poniedziałek, 8 sierpnia 2016

23. Nie staraj się ratować czegoś co cię niszczy.

-Oh przestań dramatyzować...
-Mam przestać, co? Leo staram się, ignoruje twoje humorki, ale nie chcę już tak dłużej...
-Zastanów się zanim cokolwiek powiesz.-przerwał mi.
Był co najmniej zły, a jego dłoń zacisnęła się na moim nadgarstku.
Zmarszczyłam brwi i spojrzałam na to co robi.
Nie był to pierwszy raz.
-Leo... -spojrzałam na niego, a łzy już zebrały mi się do oczu. Patrzyliśmy na siebie z takim samym bólem.
Widziałam to, żal w jego oczach. 

Więc dlaczego to robi? Dlaczego robi awantury i dlaczego jest agresywny?
Słyszałam jak przełyka ślinę, a potem puścił mój nadgarstek i zamknął mnie w mocnym uścisku.
-Przepraszam, ja...naprawdę przepraszam. -szepnął do mojego ucha i zaczął całować moją skórę aż do ust. -Przepraszam. -powtórzył, a mi zmiękło serce. 



Zamknął nasze usta w namiętnym pocałunku, a dłoń położył na tyle mojej głowy. Po chwili przerwał  by na mnie spojrzeć i znów zaczął mnie całować tym razem natarczywie i zachłannie. Popchnął mnie lekko na łóżku i zawisł nade mną, jego ręka wsunęła się pod moją bluzkę i powoli przesuwała się  w górę.
Więc o to mu chodzi.
Złapałam go za ramiona i odepchnęłam od siebie.
-Proszę, wyjdź. -usiadłam na łóżko i patrzyłam na zdezorientowanego bruneta.
-Co?
-Właśnie to, nie jestem głupia, wiem o co ci chodzi...Zrobimy to, a potem mnie zostawisz. Nie zależy ci na mnie.
Byłam taka dumna z siebie  że to powiedziałam, ale byłam też smutna przez to, że to prawda.
Jestem zabawką.
-Co proszę? -wstał, a moja duma i pewność siebie wyparowały.
On był zły i to cholernie zły.
-Myślisz, że ganiałbym za tobą jak głupi przez kilka miesięcy, tylko po to żeby się z tobą przespać?! Błagam...-prychnął jakby to był żart, a moje serce właśnie pękło.
-Jakbyś nie zauważyła ja nie muszę starać się o względy dziewczyn, mam każdą na zawołanie!
-Więc dlaczego na ofiarę wybrałeś mnie?! -wstałam by jakoś mu dorównać, przynajmniej próbowałam.
Przez chwilę patrzył na mnie pustym wzrokiem, a potem odpowiedział.
-Masz rację, dlaczego ty?
Potym odwrócił się i po prostu wyszedł.
Super.
Ekstra.
I w ogóle.
Kurwa.
Dlaczego do cholery on mi to robi?! Mówi, że kocha, że mu zależy i nagle jestem bezużyteczna, bo może mieć każdą.
-Proszę bardzo znajdź inną i sobie ją ruchaj i sobie jej kurwa mów, że ją kochasz! I sobie ją kurwa... I sobie rób co chcesz. Kurwa! -wydarłam się właściwie na zamknięte drzwi mojego pokoju.
Usiadłam bezsilnie na łóżku.
-Co ja mówię? Przecież mi na nim zależy. -schowałam twarz w dłonie i zaczęłam płakać, ryczeć jak dziecko.
***
Obudziłam się po 23 głodna jak nigdy. Zeszłam powoli w dół schodów, wszędzie było ciemno więc zapewne nikogo nie ma.
Wzięłam serka z lodówki i usiadłam na wysepce kuchennej.
Wygrzebywałam końcówkę mojej kolacji z dna opakowanie kiedy drzwi frontowe otworzyły się, a potem zamknęły z wielkim hukiem.
To był Will, który wszedł w brudnych buciorach nawet mnie nie zauważając i poszedł w kierunku schodów. No oczywiście slalomem.
Śledziłam go wzrokiem i skrzywiłam się, gdy całe pomieszczenie wypełnił odór alkoholu.
Głupi alkoholik.
Nie mogło być inaczej, potknął się na pierwszym stopniu i wyrżną twarzą o schody.
Wydał z siebie ciche "kurwa", a ja szybko podeszłam.
-Boże, idioto żyjesz?
-O Rosssalie! -uśmiechnął się jakby nie widział mnie z rok.
-Ugh. Nie otwieraj lepiej buzi. -skrzywiłam się i pomogłam mu wstać. -Chodź do pokoju.
-Tak się cieszę, że już normalnie ze  mną rozmawiasz. -szepnął do mojego ucha, gdy wciągałam go po schodach po czym je ugryzł.
-Will cholera, ogarnij się. Gdzie ty w ogóle byłeś?
-U Charliego, Karen pojechała z Brook do dziadka, dziadków, no wiesz babci i dziadka. Znaczy nie mojego, ich. Ich dziadka i ich babci.
-Dobra, łapię. -rzuciłam go na łóżko.
Leżał jak trup twarzą w poduszce.
Zdjęłam jego zabłocone buty i rzuciłam gdzieś w kąt.
Jego ciuchy były całe mokre. No tak padał deszcz.
-Will odwróć się. -rozkazałam, a ten wydał z siebie jęk niezadowolenia, ale po chwili leżał na plecach.
Zdjęłam jego bluzę, co było naprawdę trudne, bo był jak kłoda, bluzkę. Jedną ręką zasłoniłam oczy, a drugą zaczęłam rozpinać jego spodnie.
-Nanana powiem Leoooo!
-Śmiało i tak ma to gdzieś.
-Jak pije to robi się strasznie uczuciowy. -stwierdził, a czkawka przerwała mu w środku zdania.
-Co masz na myśli? -spytałam obojętnie i ściągnęłam jego jeansy.
-To, że cię kocha. Głupi wkopał się. Znaczy no wiesz, cieszę się ogromnie, że z tobą tak na poważnie, ale-w tym momencie beknął, a ja umarłam. -Kurczę, miłość? Miłość, miłość, miłość. Miłość to gówno.
-Idź już lepiej spać.
-Powiem ci coś, ale to będzie nasz sweet secret, oki? -zaśmiałam się z tego głupka. -Nie śmiej się, mówię poważnie.
Patrzył na mnie wielkimi, zielonymi oczami, co było przezabawne, ale powstrzymałam się od śmiechu.
-No słucham. -usiadłam obok niego czekając na ten sweet secret, ale usłyszałam tylko jakieś mruczenie. -Will nie żartuj sobie.
-Chodź bliżej, bo nikt nie może usłyszeć.
-Will idioto nikogo tu nie ma.
-Ktoś mógł zostawić podsłuch.-szepnął po czym zachichotał jak mała dziewczynka, jeszcze tylko zrobić mu dwa kucyki.
Przewróciłam oczami, ale przybliżyłam się.
-On cię kocha. -wyszeptał, a ja na ten moment wstrzymałam oddech żeby się nie otruć czy coś. 

Niby już mi to mówił, ale nie traktowałam tego tak poważnie. 
Czy powiedziałby kolegom jakby to była nieprawda?
-Idź spać. -wstałam i odeszłam w stronę drzwi.
-Nie cieszysz się?
-Nie bardzo...
-Ten idiota tak cię kocha, że aż się rozpłakał, a ty mówisz "nie bardzo"?
-Co?
No tym to mnie zaciekawił.
Wróciłam i znów usiadłam na łóżku.
-To. Piliśmy, on stwierdził, że idzie do ciebie, potem wrócił, znów piliśmy, on się prawie rozpłakał i powiedział, że cię kocha. No wiesz, nie chciałem żebyś z nim była, ale teraz myślę, że on na ciebie kurewsko zasługuje.
-Nie używaj słowa "kurewsko".-powiedziałam już zanurzona w swoich myślach.
On płakał? Leondre Devries płakał? Ale dlaczego? Przecież to on zawsze zaczyna kłótnie i to on stwierdził, że ma mnie gdzieś, bo może mieć inną.
Kurcze... Może faktycznie nie doceniam tego, że się stara, ale nie wychodzi mu tak jakby chciał.
Wychodzi na to, że to ja go zraniłam.
Cholercia.
-Rossssalie, słyszysz mnie?
-Mhmm, co chcesz? -spytałam patrząc w jeden punkt za oknem.
-Loda.
Ta, w tej chwili się otrząsnęłam i spojrzałam na niego jak na idiotę, którym jest.
-Głupi jesteś. -Loczek wybuchł śmiechem, którego w życiu u niego nie słyszałam. Śmiał się, dusił się, śmiał i krztusił.
-Ja pierdzielę, idź spać. -wstałam i już miałam kierować się do drzwi.
-Buzi. -złapał mnie mocno za nogę, której za cholerę nie mogłam wyrwać.
Odwróciłam się i dałam mu tego buziaka w czoło mówią ciche 'dobranoc' i pozwolił mi wyjść.
Wróciłam do swojego łóżka, ale nie potrafiłam zasnąć, myślałam tylko o tym jak zraniłam Leo. Jak on się teraz czuje? Co robi?
W końcu wzięłam do ręki telefon.
/El leondres/
Co robisz?
Odpowiedź dostałam niemalże od razu.
Będę za pięć minut.
A więc przyjdzie.
Cieszyłam się jak głupia i postanowiłam się przygotować, a mianowicie ZAŁOŻYŁAM STANIK.
Usiadłam na łóżku i myślałam nad tym co mam powiedzieć. Muszę przeprosić to oczywiste, ale co dalej? Cofnąć temat czy ciągnąć go dalej.
Plus. Gdzie w ogóle są mama i George? Coś za często nie wracają na noc. Tylko gdzie oni idą? Nie chcę mieć brata ani siostry. William mi styka.
Przygładziłam swoją fryzurę i siedziałam prosto jak struna, ale zdałam sobie sprawę, że przecież drzwi są zamknięte, a Leo nie zadzwoni dzwonkiem o północy.
Zeszłam na dół i postanowiłam poczekać na podwórku. Trochę świeżego powietrza mi się przyda.
Usiadłam na schodach przed drzwiami frontowymi i mimo, że było  mi zimno, bo miałam na sobie tylko krótkie spodenki i bluzkę, nie miałam zamiaru wrócić do domu.
W sumie długo nie musiałam czekać, bo już po kilku minutach zobaczyłam Leo.
Był ubrany cały na czarno, a na głowie miał kaptur. Trochę potykał się o własne nogi i przyznam wyglądał strasznie w prawie pomarańczowym świetle latarni.
Szybko otworzył furtkę i wszedł na posiadłość, a ja momentalnie wstałam by po chwili znaleźć się w jego ramionach.
-Przepraszam. Za wszystko, za to, że jestem takim cholernym dupkiem. -wyszeptał do mojego ucha i mimo, że śmierdział dymem papierosowym to nie przeszkadzało mi to, liczyło się tylko to, że przy mnie jest. 


-Leo ja też przepraszam, po prostu boję się, że w końcu mną się mną znudzisz. -brunet złapał w dłonie moją twarz i delikatnie pocałował mnie w usta.
-To się nigdy nie stanie.-powiedział, a potem znów mnie przytulił.
Wtuliłam twarz w jego szyję, a on mocno ściskał mnie w talii.-Chodź tu jest zimno. -stwierdził, zjechał rękoma pod moje kolana i mnie podniósł.
Zaniósł mnie do mojego pokoju, a ja nie odezwałam się ani słowem. Nie wiedziałam co mogę powiedzieć ani nie czułam potrzeby czegokolwiek mówienia.
Położył mnie na łóżku i po chwili leżeliśmy wtuleni w siebie.
-Nie miałem tego na myśli. -odezwał się po chwili głaszcząc moje włosy.
-Czego?-spytałam szeptem.
-Wszystkiego co powiedziałem, kocham cię i nie traktuję ciebie jak przygody, a tym bardziej nie chcę cię wykorzystać.
-Więc dlaczego się tak zachowujesz?
-Trochę wypiłem, obiecuję że więcej się to nie powtórzy. -odpowiedział i pocałował mnie w czubek głowy.
-Mam nadzieję, bo wiesz, chyba mam powodzenie, dostałam dziś propozycje loda. -sama nie wierzyłam, że to powiedziałam, ale po prostu uwielbiam, go denerwować. No w każdym razie nie za bardzo denerwować.
Jego mięśnie od razu się napięły, usiadł prosto i spojrzał na mnie tą swoją wkurwioną miną.
-Co kurwa? Kto?! -wstał, a ja usiadłam próbując udawać poważną, ale słabo mi to wyszło więc spuściłam wzrok na swoje uda.
-Will. -odpowiedziałam podnosząc już głowę i śmiejąc się z jego reakcji.
Próbował się nie śmiać, ale widziałam jak jego kąciki uniosły się lekko w górę.
-Oszzz ty!-w jednej sekundzie znalazł się na mnie, zaczął łaskotać i całować między słowami. -Nikt powtarzam nikt nie może nawet na ciebie spojrzeć w ten sposób.
-Sposób loda? -udało mi się wydusić przez śmiech, ale wtedy przestał i po prostu położył dłoń na mojej talii, a drugą ogarnął moje włosy z policzka.
-Jakikolwiek inny niż obojętność.-szepnął i złączył nasze usta, ale inaczej niż zwykle. Pocałunek był delikatny, jakby się mną delektował, a gdy zabrakło nam powietrza przegryzł moją wargę i pociągnął do siebie żeby ani na chwilę nie rozłączyć naszych ust.
Czułam te wszystkie dziwne rzeczy w moim brzuchu.
Z jednej strony zazdrość z jego strony wydaje się być chora, bo faktycznie jest tak jak mówi: nikt, żaden chłopak nie może spojrzeć na mnie i uśmiechnąć się, bo albo mam awanturę albo się obraża jakby to było nie wiadomo co.
Z drugiej strony lubię gdy jest zazdrosny, bo po tej całej złości jest czuły i...po prostu taki jakiego go kocham. Znaczy uwielbiam.
Tak. Uwielbiam.
Jego usta na moich. Jego dłoń na moim ciele.
To uczucie jest niedopisania.
Po chwili, dłuższej chwili położył się na mnie i mocno przytulił.
-Leo, nie chcę psuć chwili, ale trochę mnie gnieciesz. -poklepałam go po łopatkach.
-Oj sorry. -odwrócił nas i to ja teraz leżałam na nim.
Czułam się niekomfortowo, bo teraz może sobie myśleć, że to ja go przygniatam i próbowałam zmienić pozycje tak aby jak najmniej czuł ten ciężar.
-Skarbie przestań, bo wbijasz mi kolano w jajka. -zaśmiał się i przycisną mnie do siebie przez co leżałam płasko na nim.
-Przepraszam. -położyłam policzek na jego klatce piersiowej i zaciągnęłam się jego zapachem.- Hej, czy ty paliłeś? -podniosłam głowę i zobaczyłam jak przewraca oczami.
-Noi co z tego?
-W tym momencie kochany to koniec czułości. - usiadłam po turecku na łóżku, a on powtórzył ruch.- Wiesz, że palenie zabija, nowotwory, choroby układu oddechowych, serca, układu pokarmowego, skóry...
-Dobrze rozumiem, obiecuję, że już nigdy nie wezmę papierosa do ust. -przyłożył otartą dłoń do piersi. -No a teraz daj buziaka. -zrobił dziubek i pocałowałam go w usta. -Twoi rodzice są w domu?
-E-e, gdzieś wyszli, nawet nie wiem gdzie.
-Okay, w takim razie idę wziąć prysznic i raz do ciebie wrócę. -uśmiechnął się i wyszedł z mojego pokoju. 

