie gapi. -stwierdził Jack, ale ja tylko wzruszyłam ramionami. Poznał. Cholera, co ja teraz zrobię? Mam udawać, że nigdy nic się nie stało i normalnie z nim rozmawiać, czy ignorować? Tak zdecydowanie ta druga opcja.
Całą lekcje siedziałam jak na szpilach, ciągle czułam jego wzrok na sobie.
Gdy zadzwonił dzwonek, ze spuszczoną głową powoli pakowałam swoje rzeczy do plecaka. Liczyłam na to, że Devries wyjdzie i nie będę musiała z nim rozmawiać. Niestety, przeliczyłam się.
-Rose? -uniosłam wzrok a przede mną stał brunet. Skanował moje ciało od góry do dołu. -Wróciłaś?
-Tak, przepraszam. Muszę iść. -spojrzałam na Jack'a i razem poszliśmy na kolejną lekcje. Oczywiście wypytywał skąd go znam, ale ja tylko powiedziałam, że uczyłam się z nim w podstawówce. Następne lekcje minęły luźno, wychowawczyni kazała wpłacać na wycieczkę, nie chcę na nią jechać, ale powiedziała, że to będzie integracja i wszyscy muszę, no trudno. Teraz długa przerwa, Jack zaproponował, żebym na stołówce usiadła z jego znajomymi, więc poznam więcej osób.
Mieliśmy wchodzić na stołówkę, ale znów zaczepił mnie Devries.
-Rose, możemy porozmawiać?
-Nie mam czasu.
-Tylko chwilę. -spojrzał na Jack'a.
-To ja poczekam na stołówce. - chłopak zwrócił się do mnie i poszedł.
-Nie poznałem cię...
-Bo nie jestem już grubą świnią? -zapytałam unosząc brwi. Brunet spuścił wzrok.
-Przepraszam.-powiedział cicho.
-Oh, nie ma za co. Na prawdę, przecież powiedziałeś to co myślałeś. Za szczerość się nie przeprasza. -wybuchłam.
Zatkało go, patrzył tylko na mnie smutnym wzrokiem.
-To było dawno... Zmusili mnie.
To było tak żałosne, że chciałam go wyśmiać, ale poczułam czyjąś rękę na swoim ramieniu.
-Widzę, że poznałeś moją siostrę? -to był Will z Charlie'm. Leo zmarszczył brwi.
-T...to jest twoja siostra? -wydukał.
-Oficjalnie jeszcze nie, ale to tylko kwestia czasu. -uśmiechnął się Loczek.
-Dobra ja muszę iść. -oznajmiłam i weszłam na stołówkę, rozejrzałam się i zobaczyłam Jack'a, który ruchem ręki dał mi do zrozumienia, żebym podeszła. Zrobił mi miejsce obok siebie i przestawił znajomym. Okazało się, że chłopcy grają w piłkę nożną w szkolnej drużynie. Jak byłam mała zawsze chciałam mieć chłopaka ze szkolnej drużyny, niestety moja nieśmiałość i wygląd nie pozwalały na to.
Podstawówka w żaden sposób nie kojarzy mi się ze szczęśliwym i beztroskim dzieciństwem. To był dla mnie koszar. Prawda jest taka, że faktycznie była gruba, ale czy to jest powód, żeby się z kogoś naśmiewać? Najwyraźniej.
Jednak codzienne wyzwiska ze strony oprawców były niczym w porównaniu do tego co zrobił mi Leo. Był moim przyjacielem, razem radziliśmy sobie z tym wszystkim, a on mimo tego, że wiedział jak to boli- zrobił coś o czym nigdy bym nie pomyślała, to on się nade mną znęcał. Jego słowa bolały najbardziej.
Jadłam jabłko i słuchałam rozmów moich znajomych.
-Możemy porozmawiać? -odwróciłam się i zobaczyłam Charlie'go.
-Yhyy. -mruknęłam przeżuwając jabłko i wstała. Blondyn złapał mnie za rękę i zaczął ciągnąć w stronę korytarza. Wyrwała swoją dłoń, nie chce żeby ktoś sobie, coś pomyślał. Podeszłam do kosza i wyrzuciłam ogryzek, a gdy się odwróciłam Lenehan przygwoździł mnie do szafek. Trochę się przestraszyłam. Ręce opierał po obu stronach mojej głowy i intensywnie patrzył w moje oczy. Próbowałam go odepchnąć, ale on ani drgnął.
-Co ty wyprawiasz?
-Rose musisz mi pomóc.
I już wiedziałam o co chodzi.
-Charlie to sprawa między tobą, a Sarą. Ja się w to nie mieszam. Możesz mnie puścić?
-Nie puszczę cię dopóki się nie zgodzisz. Nie możesz pomóc...przyjacielowi?
-Eh jak mnie puścisz to się zastanowię.
Chłopak powoli się odsunął.
-Nie pomogę ci. -oznajmiłam idąc w stronę stołówki. Nie podobało mi się jego zachowanie, nie jestem rzeczą i nie dam się tak traktować.
-Rozumiem i przepraszam. Nie powinienem się tak zachować. -powiedział ze skrucha. W tym momencie empatyczna część mnie odezwała się.
-Oh dobra, pomogę ci!-odwróciłam się na pięcie. Blondyn szeroko się uśmiechnął i podbiegł do mnie.
-Boże, Rose jesteś najlepsza!-przytulił mnie mocno.
-Ale żadnego całowania i kupujesz mi kwiaty.
-Przecież ja ci nawet kwiaciarnie za to kupię. -spojrzał na mnie zadowolony. -Na prawdę, ratujesz mi dupę. Wieczorem przyjdę do ciebie i wszystko obgadamy.
-A co tu obgadywać?
-Zobaczysz. Mam nadzieję, że ten chłopak nie będzie zazdrosny. -puścił mi oczko.
-Jack się nie dowie. -uśmiechnęłam się i wróciłam do znajomych.
Dzień minął w porządku, na każdej lekcji siedziałam z Jack'iem. Jest miły i dobrze wychowany, polubiłam go. Po szkole napisałam do mamy żeby po mnie nie przyjeżdżała, Jack zaproponował, że mnie odprowadzi. Miło z jego strony.
