*ROSE*
Rada na życie, nawet jeżeli masz ustawioną fajną piosenkę na dzwonku telefonu, to obudzenie przez nią nie jest fajne.
-Taak?
-Żyjesz skarbie?
-Leo... Mów ciszej, główka mnie boli. -przymknęłam powieki stwierdzając że wtedy ból jest mniejszy.
-Główka cię boli? -zaśmiał się. -Bardzo dobrze masz nauczkę.
-Wal się.
Znów się zaśmiał a ja odsunęłam telefon on ucha.
-Wychodzimy dzisiaj.
-Twój ostatni dzień.
-Przyjdę o siódmej, ubierz się jakoś ładnie. -po tym rozłączył się, a ja już zaczęłam myśleć, że kolacja dzisiaj to nie jest najlepszy pomysł, bo to oczywiste że idziemy na kolację. To ma być romantyczne, a tak na prawdę dla mnie to jest niepotrzebne.
W ciągu dnia odrobiłam lekcje, posprzątałam i zrobiłam obiad. Will źle się czuł więc wolałam żeby trochę odpoczął noi po wczorajszym nie był zbyt miły więc nawet nie miałam co liczyć na obiad od niego.
Na dziewiętnastą byłam już gotowa.

Chodziłam po kuchni w tą i we w tą czekając na dzwonek, ale zamiast tego dostałam smsa.
"Wyjdź przed dom."
Czyżby bał się spotkania z Willem?
-Wychodzę.- poinformowałam Willa, który siedział przed telewizorem, zresztą jak zawsze.
-Mówisz jakby mnie to interesowało.
Chamsko.
Założyłam sweterek, odłożyłam telefon i wyszłam zgodnie z prośbą Leo, ale go nigdzie nie było.
Rozejrzałam się dookoła czekając aż wyskoczy nie wiadomo skąd.
Nic takiego się nie wydarzyło.
Co za idiota.
Nie wiedziałam co mam robić, ale gdy już myślałam nad tym by wrócić do domu zobaczyłam gałązkę bzu przyczepioną do bramki, a przy niej biały kartonik.
Podekscytowana pobiegłam i zerwałam to.
Powąchałam kwiaty i otworzyłam karteczkę.
"Ha! Nie spodziewałaś się tego co? :D
Też potrafię być romantyczny."
Na końcu było narysowane małe czarne serduszko i strzałka w lewo.
Uśmiechnęłam się szeroko i wyszłam za bramę.
Po kilkunastu metrach znalazłam kolejną karteczkę z gałązką.
"Pamiętasz tą nieszczęsną podstawówkę? Gdybym mógł wyjebałbym ją w kosmos. Jedynym argumentem dla którego się tam pojawiałem byłaś ty. To tandetne jak chuj, wiem, ale taka jest prawda. Byłaś tak gruba, że ledwo mieściłaś się na krześle, a jak się śmiałaś z moim żartów, z których przecież nikt się nie śmiał, to twoje policzki prawie zakrywały oczu. Mimo to uwielbiałem cię. Nigdy nie zwracałem uwagi na twój wygląd, bo tylko z tobą mogłem sobie urządzać zawody na bekanie. "zaśmiałam się, byłam głupim dzieckiem. "Albo jak pokazałaś mi zdjęcie Zacka Efrona bez koszulki, powiedziałem ci, że przecież też mam takie mięśnie, ty oczywiście przytaknęłaś, a ja cieszyłem się jak głupi i potem cały wieczór stałem przed lustrem patrząc na swoje mięśnie. Jeszcze długo potym męczyłem się nawet z otworzeniem słoika.
Kiedyś nawet powiedziałaś, że Melanie Colins i jej brokatowe buciki są dla mnie za brzydkie. Teraz już wiem, że kłamałaś, ale cieszyłem się z każdego kłamstwa, które mówiłaś. Zawsze uważałem, że jestem beznadziejny, a ty każdego dnia pokazywałaś mi, że wcale tak nie jest. Mówiłaś, że każdy żyje po coś, z tym też kłamałaś. Nie wierzyłaś w to. I nadal nie wierzysz, ale powiem ci jedno, dla mnie jesteś cholernie ważna. Jesteś dla mnie najważniejszą Rosie na świecie. "
Wytarłam łzę i poszłam dalej, zgodnie ze strzałką, która kierowała mnie do serduszka.
Kolejna gałązka była w podobnej odległości.
"Wiem, że ten twój wyjazd był przeze mnie, chociaż nie wiem ile byś zaprzeczała, oboje wiemy, że to przeze mnie. Chcę żebyś wiedziała, że nie tylko ty na tym ucierpiałaś, nie myśl, że jestem egoistą, ale uważam, że straciłem wtedy więcej niż ty. Ty straciłaś przyjaciela zdrajce, a ja straciłem ciebie. Pewnie obojgu nam potem było ciężko, ale żałuję tego do dzisiaj i nadal mam wyrzuty sumienia."
"W końcu wróciłaś. Nawet nie wiesz co się we mnie działo, gdy usłyszałem "Rosalie Nixton" z ust ten suki. Czułem wtedy wszystko i negatywne i te pozytywne uczucia. Nawet nie dziwiłem się, że mnie nienawidzisz. Wiesz jak fajnie było porozmawiać z tobą pierwszy raz od lat? Prawie w ogóle. Cieszyłem się, że to ty, ale to byłaś już inna ty. Skrępowana, z dystansem i oczywiście niechęcią do mnie. Zastanawiałem się wtedy jak to by było rozmawiać z tobą jak kiedyś."
"Mimo to, że byłaś inna, byłem zazdrosny o każdego chłopaka, który na ciebie spojrzał, zaczynając od Willa, a kończąc na woźnym. Wiedziałem, że zamknęłaś w sobie starą Rose, z którą chciałem spędzić chociaż chwilę. Pamiętasz rozmowę na schodach, powiedziałaś "Nigdy nie byłeś głupim Devries'em. Mimo wszystko cieszę się, że sobie poradziłeś" to była ta Rosie.
Ta która zawsze próbowała mnie dowartościować. Od tamtego momentu wiedziałem, że cię chcę. Nieważne w jaki sposób, nieważne czy tego chciałaś, ja po prostu musiałem cię mieć."
"Nasz związek był popieprzony, no ale czego mogliśmy się spodziewać? Przecież oboje jesteśmy popieprzeni. Ja jestem agresywnym dupkiem, a ty cichą zamkniętą w sobie dziewczyną, która jak trzeba potrafi pokazać pazura. A może po prostu to przez Kate?
Nie uważam, że to dla ciebie odpowiednia znajoma, ale ja chyba też nie jestem odpowiedni, więc zostawmy ten temat.
Wiem, że jestem chujowym chłopakiem. Nie doceniałem, zdradzałem, ale nigdy w życiu nawet nie przyszło mi na myśl, że mógłbym cię uderzyć, bo... Uwielbiam twoje oczy, widać w nich wszystko. Gdy się denerwujesz patrzysz na każdy szczegół otoczenia, gdy jesteś szczęśliwa ciągle mrugasz, a gdy jesteś smutna lub rozczarowana, najczęściej mną, patrzysz prosto w oczy.
Twoje duże, różowe usta... Matko, to jest cud natury. Są takie delikatne, gdy je całuje. Żadne inne usta ich nie zastąpią.
Uwielbiam twoje włosy, chociaż bardzo żałuję, że je przefarbowałaś, twoje maleńkie ciałko, które przytulałem w nocy, jest dla mnie wszystkim. Chciałbym, żeby wczorajsza noc była każda kolejną. Nie mógłbym cię uderzyć. "
"Czy traktowałem cię jak zdobycz? Możliwe, nie wiem. Za wszelką cenę chciałem cię mieć, ale na prawdę cię pokochałem. Wydaje mi się, że kochałem cię już wtedy, zanim wyjechałaś. Na swój sposób cię kochałem.
Gdy już byłaś moja, myślałem, że tak już będzie zawsze, że nie odejdziesz. Odeszłaś, a wtedy zawalił się mój świat. Nikt nie daje mi takiego szczęścia jakie ty mi dałaś. Często żałowałem, bo wiedziałem, że już tego szczęścia nie odzyskam, ale potem, gdy przypominałem sobie wspólne chwilę, nie żałowałem niczego. Każda chwila jest warta mojego cierpienia."
Trafiłam do jego domu. Myślałam, że to będzie jakaś restauracja. Nie przeszkadza mi to, ale zastanawiałam się o co chodzi.
Weszłam na posiadłość i od razu zobaczyłam porozrzucane gałązki bzu, szłam tym tropem do ogródka i wiedziałam już co się dzieje, na drzewie był drewniany domek, ozdobiony światełkami.
Dziwne, że nigdy wcześniej go nie widziałam.
Poczułam duże dłonie, które owinęły się wokół mojej talii, wiedziałam, że to on. Nie tylko dlatego że to było oczywiste, poznałabym go zawsze.
Pocałował odsłoniętą skórę na mojej szyi.
-Pozwól mi cię kochać. -szepnął, a moje serce stanęło. -Wiem ile przeze mnie cierpiałaś, ile płakałaś, ale chce żebyś wiedziała, że zniszczyłem ciebie i siebie. Obiecuję, że zrobię wszystko, żebyś była szczęśliwa. Będę zawsze.
Cieszyłam się, że nie wiedzę jego oczu, bo pewnie bym się rozpłakała.
-To tandetne jak chuj. -zaśmiałam się, a on razem ze mną. Odwrócił mnie do siebie nie zdejmując rąk z mojej talii.
-Jak cały ja. -pogłaskał mój policzek, a potem go pocałował. -Panie przodem. -wskazał dłonią na drabinę. Zdjęłam buty i szybko weszłam na górę.
Było fantastycznie, wszędzie był bez i jego zapach, podłoga była wyłożona kocami, kilka poduszek przy jednej ścianie, a wszystko było oświetlone lampkami.
Pięknie.
-Podoba się?
-Nigdy nie widziałam tego domku. -usiadłam pilnując, żeby dobrze ułożyć sukienkę, a on naprzeciwko mnie.
-Kiedyś z Joeyem zbudowaliśmy go dla Tilly na urodziny, ale wytrzymał pierwszej burzy. -spojrzałam na sufit.
-Dusza architekta. Szczerze to byłam pewna, że zabierzesz mnie do restauracji.
-To zbyt pospolite...
-I tandetne w chuj.
-Teraz będziesz mi to wypominać?
-Kto pisze tak w listach?
-Ja. Jak ktoś to przeczyta to od razu będzie wiedział, że to ode mnie.
Faktycznie, nigdy w życiu bym nie uwierzyła, że on to napisał gdyby nie było tego wyrażenia.
-Jak tam Will?
-Em... Nie rozmawiamy.
-Przepraszam.
-To nie twoja wina. Zdaję sobie sprawę z tego, że przesadzam.
-Zauważyłaś, że imprezy zaczęły się od momentu kiedy poznałaś A.K.?
-Wcześniej nie miałam z kim na nie chodzić.
-Nie raz próbowałem cię wyciągnąć.
-A.K. nie jest zła...jest specyficzna. -skrzywiłam się.
-Jest wredna i jest suką.
-Ale jest dobrą przyjaciółką.
-Nieważne. Mam coś. -uśmiechnął się i zabrał koc, który leżał pod ścianą.
-Porzygam się kostkami cukru. -stwierdziłam nie odrywając wzroku od żelek, pianek, ciastek, czekolad i... -Serio?Szampan dla dzieci. -podniosłam butelkę i zaśmiałam się.
-Oboje nie lubimy siebie pijanych, więc stwierdziłem, że to będzie dobre rozwiązanie.
-Chce otworzyć. -zabrałam butelkę. Szybko mi poszło z otwarciem, ale oczywiście ciecz zaczęła spływać po butelce i moich dłoniach.
-Aaa Leo! -odsunęłam dłonie od siebie.
Brunet ustami zatamował wylewający się napój i zabrał butelkę z moich dłoni.
-Ugh, ręce będą mi się kleić. -złapałam butelkę wody, odeszłam do małego okienka i wypłukałam dłonie.
Leondre chyba nie przejmuje się, że ten szampan nie ma procentów i wypił kilka łuków na raz po czym się skrzywił.
-Dziwny. Mogę beknąć?
-Jesteśmy na randce świnio. -uderzyłam go w ramię, a on i tak to zrobił.
-Fu! -zaczęłam machać rękoma.