Wrócił po około dziesięciu minutach w samych bokserkach. 
O mój...
-Ja też pójdę się umyć.- szybko wstałam i poszłam do łazienki słysząc za sobą śmiech chłopaka.
Jestem wstydliwa w...takich sprawach, a go to bawi.
Wzięłam szybki prysznic, założyłam bieliznę i zaczęłam nakładać krem na twarz. 
Wyglądam jak gówno.
-Długo jeszcze? Nie mogę się doczekać...- spojrzałam w lustro i zobaczyłam bruneta opierającego sie o framugę drzwi.
-O mój boże! Leo wyjdź!- krzyknęłam i pierwszym moich odruchem było zakrycie brzucha.
-Dobrze, spokojnie.- zaśmiał się i wyszedł.
O cholera, ile on tam stał? Co jeśli widział mój spasiony brzuch?
***
*kilka miesięcy później*

Zadzwonił dzwonek na przerwę, więc zebrałam swoje rzeczy do torby.
-Leo, pójdę jeszcze do toalety, spotkamy się w sali. -poinformowałam chłopaka, który tylko wzruszył ramionami.
-O, Rose, hej. -zatrzymał mnie Jeremy przed pomieszczeniem toalet.
-Cześć, nie było cię na historii.
-Tak, zaspałem. Słuchaj: moi rodzice wyjeżdżają na weekend i wiem, że nie lubisz imprez, ale pomyślałem, że przyjdziesz z Leo. Będzie tylko kilka osób wypijemy, pośmiejemy się. Co ty na to?
Pomyślałam, że skoro będzie tylko kilka osób to w sumie nie impreza, a Leo ciągle narzeka, że mogłabym gdzieś z nim wyjść, więc pewnie się ucieszy.
-Okay, myślę, że Leo będzie za, więc na pewno przyjdziemy. -uśmiechnęłam się.
-Super, to... Poczekać na ciebie?
-Poprawię makijaż, więc nie będę cię zatrzymywać. Leo jest w sali. -poinformowałam go i weszłam do ubikacji.
Nałożyłam puder na twarz i rozczesałam włosy. W drzwiach minęłam kilka dziewczyn i usłyszałam jakiś komentarz na temat mojego stroju.
Czy zwykły sweterek jest przestępstwem?
Nie lubię żadnych komentarzy na mój temat, nienawidzę, gdy ktoś zwraca na mnie uwagę, a odkąd jestem z Leo, wszyscy zwracają na mnie uwagę.
Skręciłam w prawo i zauważyłam Jeremyego siedzącego na ławce, gdy podeszłam wstał i ruszyliśmy do klasy.
-Nie mam pojęcia gdzie teraz mamy, więc poczekałem. -niepotrzebnie się wytłumaczył.
-Okay, macie teraz jakiś mecz? -spytałam żeby podtrzymać rozmowę.
Jeremy gra w drużynie koszykarskiej i w sumie o czym miałam z nim rozmawiać. Jest bardzo miły i sympatyczny, ale nie spędzamy ze sobą zbytnio czasu więc o czym moglibyśmy rozmawiać.
-Za tydzień w środę, przyjdziesz?
-Jasne, zawsze chodzimy.
Miałam na myśli mnie, Leo, Willa, Charliego i ich paczkę.
-Okay jasne. -uśmiechnęłam się i weszliśmy do naszej sali, byłam trochę zawstydzona, gdy wszystkie oczy skierowały się na naszą dwójce.
W środowisku tej szkoły nawykiem są plotki. Jeżeli ktokolwiek zobaczy cię gdziekolwiek z kimkolwiek zaraz cała szkoła myśli, że coś się między wami dzieje. Oczywiście jeżeli jesteście płci przeciwnej. Przerabiałam już to z Willem na początku roku dopóki wszyscy nie dowiedzieli się, że będziemy rodzeństwem.
Spuściłam wzrok i skierowałam się szybkim krokiem w stronę mojej ławki i kurde...czy Jeremy jest masochistą do cholery? Położył rękę na moich plecach prowadząc mnie jakbym nie znała drogi.
Jakby nigdy nic usiadłam na krześle obok mojego chłopaka, ale w sumie...co się takiego stało? Nic się nie stało. Jeremy to dobry znajomy mojego chłopaka i po prostu rozmawialiśmy, no...właśnie. Bo to prawda.
W tej chwili, gdy wszyscy mnie obserwowali łącznie z Leo, sama zaczęłam się zastanawiać czy ja i Jeremy...matko bosko o czym ja myślę, przecież rozmawialiśmy ledwo pięć minut.
Usłyszałam chrząknięcie i odwróciłam głowę w lewo, spojrzałam na bruneta, który podpierał brodę na dłoni zasłaniając palcami usta.
-Miałaś iść do toalety. -przypomniał nie patrząc na mnie tylko przed siebie.
O nie, znowu jest zły.
-I byłam. -powiedziałam powoli i położyłam książki na ławkę.
-Heh, z Jeremim? Nie żartuj...
-Leo, spotkałam go na korytarzu i... -położyłam dłoń na jego ramieniu i chciałam kontynuować, ale on chamsko ją odepchną.
-Nie interesuje mnie to, po prostu nigdy więcej z nim nie rozmawiaj.
-Leo...
-Dobra skończmy ten temat, porozmawiamy później.
Dobra, cholera, znowu spieprzyłam.
Siedziałam cicho całą lekcje by przypadkiem nie narazić się bardziej mojemu chłopakowi.
Gdy tylko zadzwonił dzwonek spakowałam swoje rzeczy i razem z Leo chciałam wyjść z pomieszczenia, ale zatrzymał nas Jeremy.
-I co?
-Stary, nie zbliżaj się do niej. -powiedział brunet na chwilę odwracając się do niego a potem złapał mnie za nadgarstek i pociągnął w stronę drzwi. Udało mi się posłać Jeremiemu przepraszający uśmiech...boże co on sobie teraz myśli.
Gdy wyszliśmy z sali brunet puścił moją rękę i szybkim krokiem poszedł na kolejną lekcję.
Długą przerwę jak zawsze spędziłam na stołówce, usiadłam między Jeną(koleżanką z klasy Willa  Charliego ), a Willem i rozmawiałam z dziewczyną na temat jej studiów, Leo nadal się do mnie nie odzywał.
Trudno.
***
Do domu wróciłam sama piechotą, Will skończył wcześniej, a Leo no, poszedł sam oczywiście mając mnie głęboko w...poważaniu.
Gdy weszłam do domu wszyscy już siedzieli przy stole, znaczy męska część domu, mama wykładała jedzenie. Położyłam torbę na małej kanapie w korytarzu i poszłam do łazienki umyć ręce.
Chyba trzeba zrobić paznokcie.
-Jak tam minął dzień? -usłyszałam głos Loczka nad swoim uchem. Spojrzałam na nasze odbicie w lusterku.
-Dobrze. -burknęłam, zakręciłam wodę i wytarłam dłonie.
-A z Leo?-złapał mnie w talii, gdy chciałam go ominąć.
-Dobrze, a teraz przepraszam, jestem głodna.
Chłopak mnie puścił i wróciliśmy do jadalni.
***
W środku nocy obudził mnie dzwonek mojego telefonu, znalazłam go po omacku i przyłożyłam do ucha.
-Halo?-nic. -Halo?
Fakt, trzeba przecież odebrać.
Usiadłam na łóżku i tym razem przyciągnęłam zieloną słuchawkę.
-Tak?
-Rosalie możesz otworzyć drzwi?
-spytał pijanym głosem mój chłopak.
Przez chwilę zastanawiałam się czy mu otworzyć, ale...może mnie przeprosi?
Zbiegłam jak najszybciej na dół żeby przypadkiem nie złapał mnie jakiś duch. 

Nigdy nie wiadomo.
Zatrzymałam się przed drzwiami, wzięłam głęboki oddech i cholera...gdzie jest mój stanik?
Okay okay, może nie zauważy.
Powoli otworzyłam drzwi i nie usłyszałam nawet żadnego przywitania, bo brunet od razu przywarł do mnie ustami. Kontynuowałam pocałunek, a on zaczął pchać mnie w głąb domu. Ciągle trzymał dłonie na moich pośladkach, zdjął buty i oderwał się ode mnie tylko po to by zadać pytanie.
-Są wasi rodzice? -szepnął, a mnie prawie zemdliło od smrodu alkoholu.
-Nie mam pojęcia.
To mu wystarczyło, nic innego już nie miało znaczenia. Podniósł mnie do góry i znów zaczął zachłannie całować.
Nie czułam nic, ani chęci, ani pożądania, nic. Było mi wszystko jedno, to, że mnie całuje, dotyka, to, że mamy chwilę dla siebie. Nic, bo był pijany, a to oznaczało zero uczuć i czułości z jego strony. A skoro dla niego to nic nie znaczy, to mnie to tylko rani.
Droga po schodach była przerażająca, chwialiśmy się z lewej na prawą. Jego dłonie były już pod materiałem moich spodenek, gdy weszliśmy do pokoju. Udało mi się zamknąć drzwi zanim dotarliśmy do łóżka, a on rzucił mnie na nie. Szybko obejrzał mnie od góry do dołu, w sekundzie jego bluza wylądowała na ziemi a on sam położył się na mnie, całując i dotykając całego mojego ciała. Uda, biodra, brzuch i piersi.
W pokoju było słychać tylko mlaskanie naszych języków. 

Nigdy nie zwracałam na to uwagi.
Złapał mnie za rękę i położył na swoim ciele, w sumie nawet nie wiedziałam co mam z nią zrobić. Dotykać go po całym ciele, jak on mnie? Czy co?
Zaczęło robić się niebezpiecznie, gdy jego dłoń dostała się pod moją bluzkę i sunęła w górę.
O nie.
-Leo. -próbowałam go odsunąć od siebie, ale zamiast wykonać mojego polecenia przeniósł swoje usta na moją szyję. -Przestań....
-Spokojnie Kochanie.
-Jesteś pijany.
-Nie prawda. -zaprzeczył, a żeby to podkreślić przegryzł skórę na mojej szyi.
-Chodźmy spać, jestem zmęczona.
-Proszę, zrób to dla mnie. -szepnął i zaciął moją dłoń, która leżała na jego ciele i dopiero gdy poczułam wybrzuszenie zorientowałam się gdzie ona jest.
Wysunęłam się spod niego i odepchnęłam go.
-Leo!
-Kochanie... -znów próbował mnie pocałować, ale mocno trzymałam go za ramiona.
-Po prostu połóżmy się spać. -spojrzałam na niego prosząco, ale gdy jest pod wpływem nic na niego nie działa.
-Co? Myślisz, że wyszedłem z imprezy żeby z tobą spać? Tylko spać?
Ałć, to zabolało.
-Jesteś pijany.
-Noi co z tego?!-gwałtownie wstał.
-Leo proszę, połóżmy się.
-Chcesz to się kładź, narka. -odwrócił się i po prostu wyszedł.
Znowu.
Mam już tego dość.
Nie wytrzymam już.