-To do jutra. - uśmiechnął się. Byliśmy już pod drzwiami mojego nowego domu.
-Do jutra. -odwzajemniłam uśmiech. Chłopak podszedł niepewnie i mnie przytulił. To było dla mnie nowe, nigdy nie miałam chłopaka, więc zwykłe przytulenie dużo dla mnie znaczy.
-Cześć. -jeszcze raz się uśmiechnął i poszedł. Weszła szybko do domu i oparłam się o drzwi. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Kurczę, poznałam go dopiero dzisiaj i już mi się podoba. Czy to dobrze?
-Co to za chłopak?- zza ściany pokazał się Will, a ja szybko odsunęłam się od drzwi i zdjęłam buty, ale nie potrafiłam przestać się uśmiechać.
-Kolega.
-Kolega? -zza loczka pokazał się Charlie.
-Podglądaliście?-chciałam być zła, ale nie potrafiłam i zaśmiałam się.
-Pamiętaj, że jak na razie jesteś moją dziewczyną. -uśmiechnął się blondyn.
Zignorowałam ich i pobiegłam do swojego pokoju
-Ej mieliśmy pogadać!
-Wieczorem! -odkrzyknęłam i trzasnęłam drzwiami. Wzięłam jakieś luźne ciuchy i poszłam do łazienki wziąć prysznic. Przebrałam się, związałam włosy w koka i wróciłam do pokoju. Na Facebook'u miałam kilka zaproszeń od osób, które dziś poznałam. Włączyłam Sorry Boys- Phoenix i położyłam na łóżku. Czy to możliwe, że między mną a Jack'iem może coś być? Dopiero dziś się poznaliśmy, ale... Podoba mi się. Nie wiem ile tak leżałam myśląc o tym co dziś się stało. Jack, Leo, Charlie tylko ich miałam w głowie.
Czy mam na co liczyć u Jack'a?
Czy to dobry pomysł udawać dziewczynę Charlie'go?
Jak mam ignorować Leo, który przyjaźni się z moim "bratem"?
-Rose chodź do mnie!- moje przemyślenia przerwał wrzask Will'a. Wstałam niechętnie, wzięłam telefon i poszłam do pokoju obok. Gdy tylko otworzyłam drzwi zobaczyłam Devries'a, który siedział na krzesełku przy biurku. Miałam ochotę wyjść, ale powstrzymałam się. Tchórz nawet na mnie nie spojrzał. Może to i lepiej... Weszłam w głąb pokoju. Na łóżku siedzieli Will i Charlie, wzięłam poduszkę i usiadłam pod ścianą, poduszkę położyłam na kolanach.
-To mów.
-No więc, w sobotę jest ta randka. -oznajmił.
-Mogę już iść?-zapytałam. Poczułam wibracje i uśmiechnęłam się widząc na wyświetlaczu imię Jack'a.
"Idziemy jutro razem do szkoły? xx "
/Do: Jack/
"Jadę z Will'em. Spotkamy się przed szkołą :)"
Wysłałam wiadomość i...oberwałam poduszką.
-Hej!
-Rose mówię do ciebie. Czy to ten koleś, który cię odprowadził? -zaśmiał się blondyn. -Fajny jest?
-Nie, nie jest. -burknął Leo. -Znam go. -dodał widząc nasze spojrzenia.
-Nie ważne... Co mówiłeś?
-Przyjdę po ciebie o 17. Musisz ubrać się jakoś ładnie.
-Najlepiej, żebyś pokazała nogi. -dodał loczek, a my się zaśmialiśmy.
-No. Musisz mi powiedzieć na co mogę sobie pozwolić? -zapytał, a ja zmarszczyłam brwi.
-Jak to?
-No wiesz, nie chcę robić czegoś przez co będziesz czuła się niekomfortowo.
-No nie wiem... Trzymanie za rękę chyba jest okej. -powiedziałam a oni wybuchli śmiechem.
-Trzymanie za ręce? Widać, że nigdy nie miałaś chłopaka.
-Nie będę się z tobą całować.
-W usta. Chyba jak dotknę wargami twojego policzka to nie zajdziesz w ciążę. -wszyscy wybuchliśmy śmiechem.
-Boże, ale z was idioci.
-Serio Rose. Chcę żeby Sara była zazdrosna. Musimy wyglądać... Słodko.
-Spoko oglądałam dużo filmów. Zrobimy tak: w grę wchodzi trzymanie za rękę, przytulanie, pozwolę ci nawet dotknąć wargami mojego policzka, ale żadnego całowania w ust, ani dotykania.
-Oj no weź, mam 17 lat.
-A ja 16 i mówię stanowcze NIE.
-Przecież ten Jack się nie dowie.
-Bo się rozmyśle.
-A jak kupię ci kwiaty?
-Oh zamknij się. Zaufaj mi, tak zagram twoją dziewczynę, że Sara na drugi dzień będzie cię przepraszać.
-I to mi się podoba.
Resztę wieczoru spędziłam z chłopakami. Charlie chyba chciał się podlizać, bo ciągle mówił mi jakieś komplementy, Will już miał tego dość, a Leo siedział cicho. Wyśmiewali się trochę z tego, że nigdy nie miałam chłopaka. Tak bardzo śmieszne. Później przyszła mama, wypytywała jak tam w szkole, co myślę o Will'u i co to za chłopak odprowadził mnie do domu.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej! <3
Prośba do osób, które jadą na koncert chłopaków: jeżeli będziecie nagrywać coś na snapchata (XD) chętnie obejrzę. Snapchat: xxkasixxd
I to tyle, mam nadzieję, że rozdział się podobał :)
-Kate xx
piątek, 26 lutego 2016
1. New life.
*WILL*
Po lekcjach najwolniej jak się dało poszedłem do domu.
Czy to jest fair, że mój stary lokuje w naszym domu dwie kobiety bez mojej zgody? Nie, sądzę, że nie. Leondre powiedział, że w świetle prawa mam gówno do powiedzenia. Głupi prawnik. Ja przeżywam to, że moje życie rodzinne się rujnuje, a moi przyjaciele sobie z tego żartują.