-Zawody? -poruszył brwiami i podał mi butelkę.
-Nie, jestem w sukience nie mogę bekać.
-No dawaj Rosie. -zaśmiał się i mnie szturchną.
-Nie, damy tak nie robią. -wzięłam małego łyka.
-Oboje wiemy, że nie jesteś damą.
-Aha? Co to ma niby znaczyć?
-Upijasz się do nie przytomności, na przykład wczoraj, bijesz się z Kate, całujesz się z chłopakiem, który będzie twoim bratem...
-To było raz. -zaczęłam się bronić.
-Macał twój tyłek, a ty wsadziłaś mu język do gardła. -delikatnie uderzył mnie dłonią w kolano i tam już ją zostawił.
-To było wyzwanie.
-Całowałaś Michaela, jest od ciebie starszy.
-Jakaś laska robiła ci loda.
-Bo ty do tego doprowadziłaś. Na prawdę będziemy kłócić się kto co zrobił?
-Ty zacząłeś i ty przegrałeś. I czy ja ci kazałam?
-Gdybyś zaznała bólu erekcji to byś wiedziała.
-To było wtedy na imprezie? -spytałam poważnie.
Nie wiem dlaczego chciałam to wiedzieć, po prostu jest to dla mnie dziwne.
-Z góry wyglądała jak ty.-zaśmiał się.
-Dobra, lepiej skończmy ten temat. Co tam masz? -spojrzałam na te słodycze które wołały zjedz mnie.
-Upieczemy pianki?
-Jak? -spytałam i od razu miałam odpowiedź. Z tylnej kieszeni wyjął zapalniczkę, a ja zaśmiałam się.
-Jestem przygotowany. -prychną i zrobił zabawną minę. -Proszę. -podał mi ją, a potem piankę na widelcu.
Śmiać mi się chciało.
-Nie lubię ich robić. -zdjęłam to spalone coś z widelca. -Masz.
Leondre złapał za mój nadgarstek i przyciągnął go do swojej twarzy. Wziął piankę do buzi, a potem oblizał moje palce ciągle patrząc mi w oczy.
Podczas naszego kontaktu wzrokowego ani drgnęłam, widziałam tylko jego ciemne oczy, które wydawały się być czarne, ale nadal coś w nich było. Nie tylko mrok, coś co mogłam zobaczyć tylko ja.
-Pokaże ci coś. -wstał jak gdyby nigdy nic i zdjął dach. Przysięgam podniósł te zbite deski i po prostu je wyrzucił.
Zamrugałam kilka razy i wybuchłam głośnym śmiechem.
-Dach wytrzymał do pierwszej burzy. -zaśmiał się i znów usiadł obok mnie. -Dlatego mama zabraniała nam się tu bawić. Uważa że może się zawalić, a przecież się trzyma, nie?
-Czy ty właśnie wyrzuciłeś dach? -powiedziałam nadal się śmiejąc.
-Rose przestań się śmiać. Rosiieee!-ostatnie słowo wypiszczał.
-Ej. -spoważniałam. -Jak będzie padać to można zrobić tu basen. -znów się zaśmiałam.
-Jesteś taka dziecinna. -owiną rękę wokół mojej szyi i przycisnął twarz do swojej klatki piersiowej. -Już? -odsunął mnie gdy już się uspokoiłam.
-Przepraszam, ale ten domek to... Dno.
-Oh dzięki. -przekręcił oczami, a ja spojrzałam w górę. Zamarłam gdy zobaczyłam gwieździste niebo. Było bezchmurne, księżyc wisiał centralnie nad nami, a w okół niego małe ogniki.
-Co już się nie śmiejesz? -szturchnął mnie. Położyłam się, bo zaczęła boleć mnie szyja.
-Jesteś wilkołakiem? -opuściłam brodę.
-Jesteś dziecinna i masz drugą brodę.-zaśmiał się i dotknął mojego podbródka.
-Słuchaj. -wskazałam na niego palcem. -Jeżeli w ten sposób chcesz mi powiedzieć, że jestem gruba, to ci powiem, że jak śpisz to twoja twarz zlewa się z szyją.
-Patrzysz na mnie jak śpię? -uśmiechnął się cwaniacko i położył przyciągając moją głowę na klatkę piersiową.
-Myślisz, że nie mam co robić?
-Jak jestem łazience też podglądasz?-znów się zaśmiał.
-Nie muszę. Już widziałam wszystko. Przed wczoraj.
-A ja nadal czekam. -pociągnął mnie i szybko znalazłam się na nim. Umieściłam nogi między jego, na klatce piersiowej położyłam dłonie, a na nich brodę.
-Myślisz tylko o jednym.
-O ostrym seksie, z tobą, w tym domku. -powiedział z zamkniętymi oczami. -Oh, to byłoby piękne.
-Przestań, jesteś okropny.
-Przecież żartuje. -otworzył oczy. -Lubię spędzać z tobą czas, tak po prostu. -odgarnął kosmyk moich włosów za ucho. Nawet nie próbowałam powstrzymać uśmiechu, gdy położył swoje dłonie na moich pośladkach. Nie przeszkadzało mi to.
-O, teraz jest idealnie.
Uwielbiam takiego Leo. Z którym rozmawiam jak z przyjacielem, który ciągle mnie przytula i rozśmiesza.
Bez zastanowienia złapałam go za tył głowy i złączyłam nasze usta. Na początku był zaskoczony, gdy delikatnie musnęłam jego wargę i nawet to przerwał, z zamkniętymi oczami otarł nasze nosy, a ręką pogłaskał moje włosy.
-Kocham cię Rosalie, tak bardzo. -znów złączył nasze usta. Nasz pocałunek był spokojny i dokładny, a języki zgrały się idealnie. Jak nigdy z nikim innym.
Usiedliśmy nawet na chwilę nie przerywając, dopiero po chwili oparł o siebie nasze czoła.
-Pamiętasz nasz pierwszy pocałunek? Przepraszam, że tak wyglądał. Przepraszam za wszystko. -na tym skończył, bo znów zetknęłam ze sobą nasze usta.
***
Leżeliśmy przytuleni do siebie i rozmawialiśmy o wszystkim. Całe moje podejście do niego się zmieniło, był miły, zabawny, czuły i przede wszystkim tandetny jak chuj.
-Widzisz tamtą gwiazdę?
-Widzę dużo gwiazd Leo.
-Tą najjaśniejszą, jest twoja. -oznajmił, a ja zmarszczyłam brwi i spojrzałam na niego.
-Jakto moja?
-Kupiłem ją dla ciebie. -z tylnej kieszeni wyjął jakiś papierek i mi go podał. Karteczka była bardzo ładna, tło miało wzór galaxy, a na środku był napis "Gwiazda Rosalie", Rosalie było napisane czarnym markerem.
-O. Mój. Boże. -wybuchłam śmiechem.
-Ej, staram się być romantyczny. -oburzył się i szturchnął mnie w brzuch.
-Chyba tandetny. Skąd to masz? -powstrzymałam śmiech i pomachałam karteczką.
-Ranisz Skarbie.
-Sam to wydrukowałeś?
-Zwariowałaś... Jeżeli wydasz w Tesco ponad 50funtów dostajesz gwiazdę. -uśmiechnął się cwaniacko.
-Nie wierzę. -znów zaczęłam się śmiać.
Jest takim idiotą. Kochanym idiotą.
-Ej no, nie cieszysz się? Masz własną gwiazdę.
-Mam. -uśmiechnęłam się, bo te słowa miały podwójne znaczenie i on chyba też to zrozumiał.
On jest gwiazdą.
W dodatku moją.
Przytuliłam policzek do jego klatki piersiowej i ten moment był wspaniały. Mimo, że ciągle się sprzeciwiałam, brakowało mi tych momentów. Żeby móc się do kogoś przytulić i poczuć wartościowym i bezpiecznym.
***
Leondre odprowadził mnie do domu przed 21, bo zaczęło robić się chłodno. Szliśmy środkiem ulicy, trzymając się za ręce i czerpiąc radość z każdej sekundy.
Nie zmarnował ani chwili, każdą z tych chwil chciałabym przeżyć kolejny raz.
Widzę jak bardzo mnie kocha.
Nie wierzyłam w to przez to wszystko co zrobił, ale tego wieczoru poczułam to. Czułam to za każdym razem, gdy na mnie patrzył, dotykał czy całował, czułam to.
-To... -zaczął, gdy stanęliśmy przed domem na przeciwko siebie. Złapał mnie za dłonie i spojrzał w moje oczy, byliśmy tak blisko że musiałam unieść głowę. Nie miał zamiaru nic więcej mówić, bo jego usta były coraz bliżej moich, a ja przypomniałam sobie wszystko.
Jego zdrady, zdjęcie które mi zrobił przez co stałam się dziwką, wszystko co czułam gdy mnie ranił, wszystko co mówili A.K. i Will, przypomniałam sobie każdą łzę przez niego wypłakaną, jego oczy, gdy chciał mnie uderzyć i moją obietnicę, że nigdy przenigdy nie będę już tą samą naiwną Rose, która mu wierzyła.
-Koniec.-powiedziałam ledwo słyszalnie i odsunęłam się o mały krok.
-Co?-zaśmiał się lekko zdezorientowany.
-Minęło pięć dni. -podniosłam na niego wzrok.
Jego brwi opadły i mogłam usłyszeć przyspieszony oddech. Wbił we mnie swoje oczy, swoje wielkie smutne oczy, którym musiałam się oprzeć.
-Rosalie...ten wieczór... Było wspaniale. -załamał mu się głos i podszedł próbując złapać mnie za dłonie, ale odsunęłam się.
Nie złamiesz się Rose.
-Nasz ostatni, była umowa, pobawiłeś się, a teraz...
-W dupie mam tą umowę. -pokręcił głowa nie spuszczając mnie ze wzroku.-To nie była zabawa. Chciałem ci pokazać... To co mamy... Kocham cię Rose.-po jego policzku spłynęła jedna łza, która przez chwilę błyszczała odbijając światło księżyca.-Wiem, że mnie kochasz, nie ma prawa być inaczej, rozumiesz? -pojawiło się więcej łez, a ja miałam wyrzuty sumienia, że do tego doprowadziłam.
-Ja to po prostu wiem. Dlaczego chcesz zniszczyć to wszystko co mamy? Obiecuję, że będziesz ze mną szczęśliwa. -mówił szybko i desperacko, znów podszedł i złapał mnie za dłoń.-Będę kupował ci kwiaty, zabierał do restauracji, będę przytulał i będę zawsze przy tobie. Tylko błagam nie zostawiaj mnie.
Patrzyłam na jego zapłakane oczy i wiedziałam, że muszę przestać czuć. Za dużo straciłam żeby znów się w to pakować.
Dziś odkryłam, że faktycznie mi na nim zależy w jakiś sposób, ale wiem, że to nie ma sensu. To uczucie minie.
Odwróciłam się i po prostu odeszłam.
-Kocham cię Rosie! -wrzasnął, aż moje ciało zadrżało.
Szybko weszłam do domu i zamknęłam drzwi.
Niepłaczniepłaczniepłacz.
-Hej! -prawie pisnęłam do Georgea i mamy, siedzących na kanapie.
-Cześć skarbie, jak było?
-Tak. -pobiegłam na górę, bo czułam że nie wytrzymuję.
Wparowałam do pokoju Loczka i zatrzymałam się na środku. Oderwał się od konsoli i obejrzał mnie dokładnie.
-Ślicznie wyglądasz. -oznajmił, a ja puściłam wszelkie hamulce i wybuchłam płaczem.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Siemson!
tak wiem, rozdział mocno spóźniony, na prawdę przepraszam, ale kompletnie nie dałam rady pisać tego rozdziału i każde słowo wymusiłam.
wyszło jak wyszło, ale jest xD
co tam u was? Jak oceny itd? macie jakieś zagrożenia? ja miałam z angielskiego, ale nawet nie musiałam go poprawiać, bo powiedziała, że jednak zagrożenie nie wychodzi xd nigdy jej nie zrozumiem.
pozdrawiam
-Kate xx
Zadzwoniłem dzwonkiem przy bramie i czekałem, aż odbierze. Chyba spała na pewno spała, bo dzwoniłem pięć razy.
-Czy to złodziej? -spytała zaspanym głosem.
-Który złodziej dzwoni domofonem?
-Kulturalny? Charlie wiesz która jest godzina?
-Późna, muszę ci coś powiedzieć.