***
Właśnie wracam do domu ze szkoły, sama. Will kończy za godzinę, a Leo nawet nie wiem, bo od wczoraj nie rozmawiamy. Nie licząc kłótni, która była dziś w nocy.
W sumie nawet się nie zdziwiłam jak zobaczyłam go przed domem Willa, nic nowego, zawsze tak jest: kłócimy się, potem on udaję, że mu przykro, a ja głupia wybaczam, bo po prostu nie mogę inaczej. Nie potrafię.
-Chce porozmawiać. -oznajmił, gdy znalazłam się po drugiej stronie bramy i przechodziłam obok niego.
-Więc o co chodzi? -otworzyłam drzwi i weszłam do środka, zostawiając je otwarte, żeby on też wszedł.
Byłam wściekła, zła, rozgoryczona, smutna, rozczarowana, ale i tak udawałam obojętność, próbowałam nie wybuchnąć.
-Nie udawaj głupiej, co to było z Charliem? -warknął nachylając się nade mną.-Wszystko mi powiedział, wasza wspólna noc przed trasą, od kiedy ty w ogóle pijesz?!
-Pewnie od kiedy ty masz mnie w dupie. -wzruszyłam ramionami.
-Ja mam cię w dupie?! Spędziłaś noc z moim najlepszym przyjacielem!
-Nic nie było, on spał na...
-Błagam Rose... nie chcę żebyś z nim rozmawiała, nie chcę nawet żebyście stali obok siebie!
-Leondre...
-Żadne Leondre, nie życzę sobie żebyś rozmawiała z jakimkolwiek chłopakiem!
-Teraz to ty chyba żartujesz, czy ty siebie słyszysz?!
-Nie podnoś głosu! Jesteś moją dziewczyną i chyba powinnaś liczyć się z moim zdaniem!
-Nie, ty nie chcesz żebym liczyła się z twoim zdaniem ty chcesz żebym była twoją własnością! Mówisz mi co powinnam robić a czego nie i oczekujesz, że będę posłuszna jak piesek, ale ja już nie chcę. -ściszyłam ton i spojrzałam na niego łagodnie. Wiem do czego ta rozmowa prowadzi, wiem co chcę powiedzieć i już łzy zebrały się do moich oczu. -Właściwie nie wiem czego chcesz, bo czuję, że dla ciebie to jest jakaś zabawa i wcale mi się nie podoba. -przekręciłam oczami żeby jakoś opanować łzy i znów na niego spojrzałam. Miał zmarszczone brwi, a jego wielkie brązowe oczy patrzyły na mnie z niezrozumieniem. -Leo...
-Nie, Rose, po prostu chodźmy do twojego pokoju, obejrzyjmy jakiś film i zapomnimy o tej rozmowie. -mocno chwycił mnie za nadgarstek i zaczął ciągnąć w stronę schodów.
Nie mogę tego dłużej ciągnąć, przecież nasz związek powinien mnie uszczęśliwiać, a nie robi tego.
-Leo. -zatrzymałam się i starałam zachować spokój, ale pojedyncze łzy spływały po moich policzkach i zaczynałam mieć wątpliwości co do tego co chcę powiedzieć.
Może on się zmieni? Może wcale nie chce z nim zerwać?
-To koniec. -w końcu to powiedziałam i poczułam ogromną ulgę, która trwała tylko ten czas, gdy wypowiadałam te słowa.
Potem Leondre gwałtownie się odwrócił w moją stronę, a moim odruchem było zaciśnięcie powiek. Po kilku sekundach, które trwały jak wieczność, otworzyłam załzawione oczy i zobaczyłam dłoń bruneta kilkadziesiąt centymetrów od mojej twarzy.
On chciał mnie uderzyć.
-Rosalie...-spojrzał na swoją rękę jakby sam nie wierzył w to co chciał zrobić i powili ją opuścił. -Ja...ja...
-Wyjdź z mojego domu. -odsunęłam się na bezpieczną odległość, bo...bałam się. Najzwyczajniej w świecie się bałam osoby, która była dla mnie tak bardzo ważna.



-Rosalie, proszę... Ja cię kocham.
W jego oczach widziałam łzy.
-Wynoś się stąd!- nie wytrzymałam, otworzyłam drzwi i zaczęłam go popychać.
-Błagam daj mi chwilę, porozmawiamy, proszę. Przecież mnie kochasz, nie możesz tak po prostu...
-Daj mi święty spokój! Nie chcę na ciebie patrzeć! Nigdy nie powiedziałam, że cię kocham! -wrzasnnęłam, chłopak spojrzał na mnie ostatni raz, a potem wyszedł. 

NIENAWIDZĘ SIEBIE.

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

22. Love is overrated.

Dziś jest pogrzeb. Od samego rana atmosfera w domu jest dziwna. Cicho jakby wszyscy bali się odezwać.
Ubrałam odpowiednie ubrania i zrobiłam delikatny makijaż. 


Stanęłam przed lustrem i poprawiłam sukienkę.
-Hej. -usłyszałam słaby głos dobiegający z progu pokoju, odwróciłam się i zobaczyłam bruneta ubranego w czarną koszulę i spodnie. Odchrząknął. -Jak tam?
Nie mogłam na niego patrzeć, jego smutne brązowe oczy...
Podeszłam i mocno się w niego wtuliłam. Chłopak od razu schował twarz w zagłębienie mojej szyi.
-Spokojnie... -wplątałam dłoń w jego włosy, po chwili chciałam spojrzeć na jego twarz, ale nie pozwolił mi na to.
Pierwszy raz widziałam go w takim stanie.
Staliśmy tak kilka minut, a ja nie wiedziałam, co mam powiedzieć.
-Chodźmy Will i Charlie są na dole. -oderwał się ode mnie, ale za wszelką cenę unikał kontaktu wzrokowego.
Ci dwaj wcale nie wyglądali lepiej. Charlie na przywitanie próbował się uśmiechnąć, ale mu nie wyszło.
W ciszy poszliśmy do samochodu mojej mamy, Will usiadł za kierownicą obok niego Charlie, a z tyłu ja z Leo.
***
Było okropnie. Mimo, że nie znałam go dobrze, świadomość, że z nim rozmawiałam, śmiałam się, chciał ze mną umówić... to takie dziwne, że już nigdy go nie zobaczę, noi miał tylko 17 lat. Z tego co się dowiedzieliśmy był ofiarą napadu, ktoś chciał go okraść, szarpali się i przy upadku uderzył głową o chodnik.
Idziesz na imprezę, świetnie się bawisz, ale nie zdajesz sobie sprawy, że to twój ostatni dzień.
Wszyscy byliśmy w złym stanie psychicznym i każdy poszedł do swojego domu.
Od razu przebrałam się w wygodne ciuchy, włączyłam muzykę i położyłam się na łóżku.


I co Rose, będziesz leżeć w łóżku, gdy twój chłopak jest załamany?
Dobrym pomysłem jest chyba wspólny wieczór.
/el Leondres/
-Tak? -usłyszałam przybity głos chłopaka.
-Leo, może byśmy się spotkali...
-Widzieliśmy się pół godziny temu.
-Wiem, ale może...
-Jestem trochę zmęczony.
-przerwał mi.
-Nie teraz, wieczorem...
-Kurwa Rose, nie rozumiesz, że nie mam ochoty się z tobą widzieć? -chamsko warknął do słuchawki, a mnie, aż zatkało. Kompletnie nie wiedziałam co mam powiedzieć i nic nie musiałam mówić, bo się rozłączył.
Siedziałam chwilę z nadzieją, że zaraz oddzwoni i mnie przeprosi. Nie doczekałam się.
Wzięłam głęboki oddech i położyłam się pod kołdrę.
O co mu chodzi, chcę pokazać, że go wspieram, a on ma mnie głęboko.
Ostatnio często tak bywało. Ja się staram, a mu jakby nie zależało. Nie wiem już co mam robić.
***
Obudziły mnie głośne śmiechy dochodzące z parteru domu.
Kto to mógłby być jak nie idiota Will? 
Wkurwiona jak nigdy zeszłam na dół. Naszych rodziców jak zwykle nie ma, więc pewnie zaprosił znajomych.
Zdziwiłam się jak na kanapie zobaczyłam tylko Charlie'go, który jak głupi do sera śmiał się oglądając jakąś komedię.
-O hej Żabciu! -podbiegł do mnie i mocno przytulił.
-Ugh, spadaj Lenehan, śmierdzisz wódą! -próbowałam go odepchnąć, ale przylepił się jak rzep.
-Oj no weź.-odsunął się w końcu i spojrzał na mnie z udawanym smutkiem.
Mimo, że śmierdział niemiłosiernie to nie wyglądał na pijanego.
-Jesteś tu sam? -rozejrzałam się po pomieszczeniu załapując po drodze godzinę 2:12.
-Nie. -wskazał na kanapę. Powoli podeszłam i zobaczyłam Will'a, który spał skulony, a loczki zarywały połowę jego twarzy. Wyglądał uroczo, jak nieWill.
Wzięłam koc, który zawszę leży na fotelu i przykryłam go, ogarnęłam jego włosy za ucho, a następnie wyłączyłam telewizor.
-To...ty wybierasz się do domu? -wróciłam wzrokiem do blondyna.
-Co ty... Matka by mnie zabiła, jutro wyjeżdżamy.
-Serio? Gdzie?-spytałam ciekawa.
Pierwsze o czym pomyślałam to, to, że robi sobie wakacje. Wcale bym się nie zdziwiła. Charlie ma w dupie szkołę. Nie widzi siebie nigdzie indziej niż na scenie. W sumie zazdroszczę mu marzeń.
Może Malediwy albo Hiszpania...
-Kraje skandynawskie, zapomniałaś?
-Emm, nie mówiłeś mi.
-Leo pytał się czy jedziesz z nami, mamy trasę... -przekręcił oczami jakby to było oczywiste. Dla niego najwyraźniej było, ale moja szczęka w tym momencie praktycznie leżała na ziemi.-Nie mówił ci? -blondyn podszedł bliżej i spojrzałam na mnie łagodnie.
-Nie. -odpowiedziałam ledwo słyszalnie.
-Mówił mi, że nie chcesz z nami jechać, bo masz szkołę... Rose? Rozmawiał o tym z tobą? Rose, nic ci nie mówił?!
-Nie, nie powiedział! -krzyknęłam mu w twarz.
Byłam tak zdenerwowana... podejrzewam, że wyglądałam jak burak. Mój chłopak nie powiedział mi, że jedzie w trasę. Nie dość, że to smutne to jeszcze poniżające.
-Spokojnie...
-Chyba sobie żartujesz?! O co mu chodzi?! Staram się, robię dla niego wszystko! A on traktuje mnie jak każdą kolejną! -wykrzyczałam i wybiegłam na górę do swojego pokoju i rzuciłam się na łóżko.
-Rose... -po chwili przyszedł Charlie, poczułam jak materac się ugina, a potem jego dłoń na moim plecach.
-Charlie... Co ja mam robić? -usiadłam twarzą do niego. Czułam się niezręcznie, bo miałam już zaszklone oczy, ale musiałam się komuś wygadać. -Zależy mi na nim, ale co z tego skoro najwyraźniej jemu nie zależy.
-Rosie... -chłopak mnie po prostu przytulił. To był miły gest, tego potrzebowałam, wsparcia. -Nie chcę tego mówić, ale... Ostrzegałem cię. Nie wiem co mam ci poradzić. Mogę powiedzieć tylko tyle, że Leo teraz miał trudny okres w życiu, nie radzi sobie ze swoimi emocjami i jego wszystkie problemy odbijają się na waszymo związku.
-Obiecywał, że nie jestem jego kolejnym kaprysem, że coś do mnie czuję, powiedział nawet, że mnie kocha, ale ja tego nie widzę. Czuję się wykorzystywana, gdy chce się popisać przed kolegami, albo najwyraźniej mu się nudzi to jestem jego dziewczyna, a później, później traktuje mnie jak gówno. -chłopak mocniej mnie przytulił.
-Rosie, nie możesz na to pozwalać. Szanuj się, najwyraźniej nie dojrzał do związku, nie lataj za nim jak głupia. Zrozumie, to sam do ciebie przyjdzie i przeprosi, a jak nie, to radzę ci znaleźć kogoś, kto będzie cię traktował tak, jak na to zasługujesz. -odsunęłam się od niego.
-Charlie, ty po pijaku dopiero zaczynasz myśleć logiczne.-zaśmiałam się mimo łez. Oboje się zaśmialiśmy, a chłopak ogarnął moje włosy za ucho.
-Nie piłem dużo...
-Śmierdzisz jak żul. -znów zaczęliśmy się śmiać.
-Dzięki, to miłe. Za to ty wyglądasz jak siedem nieszczęść.
-Ej! Do kobiet się tak nie mówi! -w jednej sekundzie blondas rzucił się na mnie z łapami i zacząć łaskotać.
Leżałam zwinięta w kulkę i zakrywałam brzuch rękoma, ale skurczybyk miał więcej siły. Nie wiem jak i w którym momencie to się stało, ale chłopak leżał na mnie, a gdy nasze spojrzenia się skrzyżowały zaprzestał ruchom i delikatnie położył dłoń na mojej talii.
Przełknęłam głośno ślinę, gdy chłopak zaczął powoli zbliżać swoją twarz do mojej. Odważnie patrzyłam w jego oczy, oddałam się chwili i...
Cholera, co my robimy?
-Charlie... -złapałam za jego ramiona i usiedliśmy.
-Rose, przepraszam... Po prostu... Eh, jesteśmy w podobnej sytuacji. Mimo tego wszystkiego co się stało, brakuje mi Sary. -spojrzał na mnie smutno.
-Na pewno nie Sary, tylko tego, że gdy z nią byłeś miałeś do kogo się przytulić.
-Nie rób ze mnie cioty...
-Najwyraźniej chłopcy też mają potrzebę bycia kochanymi... W takim razie mój chłopak jest jakiś wybrakowany. -zaśmialiśmy się
-Nie chce żeby to co się stało zmieniło coś w naszej relacji. -nagle spoważniał i złapał mnie za dłoń.
-Uznajmy to za incydent, który był wynikiem niestabilności emocjonalnej obojga z nas. -wytłumaczyłam i znów wywołało to u nas napad śmiechu.
-Jakie z nas pojeby... No może być- incydent.
-Charlie... Na ile wyjeżdżacie?
-Siedem dni. Spokojnie, dowiem się o co mu chodzi.-uśmiechnął się pokrzepiająco i potarł moje ramię.
Siedem dni. Jeden tydzień. Czy on jest głupi? Myślał, że pojedzie i nie zauważę?
-Dobra, nieważne. Możesz iść, bo chętnie bym się położyła... I najchętniej bym nie wstała.
-Jakie nie wstała dziewczyno, to tylko kolejny chłopak, musisz lepiej szukać. -puścił do mnie oczko, co wywołało u mnie uśmiech.
-Mam to w dupie, będę czekać w swojej grocie aż ktoś mnie znajdzie.
-W końcu po latach doczekasz się śmierdzącego ogra. -wybuchliśmy głośnym śmiechem.
-On przynajmniej kochał Fione.
-Oh kobiety lubią się nad sobą użalać. Chodź. -blondyn nagle wstał i wyciągnął w moją stronę dłoń.
-Gdzie? Jest prawie trzecia, jutro jedziesz.
-Daj spokój, wyśpię się w samolocie. Wstawaj. -pociągnął mnie za nogę, więc wolałam sama iść, niż być ciągnięta za nogę po schodkach.
-Dlaczego wy chodzicie ze spodniami na pół dupy? -spytałam, gdy byliśmy na schodach.
Charlie, Will i Leondre, wszyscy trzej tak chodzą, a ja tego nie potrafię zrozumieć.
-Bo spadają.
-Ciężko kupić pasek?
-Wolisz jak chłopakowi spodnie wbijają się w jajka? -odwrócił się do mnie, gdy zeszliśmy na dół. -No właśnie. -powiedział widząc moją minę, a ja tylko wzruszyłam ramionami.
-To kupuj szersze spodnie.- usiadłam na wysepce w kuchni, a chłopak zapalił światełka nad blatami.-Co robisz? -spytałam, gdy zaczął wyciągać z szafek różne rzeczy, a potem przyniósł pozostałości wódki, którą pili.
-E-e ja nie piję. -uniosłam ręce.
-Dlaczego?
-Robię potem dziwne rzeczy, a poza tym nie lubię.
-To polubisz, robię najlepsze drinki na świecie. -oznajmił wlewając do szklanki przezroczystą ciecz.
-Nie jestem co do tego przekonana.-spojrzałam na tabasco, które wziął do ręki.
-Oj Rosalie, nie wiesz jeszcze co dobre.
Obserwowałam co robi i składniki które używał kompletnie do siebie nie pasowały.
-Lepiej przynieś wiadro. -powiedziałam, gdy podał mi szklankę z napojem.
-Pij nie gadaj. -przyłożył naczynie do moich ust, a ja z zaciśniętymi powiekami upiłam trochę. Ku mojemu zaskoczeniu nie było palącego uczucia w gardle. Zamlaskałam kilka razy i otworzyłam oczy.
-I jak?
-To jest...dobre. Wow moje gratulacje. -powiedziałam i upiłam kolejnego łyka.
-A dziękuję, dziękuję.
I tak poszło, pierwszy, drugi, trzeci...
***
Obudziło mnie "ciche" przeklinanie Charlie'go, który siedział na moim łóżku i próbował założyć spodnie na swoje patykowate nogi.
Tak właściwie to jak ja znalazłam się w łóżku?
-Mówiłam, że szerokie są lepsze. -powiedziałam cicho i przeciągnęłam się.
-To przez te pieprzone dziury, ciągle w nie trafiam. -warknął i usłyszałam dźwięk dartego materiału. W sumie jedna dziurka nie zrobiłaby różnicy, bo jego spodnie wyglądały jakby ktoś chciał mu nogi zadźgać.
-Spokojnie, gdzie ci się tak śpieszy i dlaczego wkładasz spodnie w moim pokoju?
-Za 15 minut muszę być w domu, bo wyjeżdżamy i spokojnie, spałem na ziemi. -wstał i naciągnął spodnie na swój tyłek.
-Chyba sporo wypiłam, ale czuję się dobrze... -usiadłam i byłam zdziwiona brakiem bólu głowy.
-Moje drinki to cud. -zaczął zbierać poduszki rozwalone na całej podłodze, chyba na nich spał.
-Idź już, ja posprzątam. -zaśmiałam się, tak się spieszył, że poduszki wypadały mu z rąk przez co jeszcze bardziej się denerwował.
-Dziękuję, jesteś kochana. -podszedł i mocno mnie przytulił. -Zadzwonię później, może uda mi się wyciągnąć coś z Leo. Do zobaczenia za tydzień. -odsunął się i szybko pobiegł do wyjścia.