Chyba czas znaleźć nowych przyjaciół... Ta chyba byłbym głupi. Lenehan'a znam jeszcze z podstawówki, zawsze trzymaliśmy się razem. Jest zajebistym przyjacielem, no może czasem przeszkadza mi jego kariera, ma dużo obowiązków, więc rzadko może się wyrwać na imprezę w weekend, ale w sumie i tak prawie cały tydzień się widzimy. Pomijając wakacje, które spędził koncentrują po europie.
Leo jest po prostu znajomym. Zadaję się z nim, bo to przyjaciel Charlie'go. Nic do niego nie mam, po prostu lepiej się dogaduję z jego przyjacielem. Leondre jest specyficznym człowiekiem; siedzi z nami żartuje itd., a po chwili zakłada słuchawkę i zamyka się w swoim świecie. Szanuję to i pozwalam na chwilę samotności w naszym towarzystwie. Wiem, co przeszedł.
Jedyną rzeczą, która bardziej łączy mnie z Leo, niż z Charlie'm, są dziewczyny. Lenehan ma już swoją wybrankę, a ja z młodym wyrywamy wszystko, co piękne.
Niestety w końcu doszedłem do mojego domu, przepełnionego miłością. Tsa, ostatnio jedyne co robię z moim ojcem to się kłócę. Czy on nie rozumie, że Susan, jako jedyna kobieta, w naszym domu wystarczy? No polubiłem ją, ale po co mi jej córka? Obstawiam, że ma 14 lat i jak zobaczy moich przyjaciół to zemdleje ze szczęścia. Takie czasy, 14-latka, która nie jest bambino, nie jest 14-latką.
Otworzyłem drzwi i wszedłem powoli w głąb domu, oczywiście przybrałem minę chama.
-Cześć Will jak tam w szkole? -zapytała średniego wzrostu brunetka rozstawiając talerze w jadalni.
-Dobrze.-odpowiedziałem krótko i wbiegłem po schodach.
-Zapukaj do Rose i chodźcie na obiad. -usłyszałem jeszcze, a więc ma na imię Rose. Podszedłem do drzwi pokoju, który przygotowała Susan dla swojej córki i uderzyłem w nie pięścią.
Wszedłem do swojego pokoju, rzuciłem plecak i zbiegłem na dół.
W jadalni był już ojciec, a moja macocha nakładała jedzenie.
-Może jakieś dzień dobry?
-Oh dzień dobry ojcze. -powiedziałem z ironicznym uśmiechem.
Usiadłem przy stole, usłyszałem ciche zamykanie drzwi, a po chwili nade mną stała dziewczyna.
Spojrzałem na nią od niechcenia.
Dobra pomyliłem się.
Dziewczyna wyglądała na zdrową psychicznie, a co więcej była bardzo ładna. Miała długie, jasne brązowe włosy. Były proste, ale nie były jakieś ulizane, czy coś, wręcz przeciwnie, niedokładnie ogarnięte na bok. Wielkie niebieskie oczy od razu przykuły moją uwagę, a makijaż był estetyczny. Miała na oko metr sześćdziesiąt, coś takiego, a figurę idealną.
Zatkało mnie, bo w żaden sposób nie przypominała mi 14-latki, którą sobie wyobrażałem.
-Hej, jestem Rose. -podała mi rękę, którą uścisnąłem.
-Will.
Dziewczyna usiadła przy stole i zaczęliśmy jeść.
Dowiedziałem się, że Rose wyprowadziła się z miasta 3 lata temu do ojca. Będzie chodzić do naszej szkoły i ma 16 lat.
Nie dowiedziałem się tego od niej, tylko od naszych rodziców, którzy próbowali zmusić nas do rozmowy. Dziewczyna wyglądała jakby była tu z przymusu. Siedziała i grzebała w talerzu. Chciałem powiedzieć: "Co ty złota szukasz?", ale się powstrzymałem. Kiedyś mama zawsze tak do mnie mówiła...
-Dobra, widzę, że nie jesteście za bardzo chętni do rozmów... Możecie iść do siebie. -uratowała mnie Susan.
Jak najszybciej odsunąłem krzesło, a co było śmieszne brunetka zrobiła to w tym samym czasie co ja. Spojrzałem na nią, a ona szybko skierowała się do swojego pokoju i tyle ją widziałem.
Siedziałem na kanapie, przed telewizorem ponad 3 godziny, rodzice wyszli a ja chciałem ją poznać...bez wzajemności, bo przez te 3 godziny nie wyszła ze swojego pokoju.
Już nie myślałem o tym jak wygonić ją z mojego domu, tylko jak poznać. Tak jestem powierzchowny, gdy zobaczyłem jak wygląda, to zmieniłem zdanie.
Siedziałem, siedziałem, siedziałem, a ona nawet nie wyszła do łazienki.
Koniec, ona nie chce przyjść, to ja do niej pójdę. Wyłączyłem telewizor i pobiegłem do jej pokoju. To mój dom, więc wszedłem bez pukania, przygotowany na jakiś tekst "co tam?" czy coś, ale gdy przekroczyłem próg zatrzymałem się.
Dziewczyna leżała na łóżku ze słuchawkami w uszach. Od razu usiadła na łóżku, a ja patrzyłem na nią jak idiota.
Miała rozczochrane włosy i lekko rozmazany makijaż pod oczami. Wyglądała uroczo.
-Coś się stało? -zapytała zaspanym głosem i wyjęła słuchawki.
-Em, nie wychodziłaś z pokoju, więc... Przyszedłem. -podrapałem się po karku.
-Zasnęłam. -ogarnęłam włosy do tyłu. -Nie patrz się tak, pewnie wyglądam jak gówno. -potarła opuszkami palców dolne powieki, jakby wiedziała, że jej makijaż jest rozmazany.
Ogarnąłem się i usiadłem na jej łóżku.
-W sumie nie wyglądasz, aż tak źle. -stwierdziłem i rozprostowałem nogi. Brunetka zabrała poduszkę, żebym nie położył na niej nóg. Uśmiechnąłem się pod nosem.
-To po co przyszedłeś?