-Serio? Teraz?
-To ważne.
Otworzyła mi bramkę, a ja szybko ją otworzyłem i równie szybko znalazłem się pod jej drzwiami, które otworzyła.
Była owinięta puchatym kocem, całkowicie bez makijażu, a jej wielkie piwne oczy były mocno zaspane.
Stanąłem przed nią poważny jak nigdy, bo tak, stresowałem się jak cholera.
Uniosła brwi, a ja przypomniałem sobie, że po coś tu jestem.
-Lubię cię. -oznajmiłem szybko i tak, to było chujowe.
Jej brwi powoli opadły.
-Powiedz coś, bo to żenujące.
-Masz ochotę na jabłecznik? -owinęła się jeszcze bardziej kocem, a ja wiedziałem, że skoro dzieli się ze mną ciastem to nie jest byle co.
Przytaknąłem i weszliśmy do środka.
Jedliśmy w tej krępującej ciszy, siedząc obok siebie na ziemi w kuchni i opieraliśmy się plecami o blat.
Odłożyliśmy talerzyki na bok i nadal się nie odzywaliśmy.
Było już po drugiej, a ja nawet nie czułem zmęczenia, spojrzałem na Avril, która bawiła się szwem koca.
Czułem się nieswojo. Nie wiedziałem na czym stoję. Jakby miała zaraz powiedzieć: "Charlie fajnie, że mnie lubisz, ale nie".
Co ja bym wtedy zrobił? Chyba tak jak Leondre, próbowałbym dalej. Teraz już go rozumiem.
-Mam sobie pójść? -spytałem w końcu i dopiero wtedy na mnie spojrzała.
-A chcesz sobie pójść? -szepnęła, odwracając się do mnie i kładąc brodę na skulonych kolanach.
-Chce zostać. -zbliżyłem się do jej ust i delikatnie je musnąłem, miałem małą nadzieję, że odwzajemni pocałunek, ale na tym się skończyło.
Nie wiem o co chodzi.
Pozwala zostać mi u siebie na noc, ale jakby byłbym jej obojętny. Oczywiście nie sądzę, że jak zostajesz u kogoś na noc to jest bóg wie jakie zarzeczenie, ale no kurwa.
Po chwili wstała i owinięta od ramion do stóp kocem poszła na górę po drodze gasząc wszystkie światła.
Jej pokój był prawie idealnie czysty, tylko łóżko było zawalone tysiącem poduszek i kołdrą.
W czasie gdy poprawiała poduszki, rozebrałem się do bokserek, a ubrania położyłem na małej fioletowej kanapie.
Dziewczyna siedziała już pod kołdrą i patrzyła na każdy mój ruch, aż w końcu położyłem się obok niej.
Na początku leżałem patrząc się w sufit, podczas gdy ona była do mnie byłem. Widać było tylko jej długie fale i lewą rękę, którą położyła na kołdrze.
Taka mała, kula ciepła, bo czułem jakie ciepło od niej bije.
Kurwa, jak mam obok niej zasnąć?
Przewróciłem się na bok, od razu przykrywając nogą jej zgrane nóżki i otulając szczelnie jej talie.
Może to dziwne, ale od razu ją powąchałem i...pachniała tak dobrze.
Pocałowałem czubek jej głowy, a potem wsadziłem nos w jej włosy, stwierdzając, że to będzie idealna pozycja do spania.
Jej małe ciało przy mojej piersi, pasowało idealnie.
-Wiesz co Charlie? Też cię lubię.
To jest głupie, bo nagle zaczęło robić mi się gorąco.
Ona mnie lubi. Co oznacza lubi tak jak ja ją lubię i cholera... Ja ją lubię bardzo.
Złapała mają dłoń i wplotła palce między moje.
Pocałowałem jej włosy i poszedłem spać.
*ROSE*
Obudziłam się, bo słońce świeciło mi prosto w twarz. Od razu wiedziałam, że do moich pleców przytula się Leondre.
Trochę się pomęczyłam za nim udało mi odwrócić do niego przodem. Przytuliłam się jego rękoma, wyjęłam jedną nogę, bo było mi trochę za gorąco, i położyłam na jego boku, nos wtuliłam w jego koszulkę i kurde było mi tak wygodnie.
-Czy ty właśnie wytarłaś nos w moją koszulkę? -usłyszałam zachrypnięty głos.
Fuck, widział to. Nie to, że NIE wytarłam nosa o jego koszulkę, tylko to, że się do niego przytuliłam.
-Leondre, nie.
-Jesteś obrzydliwa. -cicho się zaśmiał.
-Nie wytarłam nosa o twoją koszulkę.-powiedziałam oburzona i chciałam się odsunąć, ale mnie przetrzymał.
-Żartowałem.-położył jedną dłoń na mojej głowie i zaczął delikatnie masować koniuszkami palców.
Oh błagam, to jest tak cholernie przyjemne.

Podniosłam głowę do góry żeby sprawdzić czy wygląda tak samo słodko po spaniu jak kiedyś.
Cholera. Wygląda.
Włosy w nieładzie, a gdy otworzył oczy, były takie zaspane.
Spuściłam głowę, bo to by było dziwne gdybym się tak na niego gapiła.
-Onieśmieliłem cię? -spytał, a ja mam całkowitą pewność, że miał na ustach uśmiech, który wręcz rozrywał jego twarz.
Ja- Rose cienkiej riposty:
-Twój oddech.-prychnęłam.-Jesteś niemiły.
Nie chce się przytulać to nie.
Chciałam przez niego przejść udało mi się wygramolić, ale gdy siedziałam na nim, przytrzymał moje biodra.
Siedziałam na nim okrakiem i patrzyłam na jego zaspane oczy skupiając się na tym jak kciukami gładzi moją skórę. Gdy przestał i położył je na moich kościach biodrowych, mogłam skupić się na jego wzroku, który przenikał mnie na wylot.
Czułam się dziwnie speszona jakby mógł odczytać wszystkie moje myśli, a tego na pewno bym nie chciała.
Powoli oderwał plecy od łóżka i usiadł. Nasze klatki piersiowe dzieliła tak mała odległość, że gdy oddychałam, dotykaliśmy się.
Jego dłonie były u dołu moich pleców, a moje na jego ramionach.
W pewnym momencie zaczął ledwo zauważalnie zbliżać swoją twarz, a ja nie mogłam poruszyć nawet palcem. Zamknęłam powieki i poczułam jego oddech w okolicy ust.
-Kocham cię Rosie. -szepnął za nim... Ktoś otworzył drzwi. Kilka sekund później otworzyłam oczy.
-Hej Will. -przywitałam się lekko speszona.
Stał i patrzył na nas obojętnie, a potem wyszedł.
Jest na mnie zły.
Zeszłam z jego kolan i sięgnęłam po telefon.
-Dziewiąta.-oznajmiam i sprawdziłam SMSa od A.K.
"Dziś zakupy?"
Szybko odpisałam twierdząco i odwróciłam się do chłopaka, który uważnie mi się przyglądał.
-Mam plany na wieczór, ale w sumie możemy spędzić razem cały dzień. -zaproponował.
Atmosfera po wejściu Willa była lekko niekomfortowa.
-Idę z Kate na zakupy, więc...
-A.K. nie będzie z Charliem? -zaśmiał się.
-Dlaczego?
-Myślę, że całą noc się pieprzyli, więc nie wiem, może spędzał trochę czasu normalnie?-położył się za moimi plecami i objął ręką moją talie.
-O matko! Był u niej na noc? -odwróciłam się do niego.
A.K. i Charlie? Mówiła, że to była jednorazowa sytuacja!
-No dwa razy. -powiedział jakby to było nic, a przecież to było COŚ!!!
-Dlaczego ja nic nie wiem?! Spali ze sobą?
-Na 100 procent.-zaśmiał się, a ja umarłam.
Położyłam się plecami na nim i wystawiłam język za dolną wargę.
-O. Mój. Boże. I ja nic nie wiem.
-Nawet ja wiem więcej.
O kurde. Chyba byłam tym bardziej podekscytowana od A.K. moi przyjaciele spali ze sobą trzy razy. Trzy razy!!!
Co jeśli się nie zabezpieczyli? Co jeśli Conor zabije Charliego? Co jeśli będą ze sobą?!
-Kurwa.
-Nie przeklinaj. -założył włosy za moje ucho.
-Ej. -szybko usiadłam. -To co? Wieczorem?
-Mogę jeszcze na chwilę zostać? -podparł się na łokciach.
-Muszę się ogarnąć... Napisz mi o której i gdzie. Zostały ci dwa dni. -spoważniałam, bo... To wszystko, to za dużo. Spędziliśmy ze sobą noc, tylko się przytulaliśmy, ale to było dość... Intymne.
Leondre ubrał się we wczorajsze ciuchy i staną na przeciwko mnie.
-Napisze. -pocałował mnie w policzek i wyszedł.
Okay.
Napisz.
Wzięłam ciuchy i poszłam się się umyć i pomalować. Zajęło mi to ponad godzinę, bo niestety trzeba było umyć włosy.

Wzięłam już spakowaną torebkę, bo A.K. napisała, że już jedzie do galerii, i zeszłam na dół.
Will nawet na mnie nie spojrzał, bo przecież ten mecz, który oglądał kilka dni temu był taki ciekawy.
-Jak minął ci wczorajszy dzień? -usiadłam obok, próbując nawiązać konwersację.
-A.K. ci nie mówiła? -spytał nawet na mnie nie patrząc.
Jest na mnie zły za Devriesa, ale nie ma o co. Zgodziłam się na te "pięć dni", żeby po wszystkim dał mi spokój.
Taki jest plan.
-Byłeś z Kate?
-I Charliem. Idziesz gdzieś? -odwrócił głowę w moją stronę, a ja zauważyłam, że jego głowa jest ciemniejsza, co oznacza, że jego loki wracają.
-Na zakupy z A.
-Sama tam jedziesz?
-Em.. Tak? -zmarszczyłam brwi.
-Zawiozę cię. -odepchnął się od kanapy.
-Nie możesz prowadzić. Doskonale o tym wiesz.
-Nie jestem pieprzonym dzieckiem! -wrzasnął, aż się zatrzęsłam.
-Pojadę autobusem. -wstałam, aby jak najszybciej wyjść już z domu.
-Wykluczone Rose.
-O co chodzi Will?
-Nic, po prostu... Zawiozę cię. -przeszedł obok mnie i poszedł na górę się ubrać.
Pf jasne.
Szybko założyłam byty i jeszcze szybciej wyszłam na autobus.
Za wszelką cenę próbuje udawać, że nic się nie stało, a przecież to normalne, że nie ma dawnej formy. Nikt nie oczekiwał, że od razu wróci do imprez i ruchania Włoszech.
Matko. Nigdy tego nie zapomnę.
Pół godziny później byłam już w galerii idąc w stronę A.K., która jadła już pewnie siódmy zestaw.
-Hej, hej. -pocałowałam ją w policzek i usiadłam naprzeciwko.
-Siema. Nie zjesz nic?
-Nie jestem głodna, ale nie o tym... Kurde spałaś z Charliem trzy razy, a ja wiem o dwóch? -krzyknęłam szeptem, bo jednak to miejsce publiczne.
Dziewczyna prawie zakrztusiła się jedzeniem i wytrzeczyła na mnie oczy.
-Dwa.-poprawiła mnie.-Skąd wiesz?
-Ptaszki wyćwierkały. -zaśmiałam się. -Był u ciebie na noc? Co z Conorem? I czy WY JESTEŚCIE RAZEM?
-Nie, oczywiście, że nie.-powiedziała już obojętnie, biorąc kolejnego gryza.
-Nie jesteście razem, czy nie, nie był u ciebie w nocy?
-Był, powiedział, że mnie lubi i tyle. Nie rozmawiajmy o tym. Jak było z tym dupkiem?
-Dziwne. Nie wiem.
-Yhym. -spojrzała na mnie spod powiek.
-Serio mówię. -spojrzałam na nią oburzona, a jej sukowato-podejrzliwy wzrok był wkurzający.-Nie podobało mi się na prawdę! A.K. nienawidzę cię.
-Ale ja nic nie mówię. -wzruszyła ramionami, ale ja wiedziałam co ona sobie myśli.
-Nie rozmawiajmy o tym.
-Dobra, muszę kupić czarne spodnie, może jakąś sukienkę? I bieliznę. Fajną bieliznę -poruszyła brwiami.