*tydzień później*
Najgorszy tydzień w moim życiu. Początkowo myślałam nad tym by sobie odpuścić, nawet wcieliłam ten plan z życie. Chyba można tak powiedzieć skoro zaczęłam myśleć o tym jak z nim zerwać, niestety żadnego scenariusza nie udało mi się skończyć, bo za bardzo za nim tęsknię. Chcę tylko go przytulić, mimo, że nie odezwał się ani słowem przez ten tydzień, żadnego telefonu, wiadomości. NIC.
Rozmawiałam z Charliem, ale chyba już nie jest po mojej stronie, bo unikał tematu o Leo i powiedział tylko, że nie będzie się wtrącał w nasz związek. Nagle przestał się wracać. Pff.
Najgorsze było to, że nie miałam komu nie wygadać, bo było mi najzwyczajniej wstyd. Wstyd tego, że mój chłopak tak mnie traktuje.
No więc cały tydzień tęskniłam za dupkiem, który ma mnie gdzieś.
Dziś powinien być w szkole, bo wczoraj rano wrócił.
Gdy byłam już umalowana i ubrana zeszłam na śniadanie.


-Dzień dobry. -przywitałam się z rodziną. A propos rodziny, mój ojciec nadal zachowuje się jakby już nie miał córki, to znaczy odbiera telefony, ale nie nalega już żebym go odwiedziła, a o moim powrocie nie ma nawet rozmowy.
Sama nie zaczynam tego tematu, bo przez te kilka miesięcy sporo się zmieniło, kontakt z rodzicami mam słaby, ale za to mam "chłopaka" i "brata". Tak mój chłopak jest teraz moim "chłopakiem".
Mam tylko nadzieję, że nie chce ze mną zerwać. Chyba bym się zabiła.
Każdy odpowiedział mi, krótkie 'hej' i dosiadłam się.
-Will masz dzisiaj jakieś plany? -spytała po krótkiej chwili moja mama.
-Nie wiem, możliwe, że wyjdę ze znajomymi.
-Jakbyś mógł, mamy zamiar z Georgem zabrać was na obiad do jakiejś restauracji.
Aha mamo. Mnie nie zapytasz o plany? Może też je mam?
Cóż...muszę żyć z myślą, że od jakiegoś czasu nie mam już rodziców, znaczy mam, tylko im się wydaje jakby nie mieli córki.
Przemilczałam to i z zadufaną miną zjadłam śniadanie, wzięłam torbę i bez słowa wyszłam.
Mam to w dupie idę piechotą.
Szłam uboczem drogi kopiąc po kolei wszystkie kamienie, aż usłyszałam klakson, drogę zajechał mi czarny samochód Georgea, a za kierownicą siedział Loczek.
-Zamawiała pani taksówkę z seksownym taksówkarzem? -spytał niskim głosem uprzednio uchylając szybę.
-Will na prawdę nie mam humory na żarty.
-No trudno, wsiadaj.
-Wolałabym się przejść.
-Mam użyć siły? -spojrzałam na jego poważną minę i wsiadłam do samochodu.
Zapięłam pasy i ruszyliśmy. Loczek jak zawsze nucił jakąś piosenkę pod nosem, co mnie dziwiło nie pytał się o moje samopoczucie.
Po chwili dowiedziałam się dlaczego, zamiast zatrzymać się przed szkołą jechaliśmy dalej.
-Williamie matka mnie zabiję... Cofaj.
-William... Jak oficjalnie. Rosalie to tylko jedna lekcja, wypijemy kawę i pójdziemy na lekcje.
Już się nie sprzeciwiałam, bo wiem, że to nic nie da.
Zajechaliśmy do przytulnej kawiarni, w której kiedyś byłam z Charliem.
Zamówiłam małą z mlekiem, nigdy jakoś nie przepadałam za kawą, więc będę piła ją z przymusu, a Loczek żyjący na kawie i papierosach wziął dużą czarną.
Jak on może to pić?
Dziwny typ.
-Na Susan się tak wkurwiłaś? -wkońcu zaczął temat, na który w tym momencie nie miał zamiaru, ani ochoty rozmawiać.
-Nie.
-Rose.
-Nie.
-Myślisz, że jestem kurwa tępy? -spojrzał na mnie zdenerwowany.
-Wiesz, że nie lubię, gdy ktoś przeklina.-upomniałam go.
-Jesteśmy jak rodzeństwo, możesz mi mówić wszystko.
-Eh...Matka woli ciebie ode mnie, a ojciec ma mnie gdzieś, zadowolony? W sumie matka od dawna ma mnie w dupie, ale mój ojciec? Nigdy w życiu nie pomyślałabym, że tak mnie potraktuje.
-Dobrze wiesz, że to nie tak. -Loczek potarł dłonią moją dłoń.
-A jak? Gdy przychodzimy ze szkoły pytania lecą tylko do ciebie, a mnie ignoruje, a ojciec nawet nie ma czasu porozmawiać. Na prawdę nie chcę się nad sobą użalać, ale...kurde.
-Może po porostu porozmawiaj z nimi.
-Zwariowałeś? Powiedzą, że mi się wydaję i tyle. Nie ma sensu...
-I co? Będziesz chodziła wkurwiona na cały świat?
-Will.
-Przepraszam, zdenerwowana.
-Jutro już mi przejdzie.
-Jak uważasz, ale jeżeli coś... Możesz na mnie liczyć.
-Wiem, dziękuję. -uśmiechnęłam się i wzięłam się za picie mojej kawy.
Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym, pytał się jak z Leo, a ja co miałam mu odpowiedzieć? Oczywiście zapewniłam go, że wszystko dobrze i lepiej być nie mogło.
Byliśmy w szkole pięć minut przed drugą lekcją, dla nas pierwszą. Wzięłam potrzebne książki i skierowałam się na schody. Szłam ze spuszczoną głową i zastanawiałam się co zrobi, gdy mnie zobaczy, i w sumie co ja zrobię, bo to też było pod znakiem zapytania.
Zakręciłam na schody i na kogoś wpadłam, na szczęście ten ktoś przytrzymał mnie, co było dziwne- mocno trzymał mnie w talii.
-Przepraszam... -burknęłam chcą jak najszybciej odsunąć się od nieznajomego. W sumie "nieznajomego", bo jego zapach był mi bardzo dobrze znany.
Tak ja Rose Nixton rozpoznaje ludzi po zapachu. Jak pies. A co.
Nie no, po prostu jego perfumy były jednymi z najpiękniejszych jakie czułam, męskie, a zarazem jakby to powiedzieć...eleganckie. Po prostu dla mnie perfumy męskie kojarzą się z jakimiś mocnymi zapachami gryzącymi w nozdrza, a te były delikatne, dopiero, gdy jesteś z kimś blisko je czujesz, a nie z kilometra dalej.
-Moja ulubiona koleżanka. -chłopak mnie mocno przytulił i już zorientowałam się kto to jest. Wysoki, chudy jak patyk, noi jedne z najlepszych perfum.
-Mój ulubiony blondyn. -wtuliłam się w niego.
-Odsuń się od niej. -warknął trzeci głos. Głos pełen gniewu, agresji i pretensji. To głos mojego chłopaka.
Powoli odsuneliśmy się od siebie z Charliem, ale chłopak nadal obejmował mnie ramieniem. -Możesz nas zostawić?
-Will, jest pod salą. -poinformowałam blondyna, a on ruszył w tamtą stronę.
Patrzyliśmy na siebie, ale jego wzrok był pusty i oschły w przeciwieństwie do mojego.
-Co ja takiego zrobiłam? -zapytałam, gdy już nie wytrzymałam ciszy.
-Nic.
-Więc dlaczego taki jesteś? Przez cały tydzień się nie odzywałeś.
-Może miałem powód?-uniósł brwi.
-Powód? -zapytałam trochę głośniej. -Chciałam się tylko spotkać, porozmawiać, a ty się na mnie wydarłeś, nawet nie powiedziałeś mi o trasie.
-Słuchaj. -podszedł bliżej i złapał mnie za nadgarstek.-Jeżeli ci nie odpowiada, to możesz ze mną zerwać.-warknął i puścił mój nadgarstek.
-Leo... Nie o to chodzi.
-Więc może powinnaś się bardziej starać?
On chyba sobie żartuje. Mam się bardziej starać?
Lustrowałam jego twarz i szukałam jakiejś małej oznaki, która mówiłaby, że to nieśmieszny żart. NIC. Tylko złość.
Nie wytrzymałam i odwróciłam serio na pięcie.
Teraz to ja będę miała go w dupie.
Szybko szłam przez korytarz chcąc jak najszybciej wyjść z tego budynku. Słyszałam jak mnie woła, ale w tym momencie miałam wszystko gdzieś, chciałam się położyć, zasnąć i zapomnieć o tym dupku.
Pech chciał, że po drodze wpadłam na Will'a i Charlie'go.
-O Rose, co się stało...?
Zignorowałam Loczka i przepchnęłam się przez nich.
-Rose! -dogonił mnie i pociągnął za nadgarstek.
-Czego?! -odwróciłam się i ze łzami w oczach spojrzałam na niego. Widziałam, że się o mnie martwi, ale będę się żalić osobie, która ostrzegała mnie przed Leo.
-Spokojnie, co się dzieje?
-Nic. Zostaw mnie.
Dzięki bogu, Will pozwolił mi pójść bez zadawania pytań.
***
Obudził mnie, jak często to się zdarzało, dym papierosowy. Ta Will chodzący komin.
Po tym dramatycznym wyjściu ze szkoły nie miałam siły włóczyć się po mieście i po prostu wróciłam do domu. Nie był to zły pomysł, bo powiedziałam mamie, że źle się poczułam na co beznamiętnie odpowiedziała 'to się połóż'.
Thanks mum.
Tak też zrobiłam i co dziwne od razu zasnęłam, bez zbędnych płaczy i myślenia co dalej. Po prostu zasnęłam.
Chyba jestem już zmęczona swoim życiem. Moja psychika nie wytrzymuje martwienia się o wszystko i woli się resetować podczas snu. Na szczęście... Bo już nie daję rady z natłokiem niepotrzebnych myśli.
Nie miałam najmniejszej ochoty na rozmowy nawet z Will'em, a może szczególnie z nim... Nie wiem. Po prostu udawałam, że śpię.
Moje zdolności aktorskie ograniczają się do grania śpiącej debilki. Nie zadebiutuje w świecie filmu.
Ciekawe co robi Leo? Martwi się? Jest smutny? 
Spadaj Rossalindo!
Tak nazwałam swoje alter ego Rossalinda.
Pewnie siedzi gdzieś na imprezie owinięty jakaś blondynką i świetnie się bawi, bo taki jest. 
Skończ już! 
Loczek w końcu zamknął okno i czekałam, aż wyjdzie, ale on nie wyszedł. Poniósł kołdrę i położył się pod nią, a potem owiną ręce wokół mojej talii.
Wstrzymałam oddech i nadal udawałam, że śpię. To by było głupie, gdybym nagle się obudziła i kazała mu zabrać łapy.
-Wiesz, że jak człowiek śpi to oddycha.-szepnął i krótko się zaśmiał.
Dobra jednak jestem głupia.
Zacisnęłam powieki zzażenowania.
-Dlaczego nie chcesz ze mną rozmawiać?
-Will proszę, źle się czuję. -w sumie to nie skłamałam, bo czułam się źle psychicznie.
Wyplątałam się z jego uścisku i podeszłam do małego fotela na którym leżała bluza. Założyłam ją na siebie i chciałam wyjść, ale przypomniałam sobie, że to mój pokój, więc stałam w miejscu i patrzyłam na niego.
Powoli usiadł na łóżku i odgarnął swoje loczki. Patrzyliśmy chwilę na siebie a potem on spuścił głowę i wyszedł.
Myślałam, że mam spokój, ale nie dali mi odpocząć i przyszła mama z wiadomością, że niedługo wychodzimy i mam się ubrać.
Ogarnęłam się w pół godziny i wszyscy wsiedliśmy do samochodu.