-Skoro mamy razem mieszkać to powinniśmy się poznać.
*ROSE*
Nie podobało mi się to, że wszedł do mojego pokoju bez pukania. Co jeśli bym się przebierała? Cenię sobie prywatność.
Muszę przyznać, że mam przystojnego "brata". Jest ode mnie wyższy o głowę, dobrze zbudowany, a brązowe loczki uroczo opadały na jego czoło.
-Nie wyglądałeś jakbyś chciał mnie poznać. - przypomniałam sobie jego obojętność podczas obiadu.
-Bo nie chciałem.
-Więc nie musisz.
Czułam się trochę nie zręcznie, bo byłam w koszulce. Sięgnęłam po bluzę i założyłam ją.
-Teraz chce. -uśmiechnął się.
-A może ja nie chcę?- uniosłam brwi i wyczołgałam się spod kołdry.
-Nie masz wyjścia.
Po lekcjach najwolniej jak się dało poszedłem do domu.
Czy to jest fair, że mój stary lokuje w naszym domu dwie kobiety bez mojej zgody? Nie, sądzę, że nie. Leondre powiedział, że w świetle prawa mam gówno do powiedzenia. Głupi prawnik. Ja przeżywam to, że moje życie rodzinne się rujnuje, a moi przyjaciele sobie z tego żartują.
Chyba czas znaleźć nowych przyjaciół... Ta chyba byłbym głupi. Lenehan'a znam jeszcze z podstawówki, zawsze trzymaliśmy się razem. Jest zajebistym przyjacielem, no może czasem przeszkadza mi jego kariera, ma dużo obowiązków, więc rzadko może się wyrwać na imprezę w weekend, ale w sumie i tak prawie cały tydzień się widzimy. Pomijając wakacje, które spędził koncentrują po europie.
Leo jest po prostu znajomym. Zadaję się z nim, bo to przyjaciel Charlie'go. Nic do niego nie mam, po prostu lepiej się dogaduję z jego przyjacielem. Leondre jest specyficznym człowiekiem; siedzi z nami żartuje itd., a po chwili zakłada słuchawkę i zamyka się w swoim świecie. Szanuję to i pozwalam na chwilę samotności w naszym towarzystwie. Wiem, co przeszedł.
Jedyną rzeczą, która bardziej łączy mnie z Leo, niż z Charlie'm, są dziewczyny. Lenehan ma już swoją wybrankę, a ja z młodym wyrywamy wszystko, co piękne.
Niestety w końcu doszedłem do mojego domu, przepełnionego miłością. Tsa, ostatnio jedyne co robię z moim ojcem to się kłócę. Czy on nie rozumie, że Susan, jako jedyna kobieta, w naszym domu wystarczy? No polubiłem ją, ale po co mi jej córka? Obstawiam, że ma 14 lat i jak zobaczy moich przyjaciół to zemdleje ze szczęścia. Takie czasy, 14-latka, która nie jest bambino, nie jest 14-latką.
Otworzyłem drzwi i wszedłem powoli w głąb domu, oczywiście przybrałem minę chama.
-Cześć Will jak tam w szkole? -zapytała średniego wzrostu brunetka rozstawiając talerze w jadalni.
-Dobrze.-odpowiedziałem krótko i wbiegłem po schodach.
-Zapukaj do Rose i chodźcie na obiad. -usłyszałem jeszcze, a więc ma na imię Rose. Podszedłem do drzwi pokoju, który przygotowała Susan dla swojej córki i uderzyłem w nie pięścią.
Wszedłem do swojego pokoju, rzuciłem plecak i zbiegłem na dół.
W jadalni był już ojciec, a moja macocha nakładała jedzenie.
-Może jakieś dzień dobry?
-Oh dzień dobry ojcze. -powiedziałem z ironicznym uśmiechem.
Usiadłem przy stole, usłyszałem ciche zamykanie drzwi, a po chwili nade mną stała dziewczyna.
Spojrzałem na nią od niechcenia.
Dobra pomyliłem się.
Dziewczyna wyglądała na zdrową psychicznie, a co więcej była bardzo ładna. Miała długie, jasne brązowe włosy. Były proste, ale nie były jakieś ulizane, czy coś, wręcz przeciwnie, niedokładnie ogarnięte na bok. Wielkie niebieskie oczy od razu przykuły moją uwagę, a makijaż był estetyczny. Miała na oko metr sześćdziesiąt, coś takiego, a figurę idealną.
Zatkało mnie, bo w żaden sposób nie przypominała mi 14-latki, którą sobie wyobrażałem.
-Hej, jestem Rose. -podała mi rękę, którą uścisnąłem.
-Will.
Dziewczyna usiadła przy stole i zaczęliśmy jeść.
Dowiedziałem się, że Rose wyprowadziła się z miasta 3 lata temu do ojca. Będzie chodzić do naszej szkoły i ma 16 lat.
Nie dowiedziałem się tego od niej, tylko od naszych rodziców, którzy próbowali zmusić nas do rozmowy. Dziewczyna wyglądała jakby była tu z przymusu. Siedziała i grzebała w talerzu. Chciałem powiedzieć: "Co ty złota szukasz?", ale się powstrzymałem. Kiedyś mama zawsze tak do mnie mówiła...
-Dobra, widzę, że nie jesteście za bardzo chętni do rozmów... Możecie iść do siebie. -uratowała mnie Susan.
Jak najszybciej odsunąłem krzesło, a co było śmieszne brunetka zrobiła to w tym samym czasie co ja. Spojrzałem na nią, a ona szybko skierowała się do swojego pokoju i tyle ją widziałem.
Siedziałem na kanapie, przed telewizorem ponad 3 godziny, rodzice wyszli a ja chciałem ją poznać...bez wzajemności, bo przez te 3 godziny nie wyszła ze swojego pokoju.
Już nie myślałem o tym jak wygonić ją z mojego domu, tylko jak poznać. Tak jestem powierzchowny, gdy zobaczyłem jak wygląda, to zmieniłem zdanie.
Siedziałem, siedziałem, siedziałem, a ona nawet nie wyszła do łazienki.