-Ej Charlie serio jest takim napaleńcem? -spytałam ciekawa, bo serio z ich trójki :Willa, Leo i Charliego, on wydawał się najmniej "napalony".
-Myślałam, że chodzi mu tylko o seks, ale wczoraj niczego nie próbował, tylko się przytulaliśmy i to było fajne, a tak to... O KURWA. -spojrzała na punkt za mną, odwróciłam się ale tam nic nie było.
-Co?
-To ja jestem tą napaloną. -Zmarszczyła brwi i spojrzała na mnie.
-Czemu mnie to nie dziwi? -zaśmiałam się, gdy ona nadal była poważna.
-Serio. Za pierwszym razem to było z obojga stron, a za drugim bezwstydnie dobrałam się mu do spodni. Jestem kurwa oburzona. -wytłumaczyła, a ja prawie sikałam ze śmiechu.
Pierwszy raz byłam z koleżanką na zakupach i było fajnie. Szczerze.
A.K. wybierała mi ciuchy, mówiła w czym mi dobrze w czym nie i kupiłam tyle rzeczy że ledwo je niosłam. A ta myśl, że sama zarobiłam na to wszystko- bezcenna.
Dostałam SMSa od Devriesa, że przyjdzie po mnie o dziewiętnastej, więc spokojnie zjadłam, przebrałam się i nawet pomalowałam paznokcie.

Chciałam spytać Willa czy pomóc mu się umyć, w sensie robi to sam, ale ja siedzę na muszli klozetowej w razie gdyby zemdlał. Idiota bierze gorące prysznice, po których czuję się źle, ale co z tego. Już spał, więc zeszłam na dół, zjadłam jabłko i przyszedł Devries. Chciał mnie przytulić, ale po prostu przeszłam obok niego.
-To gdzie idziemy? -spytałam, gdy szliśmy w stronę plaży, oczywiście na nią szliśmy, ale moje pytanie dotyczyło bardziej tego po co na nią idziemy.
-Święto miasta, na plaży są chyba jakieś fajne rzeczy, a potem impreza.
Przytaknęłam i po dwudziestu minutach zeszliśmy po drewnianych, mało stabilnych schodach na plaże. Zdziwiłam się widząc na dole Charliego i Avril.

Wyglądali przeuroczo, przysięgam.
Przytulał ją ramieniem do swojego boku, a ona wyglądała przy nim jak wkurwiony skrzat, jej mina suki+jakieś metr pięćdziesiąt pięć.
Uśmiechnęłam się, bo na prawdę miło się patrzyło.
-Cześć, nie wiedziałam, że będzie nas więcej. -spojrzałam na nich, a potem Devriesa.
-Tak, ja tez. -A.K. uśmiechnęła się sztucznie.
-No weźcie, będzie fajnie. -blondyn potrząsnął dziewczyną.
Zaczęliśmy iść wzdłuż plaży na której było mnóstwo osób. Pokazy połykaczy ognia, gry w piłkę nożną, siatkówkę plażową, przeróżne atrakcje dla dzieci.
Dwójka po mojej lewej śmiała się i rozmawiała, podczas gdy ja i Leo trwaliśmy w krępującej ciszy.
Źle mi z tym było, bo na prawdę fajnie mieć "kogoś", trzymać się za ręce, a gdy masz obok siebie Avril i Charliego chcesz tego jeszcze bardziej, nieważne kogo, aby kogoś.
Czy ten idiota na prawdę zapomniał jak to jest mieć dziewczynę?
Nie jesteśmy razem, ale z tego co zauważyłam to tak mnie traktował przez ostatnie trzy dni i nagle mu się odechciało.
-Będziemy tak... -zaczęłam, ale zauważyłam Jeremiego ze znajomymi, który szedł w naszym kierunku. Gdy nas zobaczył szeroko się uśmiechnął i zaczął iść do nas szybkim krokiem, w sumie to do mnie, bo wpadł na mnie, przytulił i podniósł do góry.
-Hej perła. -zaśmiał mi się do ucha i błagam... Jest taki uroczy. Lubię go bardziej jak rzadziej się widujemy.
-Cześć. -również się zaśmiałam i postawił mnie na ziemię.
Od razu poczułam rękę Devriesa na mojej talii.
-Co zazdrosny? -Jeremy uderzył go pięścią w ramię.
-Co tam słychać?
-Aaa dobrze. -spojrzał na A.K.-Jeremy.-wyciągnął dłoń w jej stronę.
-Kate. -uśmiechnęła się słodko i uścisnęła jego dłoń.
-W porządku. -wrócił do mnie. -A u ciebie? Może się jakoś spotkamy?
-Jasne.
-Musimy już iść. -przerwał nam Devries i przyciągnął mnie do swojego boku.
-A no... To cześć. -powiedział, gdy ja już byłam ciągnięta do przodu.
-Ej Ro, co to za ciacho? -spytała A.K.,a gdy na nią spojrzałam puściła mi oczko.
-Uczyłam się kiedyś z nim. Przystojny koszykarz, dobrze wychowany, zabawny...
-Ta, chodźmy na jakieś lody czy coś. -burknął brunet, a para zaśmiała się.
Zatrzymaliśmy się przy jakieś budce z lodami dookoła, której były rozstawione stoliki.
Z A.K. zajęliśmy stolik, a chłopcy poszli po jakieś desery.
Przynieśli wielkie lody, a ja już wiedziałam, że to jest to co chcę jeść do końca życia. Wyglądały przesmacznie, przysięgam.
-Dziękuję. -uśmiechnęłam się i przejęłam deser od bruneta.
-Ej, ja nie lubię czekoladowej polewy.
-Jak można nie lubić czekolady?-uniosłam brwi biorąc pierwszą łyżeczkę do buzi.
Charlie zabrał od niej wafelek i zaczął zlizywać polewę.
Patrzyła na niego uważnie, pewnie dlatego żeby zobaczyć czy nie je za dużo.
Wyglądało to uroczo, gdy jej go oddał, a ona zadowolona jak dziecko zaczęła go jeść.
-To jak tam minęła noc? -zaśmiał się Devries.
A.K. uniosła na niego swój groźny wzrok, nie powinien o to pytać.
-A wasza? -uniosła brwi i chyba ją zabiję. Zrobiłam się pewnie czerwona jak burak, bo Charlie spojrzał na mnie rozbawiony.
-Było dobrze, dzięki. -brunet objął mnie i przyciągnął do swojego boku.
Niby nic nie było, ale wiadomo co oni sobie myślą.
Nie miałam ochoty rozmawiać, więc kontynuowałam jedzenie.
Skończyłam pierwsza i oparłam się o bok Devriesa, byłam pewna, że się uśmiechnął.
*KATE*
Spojrzałam na Devriesa i Ro, którzy siedzieli wtuleni i odechciało mi się jeść.
Ona tak mu się daje.
-Masz taki sprawny język. - szepnął blondyn, gdy jadłam lody. Zaśmiałam się i musnęłam jego usta.
Miałam nadzieję, że spędzimy dzień razem, SAMI, ale niestety.
Miał kontynuować pocałunek, ale właśnie dostał SMSa.
Zabrał rękę z moich ramion, a gdy go przeczytał, uśmiechnął się do siebie.
Co do chuja.
Założyłam nogę na nogę i przyglądałam się mu. Uśmiechnięty od ucha do ucha odpisał, a potem zjadł wafelek od loda.
Oczywiście dostał odpowiedź i z takim samym uśmiechem odpisał.
Zrobiło mi się gorąco i kurwa... Co on robi? Jeżeli to jakaś dziewczyna to...
-Kto to był? -spytałam niby obojętnie, wpatrując się w jakiś punt za Rose i kończąc mojego loda
-Co? Nikt, tak sobie...
-Nikt? -spojrzałam na niego.-Kto to był? -powtórzyłam.
-Spokojnie...-chciał mnie objąć, ale odsunęłam się na koniec ławki. -Boże... Kate. -przewrócił oczami.
-Nie odzywaj się do mnie. -burknęła. Usłyszałam śmiech Devriesa, którego spiorunowałam wzrokiem.
-Kochanie... -przysunął się i jedną ręką objął moje ramiona, a drugą położył na moje udo.
Mimo, że chciałam się uśmiechnąć, nie zrobiłam tego, ko kurwa... Jestem w stu procentach pewna, że pisał z jakąś dziewczyną.
-Kto to był?
-Moja kochanka. -westchnął i wyglądał na poważnie.
-Ta śliczna blondynka? -spytał Devries.
-Tak, dokładnie ta.
Zmarszczyłam brwi.
-Zostaw mnie. -zaczęłam odpychać jego łapy, ale on z łobuzerskim uśmiechem na mordzie znów mnie objął. -Charlie nie wkurwiaj mnie!
-Oh nie złość się. Żartowałem przecież. -przesunął nosem po mojej szyi, a na końcu delikatnie pocałował.
Pf. Siedziałam z założonymi rękoma i ani drgnęłam.
-Wiecie co? My sobie pójdziemy. -Rose nagle wstała i pociągnęła zaskoczonego Devriesa w stronę plaży.
Dzięki Ro.
-Eh, myślisz, że mając ciebie potrzebna mi jakaś inna?
Dobra, to było dobre posunięcie z jego strony, ale jak on może mówić takie rzeczy po tak krótkim czasie? -Dobra. Możesz sprawdzić moje wiadomości. -westchnął i podał mi go.
Wiem, że nie powinnam... W sumie czemu nie.
Weszłam na facebooka, ale tam miał na prawdę mało wiadomości, głównie od rodziny, więc postanowiłam poszukać w SMSach.
Ostatnia wiadomość była od... Rose.
"Zostawimy was samym, bo A.K. zaraz zabiję swoim wzrokiem Devriesa"
Spojrzałam na blondyna, który chyba był dumny z tego, że jestem zazdrosna.
Przejrzałam resztę ich wiadomości i było ich na prawdę dużo.
Mówił, że Ro mu się podoba.
Wiadomości w sumie były niewinne, w większości żartowali, ale kurde... On całymi dniami pisze z dziewczyną, która mu się podobała... Lub nadal podoba.
Zablokowałam telefon i odłożyłam na stolik.
-Zadowolona?
-Nie, ciągle piszesz z Ro. -burknęłam.
-Nie wiedziałem, że z ciebie taka zazdrośnica. -pocałował mój policzek. -Ej no jesteś na mnie zła?-spojrzał na mnie rozbawiony.
-Nie jestem.
-No ale za co?! Nic nie zrobiłem.
-Ta.
-Avril.
-Nie mów do mnie Avril.
-Słońce...
- Nie mów tak do mnie.
-To jak mam mówić?
-Charlie piszesz z Ro.-spojrzałam na niego z wyrzutami.
-Noi? To moja przyjaciółka.
-Nadal coś do niej czujesz?
Chłopak zabrał ze mnie ręce i spuścił głowę.
Czyli jednak.
-Wiesz co? Jesteś zwykłym gnojkiem.
Chciał coś powiedzieć, ale przerwał mu dzwoniący telefon.
-Czego? -warknął i zmierzwił dłonią włosy. -Mów o co chodzi? -przekręcił oczami, a potem podał mi telefon.
Na wyświetlaczu było imię Devriesa.
Nie mam ochoty rozmawiać, tym bardziej z nim.
Chociaż szkoda mi go po tym co robi mu Charlie. Kocha się w "jego" Rose.
-Co chcesz?
-Możesz mi kurwa powiedzieć co twój były chce od Rose?!
-Cco? -zająkałam się, a serce stanęło mi w piersi.
-Nie wiem kurwa co. Ty mi powiedz.
-Ggdzie jesteście?
-Poszliśmy dalej... Co on od niej chce?!
-Idę do was.
Rozłączyłam się i szybko wstałam, zakładając torebkę na ramię.
-Co chciał?-spytał lekko zmieszany.
-Conor...nie wiem. Coś z Ro. -wytłumaczyłam niezgrabnie i zaczęłam iść w ich stronę.
Na prawdę się bałam. On jest nieobliczalny...
Charlie dobiegł do mnie i szliśmy ramię w ramię.
-Avril o co chodzi? -spytał podwyższonym tonem. Nie odpowiedziałam mu. -Avril, kurwa, on jej coś zrobił?!-szarpnął mnie za ramię, ale nadal szłam.
-Nie wiem. Mam nadzieję, że nie i będziecie żyli długo i szczęśliwie. -parsknęłam.