Yeey ta cisza w małej puszce!
Co jakiś czas mama i George rozmawiali, a ja z moim bratem mieliśmy oczy wlepione w szyby.
Moją uwagę przyciągnęła dziewczyna z burzą długich loków na głowie. Stała obok ławki w parku ze znajomymi. Śmiesznie wyglądali ona drobna dziewczyna około 160, a oni dobrze zbudowani facecie 190. Oblewali się wodą z butelki, głośno śmiali, ogólnie dobrze bawili ignorując gardzące spojrzenia przechodniów.
-A.K.-powiedział nagle Loczek.
-Co?
-A.K. tak na nią mówią, uczyła się u nas dwa lata temu, ale ją wrzucili. -wytłumaczył.
-Za co? -spytałam obojętnie.
-Nie wiem dokładnie, ponoć za to jak odzywała się do nauczycieli, ale kto by wyrzucił za takie coś.
Kiwnęłam głową na znak, że rozumiem i wróciłam wzrokiem do szyby. 
-Zawsze była dziwna, do nikogo się nie odzywała chyba, że z pretensjami. -dodał, a George zatrzymał się przed knajpa z sushi. 
Jedliśmy w tej samej ciszy, która była w samochodzie, no oprócz Georgea i mamy oni ciągle o czymś rozmawiali.
-Mamy nowinę. -zaczęła zadowolona Susan patrząc to na mnie to na Loczka.
-Ja i Susan.
Jezu jak ja nie lubię jak jakaś para mówi tym trybem "raz on raz ona", nie może powiedzieć to jedno z nich.
-Mamy wynajętą sale na październik.
-Jaką salę? -spytałam nieświadoma pakując jedzenie do buzi.
-Jak to jaką, na wesele! -uniosła się zadowolona.
Myślałam, że się uduszę, przez jedzenie, które utknęło mi w przełyku. Zaczęłam kaszleć, Loczek uderzył mnie w plecy i na szczęście przeżyłam.
-Mamo, ślub?
-Przecież się zaręczyliśmy.-pomachała mi pierścionkiem przed twarzą.
Miałam nadzieję, że pierścionek jej starczy i będzie sobie z nim chodzić do końca życia.
-No to ten. -brunet podrapał się po głowie. -Super, nie? -uderzył mnie ramieniem, a ja na niego spojrzałam.
-No...super. -uśmiechnęłam się sztucznie.
Nie to, że nie chcę żeby była z Georgem, ale będę na ślubie swojej matki, będę pomagała wybierać jej suknię, kwiaty, kapelę i do października będę zalewana pytaniami czy obrusy powinny być białe czy raczej ecru.
Nie wyobrażam sobie tego.
A poza tym, kurcze to dziwne, że mama będzie miała innego męża, niż mój ojciec, noi jeszcze będę na tym ślubie.
Ogólnie to cały wieczór miną mi na słuchaniu o weselu. To nic, że zostało pół roku już wszystko jest ustalone.
Gdy wróciliśmy poszłam pod prysznic zmyć brudy dzisiejszego dnia.
Siedziałam chwilę na mediach społecznościowych, a potem po prostu leżałam słuchając muzyki.
Mimo, że muzyka nie była głośna nie obyło się bez wisku mojej mamy "Wyłącz to, bo wyrzucę głośniki przez okno!!!". I tak nie posłuchałam, dla Will'a nigdy nie zwraca uwagi.
Owinęłam się w kokon i nuciłam pod nosem melodię, gdy poczułam czyjeś ramiona owijające się wokół mnie. Szybko się odwróciłam do tej osoby.
-Co ty tu robisz? -usiadłam i wyłączyłam muzykę.
-Przeszedłem do swojej dziewczyny. To dziwne?-spojrzał na mnie rozbawiony.
Tak bardzo śmieszne.
-Myślałam, że nie zasługuje na ciebie...- uniosłam brwi
-Oh przestań dramatyzować...
-Mam przestać, co? Leo staram się, ignoruje twoje humorki, ale nie chcę już tak dłużej...
______________________________________
tamtamtam taaaammmm.
Jezu ten rozdział był tak nudny, że nawet nie chciało mi się go poprawiać XD z tego co pamiętam to kolejny jest chyba ciekawszy i pojawi się jak podejmę się poprawiania go. Ciężka robota, mówię wam XD
Jak tam wakejszyn?
Znacie to uczucie, gdy nie ma twojej mamy i nie wymyśla ci to nowych zadań? Ja już znam. Żyć nie umierać.
Dobra no to rozdział...nie wiem dlaczego ale teraz tak wieje nudą a mam tak fajne pomysły na ciąg dalszy...
Myślicie, że w następnym rozdziale Rose zerwie z Leo? 
Noi prawdopodobie już pod następnym rozdziale będzie link do mojego aska.
no to tyle
Miłego dnia
-Kate xx

czwartek, 28 lipca 2016

LBA PART SIX.

ZOSTAŁAM NOMINOWANA PRZEZ: MI SIA.
Dziękuję dziękuję

1.Jak myślisz za co Cię lubię? (nie mogłam się powstrzymać xd) 
Pewnie za bloga i moje fantastyczne poczucie humoru xD 
2.Czemu taka tematyka boga?
Gdy tylko polubiłam BAM zaczęłam czytać blogi i potem sama stwierdziłam że coś tam napiszę 
3.Ulubiona piosenka?
Who Is Fancy - Goodbye i Blackbear - Idfc (Tarro Remix).
4.Najgłupsza piosenka jaką słyszałaś?
MISTER D. x ANJA RUBIK - CHLEB (polecam XD)5.Jakie jest Twoje hobby? 
Kiedyś dużo trenowałam, teraz pisze i no, nie mam jakiegoś super ekstra hobby. 
6.Czym się zajmujesz poza blogiem? 
Poza tym blogiem zaczęłam z przyjaciółka coś nowego, ale narazie brak czasu. Ogólnie to seriale są moim życiem, oglądam dużo filmów, czasem jakieś imprezy ze znajomymi.
7.Najlepsza rzecz jaka zdarzyła się w twoim życiu?
 Nie mam pojęcia, w sumie blog to był dobry pomysł, bo poznałam dużo zajebistych ludzi. 
8.Kto jest Twoim idolem?
 Bars and melody aktualnie. 
9.Chciałabyś coś zmienić w swoim wyglądzie?
 Chciałabym schudnąć, w sumie mam problemy z cerą więc to też. 10.Masz dystans do siebie czy raczej nie?
 Mam do siebie kilometrowy dystans, serio chamskie żarty są zawsze śmieszne i lubię takich ludzi, którzy tak jak ja potrafią z siebie pożartować. 
11.Co Cię najbardziej uszczęśliwia?
 Nie mam pojęcia xD 12.Miałaś kiedyś sytuacje, że chciałaś uciec z domu i nigdy nie wracać? 
Tak, całe dzieciństwo uciekałam, a potem mama mnie znajdowała xD patola trochę xD teraz jestem raczej obojętna na każdą kłótnie czy coś 
13.Gdybyś mogła zmienić imię jakie by to było?
 Katarzyna xD matko bosko dlaczego ja?! Oliwa bardzo mi się podoba tak z polskich. 
14.Masz ulubioną rzecz z dzieciństwa?
 Mój zestaw kubek, miska i talerzyk z Kubusia Puchatka xD od razu obiad smakuje lepiej. 
15.Jesteś domownikiem czy raczej nie usiedzisz w jednym miejscu?
 Raczej domownikiem, leżeć i słuchać muzyki czy oglądać filmy mogę non stop, ale lubię też spotkać się ze znajomymi . 
16.Co bardziej lubisz? Przyrodę czy technologię?
 Nie wiem w sumie, kocham zapach lasu czy deszczu, uwielbiam nawet zwykły krajobraz pól, ale bez telefonu nie mogłabym żyć. 17.Ulubiona bajka z dzieciństwa?
 Olinek Okraglinek xD Barbie jako rozpunka. 
18.Masz zwierzaka?
 Miałam kiedyś królika o imieniu Filip a teraz niestety nie mam żadnego zwierzęcia. 
19.Jaki masz kolor włosów?
Ciężko okręslić, czarne/ ciemny brąz xD 
20.Jaką szaloną rzecz byś zrobiła? 
O kurcze, gdybym miała trochę hajsu, to bym zwiedziła świat na stopie, tanich liniach lotniczysz i busach xD  Nie wiem jeździć, imprezować, poznawać ludzi i no. Może to nie takie szalone ale no.
NIENOMINUJĘ NIKOGO.

środa, 27 lipca 2016

LBA PART FIVE.