Koniec, ona nie chce przyjść, to ja do niej pójdę. Wyłączyłem telewizor i pobiegłem do jej pokoju. To mój dom, więc wszedłem bez pukania, przygotowany na jakiś tekst "co tam?" czy coś, ale gdy przekroczyłem próg zatrzymałem się.
Dziewczyna leżała na łóżku ze słuchawkami w uszach. Od razu usiadła na łóżku, a ja patrzyłem na nią jak idiota.
Miała rozczochrane włosy i lekko rozmazany makijaż pod oczami. Wyglądała uroczo.
-Coś się stało? -zapytała zaspanym głosem i wyjęła słuchawki.
-Em, nie wychodziłaś z pokoju, więc... Przyszedłem. -podrapałem się po karku.
-Zasnęłam. -ogarnęłam włosy do tyłu. -Nie patrz się tak, pewnie wyglądam jak gówno. -potarła opuszkami palców dolne powieki, jakby wiedziała, że jej makijaż jest rozmazany.
Ogarnąłem się i usiadłem na jej łóżku.
-W sumie nie wyglądasz, aż tak źle. -stwierdziłem i rozprostowałem nogi. Brunetka zabrała poduszkę, żebym nie położył na niej nóg. Uśmiechnąłem się pod nosem.
-To po co przyszedłeś?
-Skoro mamy razem mieszkać to powinniśmy się poznać.
*ROSE*
Nie podobało mi się to, że wszedł do mojego pokoju bez pukania. Co jeśli bym się przebierała? Cenię sobie prywatność.
Muszę przyznać, że mam przystojnego "brata". Jest ode mnie wyższy o głowę, dobrze zbudowany, a brązowe loczki uroczo opadały na jego czoło.
-Nie wyglądałeś jakbyś chciał mnie poznać. - przypomniałam sobie jego obojętność podczas obiadu.
-Bo nie chciałem.
-Więc nie musisz.
Czułam się trochę nie zręcznie, bo byłam w koszulce. Sięgnęłam po bluzę i założyłam ją.
-Teraz chce. -uśmiechnął się.
-A może ja nie chcę?- uniosłam brwi i wyczołgałam się spod kołdry.
-Nie masz wyjścia.
-Okej, jestem Rose i mam 16 lat. Możesz już wyjść?- przekręciłam głowę. Staram się być miła, ale jego arogancka pewność siebie nie pozwala mi na to.
-Ło, ło!Jesteś nie miła.
-Ty arogancki.- odbiłam pałeczkę.
-Tak, wiem.-odpowiedział pewnie, co wywołało u mnie śmiech.- Jestem też zabawny.
-Nie wątpię.- sięgnęłam po telefon i zaczęłam przeglądać jakieś stronki.
-To może pogadamy?- zasugerował.
-Mhmm.
-To może coś powiedz? Rozmowa wymaga wysiłku z obu stron.
-Jak mnie o coś zapytasz to odpowiem.- powiedziałam nie odrywając oczu od telefon. Chłopak westchnął.
-Okej. To skoro tu mieszkałaś to pewnie kogoś znasz?- próbował mnie zmusić do rozmowy.
Nie to, że nie chciałam z nim rozmawiać. Nie chciałam tu być. Nienawidzę tego miasta.
Musiałam tu wrócić tylko dlatego, że mój ojciec stracił pracę. Znalazł nową, ale niestety mniej płatną i nie może mnie utrzymywać. Powiedział, że jak tylko znajdzie lepszą pracę to od razu będę mogła do niego wrócić, więc nie mam zamiaru się przywiązywać do tego miejsca i ludzi.
-Znam kilka osób, ale nie utrzymuje z nimi kontaktu.
-To może ty teraz zadaj mi pytanie?- uniósł brwi.
-Kiedy wrócą nasi rodzice?
-Boże...znamy się kilka godzin, a ty już robisz wszystko żebym cię nie lubił.
Powoli odłożyłam telefon i spojrzałam na niego. Chyba się trochę speszył, bo odwrócił wzrok.
-Dobrze przepraszam, co chciałbyś o mnie wiedzieć?- zapytałam najmilej jak potrafiłam.
-Hmm...- znów na mnie spojrzał.- Już wiem, że jesteś wredna, dziwna i, że będziemy razem chodzić do szkoły.- spojrzałam na niego z przymrużonych oczu.
-Nie jestem wredna.
-Jesteś. Sama powiedz coś o sobie. Masz przyjaciół, chłopaka, psa, kota, stany lękowe?
Okej, teraz to zmarszczyłam brwi ze zdziwienia.
-Stany lękowe?
-Słyszałem jak nasi rodzice rozmawiali o tobie i psychologu.- oznajmił niepewnie.
Ha, super.
-Nie, nie mam stanów lękowych.
-To o co chodziło z tym psychologiem?- zapytał, ale już nie był pewny siebie.
-Nie mam chłopaka.- spuściłam głowę.
-Wiesz, że mieszkamy razem i prędzej czy później się dowiem?
-Kota, ani psa też nie mam.- próbowałam uniknąć tematu. Chłopak zaśmiał się.
-Boże z kim ja mieszkam...- złapał się za głowę. Mimowolnie zaśmiałam się.
-Tak, jestem dziwna.
Powoli odłożyłam telefon i spojrzałam na niego. Chyba się trochę speszył, bo odwrócił wzrok.
-Dobrze przepraszam, co chciałbyś o mnie wiedzieć?- zapytałam najmilej jak potrafiłam.
-Hmm...- znów na mnie spojrzał.- Już wiem, że jesteś wredna, dziwna i, że będziemy razem chodzić do szkoły.- spojrzałam na niego z przymrużonych oczu.
-Nie jestem wredna.
-Jesteś. Sama powiedz coś o sobie. Masz przyjaciół, chłopaka, psa, kota, stany lękowe?
Okej, teraz to zmarszczyłam brwi ze zdziwienia.
-Stany lękowe?
-Słyszałem jak nasi rodzice rozmawiali o tobie i psychologu.- oznajmił niepewnie.
Ha, super.
-Nie, nie mam stanów lękowych.
-To o co chodziło z tym psychologiem?- zapytał, ale już nie był pewny siebie.
-Nie mam chłopaka.- spuściłam głowę.