W końcu zobaczyłam Devriesa, który siedział na piasku, w ręku przewracał telefon, a wzrok miał wbity przed siebie. Śledząc jego wzrok, zauważyłam Ro, która śmiała się z Conorem.
-Co do kurwy? -spojrzałam na Charliego, który zmarszczył brwi, a potem z wkurwionym wyrazem twarzy zaczął iść w ich stronę, ja oczywiście za nim. Stali do nas bokiem i byli tak rozbawieni, że nawet nas nie zauważyli. Blondyn go odepchnął, chciał to zrobić ponownie, ale Ro złapała go za ramię.
-Charlie co ty robisz?!
-Nie zbliżaj się do niej kurwa! -wyrwał się, ale tym razem stanęła na przeciwko niego.
-Uspokój się. On chciał tylko przeprosić.
Moja szczeka leżała w tym momencie na piasku.
Ona. Jest. Głupia?
Conor podszedł do mnie z łagodnym wyrazem twarzy, który chyba pierwszy raz widziałam i podrapał się po karku.
-No właśnie. Przepraszam Kate... Za to, że byłem dupkiem. Teraz jak na to patrzę... Wstyd mi. Przepraszam.
Stałam jak posąg i nie wiedziałam jak zareagować.
Oczywiście, że kłamał.
-Między nami okay? -dodał.
Nie okay. Jakie w ogóle okay?
Wczoraj jeszcze groził Rose!
-Em...
-On serio żałuję. -poparła go dziewczyna.
Przysięgam, ona jest ślepa i głupia.
-Tak, no, okay. -zbyłam go i spojrzałam na przyjaciółkę, która szeroko się uśmiechała.
-No to jest okay.
-W takim razie nie będę wam przeszkadzał. -Conor objął Rose ramieniem, a moje plecy potarł i odszedł.
-Co się tak gapicie? -wystrzeliła brwiami.
-Rose, kurwa, on ci groził a ty się z nim śmiejesz?! -wybuchł blondyn.
-Jakie groził? Podszedł do mnie żeby zapytać o A.K. Na prawdę był miły.
-Tak? Bo jeszcze wczoraj był gotów pobić Kate, a potem zagroził tobie.
Dziewczyna zamyśliła się na chwilę patrząc na piasek.
Złapałam się za łokcie i ze spuszczona głową czekałam na jej reakcje, która była mało istotna, bo w mojej głowie był Charlie. W sumie Charlie i ona.
-Nie wien. I tak pewnie więcej go nie zobaczę, więc jest mi to obojętne. Ściemnia się, idziemy do jakiegoś baru?
-Ja chyba wrócę do domu, źle się czuję. -powiedziałam z nadal spuszczoną głową, bo gdybym na nią spojrzała od razu wiedziałaby, że kłamię.
-Wszystko okay?
-Tak, to tylko głowa. -spojrzałam na nią i lekko się uśmiechnęłam. Ro przytuliła mnie mówiąc że zadzwoni rano, oczywiście jeżeli wróci do domu.
*ROSE*
A.K. odeszła, a Charlie uważnie mi się przyglądał. Widzę, że coś się stało.
-Wszystko z tobą okay? -podrapał się po karku, przekręciłam oczami, bo oboje przesadzają, Conor był na prawdę miły.
-Tak, no leć za nią. -uśmiechnęłam się, co odwzajemnił i pobiegł za nią.
Ona zasługuje na niego.
Odwróciłam się do Devriesa, który siedział na piasku ze spuszczoną głową.
Czyżby zazdrosny?
Jakoś przez tego Conora poprawił mi się humor.
Podeszłam do niego tanecznym krokiem, zabrałam jego ręce z kolan i usiadłam na nim, przez co musiał wyprostować nogi.
-Czego on od ciebie chciał? -położył dłonie na moich udach.
-Chciał przeprosić A.K. to nic... To co? Idziemy na imprezę? -spytałam, a ja jego mina złagodniała.
-Myślałem, że nie lubisz tańczyć? -uniósł prawy kącik ust.
-Lubię wypić. -założyłam ręce na jego szyję. -To co? Idziemy?
-Jak sobie życzysz.
Wstaliśmy otrzepując się z piasku i ruszyliśmy w miejsce gdzie była impreza.
*CHARLIE*
-Zostań, porozmawiajmy. -zatrzymałem Avril stając przed nią.
Nawet na mnie nie spojrzała, położyła dłonie na moich bokach, próbując mnie przesunąć.
-Na prawdę nie chcę słuchać twoich żałosnych tłumaczeń. -spuściła głowę, niepotrzebnie, bo przez różnice wzrostu jej nie wiedzę.
-Ona...
-Nieważne Charlie, nie chcę wiedzieć. Możesz mnie przepuścić? Źle się czuję.
-Odwiozę cię. -oznajmiłem i poszedłem za nią, bo prawie biegła do tego samochodu.
Przez całą drogę żadne z nas się nie odezwało, a jak zerkałem co chwilę, żeby chociaż złapać kontakt wzrokowy, widziałem tylko jej włosy, bo była odwrócona do szyby.
W końcu zatrzymałem się pod jej domem i razem wsiedliśmy z auta.
-Powinieneś jechać, jest już późno.
-Tak wiem. Odprowadzę cię pod drzwi.
Nic nie odpowiedziała, odszukała klucze w torebce, wpisała kod do bramy a potem poszliśmy pod drzwi.
-To... Cześć. -otworzyła drzwi, weszła do domu, w ostatniej chwili udało mi się je przytrzymać za nim zostały zamknięte.
-Poczekaj. -poprosiłem.
Powoli je otworzyła, założyła ręce na piersi i wpatrzona w moje buty czekała aż zacznę.
Nie bardzo wiedziałem z czego mam się tłumaczyć, bo dla mnie to wszystko było absurdalne.
-Nic nie czuję do Rose. To moja przyjaciółka, tylko tyle.
Odpowiedziała mi ciszą.
Złapałem jej podbródek i uniosłem by na mnie spojrzała.
Miała tak cholernie smutne oczy, które odważnie się we mnie wpatrywały. Z jakiegoś powodu, w moim gardle zebrała się wielka gula i już nie miałem siły nic powiedzieć.
-Chciałabym być dla ciebie tak samo ważna jak Rose. Żebyś tak samo na mnie patrzył. Mieliśmy zły początek i może... Źle trafiliśmy? Nie chcę robić niczego na siłę dlatego... -na chwilę spuściła wzrok, a ja modliłem się żeby tego nie powiedziała, znów spojrzała na mnie. -Myślę, że do siebie nie pasujemy i ...kurwa ja wiem, że do siebie nie pasujemy. To się nie mogło udać i... Tak. Tak myślę. -cały czas patrzyłem na jej oczy, które przewracały się z prawej, na lewą, górę i dół.
-Ja... Myślę.... Pasujesz do mnie idealnie. -wydusiłem. -Tak uważam.-wyprostowałem się i powiedziałem już pewniej.
Usmiechęła się do mnie smutno i zamrugała kilka razy.
-Nie dam rady sprawić, że zapomnisz o Rosalie. Nasza przygoda się skończyła, Charlie. -odwróciła się i weszła do środka zamykając za sobą drzwi.
Wziąłem głęboki oddech i wróciłem do auta.
Było już całkowicie ciemno, a ja bez celu patrzyłem na jej dom. Po kilku minutach wyszła na balkon, miała na sobie krótkie spodenki i sportowy top, a włosy związane w kucyka. Zapaliła papierosa i siadłam opierając czoło o barierkę.
Dlaczego ona pali? Jest taka piękna, a sama siebie niszczy.
Jest za bardzo skomplikowana.
Jestem pewien, że Rose to już przeszłość, w sumie nawet nie wiem czy coś w ogóle do niej czułem, bo... Zrobiłem dla niej tyle złego, byliśmy przyjaciółmi, a ja odwróciłem się od niej, poniżałem i teraz nawet nie odważyłbym się spojrzeć na nią w ten sposób.
A Avril, nie wiem, faktycznie wszystko wydarzyło się bardzo szybko, ale wiedziałem już jaka jest po nocy spędzonej z nią w szpitalu przy łóżku Willa.
Nie jest zbuntowaną A.K., tylko miłą i kochaną Avril. Może trochę za bardzo zazdrosną, ale nadal kochaną. Dba o ludzi, na których jej zależy.
Nie wiem czy mówiąc, że do siebie nie pasujemy miała na myśli to, że to ja do niej nie pasuję.
Gdy skończyła papierosa weszła do domu, a ja odjechałem.
***
*LEO*
-Rosie, może już starczy? -chciałem zabrać jej piwo, ale złapała butelkę dwoma dłońmi.
Od prawie dwóch godzin siedzimy na plaży, pełnej pijanych studentów.
Rose znów się upiła i nie ma z nią rozmowy, ciągle się śmieje i sypie we mnie piaskiem jakby to było zabawne. Po dziesiątym razie przestałem jej zwracać uwagę i po prostu staram się ją przekonać, żebyśmy poszli do mnie.
Nawet nie ma mowy, że zaprowadzę ją w tym stanie do domu. Susan by mnie zabiła.
-Słyszysz? Jesteś już zmęczona.
I najebana.
Dziewczyna ciągle patrzyła na ludzi, którzy tańczyli na drewnianych deskach pod dachem, wyglądało to jak wiejska impreza, ale kto by się przejmował skoro jest alkohol.
Chyba już etap szczęścia się skończył i coś czuję, że niedługo zaśnie.
-Chodź skarbie. -wstałem i złapałem ją za ramiona by pomóc jej się utrzymać na nogach. Powoli wstała upuszczając butelkę na piasek i szybko objałem ją w pasie. Ledwo stała na nogach. -Przecież wiesz, że masz słabą głowę. -postawiłem ją prosto, by dobrze złapać.
Powrót będzie ciężki.
-Nie dam rady iść. -dosłownie opadła na moją klatkę piersiową. Przeszedł mnie dreszcze, bo... Jej ciało jest takie malutkie w porównaniu do mojego, jest taka piękna i delikatna.
-Zabiorę cię do siebie.
-Po prostu... Mogę tu zostać? -wymamrotała. Musiałem ją przytulić żeby nie przyszło jej do głowy z powrotem usiąść.
Pierdolenie... Ja po prostu chciałem ją przytulić, nawet jeżeli była pijana i prawdopodobnie na trzeźwo by mnie odepchnęła.
-Chcesz spać na plaży? -zacząłem ją prowadzić.
-Mhm.
-Mewy cię zjedzą.
-Mewy nie jedzą ludzi.
-Chcesz się przekonać?
-Tak, możesz mnie tu zostawić. -mimo to nadal ciągnęła za sobą nogi.
-I o kogo ja bym się martwił?-zaśmiałem się.
-Tak jak zawsze, o siebie.
Zabolało. Cholernie zabolało.
Już się zamknąłem, przytuliłem ją mocniej do swojego boku i szliśmy dalej.
Półgodziny później byliśmy pod moim domem. Rose była ledwo przytomna, a ja zacząłem się martwić jak wprowadzę ją do domu, mama chyba by mnie zabiła, że pozwoliłem Rose pić.
Cholerny telefon.
Poczułem wibracje i zastanawiałem się kto jest takim idiotą, że dzwoni do mnie o tej porze.
Will.
Posadziłem blondynkę na krawężniku.
-Leo, zimno mi.
Usiadłem obok niej i objąłem ramieniem chcąc przekazać jej jak najwięcej ciepła. Nie odpowiadało jej to, bo wskoczyła na moje kolana i wtuliła w klatkę piersiową.
Uśmiechnąłem się, bo uwielbiam to uczucie, gdy ona się do mnie przytula, a ja nie potrzebuje niczego więcej.
Telefon przestał dzwonić, a ja sobie przypomniałem że powinienem odebrać.
Nic wielkiego się nie stało, bo znów zaczął dzwonić.
Odebrałem po pierwszym sygnale.
-Tak?-odezwałem się i potarłem policzkiem czubek głowy Rose.
-Gdzie jest kurwa Rose, czy ty wiesz która jest godzina?!
A mogło być tak pięknie.
-Jesteśmy pod moim domem, raczej nie wróci na...
-Pojebało cię? Nawet nie ma mowy. Daj mi ją do telefonu.
Spojrzałem na Rose, która poza oddychaniem nie dawała żadnych oznak życia.
Westchnąłem szybko myśląc co mam mu powiedzieć i stwierdziłem, że nie ma sensu kłamać.