Dziękuję za nominację:
Mery

1.Co Cię motywuje do pisania? 
Czytelnicy oczywiście.
2. Co robisz w wolnym czasie? Oczywiście, jeżeli taki posiadasz XD
Jeszcze nie jest ze mną aż tak źle XD piszę ff, oglądam dużo seriali, filmów, spotykam się ze znajomymi, ale apsolutnie moją ulubioną rzeczą jest leżenie i słuchanie muzyki, mogę tak cały dzień XD
3. Jak poznałaś swoich idoli? 
Przypadkiem znalazłam na yt filmik.
4. Jaka jest Twoja ulubiona piosenka na ten moment?
Who Is Fancy - Goodbye i Blackbear - Idfc (Tarro Remix).
5. Czego się boisz?
O matko jest przerażona ogólnie przyszłością, matura, studia, praca...masakra, nie chcę już dorastać XD :((((((
6.Gdzie byś chciała najbardziej pojechać/polecieć?
Australia, Ibiza, Nowy Orlean.
7.Jest jakaś rzecz, która strasznie cię wkurza?
Teraz to muchy XD Ogólnie jestem bardzo nerwową osobą, jak ktoś nie zamyka drzwi, je coś jak jest cicho, je w kinie, stuka na klawiaturze jak chce spać, najgorszy jest chyba kapiący kran, mogę wymieniać do wieczora, ale no, serial wzywa.
8. Masz może jakiś cytat, który Cię szczególnie motywuje? 
Nie mam.
9. Oglądasz jakiś serial? 
Tak, Pamiętniki wampirów, Dead of summer, Kwarantanna, American horror story, The Orginals, Twisted, który przerwali, Plotkarę, ale zgubiłam odcinek, Scream i to chyba tyle, nwm może o czymś zapomniałam.
10. Jak przystało na bloggerkę :D Co mogłabym poprawić w swoim blogu? :P
Idk, uważam, że każdy ma swój pomysł i robi tak jak chcę, więc no XD
11. Co u Ciebie? Odpowiedź ma być szczera xD Takie wymagania mam :3
W końcu dopchałam się do komputera i nadrabiam seriale XD Ogólnie spoko XD Osatnio w ogóle trochę zawiodłam się na przyjaciołach, Ty jesteś dla wszystkich, dla ciebie nie ma nikogo.

NIE NOMINUJĘ NIKOGO.

LBA PART FOUR.

Dzięuję za nominację:

Klaudia33Bammylife

1.Co kojarzy Ci się z dzieciństwem?
Wakacje i słońce.
2.Jaka piosenka wzbudza w tobie silne emocje?
Jessie Ware - Say You Love Me
3.Co jest najważniejsze w związkach?
Chyba szacunek i zaufanie, tak mi się wydaje i jeszcze taka swoboda, że przy tej osobie możesz być sobą i możesz powiedzieć jej wszystko.
4.Co myślisz o osobach, które robią wszystko dla "szpanu"?
Chore na głowę XD no to głupie po prostu, mają jakieś luki w psychice i potrzebują uwagi, chociaż czasami to może być smutne, a nie głupie. Paradoks.
5.Ulubiona bajka dzieciństwa?
Olinek okrąglinek, Barbie jako roszpunka XD
6.Ulubiona postać z kreskówki( może być z teraz lub zza czasów dzieciństwa)?
Chyba kłapouchy, zawsze mi było go szkoda i zawsze mówił coś smutnego, ale prawdziwego.
7.Najważniejsza dobra cecha człowieka?
Nie wiem wydaje mi się, że nie potrafię wymienić jednej cechy, niech będzie inteligencja, żeby można było chociaż z nim pogadać XD
8.Najgorsza cecha człowieka?
Poczucie wyższości, gardzenie innymi.
9.Masz fobie?
Pająki, owady, boję się nawet muchy, serio XD
10.Jakie książki polecasz?
"My dzieci z dworca ZOO"

21. His mistake is my mistake.

Siedziałam jak na szpilkach.
-Co się stało? -odwrócił się do mnie Jeremi, ale wzruszyłam tylko ramionami.
Wszyscy się na mnie patrzyli, szeptali, a wszystkie dźwięki były nie do zniesienia. Tykanie zegara, pstrykanie długopisem, stukanie palcem o ławkę.
Nie wytrzymałam, wstałam, zabrałam swoje rzeczy i wyszłam z sali.
Próbowałam wyjąć telefon z torby, ale moje ręce się tak trzęsły, że zajęło mi to dłuższą chwilę.
/Charlie/
Leo właśnie pojechał na komisariat, możesz mi powiedzieć co się dzieję?
Usiadłam pod ścianą i czułam łzy które napływają mi do oczu.
Co on znowu wymyślił?
/Charlie/
Gdzie jesteś?
Chciałam odpisać, ale ze schodów zbiegła blondy.
-Tutaj. -szepnęłam.
Szybko do mnie podszedł, więc wstałam.
-Co się stało?
-Nie wiem. Na lekcje weszli policjanci i go zabrali. Jezu...mówił ci coś?
-Nie, nie rozmawiałem z nim od wczoraj.
-Dzwonił do mnie w nocy, ale...był na imprezie.
-Pił? -lekko pokiwałam głową. -Zadzwonię do Victorii.-wyjął telefon.
-Gdzie jest Will?
-Nie przyszedł dziś do szkoły.
-Zadzwonię, żeby po nas przyjechał.
Mama bruneta nie odbierała, więc pierwszą moją myślą było, że już wszystko wie i jest razem z Leo.
***
Siedzieliśmy u nas w salonie i w trójkę myśleliśmy o co może chodzić.
Coraz gorsze myśli przebiegały przez moją głowę, coraz bardziej chciałam płakać z niewiedzy.
Po około dwóch godzinach wspólnego milczenia usłyszeliśmy dzwonek do drzwi, spojrzeliśmy po sobie i w końcu Will poszedł otworzyć.
Po chwili wszedł do salonu z dwoma policjantami.
-Rose, panowie do ciebie.
O nie.
-Dzień dobry, Rosalie Nixton?
-Dzień dobry, tak. -wstałam z kanapy i poprawiłam ubranie.
-Musi pani pojechać z nami, w celu złożenia zeznań.
-Chodzi o Leo? Co on zrobił? -wtrącił się Charlie.
-Przykro mi, nie możemy nic na razie powiedzieć.
-Nie ma moich rodziców.
-Nie szkodzi, skontaktujemy się z nimi.
Spojrzałam na Will, który lekko kiwną głową, a potem założyłam byty i wyszłam w towarzystwie dwóch mundurowych.
Czułam się jak przestępca, szli nie więcej niż pół metra za mną, jeden z nich otworzył mi drzwi do radiowozu, a gdy usiadłam zobaczyłam, że nie ma klamek.
***
Szłam po schodach nowoczesnego budynku i czułam się coraz gorzej. Zrobiło mi się gorąco jak nigdy, dłonie pociły, a brzuch bolał z nerwów.
Wzięłam głęboki oddech i szybko je przeszłam.
Spojrzałam najpierw w lewy korytarz, a potem w prawy, gdzie zobaczyłam, mojego Leo.
Rzuciłam się w jego stronę.
-Leo!
Chłopak od razu spojrzał w moją stronę i zaczął biec.
-Rose. -mocno mnie przytulił. Nie mogłam nacieszyć się jego obecnością, bo nas rozłączono.
-Leo co się dzieje? -spytałam chłopaka, który próbował wyrywać się policjantom.
Sytuacja była tak przerażająca, że zaczęłam płakać. Nie panowałam nad sobą, nic nie wiedziałam i nie chciano mi dać chwili na rozmowę z moim chłopakiem.
-Skarbie, spokojnie, wszystko jest w porządku. Nie wierz im. -tyle zdążył powiedzieć, bo go zabrano.
Jeden z policjantów podał mi husteczke, wyglądał na max 30 lat, i uśmiechnął się pokrzepiająco.
-Przykro mi taką mamy robotę. Jeżeli jest niewinny, to nie masz o co się martwić.
-Ja nic nie wiem, o co chodzi? -spytałam patrząc na niego prosząco.
-Za chwilę wszystkiego się dowiesz.
Mężczyzna zaprowadził mnie do pomieszczenia z numerem 209, nie zdążyłam przeczytać plakietki, bo od razu zapukał i wpuścił mnie do pokoju, zostawiając samą z jakimś innym mężczyzną.
Gdy weszłam automatycznie wstał.
Był ubrany w garniturowe spodnie, niebieską koszule i granatowy krawat. Szczupłej, wysokiej postury, wyglądał na około 40-50 lat, z siwą czupryną z przedziałkiem, zaczesaną na boki.
Kąciki jego ust były lekko wygięte w dół co sprawiło, że wyglądał na surowego, a przeszywający, gardzący wzrok wydał jego zuchwałość
-Rosalie Nixton?
-Dzień dobry.
-Usiądź proszę. Nazywam się John Cordon, jestem policjantem. -powiedział i widziałam, że się stara brzmieć jak najmilej, niestety mu to nie wyszło.
Usiadłam tak jak poprosił na krzesełku po drugiej stronie biurka na której były stosy papierów, które zaczął przeglądać.
-Może masz jakiś dowód? -uniósł wzrok.
Trzęsącymi się dłońmi złapałam moją torebkę, którą zabrałam z domu. Zaczęłam grzebać wśród książek szukając portfela, czułam na sobie surowy wzrok policjanta, w końcu podałam mu to o co prosił.
-Rosalie Nixton, lat 17, zamieszkała w Bristol?
-Tak. -potwierdziłam.
-Mieszka pani tylko z matką?-przejrzał swoje papiery.
-Możemy mi pan powiedzieć dlaczego tu jestem? O co chodzi z Leo?
-Mieszka pani tylko z matką? -powtórzył głośniej i spojrzał na mnie takim wzrokiem, że miałam ochotę uciec.
-Z jej narzeczonym i jego synem.
-Ojciec?
-Mieszałam z nim w Cardiff przez trzy lata, ale co to ma do rzeczy? -zdenerwowałam się.
-Rozumiem. Co robiłaś wczoraj wieczorem? -znów mnie zignorował.
Co za burak?! On może mnie ignorować, to ja też mam takie prawo.
Oparłam się wygodnie o krzesło i złożyłam nogę na nogę.
Pisał coś w tych swoich papierach, a gdy nie odpowiadałam przez dłuższą chwilę podniósł wzrok.
-Co robiłaś wczoraj wieczorem?! -wrzasnął, a ja przymknęłam powieki i drgnęłam.
Dobra Rose, buntowanie nie jest dla ciebie.
-Uczyłam się.
-A potem?
-Poszłam spać.
-O której?
-22.
-Jesteś pewna?
-Tak.
-Kim jest dla ciebie Leondre Antonio Santino Devries?
-Chłopakiem. -Zawsze chciało mi się śmiać, gdy słyszałam jego pełne imię, ale teraz bez namysłu odpowiedziałam.
-Długo się znacie? -teraz się zawahałam.
-4 lata?
-Przecież mieszkałaś w Cardiff.
-Trzy lata, poznałam go jeszcze w podstawówce, wtedy mieszkałam tutaj.
-Musisz go dobrze znać?
-Tak mi się wydaje.
-Jaki jest? -zmarszczyłam brwi na jego pytanie.-Nerwowy, porywczy?
-Nie. -opowiedziałam po chwili, co było oczywiście kłamstwem. 
-Nie musisz kłamać, rozmawiałem z nim 3 godziny. -zapisał coś w papierach.
-Kłócicie się?
-Co to ma do rzeczy?
-Odpowiedz.
-Tak, jak każda para.
-Zdradził cię kiedyś?
Wtf?
-Proszę?
-Czy Leondre kiedykolwiek panią zdradził?...Nie kłam.
-Tak. -spuściłam wzrok.
-Kiedy?
-...
-Dobrze. Wczoraj w nocy dzwonił do ciebie?
-Dzisiaj w nocy, tak, to było około pierwszej w nocy.
-O czym rozmawialiście?
-O niczym szczególnym.
-Uwierz mi, że w jego przypadku każdy szczegół jest ważny.
Przełknęłam głośno ślinę.
-Powiedział, że mnie kocha. Chciał do mnie przyjść, był... -przerwałam.
-Tak, wiem, pijany. Przyszedł?
-Nie, powiedziałam, żeby poszedł do domu, bo jest późno. -powiedziałam cicho.
-Mówił coś jeszcze?
-Nie.
-Powiedział coś co ci nie pasowało? Nie wiem, może zachowywał się dziwnie?
-Nie.
-Jesteś pewna?!
-Tak.
-Co zrobił potem?
-Nie wiem, rozłączyłam się, pewnie poszedł do domu.
-Widzieliście się jeszcze z rana, mówił coś?
-Nie.
-Rosalie nie kłam!
-Ja nie kłamie! -tym razem opowiedziałam mu krzykiem i zaczęłam płakać.
Zdenerwowałam się, nic nie wiem, jakiś policjant krzyczy na mnie oczekując ode mnie nie wiadomo czego.
-Rosalie... -powiedział łagodniej, podszedł do mnie i usiadł na rogu biurka. -Wiem, że to dla ciebie trudne, ale musisz mi powiedzieć wszystko co wiesz.
-Ale ja nic nie wiem.
-Dobrze, może nie znasz całej prawdy. Już wiemy, że Leondre Devries pokłócił się na imprezie z Daniel'em Fals'em, -zdziwiłam się słysząc imię chłopaka, którego poznałam w kiedyś w KFC. Pisał nawet do mnie kilka razy, ale Leo zabraniał mi odpisywać -wiemy też, że Leondre był przez niego szantażowany. Daniel miał zdjęcia twojego chłopaka całującego się z jakąś dziewczyną. -zacisnęłam mocno powieki nie wiedząc w to co słyszę. Kolejne łzy spłynęły po moich policzkach.-Daniel groził, że jeżeli nie da mu pieniędzy to wyśle je do ciebie. Leondre również mu groził, trochę inaczej. Wiedziałaś o tym? -pokręciłam lekko głową. -Dziś rano znaleźliśmy ciało Daniela.
To niemożliwe. To nie może być prawda. Nie, Leondre nie mógł mu nic zrobić. Nie wierzę w to.
-Jeżeli wiesz coś o tym, nie tylko Leondre będzie miał problemy, ale ty również. -oznajmił.
Postawiłam nogi na krzesełku i wtuliłam twarz w kolana, zaniosłam się płaczem.
Mój chłopak jest oskarżony o morderstwo.
-Rosalie, wiem, że to dla ciebie trudne, ale musisz mi powiedzieć wszystko co wiesz. Leondre dzwonił do ciebie w nocy, co mówił?
-Że mnie kocha...
-Co jeszcze?!
-Nic nie mówił! Ja nic nie wiem!
-W takim razie zacznijmy od początku. -usiadł na swoim fotelu. -O której Leondre Antonio Santino Devries do ciebie dzwonił?
Noi zaczął od początku. Byłam przesłuchiwana jeszcze pół godziny, mężczyzna ciągle zadawał mi te same pytania, a ja odpowiadałam tylko 'tak' lub 'nie', nie byłam wstanie odpowiadać dłuższymi zdaniami, bo głos mi drżał. Przestałam płakać, ale poliki piekły mnie niesamowicie i przypuszczam, że wyglądałam okropnie.
Przypuszczam, że John nękałby mnie dłużej, aż powiedziałabym to co chciał usłyszeć, ale moja szanowna matka raczyła się zjawić, widząc w jakim jestem stanie zaczęła go starszych prokuratorem i mogłam już iść do domu.
W drodze do domu wypytywała mnie o co chodzi, ale nie chciałam jej o tym mówić, więc jechałyśmy w ciszy.
-Rose?! -usłyszałam Will'a, gdy tylko weszłam do domu, po chwili stał już z Charlie'm obok mnie. -Jezu co ci się stało?
-Co z Leo?
Ogarnęłam włosy i weszłam w głąb domu.
-Leo jest oskarżony o morderstwo. -powiedziałam, gdy była tyłem do nich, by nie zobaczyli moich łez, które znów zaczęły spływać.
-Cco? -zająkał się blondyn.
-Zaraz wam wszystko powiem. -poszłam szybko do łazienki, gdzie doprowadziłam się do porządku. Przynajmniej próbowałam, bo oczy nadal były czerwone.
Zeszłam do salonu, gdzie wszyscy siedzieli- mama, George, Will i Charlie.
Usiadłam obok Loczka, a mam podała mi herbatę.
-Jakie morderstwo? -spytała mama.
-Wczoraj był na imprezie, podobno pokłócił się z Daniel'em Fals'em. -spojrzałam na Charlie'go, z którego wzroku wyczytałam, że go zna... Znał. -Nie wiem, dlaczego, ale oni myślą, że Leo go zabił. -zaniosłam się płaczem, a Will postawił moją herbatę na stoliku i mnie przytulił.
-O co się kłócili?- blondynowi załamał się głos. 
-Nie wiem. -skłamałam.
-Rose, dlaczego cię tak długo trzymali?-Will odgarnął moje włosy z mokrych policzków.
-Ten policjant chciał żebym zeznała przeciwko Leo, ale ja przecież nic nie wiem. -wtuliłam twarz w koszulkę chłopaka. -Traktują go jak przestępce, nie pozwolili nam nawet porozmawiać.
-Dobrze Rose, chodź położysz się.-Will pomógł mi wstać i zaprowadził mnie do mojego pokoju. Wyszedł i zamknął drzwi.
Zdjęłam spodnie oraz sweterek i położyłam się pod kołdrą.
Długo płakałam i to wcale nie dlatego że mnie zdradził, mój chłopak był oskarżony o morderstwo,  nie wierzę w to że zabił, ale to, że zadzwonił do mnie w nocy, był pobity, to jak się dziś zachowywał, jest za dużo niewiadomych dla mnie.
W końcu zmęczona płaczem i myśleniem zasnęłam.
***
Gdy się obudziłam było już ciemno, i poczułam zimny powiew.
Will.
-Znowu palisz.
-Prawie cała paczka już poszła. Jak się czujesz?
-Fizycznie, czy psychicznie? -usiadłam i spojrzałam na jego zatroskaną twarz. -Źle. Leondre tego nie zrobił.
-Wiem, więc dlaczego go nie wypuszczą?
-Nie wiem, Leo był dzisiaj pobity.
-Tak?
-Mhm, bił się z tym chłopakiem.
-Rose, jeżeli coś wiesz to powiedz. -zamknął okno i usiadł naprzeciwko mnie.
-Ja nic nie wiem. Leo dzwonił do mnie w nocy, mówił coś, że mnie kocha, że do mnie przyjdzie. Jezu, gdybym pozwoliła mu przyjść...
-Rose, to nie twoja wina, spokojnie. - widząc, że coraz bardziej się denerwuje, pogłaskał mnie po ramieniu.
-Powiedział, że uderzył się w szafkę. Dlaczego mnie okłamał?
Tak bardzo żałowałam, że nie mogę powiedzieć mu prawdy. Chciałam się wygadać, a byłam zmuszona trzymać wszystko w tajemnicy. Leo mnie zdradził, jakby to wyglądało? Jakby zareagował Will?
-Nie wiem, ale już niedługo wróci do domu.
-Gdzie Charlie?
-Jest z mamą u Victorii. Powiedziała, że jak będziesz mogła, żebyś do niej przyszła.
-Wie coś?
-Tyle co ty.
-Okay, to ja będę się zbierać. -wstałam, zapaliłam światło i podeszłam do szafy.
-Zawieść cię?
-Nie, spacer dobrze mi zrobi.
-Okay, więc pójdę z tobą.
Szybko się przebrałam i związałam włosy w koka.