-Wiesz, że mieszkamy razem i prędzej czy później się dowiem?
-Kota, ani psa też nie mam.- próbowałam uniknąć tematu. Chłopak zaśmiał się.
-Boże z kim ja mieszkam...- złapał się za głowę. Mimowolnie zaśmiałam się.
-Tak, jestem dziwna.
-Wiesz co? -otworzył okno i usiadł na parapecie. Wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów i zapalił jednego. Przekręciłam oczami. Nienawidzę tego smrodu. -Mam nadzieję, że nie powiesz mojemu ojcu?
-Twój rak płuc mnie nie interesuje.
-Na coś trzeba umrzeć, nie?
-To co chciałeś powiedzieć? -zapytałam.
-Chciałem zrobić wszystko żebyś znowu wyprowadziła się z powrotem do ojca. -zaśmiał się. -Ale możesz zostać.
-O jaka łaska. Myślę, że nie miał byś dużo do powodzenia, bo mój ojciec na razie ma problemy finansowe, więc muszę tu być. Jak tylko znajdzie lepszą pracę, wracam do na niego.
Jak tak na niego patrzyłam... Nie wiem czy można tak powiedzieć, ale pasuje do niego papieros, wygląda tak...artystycznie?
-Szkoda, wydajesz się fajna.
Uśmiechnęłam się na jego słowa.
-Ty też, w sumie...miły jesteś. -oboje się zaśmieliśmy.
-To powiesz mi o co chodzi z tym psychologiem? Nie ukrywam, że mnie to ciekawi.
-Eh, nie, nie mam stanów lękowych. -chłopak się zaśmiał. -Kiedyś miałam problemy w szkole i mama zapisała mnie do psychologa. Myśli, że nadal mam problem. Jak zauważyłeś, jestem dziwna i mało towarzyska. Mama uważa, że tak nie powinno być i chce mnie zaprowadzić do psychologa. -spuściłam głowę.
-Ej przecież to nic takiego. Przy mnie będziesz musiała zrobić się towarzyska. -chłopak wyrzucił papierosa i zamknął okno. Usiadł obok mnie.
Rozmawialiśmy jakąś godzinę. Muszę przyznać, że Will jest na prawdę spoko chłopakiem. Myślę, że się dogadamy.
Po godzinie wyszedł do sklepu, a ja zeszłam na dół zrobić coś do jedzenia.
Szperałam po szafkach, ale nic ciekawego nie znalazłam. Za to w zamrażarce były lody. Wyjęłam je, a potem szukałam łyżki.
Nagle usłyszałam otwieranie drzwi, a potem trzask. Ktoś wszedł do domu. Odwróciłam się i zobaczyłam wysokiego blondyna. Stał i patrzył na mnie.
-Co ty tu robisz? -zapytał po chwili.
-To chyba ja powinnam o to zapytać.
-Charlie. A ty to pewnie nowa siostra Will'a. Nie masz 14 lat.-uśmiechnął się lekko.
-Czemu miałabym mieć... Hej, ty jesteś Melody, prawda?
-Fanka?
-Ta, psycho... Pewnie jesteś znajomym Will'a, wiesz gdzie są łyżki? -zapytałam i odwróciłam się do niego tyłem.
-Szuflada na prawo, weź od razu dwie. -powiedział, po głosie można było wywnioskować, że jest zły.
Faktycznie w szufladzie były łyżki, wzięłam dwie i poszłam na kanapę. Usiadłam po turecku i otworzyłam pudełko z lodami. Chłopak zaraz znalazł się obok i podałam mu łyżkę.
-Nadal nie wiem jak się nazywasz. -zaczął jeść lody.
-Rose .
-Miło mi. Moje imię już znasz.
Gdy to powiedział do domu przyszedł Will.
-Ej czemu jecie moje lody? -zapytał patrząc na nas zły.
-Em przepraszam. Ja może pójdę do siebie.
Głupio mi się zrobiło. To nie mój dom i chyba nie mam prawa jeść lodów głęboko schowanych za mięsem w zamrażarce. Gdyby ktoś jadł moje lody wkurzyłabym się.
Wstałam.
-Nie, nie żartuje. -loczek uniósł ręce. -Możesz je zjeść. -dodał szybko, widząc moją reakcje. -A ty co tu robisz? -zapytał Charliego. Rzucił klucze i zakupy na wysepkę w kuchni.
-Mam problem. -przeczesał nerwowo włosy.
-Dobra to idę do siebie. -znowu wstałam.
-Stój jesteś dziewczyną, może mi pomożesz i powiesz jakim wielkim idiotą jestem. -spojrzałam na Charlie'go. Wcześniej był wkurzony teraz bardziej smutny. Powoli usiadłam, Will również podszedł.
-Lepiej usiądzie wygodnie. -pff dwa razy nie trzeba powtarzać. Położyłam się na rogówce, a nogi zarzuciłam na oparcie.
-No mów stary. -ponaglił go brunet.
-Spotkałem się z Sarą...moją byłą.-spojrzał na Will'a.
-Co?!
-Słuchaj dalej. Mieliśmy iść do kina na komedię romantyczną, chciałem potem zabrać ją na jakąś kolację, czy coś... A wiecie co ona zrobiła?! Poprosiła mnie o spacer! Już wiedziałem, że coś jest nie tak. Chodziliśmy jakieś pół godziny w ciszy i wiecie, co ona mi powiedziała?! Że ma innego i, że z nami koniec.
Blondyn cały czas patrzył przed siebie, szkoda mi się go zrobiło.
-I tak jej nie lubiłem, to suka. -stwierdził Will, a ja mu posłałam groźne spojrzenie.
-Charlie...nie jesteś idiotą. -powiedziałam i w duchu zaśmiałam się. Znam go pół godziny, co miałam powiedzieć?
-To jeszcze nie koniec... Ona powiedziała, że ma innego, więc... Ja też powiedziałem, że mam kogoś.
-No i dobra, niech wie, że nie jesteś ofiarą.
-Chłopie ty nic nie rozumiesz, ona chce się spotkać na podwójnej randce.