-Wypiła trochę. Z rana odprowadzę ją do domu.
-Powiedziałem, że nie ma takiej opcji. Zaraz po nią przyjdę.
-Wyluzuj, przecież spędziła u mnie nie jedną noc.
-Będę za pięć minut. -oznajmił i rozłączył się.
Co za chuj.
-Kto dzwonił?
-Will, przyjdzie po ciebie.- przycisnąłem jej głowę do mojej klatki piersiowej. Wplatałem palce w jej włosy i delikatnie masowałem skórę jej głowy. Zawsze to lubiła.
-Nie chcę nigdzie iść.
-Ja też nie chcę żebyś szła.
-Więc dlaczego mi na to pozwalasz?
Wziąłem głęboki oddech, nie sądziłem, że nasza rozmowa akurat w tym momencie, gdy Rose jest pijana, zejdzie na ten temat.
-Obiecuję, że już więcej ci na to nie pozwolę.
-Nie wierzę ci Leo.
Poczułem uścisk w klatce piersiowej.
Nie lubię tych tematów, wolałbym zacząć wszystko od początku, jakby nigdy nic się nie stało.
Jedyne co zrobiłem to pocałowałem ją w głowę.
Zobaczyłem Willa, który próbował iść szybko, ale widać było, że chwieje się na boki.
Powoli wstałem podnosząc na nogi Rose.
-Nie mogłeś po prostu pilnować żeby nie piła i odprowadzić ją do domu? -od razu rzucił się do mnie.
-Dobrze się czujesz? -spytałem, bo nie wyglądał najlepiej.
-Daj ją. -załapał Rose za ramiona.
-Will, nie dam rady nigdzie iść.
-Idziemy do domu.
-Odprowadzę was.
-Dzięki, dość zrobiłeś. -odepchnął mnie i przyciągnął bliżej blondynkę.
-Jaki ty masz do mnie problem?
-Nie bądź śmieszny. Znów próbujesz wkręcić w to Rose.
-W co?! Tylko spędzamy ze sobą czas!
-Ona znów się zakocha, a potem znów będzie przez ciebie cierpieć! Nie pozwolę na to. Chodź Rosie.
Gdy zobaczył że ledwo trzyma się na nogach, wziął ją na ręce.
-Nie dasz rady jej zanieść!
-Spierdalaj. -odwrócił się i powoli zaczął iść wzdłuż ulicy.
***************
Siemson!
Jak życie?
ja jestem chora, super.
Jak się podobał rozdział?
Ogólnie to...SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU !!!!!!
DUŻO SZCZĘŚCIA ITD, ŻEBY ROK 2017 BYŁ LEPSZY OD 2016, ŻEBY W KOŃCU UDAŁO WAM SIĘ RUSZYĆ DUPE SPRZED KOMPUTERA I COŚ ZROBIĆ, A NIE MYŚLEĆ, ŻE ŚWIAT JEST DO DUPY, BO NIE JEST, JEST PIĘKNY TYLKO TRZEBA Z NIEGO SKORZYSTAĆ. ŻYCZĘ WAM WIELKIEJ MIŁOŚCI, WSPANIAŁYCH PRZYJACIÓŁ I RODZINY, KTÓRA WAS DOCENI, A WY JĄ. NOOO NAJLEPSZEGO!!
Wiecie co? Tak se ogarnęłam, że zjebałam ten 2016, nic nie zrobiłam i żałuję, bo jestem młoda i taki rok to dla mnie szmat czasu.
ale obiecuję poprawę! i wy też musicie!
piszcie mi w komentarzach, co u was się działo w tym roku!
-Kate xx
*KATE*
Co mnie zdziwiło pozbierał moje ubrania z podłogi, odłożył je na kanapę i wtedy na mnie spojrzał. Z wielkim uśmiechem na twarzy z oczami przepełnionymi radością.
Złapał moją twarz w dłonie.
-Muszę jechać do studia. Przyjdę po ciebie wieczorem. -delikatnie musnął moje usta. -Jakby coś się działo dzwoń. Cześć piękna. -ostatni raz się uśmiechnął i wyszedł.
Wzięłam długą kąpiel i zadzwoniłam do Ro, która była już w pracy. Powiedziała, że nie może dziś przyjść, bo wraca późno i prawdopodobnie nie spotka się nawet z Devriesem, ale jeżeli chcę to mogę przyjść na jogurt.
Ta, 40 minut drogi, spierdalaj.
*ROSE*
Samuel wczoraj zadzwonił do mnie z prośbą czy mogę przyjdź do pracy, bo nikogo jeszcze nie znalazł, a sam ma kilka spraw do załatwienia.
Więc od siódmej biegam po barze.
O osiemnastej zadzwonił Devries i coś czułam, że to nie będzie przyjemna rozmowa.
-Tak?
-Cześć, o dziewiętnastej przyjdę po ciebie. -oznajmił, a jego radość tryskała ze słuchawki.
-Hej, jestem dziś w pracy i marzę tylko o goręcej kąpieli, możemy sobie dziś odpuścić? -zacisnęłam wargi i zamknęłam oczy czekając jak wkurzony zaraz mnie opieprzy.
-Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem. -powiedział spokojnie i nawet usłyszałam radość w jego głosie, potem się rozłączył.
Czemu od do cholery się ze mną nie kłócił? Powinien prosić o to, żebym się z nim spotkała, a potem krzyczeć i mówić, że obiecałam. Cholerny Devries.
-Frank zamówienie do cholery! -powiedziałam głośniej przez zaciśnięte zęby. Ten tylko spojrzał na mnie przez okienko i zabrał karteczkę.
-A mamusia mówiła, że to zły pomysł, nienawidzę mojego gównianego życia. -burknął pod nosem.
Stary cap. Niech spierdala do tej matki.
Do dwudziestej pierwszej obsługiwałam stoliki, potem posprzątałam i piętnaście po zamknęłam lokal.
Po drodze do domu kopałam wszystko co trafiło mi się pod nogi, nawet fotel jakiejś laski w autobusie. Miałam głęboko w dupie, że co chwilę odwracała się z koleżanką i zwracały mi uwagę. Pewnie pomyślały, że jestem jakaś upośledzona i w końcu się przesiadły.
-Kurwa. -warknęłam, gdy nie mogłam trafić kluczem do zamka. Will napisał, że jest u Charliego, więc jestem sama. I dobrze, nie mam ochoty rozmawiać z nikim o tym jak obsługiwałam ludzi dla których jestem robotem do pracy.
W końcu otworzyłam te pieprzone drzwi i weszłam do środka rzucając buty gdzieś w kąt.
Trochę się zdziwiłam, bo w łazience paliło się światło.
Czyżby gołąbeczki były w domu?
Weszłam na górę, a z łazienki wyszedł... Devries.
-Dobry wieczór kochanie. -uśmiechnął się szeroko.
-Em... Hej? Co ty tu robisz? -weszłam w głąb łazienki i prawie zemdlałam widząc co tam jest.
-Mówiłaś, że marzysz o kąpieli, a ja spełniam twoje marzenia. -wytłumaczył, gdy przyglądałam się wannie wypełnionej wodą, której nie było widać, bo była pokryta grubą warstwą piany, a dookoła były rozstawione różnego rodzaju świeczki.
Nie mogłam powstrzymać uśmiechu i gdy spojrzałam na chłopaka poczułam uścisk w brzuchu.
-Podoba ci się? -spytał, bo ja nie mogłam wydusić ani słowa.
-Jest poprawnie. -chłopak wydął dolną wargę, a ja podeszłam i pocałowałam go w kącik ust. -Dziękuję.
W tym momencie chciałam go wyściskać, wycałować, bo...czy to nie jest kochane?
-Jak przyniosę wino to dostanę buziaka? -spytał cwaniacko.
-Masz wino?
-Jeden malutki buziaczek. -zaśmiałam się.
-Jeden malutki. -powtórzyłam cicho i złożyłam krótki, nic nie znaczący pocałunek na jego ustach.
Już nie był tym pewnym siebie chłopakiem, patrzył na mnie łagodnie i za bardzo nie wiedziałam co oznacza ten wzrok. Wręcz krępowałam się.
W końcu położył dłoń na moim policzku, noi już wiedziałam o co chodzi.
Nie mogę robić takich gestów.
-Leondre... -spuściłam wzrok.
-Miałaś nie mówić nie. -zaśmiał się krótka, ale mi w cale nie było do śmiechu.
-Nie bądź świnią. -podniosłam oczy na niego i odpuścił, pobiegł gdzieś na dół i wrócił z butelką oraz kieliszkami. Potem po prostu staną.
Stał i patrzył się.
-Mogę wziąć tą kąpiel? -uniosłam brwi, a jego wzrok z moich piersi przeniósł się na twarz.
Typowe.
-Możesz.
-Więc możesz wyjść?
-Nah, kąpiel weźmiemy razem.-oznajmił swobodnie, a mnie aż przeszły ciarki.
Razem? Że ja i on w jednej wannie?
Nie żartował, zdjął bluzę, t shirt (nie pożerałam go wzrokiem) i spodnie.
Patrzyłam na niego czekając aż zacznie się śmiać, co byłoby typowe dla niego, ale tym razem nie.
-No dawaj, pomóc ci? -uniósł kącik ust.
Chciałbyś idioto.
-Nie rozbiorę się przed tobą. -spuściłam wzrok na swoje skarpetki.
-Wiem. Zostaniemy w bieliźnie. -oznajmił co mnie w sumie ucieszyło, ale tak czy siak, to jednak bielizna. -No nie mów, że się boisz...-uniosłam wzrok na jego drwiącą mordę. -Tchórz?
-Ugh. -tyle opuściło moje usta. Szybko pomyślałam czy przypadkiem nie mam tych byłych majtek w serduszka, zwykłe czarne, dobrze, potem zdjęłam spodnie i skarpetki na raz. Cały czas patrzył na mnie czekając na więcej i oh, zdjęłam tą pieprzoną bluzkę.
Nie mogę mu pokazać, że nadal jestem tą wstydliwą dziewczyną. Niech się nacieszy, bo to ostatni raz.
Wciągnęłam brzuch żeby chociaż trochę podkoloryzować swój wygląd.
-Możesz nie patrzeć na moje cycki?
Chłopak szybko odwrócił wzrok w stronę wanny i wszedł pierwszy uprzednio gasząc światło. Marzyłam o takiej kąpieli. Znów uśmiechnęłam się od ucha do ucha i powoli weszłam do wody.
-Chodź tutaj, tam są świeczki. -rozszerzył nogi.
Ugh.
Usiadłam między jego nogami, a on przyciągnął mnie do swojej klatki piersiowej.
Błagam nie nie nie.
Tak.
Poczułam jego...ugh na dole moich pleców.
Rose zachowujesz się jak dziewica...no, bo przecież nią jesteś.
Leondre nalał nam czerwonego wina i gdy dostałam kieliszek do ręki poczułam się jak w jakimś filmie.
Tak zdecydowanie jestem romantyczką.
To urocze, że zrobił mi taką niespodziankę.
Wciągnęłam brzuch, gdy położył na nim rękę, bo nie chciałam żeby poczuł tych cholernych fałd.
-Nie rób tak, jesteś idealna. -szepnął do mojego ucha aż mnie ciarki przeszły i nie wiem czy to przez ciepłe powietrze na skórze czy przez komplement.
Przestałam wciągać brzuch i czekałam na jakiś gest obrzydzenia, którego ostatecznie nie było.
-Zagramy w pytania. -wystrzelił w końcu.
-Pytania?
-No wiesz ktoś pyta, potem...
-Wiem na czym to polega.
-Więc kobietom pierwszeństwo.
-Em... -o co ja miałam go zapytać? -Skąd miałeś klucze od domu?
-Serio Rose? Zabrałem dla Willa. Całowałaś się z Michaelem?
Przekręciłam oczami. Więc to będą takie pytania.
-Tak. -powiedziałam, a potem była chwila ciszy.
-Ile razy? Kiedy to było?
-Teraz moja kolej. Ile dziewczyn całowałeś od naszego rozstania?
-Żadnej. Ile razy się z nim całowałaś?
-Raz. Czy myślałeś kiedyś, że jestem tylko przygodą?
-Tak, na samym początku.
Zabolało.
-Jesteś dziewicą?
Odwróciłam się do niego, ale nie dałam rady go zobaczyć może to i dobrze.
-Nie.
-Cco? -szybko mnie odwrócił do sobie. -Z kim? -warknął.