W domu Devries'ów byliśmy dwanaście minut później. Zdjęłam buty i powoli weszła z Loczkiem do salonu.
-Dobry wieczór.
-Rose, cześć. -mama blondyna uśmiechnęła się smutno, co odwzajemniłam.
-Chłopcy możecie iść na górę? -poprosiła pani Victoria. Jej ton nie był miły, ale się nie dziwię, jej syn jest oskarżony o morderstwo.
Chłopcy niechętnie weszli po schodach i zostałyśmy we trzy.
-Chcesz coś do picia?
-Nie dziękuję.-usiadłam obok nich. -Błagam niech pani powie, że jutro Leo wróci do domu.
-Jeszcze nic nie wiadomo, ale Rosalie... ja wiem wszystko. -oznajmiła, a ja udawałam spokojną, chodź moje ciało momentalnie zalał pot. -Wiem, o szantażu, o zdjęciach i wiem też, że Leondre tego nie zrobił. Rozumiem, że zabolało cię to co zrobił, ale musisz mu pomóc.
-Wiem, że tego nie zrobił, ale jak mam mu pomóc? Nic mi nie powiedział.
-Jeżeli coś ci powiedział to musisz mu pomóc. Chcesz żeby trafił do poprawczaka, a potem więzienia?! -kobieta zdenerwowała się i uniosła głos, a ja nie miałam już siły. 
Czy ona nie rozumie, że nie interesuje mnie jego zdrada? 
-Milcząc zmarnujesz mu życie!
-Czy pani nie rozumie, że chcę mu pomóc, tylko nie wiem jak?! -tym razem to ja się uniosła. Podkuliłam nogi i zaczęłam płakać.
Jezu, jak ja chcę żeby to było nieporozumienie i Leo wrócił do domu, przytulił mnie i powiedział, że już jest wszystko dobrze.
-Przepraszam, jestem trochę zdenerwowana. Na komisariacie chcieli żebym zeznawała przeciwko niemu... -wytłumaczyłam się.
-Nie, to ja przepraszam. Ja już nie wiem co mam robić. -kobieta schowała twarz w dłonie.
-Niedługo wszystko się wyjaśni i Leondre wróci do domu. -pocieszyła nas pani Karen.
Siedziałyśmy w ciszy, dopóki nie przyszli chłopcy. Spojrzeli na każdą z nas pokolei.
-Rose, trochę się źle czuję, więc idę do domu. -oznajmił Will.
Spojrzałam na panią Victorie.
-Jeżeli pani chce to...
-Nie, jest już późno, pewnie jesteś zmęczona...
-Nie, na prawdę, jeżeli pani chcę to mogę jeszcze zostać.
-A mogłabyś? -kiwnęłam głową.
-Powiedz mamie, że wrócę późno.
-Okay, masz telefon w razie czego? -spojrzał na mnie. -Masz mój. -podał mi telefon.
Pożegnał się ze wszystkimi i poszedł do siebie.
Gdy tak siedzieliśmy było mi żal Charlie'go, tylko on nie znał całej prawdy.
Trochę rozmawialiśmy, trochę milczeliśmy, dużo milczeliśmy, myślę, że nikt z nas nie miał słów na tą sytuację.
Cieszyłam się, że mam przy sobie Charlie'go, mimo, że sam bardzo to przeżywa, przytulił mnie do siebie i pocieszał, gdy zaczynałam płakać.
Nie wiem nawet jak Leondre się teraz czuję, co robi... Niewiedza jest najgorsza.
Po pierwszej blondyn mnie wygonił, stwierdził, że muszę iść do domu się przespać, nie chciał przyjąć do wiadomości, że nie mam ochoty spać. Koniec końców odwiózł mnie do domu.
Tak jak myślałam, nie mogłam zasnąć, przewracałam się z boku na bok, aż w końcu zmęczenie wygrało i zasnęłam po 6.
***
Jest 13:23, cały dzień spędziłam w swoim pokoju, nie byłam w szkole, nie jadłam, myślałam tylko o tym jak się czuje Leondre, co robi i kiedy go zobaczę. Will tylko przyszedł z rana powiedzieć mi, że pani Victoria nadal nie wie co dalej.
14:55 nadal leżę w tym samym miejscu i tempo wpatruje się w sufit.
-Rose!- usłyszałam głos Will'a z dołu.-Rose zejdź na dół!
Nie miałam najmniejszej ochoty ruszać się z miejsca, przewróciłam się na bok.
-Rose kurwa, ktoś do ciebie!!- pierwsza myśl to Pani Victoria.
No nic, muszę wyjść z mojej groty.
Wyczołgałam się z pościeli i powoli wyszłam, stanęłam na przeciwko schodów i zobaczyłam brązowe roztrzepane włosy. Nie miałam czasu dłużej przyjrzeć się postaci, bo najszybciej jak potrafię zbiegłam po schodach i wpadłam w ramiona chłopaka, który mocno mnie przytulił.
-Cześć Skarbie.- szepnął mi do ucha.
-A ty nie chciałaś zejść.- zaśmiał się Charlie, którego nawet nie zauważyłam.
Odsunęłam się od bruneta i spojrzałam w jego smutne oczy.
-Możemy porozmawiać?- spytał. Ja cieszyłam się jak głupia, a jego ton głosu i twarz wyrażały tylko i wyłącznie smutek.
-Tak...- spuściłam wzrok, chłopak złapał mnie za dłoń i poprowadził do mojego pokoju. Usiadłam na łóżku, a Leo położył bukiet kolorowych kwiatów na biurku.
To chyba ma być dla mnie.
Stanął na przeciwko mnie, dokładnie mi się przyjrzał, a potem skierował wzrok w dywan.
-Nic mi nie powiesz?
-Rose...Ja na prawdę nie chciałem, byłem pijany.-klęknął przede mną i złapał za dłonie. -Błagam nie możesz mnie zostawić. To się więcej nie powtórzy obiecuję...
-Leo, ty....go nie zabiłeś prawda? -spojrzałam na niego przestraszona. 
-Co?  Nie... -zamyślił się na chwilę i usiadł obok. -Ty wszystko wiesz...-Spuścił wzrok. 
Zrozumiałam o co chodzi. 
-O szantażu? Tak, wiem. -powiedziałam z wyrzutem, było mi smutno, ale w cale nie byłam na niego zła, bo za bardzo przejęłam się tą całą sytuacją.
-Przepraszam, ja nie chciałem żeby to wszystko tak wyszło. -nie chciałam go już słuchać więc po prostu wtuliłam się w niego. Widziałam, że odetchnął z ulgą i pocałował mnie w skroń. 
-Powiedz mi, co się tam stało? 
-Nic nie zrobiłem... 
-Wiem, wcale się nie uderzułeś w szafkę, biłeś się z nim. 
-Zrobił mi zdjęcie, wiesz jakie... Potem chciał pieniędzy, na początku mu je dałem, ale chciał więcej. Na tej imprezie kłóciliśmy się o to i wyszło jak wyszło, uderzyłem go on mnie i wyrzucili nas z klubu i tyle, więcej go nie widziałem.-przęłknęłam głośno ślinę. -Nie wierzysz mi? 
-Wiem, że nie mógłbyś tego zrobić. 
-Jakimś cudem sąsiad mnie widział i wypuścili mnie. 
Dłuższą chwilę siedzieliśmy w ciszy, ja bawiłam się palcami, a brunet patrzył na moją twarz, jakby chciał coś powiedzieć, ale się bał. 
-Zapomnijmy o tym. -powiedziałam po chwili. 
-Obiecuję, że to był ostatni raz. -chciał mnie pocałować, ale odwróciłam twarz i nastała ta niezręczna chwila. 
Nie wiem dlaczego to zrobiłam, nie kontrolowałam tego. 
Leondre położył się i przyciągnął mnie do siebie. 
-Tęskniłem za tobą, bałem się, że mnie zostawisz.-Spojrzałam na niego, te jego oczy. 
-Ja za tobą też. 
***
Obudziłam się w objęciach Leo. Miałam ułożoną dłoń na jego brzuchu, a brunet delikatnie gładził jej zewnętrzną część. 
Przeciągnęłam się tak, jak pozwolił mi na to uścisk chłopaka. 
-Przepraszam, chyba zasnęłam. -szepnęłam i spojrzałam na bruneta, którego kąciki ust uniosły się lekko do góry. 
-Nie szkodzi, lubię patrzeć jak śpisz. -pocałował mnie w czoło. 
-Która godzina? 
-16.14
-O matko, tak długo spałam?-usiadłam na łóżku. -Dlaczego jesteś smutny? -spoważniałam, gdy zobaczyłam jego minę. 
-Nie, jestem... Chodź coś zjemy. -wstał i wyszedł z pokoju. 
Wzięłam głęboki oddech, założyłam bluzę, która leżała na krzesełku i zeszłam za nim. 
W domu panowała głęboka cisza, która była wręcz denerwująca. 
Leondre stał tyłem do mnie i przygotowywał jakieś jedzenie. Podeszłam do niego i przytuliłam się do jego pleców, dłonie powoli przesunęłam z jego brzucha, aż do klatki piersiowej, poczułam jak jego mięśnie się rozluźniają i odłożył wszystko, co miał w rękach. Oparłam usta na jego ramieniu. 
-Jutro jest pogrzeb. -oznajmił, a ja przymknęłam powieki. 
No tak. To, że Leo tego nie zrobił nie znaczy, że ta sytuacja nie miała miejsca, właśnie takie miałam wrażenie. Jakby nic się nie stało. 
Odwrócił się do mnie i owinął rękę wokół mojej talii. 
-To o to chodzi? -złapałam jego twarz w dłonie. 
Widziałam, że coś go męczy, chciałam, żeby wiedział, że ma we mnie wsparcie. 
-Nie. -spuścił na chwilę wzrok. -Nie chcę żeby tak to wyglądało. Mówisz, że mi wybaczyłaś, ale wcale tak nie jest. Widzę, że masz do mnie wyrzuty, ale ja na prawdę nie chciałem. 
-To zabolało. Nawet nie wiesz jak bardzo. Od jakiegoś policjanta dowiedziałam się, że mnie zdradziłeś, mało tego, płaciłeś komuś, żebym się nie dowiedziała. Mimo to nie byłam na ciebie zła, bo tęsknota sprawiała, że chciałam tylko tego byś mnie przytulił. Nie widziałam cię jeden dzień i już umierałam z tęsknoty, nie miałam nawet ochoty wstać z łóżka. Wybaczyłam ci i chcę o tym zapomnieć, ale nie możesz mieć mi za złe tego, że poczułam się zraniona. 
-Masz rację, ale chce żeby było jak wcześniej, jakby nic się nie stało, bo... 
Szczerze? Chciałam usłyszeć, że mnie kocha i nie mówił tego tylko dlatego, że był pijany. -Zależy mi na tobie. -delikatnie pocałował mnie w usta. 
Wystarczy mi pewność, że nie jestem mu obojętna i coś do mnie czuje, nie musi to być wcale miłość, bo sama nie mogę powiedzieć, że go kocham. 
-Dokończę te kanapki i może gdzieś wyjdziemy? 
-Nie mam ochoty... -wydęłam dolną wargę. 
-Leń. -zaśmiał się. 
Zdecydowanie wolę, gdy jest uśmiechnięty. 
-To wcale nie o to chodzi... Nie malowałam się, nie myłam włosów, a moje paznokcie wołają o pomstę do nieba...-wykręciłam się. 
-Kobiety... -wrócił do robienia kanapek. 
Czuję się niekomfortowo, gdy jestem bez makijażu, a już szczególnie w jego towarzystwie. Doskonale wiem, że lubi dziewczyny w pełnym makijażu. Każda za którą się ogląda wygląda jak z okładki magazynu. 
-Mam super ekstra pomysł. 
-Jak zawsze.-stwierdził.
-Poproszę zieloną herbatę!-krzyknęłam i pobiegłam na górę. 
Wzięłam kilka rzeczy i pobiegłam do ogrodu. 
-Rosie, Skarbie dobrze się czujesz? 
Zignorowałam go. 
Heh i wszyscy myślą, że jestem leniwa. Durnie. 
Rozłożyłam koc na środku trawnika i czekałam na chłopaka. 
Przyszedł z górą kanapek na których warzywa miały nieokreślony kształt i były tak grubo pokrojone że spadały z kanapek. 
Uśmiechnęłam się, a on postawił tackę na kocu i usiadł obok mnie. 
-Będziemy się opalać nago? -poruszył śmiesznie brwiami i pociągnął za moją bluzę. 
-Głupek. -skomentowałam.
Słońca było ledwo co i do tego było jeszcze zimno. 
-Będziemy grać w karty. 
-Okay, kto przegra ten się rozbiera. -odpowiedziałam mu uderzeniem w ramie. -Au. 
-Ile możesz o tym myśleć... 
-Mam 17 lat, myślę tylko o tym. 
-Jesteś nie wyrzyty. 
-Żebyś wiedziała. -położył dłoń na moim kolanie i wybuchliśmy śmiechem. 
Graliśmy w karty niecałą godzinę, w końcu nam się znudziło i po prostu położyliśmy się na kocu. 
-Ej mam pomysł. -stwierdził brunet wpatrując się w niebieskie niebo, po którym powoli, ledwo zauważalnie przesuwały się białe jak wata cukrowa chmury. Odwrócił głowę przez co nasze nosy dzieliło kilka centymetrów. 
-Chodź. -wstał, a ja zaraz za nim. -Daj ręce. -chwycił mnie mocno za dłonie i zaczęliśmy się kręcić. 
Spojrzałam w niebo i zaczęłam się śmiać. Jeszcze jak byliśmy w klasach 1-3 robiliśmy tak, a potem chyba wyrośliśmy z tego. W sumie nie wiem, co miało to na celu, kiedyś chmury kręciły się dookoła, a po jakimś czasie obraz się rozmazywał i chmury stawały się jednym okręgiem. 
To było coś, przypomniały mi się stare czasu. 
Po niedługim czasie moja jedna noga wplątała się w drugą i upadłam ciągnąć za sobą chłopaka. 
Leżeliśmy na trawie śmiejąc się z własnej głupoty. W końcu przestaliśmy i po prostu wpatrywaliśmy się w niebo. 
-Leo... 
-Mhm?
-Nie chcę być dorosła... -wydęłam dolną wargę i spojrzałam na niego. Leo wyciągnął dłoń w moją stronę i pogładził mój policzek. 
-Nie jesteś dorosła. 
-Spójrz... Jeszcze półtorej roku i studia, praca... 
-Wolisz być tą dziewczynką sprzed czterech lat? 
-Oczywiście, że nie, ale nie wyobrażam sobie odpowiedzialnego życia. 
-Będziemy o tym myśleć po studiach, razem damy sobie radę, a teraz możemy być bezmyślnymi nastolatkami. -w ułamku sekundy przeturlał się odległość nas dzielącą i znalazł się nade mną. Chciał mnie pocałować, ale odwróciłam głowę.
-Rose... 
-Chcę płatki cynamonowe. 
-A ja wakacje na Ibizie. -przekręcił oczami. -Ale nie każdy dostaję to co chce. -znów zbliżył swoje usta do moich. 
-Właściwie to moje płatki są w szafce, więc... -nie zdążyłam dokończyć, bo Leo zaczął mnie zachłannie całować. Uwielbiam się z nim drażnić, więc owinęłam nogi wokół niego i przyciągnęłam do siebie przez co opadł na mnie całym swoim ciałem.
-Umm, tak się bawimy. -uśmiechnął się łobuzersko i poruszył biodrami. 
-A ty dalej swoje... -tym razem to ja złączyłam nasze usta. 
-Kocham cię. -odsunął się minimalnie i powiedział patrząc mi w oczy. 
Moje całe ciało się spięło. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Jego wzrok był tak nachalny i intensywny, że nie wytrzymałam i spojrzałam w bok.
Chłopak powoli zszedł ze mnie i oboje usiedliśmy obok siebie. 
Ta cholerna cisza. 
-Pójdę już. -momentalnie się podniósł i ruszył w stronę domu. 
-Leo! -wstałam i pobiegłam za nim, gdy go dogoniłam, chciałam zatrzymać i złapałam go za przedramię, ale zostałam odepchnięta. Straciłam równowagę i upadłam. Brunet wyszedł zostawiając mnie samą. 
Rose jesteś idiotką, nie mogłaś mu powiedzieć tego samego?! 
Ale w sumie, miałam kłamać? 
Siedziałam w tym samym miejscu jakieś 10 minut, aż przyszedł Will.
-Cześć... Co się stało? -momentalnie siedział już obok mnie. 
-Pokłóciliśmy się. Leo powiedział, że mnie kocha, a ja to zignorowałam, rozumiesz? 
-Tak. -objął mnie ramieniem. -Rozmawiałem z nim, wiesz? -spojrzał na mnie łagodnie. -Myliłem się, ty na prawdę jesteś dla niego wszystkim. -uśmiechnęłam się lekko do niego. 
-Mi też na nim zależy i to tak cholernie... Potrzebuje go, tu i teraz... Mogę ci coś powiedzieć? 
-Możesz mi mówić wszystko. 
-Boję się, że, gdy się kłócimy od idzie szukać innej... 
-Myślałem, że tak będzie, ale wiesz co? On non-stop dzwoni do Charlie'go. -zmarszczyłam brwi. 
-Co? 
-Jeżeli chodzi o ciebie wcale nie jest taki mocny, żali się Charlie'mu ze wszystkiego. -zaśmiał się. -Kiedyś mówił mu, że za dużo rozmawiasz z Jeremim. -tym razem oboje się zaśmialiśmy.- Charlie wie prawie wszystko o obawach Leo co do waszego związku i mam pewność, że nigdy nie miał zastrzeżeń co do ciebie, ale do siebie samego, myśli, że nie jest wystarczająco dobry dla ciebie. Żebyś widziała z jakim uśmiechem mówi o tobie. Nie martw się, mogę się złożyć, że jutro rano będzie stał pod naszymi drzwiami. 
-Może masz rację... 
-Zapamiętaj jedno, ja zawsze mam rację. A teraz idź się ogarnąć, wychodzimy. -oznajmił i pomógł mi wstać. 
-Gdzie? -zmarszczyłam brwi. 
Ostatnie czego chciałam to szlajać się z jego kolegami. 
-W dupe młoda. Masz pięć minut. -poszedł do kuchni. 
Postanowiłam się nie kłócić, bo i tak wiedziałam, że jak nie dobrowolnie to siłą mnie wyciągnie z domu, a wole już wyglądać jak człowiek. 
Wzięłam szybki prysznic, umyłam włosy i wysuszyłam je.
Oczywiście nie obyło się bez makijażu, ubrałam się i stwierdziłam, że jest ok. 