Will nie wytrzymał i wybuchł śmiechem, a ja ze względu na to, że mi go szkoda powstrzymałam się.
-W skali od 1 do 10 jaki ze mnie idiota? -skierował się do mnie.
-W skali od 1 do 10 jaki ze mnie idiota? -skierował się do mnie.
-No wiesz...
-Szczerze.
-7 i pół.
Will zwijał się ze śmiechu, a Charlie z zażenowania.
-Ile byliście razem?
-Trzy miesiące, ale przywiązałem się do niej. -powiedział. Słodko.-Nie chciałem końca naszego związku.
-Daj spokój. -usiadłam prosto. -Ona cię zdradzała. Zasługujesz na lepszą. -walnęłam tym żałosnym testem.
-Heh, ale ona chce iść na podwójną randkę.
-Podwójna randka...Ej Melody przecież ona myśli, że wymyśliłeś sobie tą laskę...
-W sumie to wymyślił. -wtrącił loczek.
-Ja to wiem, wy to wiecie, ale ona nie musi. Ona myśli, że ją sobie wymyśliłeś, dlatego wymyśliła tą "podwójną randkę ",-Boże jak to okropnie brzmi- żeby cię upokorzyć.
-Noi jej się udało, bo skąd ja wezmę laskę, która będzie udawać moją dziewczynę?- i w tym momencie obaj spojrzeli na mnie. -Rose...
-Nie.
-Rose jesteś o wiele ładniejsza od niej, na pewno będzie zazdrosna. -powiedział Will.
-To miłe, ale nie.
-Dlaczego?
-Nigdy nie miałam chłopaka, ja nawet nie wiem jak mam się zachowywać. Kurde, nie i koniec.
-Eh, chyba zostaje tylko powiesić się. -blondyn schował twarz w dłonie.
-Spoko, znajdziemy ci jakaś laskę.
Resztę wieczoru siedzieliśmy i rozmawialiśmy, opowiedziałam im trochę o sobie, oni mi trochę o sobie i poznaliśmy się. Jestem przerażona znajomością z Charlie'm... Przecież on ma duet z Leo, a ostanie na co mam ochotę to się z nim spotkać. Nie mam pojęcia jak ja to przetrwam.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej!
Miało dziś nie być, ale jak widać jest. Dałam radę!
Pojawiła się Rose, i jak wrażenia? Na razie nudy, spokojnie rozkręci się. XD
Jak wam się podoba cover Charlie'go "Pillowtalk"? Moim zdaniem boski.<3
Zdziwiłam się trochę, sporo osób pisało, że brzmi jak żaba.
Kurdę z nimi naprawdę jest coś nie tak XD
https://www.youtube.com/watch?v=njW7-N0KkHw
Nie mam pojęcia kiedy będzie następny rozdział, prawdopodobnie w czwartek.
Komentarze motywują :)
Pozdrawiam
-K xx
wtorek, 23 lutego 2016
Prolog.
Chciała jak najszybciej pójść na parapet, na którym zawsze siedziała ze swoim przyjacielem... Ukrywali się tam, od wyzwisk, kpin i niezrozumienia.
Dawała sobie radę tylko dzięki niemu, on ją słuchał i rozumiał. Dzięki niemu wstawała rano z łóżka i radziła sobie z piekłem na ziemi.
Szła ze spuszczoną głową przez korytarz, słyszała śmiechy; nienawidziła ich.
-O patrzcie kogo my tu mamy. Chyba ci się przytyło, co? -cały korytarz wybuchł śmiechem, a jeden z chłopców ściągnął plecak z jej ramienia i wysypał jego zawartość na ziemię. -Przestawiłaś się na wodę? Hahaha to i tak nic nie pomoże. Jesteś gruba i brzydka! -krzyknął i kopnął jej książki.
W tłumie obserwatorów, stał brunet ze smutnymi oczami, oprawca od razu zwrócił na niego uwagę.
-O Devries, chodź tu frajerze. -podszedł do niego i siłą pociągnął w stronę dziewczyny, która ledwo powstrzymywała się od płaczu. -Spójrz na nią...z ciebie może coś wyrosnąć, ale z niej? -zapytał ironicznie. -To gruba świnia. Śmiało Devries, powiedz jej to.-brunet stał ze spuszczoną głową. To przecież jego jedyna przyjaciółka.- Powiedz to! Powiedz, że jest grubą świnią!-krzyknął zdenerwowany i zaczął szarpać chłopaka.
-O Devries, chodź tu frajerze. -podszedł do niego i siłą pociągnął w stronę dziewczyny, która ledwo powstrzymywała się od płaczu. -Spójrz na nią...z ciebie może coś wyrosnąć, ale z niej? -zapytał ironicznie. -To gruba świnia. Śmiało Devries, powiedz jej to.-brunet stał ze spuszczoną głową. To przecież jego jedyna przyjaciółka.- Powiedz to! Powiedz, że jest grubą świnią!-krzyknął zdenerwowany i zaczął szarpać chłopaka.
-Jest grubą świnią. - w końcu nie wytrzymał i szepnął to okrutne zdanie. Dziewczyna nie wierzyła własnym uszom. Do jej oczu zebrały się łzy.
-Hahah śmiało Devries. Powiedz jej to głośno!
-Jesteś grubą świnią. -powiedział prosto w twarz swojej przyjaciółce.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
*LEO*
Mam 16 lat i... kocham życie, ale nie zawsze tak było... Podstawówka i początek gimnazjum były dla mnie koszmarem. Byłem bity, wyśmiewany i poniżany, i to przez kogo? Moim "kolegów" z klasy. Nigdy nie dowiedziałem się dlaczego, co im takiego zrobiłem? I nigdy prawdopodobnie się nie dowiem.
Pomógł mi Charlie, mój najlepszym przyjaciel.
Byliśmy w BGT, niestety nie wygraliśmy, ale moje życie zmieniło się diametralnie. Nie jestem już wyśmiewany, ludzie czują przede mną respekt, co osobiście jest dla mnie śmieszne i żałosne. No cóż... Wracając... Robię rzeczy, o których nawet nie śniłem, koncertuje, jeżdżę po świecie i mam moje kochane fanki -Bambinos.