-Leondre to boli. -spojrzałam na jego rękę, która za mocno uciskała mój brzuch. Nie zareagował, nadal patrzył na mnie surowym wzrokiem. -Leondre żartowałam. -złapałam go za dłoń, którą poluzował. Spojrzał w dół, a potem splótł nasze palce.
-Ja... Przepraszam. -spojrzał na mnie przerażony.
-Nie rób tego więcej.
-Na prawdę nie chciałem.
-Dlaczego taki jesteś? -zlustrowałam jego twarz. Na prawdę nie wiem dlaczego taki jest. Najpierw jest miły, powiem coś nie tak, staje się agresywny, a potem przeprasza.
-Rose przepraszam. -dotknął dłonią mojego policzka.
-Nie chodzi mi o przeprosiny. Ciągle przepraszasz.
-Ugh... Nie wiesz jak się czuję, gdy słyszę od znajomych, że widzieli jak całujesz się z jakimś chłopakiem... Gdy sam to widzę. Sama mi mówisz. Rosie boję się, że cię stracę. -pogładził mój policzek.
Nie wiedziałam za bardzo co mam powiedzieć, on przecież już mnie stracił.
Bałam się, że wszystko zajdzie za daleko, więc nic nie powiedziałam.
Leondre odsunął mnie i wstał. Wyszedł z wanny i zdjął swoje mokre bokserki, gdy zobaczyłam jego pośladki szybko odwróciłam wzrok.
Po prostu wyszedł.
Wypiłam duszkiem wino z kieliszka mojego i jego. Lekko zakręciło mi się w głowie i również wyszłam z wanny.
Zdjęłam bieliznę i owinęłam się białym ręcznikiem.
Wrzuciłam jego bokserki do suszarki. Jakby ktoś je zobaczył...
Jego ciuchy nadal były porozwalane na ziemi, więc nadal tu jest. Zabrałam je i poszłam do swojego pokoju.
Siedział na moim łóżku i przyglądał się mi z ustami zakrytymi dłońmi.
-Proszę. -położyłam jego ubrania na krzesełku. -Twoje bokserki wysusza się za piętnaście minut.
Zabrałam czystą bieliznę i ubrania, a potem poszłam do toalety. Szybko się ubrałam i stwierdziłam, że na trzeźwo nie dam rady z nim siedzieć, więc sięgnęłam po wino.
Całkiem smaczne.
Usiadłam na muszli klozetowej i "powoli" je sączyłam. Z gwinta znaczy się.
-Rose, jest okay? -usłyszałam pukanie.
-Proste.-burknęłam bardziej do siebie i zaśmiałam się.
-Ubrałaś się?
-Nah. -znów zachichotałam.
Otworzył drzwi i wszedł do środka.
Zmarszczył brwi, co? To takie dziwne?
-Wypiłaś całą? -zabrał butelkę z mojej ręki i pomachał nią.
-Ty też piłeś. -wzruszyłam ramionami.
Doskonale wiem, że wypiłam to za szybko, ale inaczej bym nic nie poczuła.
-Twoje bokserki są już suche.-oznajmiam, bo faktycznie suszarka wyłączyła się jakieś osiem minut temu.
Chłopak odstawił butelkę i wziął bieliznę. Gdy je zakładał stał tyłem i już nie krępowałam się obserwować go.
-Spałeś kiedyś z kimś? -spytałam nagle, bo na prawdę byłam ciekawa.
Odwrócił się na chwilę, a potem zaczął gasić świeczki i ogólnie sprzątać pomieszczenie.
-Nie odpowiesz mi? -uniosłam brwi.
-Nie spałem.
-Więc dlaczego... Było coś innego.-odpowiedziałam sama sobie. Skrzywiłam się mając w głowie obraz, gdy jakaś blondynka robi mu loda.
-Podobało ci się?
Znów odpowiedział mi ciszą.
Czyli, że tak.
-Kiedy to było?
-Dawno.
-Możesz na mnie spojrzeć? -wstałam i przytrzymałam się ściany, bo zakręciło mi się w głowie. Nic, zbierał już zgaszone świeczki. -Spójrz na mnie.-pociągnęłam go za ramię.
Odwrócił się i spojrzałam na mnie z zaciśniętymi ustami.
-Co mam ci powiedzieć?! Że jakaś przypadkowa laska mi obciągała i podobało mi się, bo była podoba do ciebie?!-wrzasnął, a ja nie mogłam nawet o tym pomyśleć, bo poczułam pustkę w żołądku, a potem uścisk w gardle.
-Nie dobrze mi. -zakryłam dłonią usta, a potem padłam przed muszlę klozetową na kolana.
Tak szybko jak wypiłam wino, tak szybko je zwróciłam.
Jaki wstyd...
Chciałam, żeby wyszedł, a nie patrzył na mnie w takim stanie, ale zebrał moje na wpół mokre włosy w garść.
-Chodź położysz się.-puścił moje włosy i pogładził je, gdy ja leżałam z ręką na desce, a głową nad nią.
-Leondre chce tu zostać.
-Ostatnio dużo pijesz. -stwierdził, a ja na prawdę nie chciałam się odzywać.
-Chyba tak.
-Jeżeli masz problemy... Alkohol nie jest rozwiązaniem.
-Wiem, ale zasadniczo woda też nim nie jest.
-Rose...
-Proszę, mów mi Rosie.
Leondre usiadł za mną, rozchylił nogi i przyciągnął mnie do swojej klatki piersiowej, oparłam na niej głowę, która latała na boki.
-Chyba powinnam umyć zęby.
-Mhm. -pocałował mnie w policzek i razem wstaliśmy. Leżałam na umywalce, gdy myłam zęby i myślałam, że tam zasnę.
Leondre pomógł mi dostać się do pokoju i ułożył mnie na łóżku, a sam się ubrał.
-Poprzytulamy się? -spytałam jak mała dziewczynka, gdy on zbierał swój telefon i portfel. Odwrócił się do mnie zaskoczony propozycją, a potem lekko uśmiechnął. Położył się na łóżku i przyciągnął mnie do siebie.
-Chcę spać.
-Więc śpij księżniczko.
Zarzuciłam na niego nogę i mocno wtuliłam w niego twarz, a on pocałował mnie w głowę.
-Chciałabym żeby tak było zawsze. -szepnęłam.
-Ja też. -znów mnie pocałował i wtedy już zasnęłam.
***
*KATE*
Charlie napisał żebym przyjechała do skateparku, może w końcu spędzimy czas normalnie.
Ogarnęłam się i kilka minut po 18 wchodziłam na teren placu.
Super, jest Will.
Uwielbiam tego gościa, ale musi być właśnie teraz?
-Jo skinie. -machnęłam głową w stronę łysego Willa, który siedział na rampie i uśmiechnęłam się do Charliego, który był obok.
-Zaprosiłeś A.K.?-zdziwił się, ale nie było to takie chamskie.
-Właśnie, my... -zaczęłam, ale blondyn mi przerwał.
-Jako nasza ochrona. -zaśmiał się, a mnie ukuło to w serce.
Na prawdę tak o mnie myśli?
Ave podoba ci się chłopak, który traktuje cie jak.... Kupla, czy co?
Kupla od seksu.
Błagam... Nie chce się mieszać w takie relacje. A jeszcze w nocy był taki miły.
Wdrapałam się na obiekt i usiadłam obok Willa.
-Emmm...nie dodane buziaka? -Charlie wychylił się ze zmarszczonymi brwiami.
Na to czekałam idioto.
Wychyliliśmy się za Willem i chłopak krótko mnie pocałował.
Turner nawet nie był zdziwiony, więc obstawiam, że Charlie mu powiedział o NAS.
Ale, że niby co? Przecież nie jesteśmy razem...
-Myślałem, że będziesz moją żoną...
-Jeszcze mogę. -zażartowałam i spotkałam się z surowym wzrokiem blondyna.
-Nie nie możesz. -wstał i usiadł za mną, spuszczając nogi z rampy po moich obu bokach, a moje plecy przyciągnął do swojej klatki piersiowej.
-Spokojnie... Nawet nie będziesz wiedział.
-Will, kurwa, to, że jesteś łysy nie znaczy, że możesz więcej.
-Spierdalaj, wraz z moimi włosami, A.K. do mnie wróci. -uniósł dumnie brodę.
-Idioci...
-A propo idiotów, Conor się odzywał? -Charlie wychylił głowę żeby na mnie spojrzeć.
-Nie. Nie rozmawiajmy o tym.
Poczułam jego ciepłe usta na moim ramieniu i to było takie...ugh. Conor nigdy nie robił takich gestów.
Położył dłonie na moich udach, a kciukami gładził ich wewnętrzną stronę.
-A gdzie tak w ogóle jest Rose?
Dlaczego on pyta o Rose?
-Jest w pracy.
-A Devries?
-Zajebał mi klucze i poszedł.
-A ty mu na to pozwoliłeś? -odwróciłam głowę w stronę łysego, który wzruszył ramionami.
-Niech się cieszy póki może, Rose do niego nie wróci.
-Zamknij mordę stary, on ją na prawdę kocha.
-Idiota. Kocha, kocha, kocha, chciał ją uderzyć, zdradzał ją, to dupek. -zwróciłam się do blondyna, który jako jedyny go bronił.
-Tak jak ty i Conor, co Kate?
-Charlie, spierdalaj, dobra?
-Niedobra. On serio się stara, a nikt tego nie widzi. -uniósł się i zabrał dłonie z moich ud, przeniósł za siebie i podparł na nich.
-Bo on kurwa nie zasługuje na nią. -zaśmiałam się krótko. -Ciągle go bronisz i wychodzisz na idiotę.
Chyba powiedziałam coś nie tak, bo zapadła cisza.
Odwróciłam się do blondyna, który szybko odwrócił wzrok.
-Zadzwonię do Michaela. -wstałam i odeszłam trochę od nich.
Faktycznie czasem mogłabym zamknąć mordę.
Jak można powiedzieć dla "chłopaka", że jest idiotą?
No ja potrafię.
Wróciłam do chłopców po kilku minutach i nagle ich rozmowa ucichła.
-Subtelnie.-stwierdziłam.
-Co? -Will zmarszczył brwi. -Jak tam u Michaela?
-Dobrze. W niedziele już wychodzi. -powiedziałam podekscytowana i założyłam nogę na ramię blondyna. -Poproszę Rose, żeby pomogła mi ogarnąć jego mieszkanie i kurwa... Może z nim zamieszkam. -założyłam drugą nogę i tym sposobem znalazłam się na jego ramionach.
Prawie spadłam, gdy blondyn gwałtownie odchylił głowę, ale złapał za moje dłonie.
-Zamieszkasz z nim?!
-Kolejna? Powiedział mi, że jak Rose skończy osiemnaście lat to z nim zamieszka. -zaśmiał się Will.
-Niech spierdala, to mój brat.
-A co na to twoi rodzice?!
-Charlie, oni nie mają nic do powiedzenia.
Spojrzałam w dół na niego, dziwnie zareagował.
-Nie lubicie go, co? -przymknęłam jedno oko.
-Póki Rose ze mną mieszka, lubię go. -Will wzruszył ramionami.
Charlie nic nie odpowiedział i opuścił głowę.
Było najzwyczajniej nudno, oni rozmawiali o jakimś meczu, a ja bawiłam się włosami blondyna.
Lubię Willa, ale mógłby pójść sobie do domu. Nadal nie wiem co jest ze mną i Charliem będziemy zachowywać się jak para, będziemy parą, czy może przyjaciółmi z przywilejami?
Nie mam pojęcia czego on chce, wszystko działo się tak szybko, że sama się w tym gubię.
Podoba mi się. Lubię go. Sprawia że czuję się lepiej. Ale znam siebie.
Przywiąże się do niego, zakocham jak głupia, a potem, albo będę tego żałować (jak z Conorem), albo wykorzystam to, że jest słabszy ode mnie i sama zniszczę ten związek.
-Idę do domu. -zeszłam z jego ramiona i puściłam jego dłonie.
-Co? -obaj odwrócili się do mnie.
-Spać mi się chce. -wzruszyłam ramionami. -Cześć.
Zsunęłam się po rampie i przeszłam parę metrów, a na skate park wszedł Conor.
Cholera.
Zauważył mnie.
Z uśmiechem podszedł do mnie i chciał mnie pocałować, ale odwróciłam głowę.
-Pocałuj mnie.