Szliśmy w stronę skateparku, Will i jego znajomi często tam przebywają, siedzą, palą i popisują się przed dziewczynami.  
Weszliśmy na zagrodzony siatką teren i przyjrzałam się towarzystwu, trzech chłopaków: blondyn i dwóch brunetów. 
Jeden z nich jest mój.
Trochę się zawahałam i zatrzymałam. 
-Chodź. -Popchnął mnie uśmiechnięty Will.
Patrzyłam w ich stronę: Charlie szturchną bruneta, który siedział z nogami spuszczonymi z rampy, a oczy miał skierowane w buty. Podniósł wzrok i momentalnie zeskoczył z obiekt i szybko do mnie podszedł.
Czekanie na niego wydawało się wiecznością, ale w końcu wpadłam w jego ramiona. 
-Zawsze ja muszę wszystko naprawiać. -parskną dumnie Will. 
Brunet odsunął się ode mnie. 
-Możesz już sobie iść. -spojrzał na mojego "brata", a ten z uniesionymi rękoma odszedł, zostawiając nas samych. 
-Tęskniłem już jak wyszedłem za próg twoich drzwi. -pocałował mnie szybko w usta. 
-Nie chcę się z tobą kłócić. -pogłaskałam jego policzek. 
-Może po prostu zapomnijmy o tym? 
-Nie, Leo czuję coś do ciebie, jesteś dla mnie cholernie ważny, ale nie powiem, tego zanim nie będę pewna. 
-Rozumiem, chciałbym to od ciebie usłyszeć, bo czuję się jak frajer, gdy wyznaję ci miłość, a ty to olewasz.
-Nie olewam, po prostu pierwszy raz ktoś powiedział, że mnie kocha, nie wiedziałam jak zareagować. -chłopak z uśmiechem mnie pocałował i poszliśmy do naszych znajomych. 
Usiedliśmy na rampie i nie wiem dlaczego, ale Charlie patrzył na mnie nieodgadnionym wzrokiem. Jakby był na mnie zły. 
Ale co ja zrobiłam? 
-No Devries wiedziałem, że wylądujesz w kryminale, ale nie sądziłem, że tak szybko. -pokręcił głową Will. 
-To nie śmieszne.-skarciłam go, bo wiedziałam, że Leo wcale nie jest do śmiechu. W końcu jego znajomy nie żyje. 
________________________________________________
Siemson!
Rozdział? Jest!
Mam nadzieję, że się podobał :))
Co myślicie o zachowaniu Leo? 
Rose faktycznie się tym nie przejmuje? Dzisiaj postaram się jeszcze zrobić zaległe LBA, a kolejny rozdział jest już w sumie napisany, tylko nie wiem kiedy uda mi się go poprawić. 
Jedno pytanie, chcielibyście jakąś zakładkę z bohaterami,  czy mam zostawić to waszej wyobraźni? 
Miłego 
-Kate xx