Od ponad 2 lat jestem wolny od poniżania, teraz traktują mnie jak gwiazdę... A ja wcale się tak nie czuję. Jestem normalnym chłopakiem, ale idiota tego nie zrozumie, co zrobisz?
Mama ledwo wyciągnęła mnie z łóżka. Dziś pierwszy dzień szkoły. Nie narzekam, bo i tak rzadko w niej bywam, tylko to wstawanie... Wolałbym chodzić do szkoły na 11, a wracać o 17. Nie wszystkie moje marzenia się spełniają.
Wygrzebałem się z pościeli i ogarnąłem.
-Zajebiście jak zawsze. -oznajmiłem patrząc w lustro. Trzeba znać swoją wartość.
Kochana mamusia zrobiła mi śniadanie. Zjadłem, pocałowałem mamę w policzek i wyszedłem do szkoły. 10 minut piechotą, przed szkoła spotkałem Charliego ze znajomym.
-Siema Leo! -krzyknął Will.
Will to najlepszy przyjaciel Charliego, no zaraz po mnie.
-Co tam? -przybiłem z nimi piątkę.
-Dziś przyjeżdża moja siostra.-zaśmiał się Will. -Nie mam zamiaru dzielić łazienki z jakąś laleczką. Z resztą słyszałem jak Susan mówiła coś dla mojego ojca o psychologu... Ta laska musi mieć coś na bani, a ja mam zamiar jak najszybciej posłać ją tam skąd przyszła. -żaliła się chłopak.
Pół roku temu jego ojciec znalazł sobie kobietę -Susan. Susan jest miła, ale ma córkę, która dziś się do nich wprowadza.
Biedny Will nie chce kolejnej kobiety w swoim domu i zrobi wszystko żeby chciała wrócić tam, gdzie mieszkała do tej pory.
-No co ty stary. Nie chcesz mieć siostry? -zadrwił Lenehan i poklepał go po ramieniu.
-Oh zamknij się. -skrzywił się Will. -Wygonie ją tak szybko, że nawet jej nie poznasz.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Mam 16 lat i... kocham życie, ale nie zawsze tak było... Podstawówka i początek gimnazjum były dla mnie koszmarem. Byłem bity, wyśmiewany i poniżany, i to przez kogo? Moim "kolegów" z klasy. Nigdy nie dowiedziałem się dlaczego, co im takiego zrobiłem? I nigdy prawdopodobnie się nie dowiem.
Pomógł mi Charlie, mój najlepszym przyjaciel.
Byliśmy w BGT, niestety nie wygraliśmy, ale moje życie zmieniło się diametralnie. Nie jestem już wyśmiewany, ludzie czują przede mną respekt, co osobiście jest dla mnie śmieszne i żałosne. No cóż... Wracając... Robię rzeczy, o których nawet nie śniłem, koncertuje, jeżdżę po świecie i mam moje kochane fanki -Bambinos.
Od ponad 2 lat jestem wolny od poniżania, teraz traktują mnie jak gwiazdę... A ja wcale się tak nie czuję. Jestem normalnym chłopakiem, ale idiota tego nie zrozumie, co zrobisz?
Mama ledwo wyciągnęła mnie z łóżka. Dziś pierwszy dzień szkoły. Nie narzekam, bo i tak rzadko w niej bywam, tylko to wstawanie... Wolałbym chodzić do szkoły na 11, a wracać o 17. Nie wszystkie moje marzenia się spełniają.
Wygrzebałem się z pościeli i ogarnąłem.
-Zajebiście jak zawsze. -oznajmiłem patrząc w lustro. Trzeba znać swoją wartość.
Kochana mamusia zrobiła mi śniadanie. Zjadłem, pocałowałem mamę w policzek i wyszedłem do szkoły. 10 minut piechotą, przed szkoła spotkałem Charliego ze znajomym.
-Siema Leo! -krzyknął Will.
Will to najlepszy przyjaciel Charliego, no zaraz po mnie.
-Co tam? -przybiłem z nimi piątkę.
-Dziś przyjeżdża moja siostra.-zaśmiał się Will. -Nie mam zamiaru dzielić łazienki z jakąś laleczką. Z resztą słyszałem jak Susan mówiła coś dla mojego ojca o psychologu... Ta laska musi mieć coś na bani, a ja mam zamiar jak najszybciej posłać ją tam skąd przyszła. -żaliła się chłopak.
Pół roku temu jego ojciec znalazł sobie kobietę -Susan. Susan jest miła, ale ma córkę, która dziś się do nich wprowadza.
Biedny Will nie chce kolejnej kobiety w swoim domu i zrobi wszystko żeby chciała wrócić tam, gdzie mieszkała do tej pory.
-No co ty stary. Nie chcesz mieć siostry? -zadrwił Lenehan i poklepał go po ramieniu.
-Oh zamknij się. -skrzywił się Will. -Wygonie ją tak szybko, że nawet jej nie poznasz.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Czekał ktoś?
Na razie jest tylko prolog, dziewczyny mnie namówiły na improwizację, mam kilka pomysłów, ale ciężko będzie pozbierać to w całość, więc no....nie ma ryzyka, nie ma zabawy XD Luz wymyśle jakieś kolejne głupoty. Mam nadzieję, że ktoś będzie to czytał. Kilka czytelniczek się zadeklarował, że będzie czytać nawet moje kropki (tak kropki".") więc trzymam za słowo <3
Kolejna sprawa.
Ola (nazwiska nie zdradzę XD) umieszcza "Jesteś najlepszym co mnie w życiu spotkało" na wattpadzie. : TUTAJ
Jeżeli ktoś jest jeszcze zainteresowany to zapraszam.
Trzecia sprawa.
Dziękuję wszystkim, którzy pisali do mnie z pytaniem kiedy w końcu zacznę nowe opowiadanie. Mega kopniak motywacji.
Osoby, które czytały mojego poprzedniego bloga wiedzą, że rozdziały wstawiam nieregularnie, zobaczymy jak będzie teraz. Postaram się oczywiście, żeby były jak najczęściej.
No, to chyba tyle.
Pozdrawiam
Subskrybuj:
Posty (Atom)