-Conor, źle się czuję, idę do domu. -chciałam go ominąć, ale złapał mnie w talii i przyciągnął do siebie.
-Mogę sprawić, że poczujesz się dobrze. -przyłożył usta do mojej szyi.
-Conor, przestań. -próbowałam go odepchnąć.
-Miśka... -włożył rękę pod moją bluzkę na brzuch.
W jednej chwili gwałtownie się odsunął, a ja podniosłam wzrok. Charlie stał obok mnie z zaciśniętymi pieśniami.
Boże, przecież Conor go zabije.
-Co kurwa? -warknął podchodząc do blondyna.
-Nie zbliżaj się do niej.
-Bo co? -popchnął go, a serce podeszło mi do gardła. -Ty mi zabronisz?!
-Nie będziesz jej tak traktował! -oddał mu.
-Kurwa, chłopie... Spierdalaj i poszukaj sobie innej suki.
Aha.
Charlie w jednej chwili rzucił się na niego, a ja próbowałam ich rozdzielić, co wyglądało tak, że krzyczałam i ciągałam ich za koszulki.
Zobaczyłam Willa, który ledwo podszedł do nas i już wiedziałam, że to się źle skończy. Zamknęłam oczy na sekundę, a gdy je otworzyłam Conor siedział na ziemi z dłonią przy nosie.
-Pożałujesz tego.
No nieźle, Will mu przyjebał.
-Zobaczymy.-odpowiedział cicho, widziałam jaki jest blady i spuścił głowę.
-Pilnuj lepiej siostry. -podniósł się z ziemi. -Nigdy nic nie wiadomo. -zaśmiał się krótko, Will poniósł gwałtownie głowę i chciał do niego podejść, ale ten już odszedł.
-Spróbuj ją tylko tknąć! -wyrwał się, a ja go przetrzymałam. Po chwili oparł głowę na moim ramieniu. -Muszę usiąść. -Charlie złapał go za ramiona i poszliśmy pod ogrodzenie gdzie usiadł ze zgiętymi nogami, oparł na nich ręce i głowę.
-Wszystko okay? -spytałam niepewnie.
-Nie kurwa.-podniósł głowę, a po chwili wstał. -Jeżeli on jej coś zrobi to będzie wasza wina.
Doskonale to wiem.
Gdyby nie ja nikt nie miałby kłopotów. Wiem, że Conor nie odpuści dopóki się nie odegra, na nas wszystkich.
Nie chcę żeby mieli przeze mnie problemy.
Odwróciłam się i poszłam na przystanek.
*CHARLIE*
A.K. poszła do domu, a ja odprowadziłem Will, który ledwo stał na nogach.
-Dasz radę, no wiesz? -podrapałem się po karku, jest strasznie czuły na punkcie swojej chwilowej słabości, że tak powiem.
-Nie jestem pieprzonym dzieckiem. -warknął. -Cześć. -podał mi rękę i powoli poszedł do domu.
Poszedłem do domu po samochód i pojechałem do Kate.
Cała sytuacja z nią jest dziwna. Nie mam pojęcia czy ona chcę być ze mną w związku, tak jak ja, czy dla niej to po prostu zabawa.
Ta dziewczyna jest skomplikowana.
Mogłaby powiedzieć mi wszystko o Conorze i jakoś bym rozwiązał sprawę, a wygląda to tak, jakby ona nadal chciała z nim być. Wiem, że ze mną byłoby jej lepiej, ale nie dam robić z siebie frajera.
Zatrzymałem się pod jej domem i zadzwoniłem dzwonkiem. Pewnie zobaczyła mnie w kamerze i otworzyła bramkę, a potem drzwi czekając w progu aż przyjdę.
Oh jezu, musiała sie tak ubrać?
-Hej. -stanąłem przed nią nie wiedząc co mam powiedzieć. Nie mogłem znaleźć konkretnego celu dlaczego przyszedłem. Było ich dużo, a za razem żaden nie był tak ważny.
-Hej. -wymusiła uśmiech i mnie wpuściła.
Ten tyłek.
Zdjąłem buty i poszedłem za nią do jej pokoju.
Usiadła na łóżku i wróciła do przeglądania stron internetowych, bo pewnie to robiła za nim przyszedłem.
Usiadłem za nią, odgarnąłem jej włosy i pocałowałem miękką skórę na jej ramieniu.
-Wyszedłem dzisiaj na frajera. -nawiązałem do tego, że to Will uderzył Conora. Chory Will. Moje męskie ego w tym momencie było poniżej poziomu.
-Nie graj bohatera. Conor jest niebezpieczny, a przeze mnie teraz wszyscy mamy przejebane.
-On może coś zrobić tobie? Albo Rose? -znów pocałowałem jej ramię, a ona nawet mi nie odpowiedziała. -Ave to ważne.
-Wiem, kurwa Charlie wiem. -odwróciła się do mnie przodem. -Will go wkurwił, boję się, że może coś zrobić Rose. Jest nieobliczalny. -ogarnęła włosy do tyłu.
-Więc musimy coś z tym zrobić. -położyłem dłoń na jej kolanie, którą od razu zrzuciła.
-Myślę, że nie powinniśmy się spotykać. -spuściła wzrok. -Porozmawiam z nim... Jakoś to odkręcę.
-Nie. -powiedziałem od razu, bo to kurwa była najgorsza opcja z możliwych. -Nie pozwolę ci się z nim spotykać.
-Charlie... Czy ty nie rozumiesz? Znam go bardzo dobrze, wiem jaki jest zawzięty, poniżyliśmy go, a teraz jego ruch. Zrobi wszystko żebyśmy wiedzieli, że z nim się nie zadziera.
-Wcale nie jesteś taka za jaką mają cię ludzie. Twoje życie jest zależne od niego, podporządkowałaś się mu i teraz masz problem, bo nie możesz się mu sprzeciwić. I co teraz?! Wrócisz do niego i pozwolisz, żeby traktował cię jak ostatnią szmatę?! Bo ja na to nie pozwolę. Nie pozwolę, żeby się do ciebie zbliżył.
-Nie będziesz mi kurwa mówić co mam robić.-spojrzała na mnie oburzona.
Zaśmiałem się pod nosem.
-Będę. -droczyłem się, bo już miałem dość tej poważnej atmosfery.
-Spierdalaj.
To jest właśnie A.K.
-Masz niewyparzony język.
-Jak ci się nie podoba to żegnam. -odwróciła się do komputera.
Co mnie do niej tak ciągnie?
Złapałem ją w talii i położyłem tak, że jej głowa była na moim podbrzuszu.
-Charlie zostaw mnie. -chciała się podnieść, ale ją przytrzymałem. -Charlie!-zaczęła się wiercić i była taka zła, że aż urocza.
-Jesteś urocza.
-A ty wkurwiający. -przestała się wyrywać i wystawiła język.
-Do mnie tak? -uniosłem brwi.
-Mhm.
Wyglądała jak dziecko z językiem na brodzie i szeroko otwartymi oczami.
Złapałem za jej język i specjalnie pociągnąłem. Zapiszczała, a ja go puściłem.
-Zapamiętaj ,że do mnie się tak nie robi.
-Jesteś okropny.
-Wkurwiający, okropny...coś jeszcze?
-Mogę usiąść? -chciała się podnieść, ale trzymałem ją za ramiona.
-A co za to będę miał?
-Mogę dać ci coś do jedzenia.
-Przekonałaś mnie.
Zeszliśmy oboje na dół. Oparłem się o blat i obserwowałem jak przygotowuje danie.
Nie wiem dlaczego, ale podobał mi się ten widok. Patrzyła w dół więc oczy więc miała przymknięte, jej dłonie zgrabnie kroiły warzywa, a długie fale opadły prawie do pośladków i kurwa....patrzenie na nią to chyba moje nowe uzależnienie.
-Czego się kurwa gapisz?-rzuciła przez ramię.
-Twój tyłek wygląda w tych spodenkach zajebiście.
-I dlatego się do niego uśmiechasz? Przykro mi, ale tym razem nie dobierzesz mi się do majtek.
-Ostatnio to ty się do mnie dobrałaś. -uśmiechnąłem się cwaniacko, już nie wiedziała co ma powiedzieć, więc powie...
-Spierdalaj Charlie.
-Wiedziałem, że to powiesz. Jesteś taka przewidywalna...
Gwałtownie rzuciła nóż na blat i odwróciła się do mnie.
-A przewidzisz swoje wyjście? Wypierdalaj.
Zmarszczyłem brwi i wycofałem głowę.
-Avril wyluzuj...
-Nie mów do mnie Avril! -machnęła rękoma. -Zostaw mnie w spokoju! Czego tu przyłazisz?! No?! -podeszła i popchnęła mnie, raz i drugi i trzeci...,aż w końcu złapałem ją za nadgarstek i wykręciłem. Wiedziałem, że to poczuję, ale też nie sprawi jej wielkiego bólu. -Puszczaj mnie!
-Nah.
-Charlie kurwa. Zaraz się zdenerwuje.
-Ty jesteś chodzącym wkurwem.
-Więc sobie kurwa idź!-odepchnęła mnie.
Ma rację.
Po co ja tu tak właściwie jestem? Jeżeli nie chce mojego towarzystwa to okay, nie mam zamiaru się narzucać.
Prychnąłem i na jej życzenie wyszedłem.
Pojechałem prosto do domu, nawet nie zdejmując butów wbiegłem na górę i trzasnąłem drzwiami.
Sprawdziłem wszystkie social media i włączyłem konsole, ale szybko mi się znudziło.
Leżałem patrząc w sufit.
Cholerna A.K. nie mogłaby być po prostu normalna?
Normalnie ze mną rozmawiać, spędzać czas, śmiać się i robić te wszystkie gówna jak normalna dziewczyna?
Nie. Bo to A.K.
Chodząca bomba emocji.
Zgoda, może źle zaczęliśmy, pieprząc się, ale czy to takie ważne?
W sensie... Jak byliśmy sami, gdy jeszcze nie wiedziałem o Conorze, oboje byliśmy inni. Po prostu inni.
Prawdziwi.
Gdy niczym się nie przejmuje, taką ją lubię.
Lubię ją.
Co ja mam zrobić?
Usiadłem na łóżku i wybrałem numer do Leo, jest pierwsza w nocy, więc pewnie go obudzę.
-Kurwa... Charlie? Popierdoliło cię? -odebrał za drugim razem.
-Chyba tak. Mam problem.
-Super. O pierwszej w nocy. Idź spać debilu.
-Musisz mi pomóc.
-Tak jakby nie mam czasu... Jestem u Rose.
-U Rose? Super. Obudź ją.
-Pojebało cię? Mów szybko o co chodzi.
-O kogo...A.K.
-W takim razie nie mam czasu.
-Spróbuj się rozłączyć, a będę musiał poważnie porozmawiać z Rose. -zagroziłem.
Oczywiście bym tego nie zrobił, ale cel uświęca środki.
-Eh... Mów.
-No więc byłem u niej, ale mnie wygoniła.
-Może nie chce żebyś traktował jej jak dziwkę?
-Nie traktuje! Ja na prawdę ją lubię...
-To jej to powiedz.
-Ciągle to robię.
-Powiedziałeś jej to w twarz?
-Skoro ją przytulam, całuje...
-Charlie, jesteś starszy, a jesteś takim niedorozwojem. To jest A.K., ona tego nie rozumie. Ten jej koleś, myślisz, że on ją lubi, gdy ją całował? Ona wie, że pocałunki nic nie znaczą.
Czy on mnie porównał do Conora? Czy ona myśli o mnie jak o Conorze?
-Kurwa.
-A teraz wybacz. Idę się nacieszyć Rosie, bo jak się obudzi to mnie wypierdoli ze swojego łóżka. -rozłączył się.
Pierwsza dziesięć.
Nie wytrzymam do rana.
Złapałem kluczyki od samochodu i po piętnastu minutach byłem pod jej domem.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Sieeeemson!
Pierwsza i najważniejsza sprawa, przepraszam, że nie odpisałam na komentarze pod wcześniejszym rozdziałem, ale wiecie byly święta i ciągle coś do roboty, nawet o tym nie myślałam. Przeprasza.
No i właśnie jak tam święta?
Chyba jestem stara, bo w ógole się z nich nie cieszyłam, nawet ich nie czułam.
Nie wiem, czy mi się uda wrzucić jeszcze jeden rozdział prze nowym rokiem, postram się.
Miłego dnia!
-KATE xx